loading
Proszę czekać...
Kampania podhajecka do dziś uznawana jest za mistrzostwo w sztuce wojennej
Opublikowano dnia 07.09.2017 13:00
Dziesięciokrotna przewaga liczebna wroga, własne wojsko niepłatne i wyczerpane, kraj na skraju wojny domowej. W takich okolicznościach 350 lat temu ujawnił się talent największego dowódcy, jakiego kiedykolwiek miała Polska. Ówczesny hetman polny Jan Sobieski zatrzymał najazd tatarsko-kozacki. Kampania podhajecka do dziś uznawana jest za mistrzostwo w sztuce wojennej.

Wikimedia Commons
Leszek Masierak

W 1666 roku przez Rzeczpospolitą przetoczyła się wojna domowa. Rokoszanie pod wodzą Jerzego Lubomirskiego pokonali w krwawych walkach armię litewską i koronną i choć sam przywódca buntu oficjalnie przeprosił króla Jana Kazimierza, dwór musiał porzucić pomysły zreformowania ustroju politycznego państwa.

W poszukiwaniu wodza

Wojna przyniosła spore zniszczenia materialne, lecz przede wszystkim bardzo osłabiła siły zbrojne – w bitwach pod Częstochową i Mątwami poległo ponad 4 tysiące żołnierzy królewskich – i byli to ludzie najbardziej doświadczeni – ci, którzy niegdyś pod buławą Stefana Czarnieckiego walczyli ze Szwedami i Rosjanami, odnosząc wiele sukcesów. Na domiar złego Rzeczpospolita nie miała doświadczonego dowódcy. Czarnecki nie żył już od trzech lat, podobnie jak hetman wielki litewski Paweł Sapieha. Hetman wielki Stanisław „Rewera” Potocki był umierający, zaś buławę polną koronną, odebraną Lubomirskiemu, objął starosta jaworowski i krasnostawski, marszałek wielki koronny Jan Sobieski. 37-letni wówczas dowódca miał spore osobiste doświadczenie w walkach – uczestniczył w wielu kampaniach od kilkunastu lat – ale nigdy nie dowodził samodzielnie dużymi zgrupowaniami. Tymczasem los narzucił mu zadanie z gatunku „mission impossible” - miał ochronić kraj przed łupieżczymi najazdami sąsiadów z południowego wschodu – Tatarów krymskich, oraz sprzymierzonych z nimi Kozaków pod wodzą Piotra Doroszenki, który wzorem Chmienickiego chciał uniezależnienia Ukrainy od Polski. Opierał się jednak nie na Moskwie, lecz na Stambule i Bachczysaraju.

Nadchodzi burza

30 stycznia 1667 roku podpisano w Andruszowie rozejm, kończący ponad dziesięcioletnią wojnę pomiędzy Rosją a Rzeczpospolitą. Korona straciła Czernichowszczyznę i Zadnieprze z Kijowem, Litwa natomiast ziemię smoleńską. Rozejm był dla obu krajów niezwykle potrzebny – ale stworzył też kolejne niebezpieczeństwo. Dla Chanatu Krymskiego, Kozaków, którzy nie uznawali porozumień perejasławskich z Moskwą, a pośrednio także dla Turcji porozumienie między Polską a Rosją było uznawane za bardzo niebezpieczne.

Hetmani w Rzeczypospolitej mieli spore uprawnienia nie tylko wojskowe, lecz i w polityce zagranicznej – mogli w imieniu całego kraju paktować między innymi z Mołdawią i Chanatem Krymskim. Sobieski, postawiony wobec konieczności dowodzenia obroną kraju, spróbował najpierw metody dyplomatycznej – na początku roku 1667 na Krym wyruszyło specjalne poselstwo. Chan Adil Girej okazał się jednak nieugięty – nie zamierzał rezygnować z najazdów na Podole, Wołyń i Pokucie, nie było mowy o odnowieniu przymierza, które przez ostatnich kilka lat łączyło Krym i Rzeczpospolitą. Również nowo wybrany hetman kozacki nie chciał negocjować. Ufny w tatarskie poparcie nie uznawał rozejmu andruszowskiego i liczył na rozstrzygnięcie w polu. Wojna stała się nieunikniona – a tradycyjnie już Rzeczpospolita, a w zasadzie Korona, gdyż wojska litewskie nie były brane pod uwagę w starciach z Tatarami i Kozakami – była zupełnie nieprzygotowana do walki. Po ubiegłorocznych stratach w wojnie domowej siły podległe Sobieskiemu były bardzo małe – a do tego pozbawione zaopatrzenia i – znów tradycyjnie dla Rzeczypospolitej – od dawna nie płacono im żołdu.



Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
reklama_pionowaNajnowszy numer
Związek
więcej
Wideo "Konstytucja dla obywateli, nie dla elit". Wywiad z Ewą Tomaszewską
Blogi
avatar
europoseł Zbigniew
Kuźmiuk

Zbigniew Kuźmiuk: Padają ostatnie szańce obrony III RP
Tuż po wygranych przez Andrzeja Dudę wyborach, a przed objęciem urzędu prezydenta, zaapelował on do rządzącej koalicji PO-PSL, aby nie podejmowali zmian, które mogą w przyszłości kreować konflikty.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: "Lotna Czytelnia" nad Wisłą
Często spaceruję tym bulwarem, będę się więc bacznie przyglądał wypoczywającym na nim krakowianom i turystom, aby zobaczyć, czy zagłębiają się w lekturze książek.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: 22 lipca - zwyczajny dzień
Nie ma już dzisiaj fałszywych świąt i rocznic, nie ma ogłupiającej propagandy, nie ma zastępowania prawdy kłamstwem.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.