loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Paweł Woldan dla "TS": Róbmy filmy o tym, co nam bliskie
Opublikowano dnia 26.10.2017 18:03
– Reżyser filmów dokumentalnych musi być odważny. Inaczej szkoda w ogóle zajmować się tą profesją – mówi Paweł Woldan, scenarzysta i reżyser, twórca ponad 80 filmów dokumentalnych, laureat Platynowego Opornika – nagrody Festiwalu „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci” za całokształt twórczości, w rozmowie z Magdaleną Zarzycką.

archiwum P. Woldana
– Festiwale filmów dokumentalnych cieszą się w Polsce dużym powodzeniem. Ale potem filmy te giną. Dokumenty nie mają siły przebicia? Brakuje dystrybutorów?
– Kiedyś filmy dokumentalne były pokazywane w kinach przed filmem fabularnym. Dzisiaj film jest tylko dodatkiem do reklamy. Telewizje komercyjne nie są zainteresowane dokumentami, chyba że są one jakąś atrakcją, skandalem. Był jakiś czas temu redaktor naczelny od dokumentu w telewizji, bardzo zdolny reżyser i dokumentalista, który, niestety, sprowadził rolę dokumentu właśnie do owej atrakcji, uznając, że im więcej cielesności, krwi, odszczepieńców, ludzi bez rąk i bez nóg, tym lepszy film dokumentalny. Oczywiście takie filmy również powinny być tworzone, ale nie można sprowadzać dokumentu tylko do takiej tematyki, wyłącznie do epatowania czymś obscenicznym.

– O czym więc powinno się robić filmy dokumentalne?
– Jestem przekonany, że nie mógłbym zrobić filmu o tym, co się dzieje np. w Somalii , bo najpierw musiałbym poznać kraj i ludzi, pożyć z nimi. Mogę zrobić film o tym, co się dzieje na Saskiej Kępie, w Polsce, bo to znam, to jest mi bliskie. Mam wrażenie, że polscy filmowcy często chcą robić tzw. filmy światowe, europejskie. Nie ma nic gorszego. To, czym możemy zaimponować światu, Europie, to filmy o nas. Nie wyobrażam sobie, żeby Fellini czy François Truffaut mogli zrobić film o Solidarności albo o stanie wojennym. Obaj robili filmy o tym, co było na ich ulicy. Z udawania, czyli z robienia filmów dziejących się np. w Italii – myślę tu o niektórych polskich filmowcach – nic dobrego nie wyjdzie. Ostatnio jeden z bohaterów moich filmów powiedział, że kilkanaście lat temu widział na billboardach portrety wybitnych polskich aktorów i artystów podpisane „Jestem Europejczykiem”. Czy oni zwariowali? – zdziwił się. – To dopiero od dzisiaj są Europejczykami? Ja poczułem się Europejczykiem, już kiedy miałem 12 lat i przeczytałem „W pustyni i w puszczy” – powiedział. I miał rację. Mówię o zakłamaniu, o tzw. poprawności politycznej, która jest zupełnie niepotrzebna w kulturze. Kultura ma być wolna, niezależna, bo nie jest ani ponadnarodowa, ani ponadeuropejska, ani państwowa. Kultura jest powszechna, ale, tak jak ludzie, ma swoją tożsamość i z niej wyrasta. Zaprzeczanie temu prowadzi na manowce.

– Dlaczego dziś polskie dokumenty nie odnoszą takich sukcesów jak te tworzone w czasach słynnej polskiej szkoły dokumentu?
– W okresie PRL robiło się w Polsce filmy dokumentalne trwające od 15 do 17 minut, na taśmie filmowej 35 mm lub 16 mm. Kiedy film miał mieć 16 minut, dostawaliśmy taśmę na 30 minut, więc mogliśmy nakręcić najwyżej dwa razy więcej. Ten krótki metraż zmuszał nas do tego, żeby być precyzyjnym. Z drugiej strony cenzura obowiązująca w PRL-u powodowała, że nie mogliśmy opowiadać wprost, zmuszała do tego, by obudowywać treść w metaforę, prawie poezję. A napisać wiersz jest o wiele trudniej niż napisać grubą książkę. Dlatego filmy dokumentalne za czasów PRL były niemalże wierszami. Cała polska szkoła dokumentu – od Bossaka, Karabasza, Królikiewicza, Kieślowskiego, Łozińskiego, do Wojtka Wiszniewskiego – robiła filmy od 15 do 16 minut. W latach 90. wszystko się zmieniło. I dziś nie ma żadnych zasad. Wszystko wolno, nie ma cenzury, możemy rozbierać – i z ubrań, i psychicznie. Możemy kręcić do woli. I to fajnie, że teraz możemy robić filmy, jakie chcemy i o czym chcemy. Ale krótki metraż zmuszał do doskonałości.

– Czy film dokumentalny może pełnić funkcję propagandową?
– W pewnym sensie jest rodzajem propagandy, ponieważ ma wpływ na widza. Komuniści to świetnie rozumieli. Dziś mamy inne narzędzia – internet, portale społecznościowe itd., i nimi się steruje. W 1990 r., kiedy Polska stała się w pewnym sensie wolna, a przynajmniej pozbyliśmy się PZPR, nasza grupa filmowców, dokumentalistów, pomyślała: nie możemy teraz robić krytycznych filmów. Widzieliśmy, że wiele zmienia się na lepsze, ale również to, że okrągły stół jest tylko pewnym paktem, że nowy rząd popełnia błędy, że nie myśli się o ludziach, a raczej o tym, jak ukraść pierwszy milion. Ale cieszyliśmy się wolnością i jednocześnie obawialiśmy się, że ciemne siły ze wschodu lub z zachodu czekają tylko na to, żebyśmy krytykowali nową rzeczywistość. Więc na ogół robiliśmy filmy o ludziach. Ja robiłem filmy o tych, o których nie mogłem w latach 80. – o pisarzach, opozycjonistach, którym chciałem podziękować.

– I co się stało z tą wolnością?
Z czasem w telewizji zaczęła funkcjonować pewnego rodzaju ideologiczna cenzura. Niektóre tematy stały się zakazane. Były osoby, o których nie można było robić filmów – mówię głównie o ludziach z podziemia. Powstawały filmy jedynie o tych, którzy byli dobrzy według obowiązującej tezy, propagowanej przez Adama Michnika i „Gazetę Wyborczą”. Pozostali byli nazywani albo ciemnogrodem, albo oszołomami. Innymi słowy, próbowano fałszować historię. Miałem tego świadomość, doświadczyłem, że w telewizji nie ma miejsca dla filmów, które chciałem realizować. Z każdym rokiem pewne tematy, nazwiska, które proponowałem, nie pasowały, już były na indeksie. Nie mówiono wprost, że nie, tylko że nie ma pieniędzy, że może lepiej zrobić o kimś innym. I filmy, które powinny powstawać, nie powstawały. I to tak trwało niestety, a moi koledzy filmowcy, przyznam z zażenowaniem, godzili się na to. Inni natomiast z pasją realizowali wytyczne jedynie obowiązującej wykładni, którą narzucili postkomuniści i ludzie skupieni wokół gazety z Czerskiej.

– W dokumencie – widać to doskonale na przykład na festiwalu „Docs Against Gravity” – jest coraz więcej fabuły, scenariusza nie do końca opartego na faktach.
– Nie ma przepisów, poradników, jak zrobić film. W ostatnich latach widziałem kilka wspaniałych dokumentów, ale na ogół były to filmy klasyczne, bez fajerwerków. Jestem w komisji przyznającej dotacje w PISF, gdzie trafiają projekty filmów dokumentalnych. Ze zdumieniem widzimy, że ich autorzy są szalenie zagubieni. Albo to są bardzo pretensjonalne projekty, albo takie, które wykorzystują sytuację polityczną – np. dzisiaj jest zielone światło dla żołnierzy wyklętych, to musimy składać projekty na filmy tylko o nich. To jest szlachetne i potrzebne, bo trzeba opowiedzieć o bohaterach, o których nie można było mówić – co szczególnie haniebne – nawet po 1989 roku. Zadaniem sztuki i kultury jest także przywracanie pamięci. Ale nie powinny powstawać filmy tandetne, bo zrobią więcej szkody niż pożytku.

Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
reklama_pionowa
Wideo Konferencja "Układy zbiorowe drogą do społecznej gospodarki rynkowej" - Piotr Duda
Blogi
avatar
poseł Janusz
Szewczak

Janusz Szewczak: Normalność kontra totalny odlot
Ostatnie 2,5 roku rządów PiS w znacznym stopniu przywróciło wreszcie w Polsce normalność, choć jest jeszcze nad czym popracować, po blisko 30 latach zaniedbań. Obudziło jednak totalne wariactwo polityczne i niesłychaną frustrację ze strony przegranej opozycji - coraz bardziej antypolskiej i antypaństwowej. Przypomniało w ich wydaniu takie stare demony jak: liberum veto, zdrada i zaprzaństwo, powszechne wręcz kłamstwo stosowane w debacie politycznej. Wzmogły one jeszcze szaleństwa szkodników polskiego interesu narodowego, zaktywizowało tzw. V-kolumnę, wszelkich wrogów polskości, patriotyzmu, tradycji, a nawet zdrowego rozsądku.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Uprzejma motornicza i nieczuli pasażerowie
Ta historia, którą pochwaliło się na Facebooku Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Krakowie ma dwa oblicza: radosne i smutne.
avatar
europoseł Zbigniew
Kuźmiuk

Zbigniew Kuźmiuk: Nigdy po roku 1989 nie było tak dużej pomocy dla rodzin wychowujących dzieci
Już ponad 2 lata realizowany jest program Rodzina 500 plus, rusza właśnie program wyprawki szkolnej dla wszystkich uczących się dzieci w wysokości 300 zł wypłacanej corocznie przed rozpoczęciem roku szkolnego, realizowane jest także finansowanie darmowych podręczników w szkołach podstawowych i w ostatniej już klasie gimnazjum, co oznacza, że wsparcie państwa dla rodzin wychowujących dzieci jest obecnie najwyższe w naszej najnowszej historii po roku 1989.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.