loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Stanisław Seaman Januszewski: Nadzieja umiera na ulicy Czerskiej w Warszawie
Opublikowano dnia 06.11.2017 18:41
Problem Gazety Wyborczej polega na tym, że liderzy opozycji są na tyle niezborni, iż nawet manipulować nimi nie można.

domena publiczna - Wikimedia Commons
Demokracja umiera w ciszy” – tak zatytułował Jarosław Kurski jeden ze swoich apeli o jedność totalnej opozycji. Ale pretensjonalny tytuł to zaledwie przedsmak tego, co spotka czytelnika w tym i w innych tekstach spanikowanego redaktora - tam egzaltacja leje się wiadrami. Znajdziemy w nich wszystko, co widzieliśmy na transparentach rozgorączkowanej kodziarni  - od „zbrodni przeciw konstytucji” i „destrukcji  polskiej demokracji” aż po „dźwiganie zbroi” i „historia wam tego nie zapomni”. Od poczciwych przestróg dla liderów w rodzaju „jeśli pójdziecie osobno...” do epitetów typu „pożyteczni wspólnicy Kaczyńskiego”, a w domyśle pożyteczni idioci.

Strumień egzaltacji i  pretensjonalności jest wspólnym mianownikiem wszystkich obrońców systemu Trzeciej RP. Tam właśnie, na styku afektowanej bufonady i patetycznego zadęcia spotyka się narracja zarówno  Gazety Wyborczej, jak i KODu, Petru, Schetyny i całej reszty świeżo upieczonych miłośników praworządności. Ba, tym językiem posługują się na swoich protestach zahartowane ubeki, stare wycieruchy bezpieki, macherzy od bolszewickiej propagandy, którym powieki nie drgnęły ani na moment podczas zbójeckiej służby dla komuny. Dzisiaj łzy niemal ronią nad  konstytucją, bo się okazuje, że wychowali się na paryskiej „Kulturze” i powieściach Józefa Mackiewicza. Można by pomyśleć, że same Wallenrody tam były w tej bezpiece, a już pułkownik Mazguła to drugi Mochnacki, tylko nie wiem, czy on gra na klawikordzie.

Rozkoszne i słodkie jest przeświadczenie Gazety Wyborczej, że może szarpać cuglami  obecnej  opozycji, jak niegdyś rządu Donalda Tuska.  Nic bardziej mylnego, to już było i nie wróci więcej. Nie pomoże wezwanie  na Czerską takiego czy innego lidera, żeby dokonał odnowienia antypisowskich ślubów w imieniu zjednoczonej opozycji. Przymiotnik „totalna” w nazwie opozycji nie dotyczy bowiem stopnia jej zjednoczenia.  Wręcz przeciwnie, dotyczy  rozbicia, podziałów, niemocy, braku merytorycznego programu i lidera z prawdziwego zdarzenia. Dotyczy także sytuacji GW, która znajduje się w totalnym dole finansowym, politycznym i czytelniczym. Obecna  opozycja, jej protektorzy i sponsorzy medialni przeżywają bowiem znany skądinąd Konwent Świętej Katarzyny. Problem Gazety Wyborczej polega zaś na tym, że jego liderzy są na tyle  niezborni, iż nawet manipulować nimi nie można.

Dzisiaj  czerscy redaktorzy prowadzą więc objazdową terapię wśród fanów KODu, czyli ludzi, których przerosła zwyczajna, demokratyczna rzeczywistość. Przy okazji sami pogrążają się w grotesce: „Po śmierci Piotra Szczęsnego już nie będzie można powiedzieć, że zmiany w Trybunale Konstytucyjnym nikogo nie zabiły?” – z głupia frant  pyta księdza Bonieckiego dziennikarz GW. Być może nie zdając sobie sprawy, że w tej popapranej logice zamordowanie łódzkiego działacza PiS było konsekwencją słów ministra Sikorskiego o „dożynaniu watah”, zaś tragedia smoleńska została zapowiedziana przez premiera Tuska, gdy w Sejmie groził opozycji, że „wyginą jak dinozaury”.

Ale ja się raczej  przychylam do wersji, że  dziennikarze Gazety Wyborczej doskonale zdają sobie sprawę z idiotyzmu tezy zawartej w tym pytaniu. Oni po prostu nie mają dającego nadzieję pomysłu. Pozostały im tylko  upiorne nonsensy. Nie widzą dobrego wyjścia. Chwytają się brzytwy. Są bezradni. Toną.
 
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Adam Andruszkiewicz [K'15]: Głosowałem w obronie ministra Macierewicza i już tłumaczę dlaczego
Blogi
avatar
.
Rosemann

Rosemann: Czy Warszawa była tego warta (na gorąco)
Szkoda Jakiego bo faktycznie szarpał przeciwnika niesamowicie. I gdyby dano mu to robić w spokoju, bez medialnego szumi i zabójczej „pomocy” Kurskiego, być może dałby radę. Tak, jak dali radę w spokoju osiągnąć jakiś sukces Płażyński w Gdańsku i Wassermann w Krakowie.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Czy Wassermann i Majchrowski wreszcie się obudzą?
Nie oczekuję żadnych fajerwerków programowych, ani sensacyjnych obietnic, bo stateczny Kraków nie wierzy w gruszki rosnące na wierzbach, lecz ceni spokój, rozwagę, konsekwencję.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Dobre wieści z krakowskiego wzgórza Kaim
Cieszę się, że sprawa przyszłości wzgórza Kaim wydaje się być na dobrej drodze do załatwienia jej zgodnie z historycznym charakterem tego miejsca na obrzeżach Krakowa.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.