loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Cezary Krysztopa dla "TS": Opole? Nie, dziękuję
Opublikowano dnia 19.09.2017 20:00
Plejada wykonawców, wielkie gwiazdy, znakomici artyści, muzyczne święto... Jestem głęboko przekonany, że prezes Telewizji Polskiej Jacek Kurski uważa wrześniową edycję Festiwalu w Opolu za swój wielki sukces, ponieważ oto udało mu się to rozhisteryzowane tałatajstwo ugłaskać, ukoić jego skołatane fejkniusem o „wyrzuceniu z festiwalu Kayah” nerwy i opanować wywołane nim torsje artystycznej wrażliwości. Ja z kolei wręcz przeciwnie, uważam, że to porażka i stracona szansa

zrzut ekranu - Youtube.com
Cezary Krysztopa

Pisałem już o tym jakiś czas temu przy okazji tak zwanego shitstormu, wywołanego fałszywą informacją o rzekomym wyrzuceniu piosenkarki Katarzyny Magdy Szczot, zwanej też dla niepoznaki „Kayah” z festiwalu opolskiego. Na nic się zdały tłumaczenia samej piosenkarki, która pisała wyraźnie, że sama zrezygnowała z występu, poziom emocji pośród różnego poziomu „elit” związany z „obroną demokracji”, światowym zalewem faszyzmu ze szczególnym uwzględnieniem Polski i generalnie tym, że postęp, który miał zawsze postępować, naraz postępować przestał. Estradowe w tym przypadku „elity” pędziły już, jak to mają w zwyczaju, niczym stado baranów i powód pędu w tej sytuacji nie miał już żadnego znaczenia. Swoją szansę wyczuł też prezydent Opola, który postanowił zostać La Pasionarią tej infantylnej rewolucji i zerwał umowę z Telewizją Polską. No to się ludzie słusznie wkurzyli, bo gwiazdeczki miały do Opola przyjechać nie dla PiS, którego tak nie nawidzą, tylko dla nich. Nad Polską uniosło się gromkie – To idźcie do diabła!, a na internetowych forach szybko zaczęto projektować nowy festiwal.

Sam również wymyśliłem własną listę wykonawców, którzy robią doskonałą muzykę, nie będąc członkami „towarzystwa” i nie mając przez to wcześniej szans na żadne „Opola”. Ludzie takie listy tworzyli masowo, co ciekawe często te listy się jakoś pokrywały, ponieważ poza „Opolami” i zagramanicznymi koncernami muzycznymi istnieje życie muzyczne i odnosi sukcesy po swojemu, bez łaski „towarzystwa”. Prawie na wyciągnięcie ręki był już festiwal w Kielcach, który mógł ostro przewietrzyć zbutwiałą polską estradę. Ale nie, trzeba było ucałować pierścienie matron mikrofonu. Pokłonić się matuzalemom srebrnego ekranu. Oddać „bogom” co „boskie” i „cesarzom” co „cesarskie”. Nowi niech dalej walczą za pośrednictwem YouTuba (tak, wiem, że w Opolu też będą jacyś „nowi”, ale jakoś dziwnie nie widzę tych nowych, których zaproponowali widzowie). Po co komu nowi wykonawcy, skoro od dziesiątek lat mamy już starych? Dlatego sorry, ale beze mnie. Przez chwilę myślałem, że obejrzę znów jakiś festiwal, ale skoro mam oglądać znowu to samo, to podziękuję. No dobrze, na pewno zrobię wyjątek dla Jana Pietrzaka i Krzysztofa Cugowskiego. Że nie jestem konsekwentny? No i dobrze, do spazmujących gwiazdeczek i tak jeszcze mi daleko.

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (38/2017) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.




 
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Konferencja "Układy zbiorowe droga do społecznej gospodarki rynkowej" - Debata publicystów
Blogi
avatar
Marcin
Brixen

Marcin Brixen: Pietruszka
Pan, który w osiedlowym sklepiku handlował warzywami znienacka podniósł cenę pietruszki.
avatar
Barbara
Piela

[video] Nowa animacja Barbary Pieli: "Perfumy Owsiaka"
Nowa animacja Barbary Pieli
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Przetarg na obsługę smoka
Podobizna łasego na dziewice potwora stoi na głazie u podnóża Wawelu, u wejścia do jaskini zwanej Smoczą Jamą.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.