loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Romuald Szeremietiew: 1939. Ucieczka, której nie było
Opublikowano dnia 07.11.2017 15:17
Ostatnim dokumentem państwowym podpisanym przez marsz. Piłsudskiego tuż przed śmiercią była konstytucja RP z kwietnia 1935 r.

Wikimedia Commons
Po przewrocie majowym 1926 r. Piłsudski nakazał podjęcie prac nad przebudową ustroju państwa. Marszałek interesował się tymi pracami, ale nie ponaglał prawników pracujących nad nową konstytucją. Dlatego finał prac miał miejsce dopiero w 1934 r. W tym okresie ciężko chory Piłsudski nie zajmował się kwestiami ustrojowymi, ale zarówno kierujący komisją konstytucyjną Walery Sławek, jak i referent generalny komisji Stanisław Car (prawnik do lat współpracujący z Piłsudskim) podkreślali, że projekt konstytucji zawiera „postulaty Komendanta”. W konsekwencji przyjęto model ustrojowy przyznający prezydentowi nadrzędną pozycję nad pozostałymi organami państwa, które podlegały jego zwierzchnictwu. Prezydent – zapisano – stoi na czele państwa, w jego osobie „skupia się jednolita i niepodzielna władza”. Prezydent posiadał uprawnienia osobiste (prerogatywy), bez wymogu ich kontrasygnowania oraz uprawnienia zwykłe (wymagające kontrasygnaty premiera i ministra). Do prerogatyw należało w szczególności wskazanie swego następcy, gdyby nie było możliwości przeprowadzenia wyborów, np. w czasie wojny. Było to dalekowzroczne rozwiązanie bowiem pozwalało zachować państwowość bez względu na okoliczności w jakich znalazłaby się Polska.

Tajny protokół do paktu Ribbentrop–Mołotow z 23 sierpnia 1939 r. nie rozstrzygał kwestii istnienia państwa polskiego. Jednak już w trakcie kampanii w Polsce za całkowitą jego likwidacją opowiedział się Stalin. Z depeszy ambasadora Niemiec w Moskwie von Schulenberga z 25 września czytamy: „[…] o godz. 20 Stalin oświadczył co następuje: przy ostatecznym uregulowaniu kwestii polskiej trzeba unikać wszystkiego, co w przyszłości może spowodować zadrażnienia między Niemcami a Związkiem Sowieckim. Z tego punktu widzenia uważa on za niesłuszne pozostawienie niepodległej resztki państwa polskiego”. Według władz ZSRR państwo polskie miało na zawsze zniknąć z mapy Europy. Do tego zdania przychylił się Hitler i Niemcy podjęły liczne starania nakłaniające władze rumuńskie do internowania władz RP, co miało uniemożliwić im funkcjonowanie i de facto skutkować likwidacją państwa polskiego. Jak się jednak okazało internowaniu władz RP przez Rumunów nie przekreśliło podstaw prawnych polskiej państwowości. Mimo klęski wrześniowej II RP istniała, a Niemcy i Sowieci dążący do jej likwidacji nie osiągnęli swego celu. 

Po internowaniu pozbawiony swobody działania prezydent Ignacy Mościcki przekazał swój urząd zgodnie z konstytucją wskazanemu przez siebie następcy, Władysławowi Raczkiewiczowi. Tym samym ciągłość prawna państwa polskiego została zachowana. Dodajmy jeszcze, że ustawa zasadnicza z 1935 r. pozostawała podstawą prawną działań polskich władz na uchodźstwie także po zakończeniu wojny w 1945 r. W oparciu o nią objął urząd ostatni prezydent II RP Ryszard Kaczorowski.

Pojawia się jednak w kontekście "września" 39 r. pytanie, czy władze RP uwzględniały ewentualność wojskowej przegranej w kampanii 39, czy też nie przewidziano niekorzystnego obrotu spraw i w pewnej desperacji wybrano – jak mówią przeciwnicy sanacji – „ucieczkę do Rumunii”. Jak wiadomo władze RP nie zamierzały kapitulować i będąc koalicjantem Anglii i Francji chciały kontynuować walkę z Niemcami. Czy ustalono, co należy zrobić, aby było to możliwe?

Z tego względu w polskim MSZ i w dowództwie wojskowym powstał zamiar sformowania jednostki Wojska Polskiego we Francji. W kwietniu 1939 r. w ambasadzie polskiej w Paryżu opracowano projekt utworzenia dywizji wraz z niezbędnymi oddziałami wsparcia; oceniano wówczas, że we Francji zdolnych do służby wojskowej będzie 60–70 tys. Polaków. Ponadto sądzono, że można będzie pozyskać 30 tys. Polaków z Belgii i nawet do 170 tys. z Kanady (większość z nich miała polskie obywatelstwo). Była to baza ludzka do sformowania nie tylko dywizji, ale całej armii. Projekt ambasady zyskał aprobatę marszałka Śmigłego i placówki dyplomatyczne ogłosiły nabór ochotniczy do wojska starając się o zawarcie umowy z Francuzami, która umożliwiłaby przeprowadzenie poboru. 

W maju 1939 r., w czasie rokowań nad polsko-francuską konwencją wojskową strona polska zgłosiła zamiar sformowania wspomnianej dywizji. 16 maja władze francuskie wyraziły aprobatę, aby 25 tys. zmobilizowanych we Francji Polaków znalazło się w szeregach polskiej dywizji. Sztab Główny WP zadeklarował, że na potrzeby realizacji projektu wyśle generała przewidzianego na dowódcę dywizji oraz grupę oficerów i podoficerów, strona francuska miał wskazać miejsce formowania jednostki.

Opóźnienia przy podpisaniu porozumień politycznych sprawiły, że umowę o sformowaniu dywizji zawarto już po wybuchu wojny, 9 września, natomiast protokół wykonawczy umowy podpisano 21 września. Jego postanowienia wskazywały, że strona polska zapowiadała organizowanie jednostek Wojska Polskiego w większym wymiarze. Na początku października 1939 r. opracowano plan odbudowy polskich sił zbrojnych na Zachodzie. Przewidywano utworzenie 4 dywizji piechoty (2 korpusy), jednostki pancernej, w sile co najmniej brygady oraz 15–20 eskadr lotniczych. Częścią PSZ była też Marynarka Wojenna, niszczyciele wysłane na Zachód przed wybuchem wojny, dwa okręty podwodne, które przedarły się z Bałtyku i zmobilizowane statki Polskiej Marynarki Handlowej, które na polecenie władz polskich schroniły się w portach angielskich i francuskich przed wybuchem wojny.

Rozkaz marsz. Śmigłego nakazujący wojskom wycofywanie się do Rumunii i na Węgry sprawił, że pojawiły się nowe możliwości kadrowe przy formowaniu armii na Zachodzie. W Rumunii znalazło się 30 tys. żołnierzy i 20 tys. cywilów (w poważnej części rezerwistów lub w wieku poborowym). Na Węgrzech było ponad 40 tys. żołnierzy. Dużą grupę stanowił personel lotniczy (10 tys., w tym 1,5 tys. oficerów). Byli też pancerniacy (brygada gen. Stanisława Maczka) i sporo oficerów starszych, sztabowców. Ze względu na postawę Rumunii, która ulegała naciskom niemieckimi i sowieckim, sporym problemem było przetransportowanie tych ludzi do Francji. Do tego tworzący nowy rząd RP obóz przeciwników sanacji blokował ewakuację wojskowych, którzy byli uważani za piłsudczyków, w praktyce obejmowało to wszystkich wyższych oficerów. Pozostawiwszy na boku walkę o władzę przeciwników sanacji można jednak stwierdzić, że możliwości wojskowe uruchomione na terenie Francji przez Śmigłego-Rydza wskazywały, że powstanie tam licząca się polska siła zbrojna.

Kierowanie wysiłkiem zbrojnym w warunkach okupacji terytorium kraju przez wroga jest niezwykle trudne. W tym stanie rzeczy opuszczenie terytorium RP przez prezydenta i rząd w 1939 r. stawało się koniecznością (po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w czerwcu 1941 r. rząd sowiecki został ewakuowany do Kujbyszewa oddalonego o 3 tys. km od Moskwy).

Kwestia przeniesienia władz RP na terytorium Francji, pojawiła się jako propozycja zgłoszona ministrowi Beckowi przez ambasadora Francji Noëla już 9 września 1939 r. Ambasador wskazywał, że należy zastosować tzw. precedens belgijski z okresu I wojny światowej. Według tego wzoru, przekonywał ambasador Francji, powinny postąpić polskie władze.

(3 sierpnia 1914 r. Niemcy wypowiedziały wojnę Francji i następnego dnia wojska niemieckie zaatakowały neutralną Belgię. Armia belgijska zaskoczona atakiem broniła się przez 10 dni i wycofała się na terytorium Francji. Wraz z wojskiem ewakuowały się władze państwowe. Belgia, mimo okupowania całego terytorium przez Niemcy, uczestniczyła nadal w wojnie jako sojusznik Anglii i Francji, członek Ententy.)

Minister Beck ze swej strony rozpatrywał ewentualność ewakuacji jako zasadną w miarę jak wojska niemieckie wdzierały się w głąb Polski. Po uzgodnieniach z prezydentem Mościckim, marsz. Śmigłym-Rydzem, premierem Składkowskim minister podjął rozmowy w tej sprawie ze stroną rumuńską. Otrzymał uroczyste zapewnienie Bukaresztu, że władze RP będą mogły skorzystać z prawa gościny, swobodnie przejechać przez terytorium Rumunii, wsiąść na pokłady angielskich i francuskich okrętów wojennych, które miały czekać w rumuńskich portach i udać się do sojuszniczej Francji.

Przekroczenie granicy rumuńskiej 17 września 1939 r., około północy, gdy wojska sowieckie były o kilkanaście kilometrów od miejsca pobytu polskich władz, było posunięciem zrozumiałym, ale było to też działanie przemyślane. Z racji na wkroczenie Sowietów zmieniła się tylko sytuacja Naczelnego Wodza. Przedtem planowano, że do Francji uda się prezydent i rząd, natomiast marsz. Śmigły pozostanie w kraju z walczącym wojskiem. Po wkroczenia wojsk sowieckich okazało się, że kontynuowanie działań przez polską armię regularną będzie niemożliwe. Natomiast pozostanie Naczelnego Wodza oraz jego sztabu w okupowanym kraju byłoby zachowaniem samobójczym. Marszałek Śmigły-Rydz uznał, że względy natury państwowej nakazują także jemu udanie się do Francji.

Internowania przekreśliło plany polskich władz. Naciski niemieckie i sowieckie na rząd rumuński zbiegły się w czasie z podobnymi zabiegami wychodzącymi z kręgów opozycji antysanacyjnej skupionej wokół gen. Władysława Sikorskiego i wspierających opozycję polityków francuskich. Po stronie francuskiej uznano, że pojawiła się okazja odsunięcia od władzy piłsudczyków, w tym zwłaszcza niezależnego i dlatego nielubianego w Paryżu ministra Becka. Francuzi chcieli też uniknąć spotkania z Beckiem i Śmigłym-Rydzem, zdając sobie sprawę, że musieliby tłumaczyć się z niewykonania zobowiązań sojuszniczych. Uzależnieni od Francuzów przeciwnicy sanacji, doszukujący się win po polskiej stronie, byli w Paryżu pożądanymi i wygodnymi partnerami. Francuzi więc głównie zadbali o to, aby w „rumuńskiej pułapce” zamknąć prezydenta i rząd oraz Naczelnego Wodza.

Sytuację w jakiej znalazły się władze RP charakteryzował Józef Beck: „Nie wchodząc w szczegóły sytuacji wytworzonej na terenie Rumunii, dzięki działaniom mocarstw wrogich, jak Niemcy i Rosja, mocarstwa sprzymierzonego Francji oraz czynników polskich szukających na tle wielkiego dramatu dziejowego rozgrywek wewnętrzno-politycznych pragnę stwierdzić, że z chwilą kiedy materialne przeniesienie najwyższych władz państwa polskiego na teren Francji zgodnie z zawartymi umowami okazało się niemożliwe, Prezydent RP w całkowitym porozumieniu z rządem internowanym nie wahał się przed zrzeczeniem się swej najwyższej godności i przekazaniem jej osobistości politycznej polskiej będącej na terenie Francji”. I dodawał: „Członkowie dawnego rządu RP, powiadomieni o tej decyzji Prezydenta bezzwłocznie podali się do dymisji, wyrażając hołd jego następcy, ponieważ praca ich od chwili przekroczenia granicy miała jedynie na celu niedopuszczenie do zniknięcia z zespołu aliantów władz państwa polskiego, jako reprezentacji tego państwa sprzymierzonego, które pierwsze poniosło najwyższe ofiary w obronie wspólnie wyznawanych idei”. Minister Beck podkreślał – „Nie było w rządzie RP nikogo, kto by sprawę swej osoby stawiał wyżej interesu państwa”.

Marszałek Śmigły-Rydz ze swej strony uważał, że pozostaje mu: „dopilnowanie by zobowiązania wobec Polski zostały dopełnione i by doświadczenia Kampanii polskiej nie zostały zmarnowane. Byłem i jestem przekonany – wspominał Śmigły-Rydz – że dokonać tego skutecznie mógł przede wszystkim ten rząd, który otrzymał zobowiązania sojuszników i który tę wojnę rozpoczął, tak jak właściwą ocenę wojny polsko-niemieckiej mogli dać tylko ci dowódcy, którzy tę wojnę prowadzili”.

Taki argument nie docierał do przeciwników sanacji. 

Czesław Grzelak i Henryk Stańczyk („Kampania polska 1939 roku: początek II wojny światowej”, Warszawa 2005) przytaczają słowa gen. Stachiewicza, według którego marsz. Śmigły-Rydz: „Zawsze uważał, że walka Polski z Niemcami jest tylko wstępem do wojny, pierwszą fazą wojny koalicyjnej państw zachodnich i Polski z Niemcami i tylko w takiej wojnie oczekiwał zwycięstwa”. Autorzy „Kampanii…”, komentując te słowa, piszą: „Świadczyłoby to o niepospolitości umysłu marszałka i wielkim ciężarze odpowiedzialności, jaki świadomie wziął na swoje braki, zdając sobie sprawę, że na niego w przyszłości może spaść odium klęski za przegraną kampanię. Sądził zapewne, że w ostateczności wróci do Ojczyzny jako zwycięzca. Nie zasłużył na los, jaki go spotkał po 17 września, i to nie bez udziału zachodnich sojuszników”.

Podkreślmy, że to marszałek Śmigły zadbał o przygotowanie konspiracji w kraju i odtworzenie sił zbrojnych na Zachodzie. Skorzystali z tego później jego przeciwnicy polityczni. Tymczasem w świadomości wielu Polaków utrwalił się fałszywy obraz Śmigłego, który we wrześniu 1939 r. rzekomo stchórzył i uciekł z pola walki. Do dziś czarna legenda wypiera fakty świadczące o postawie i zasługach Edwarda Śmigłego-Rydza. 

Romauld Szeremietiew
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer

Obywatelu, ratuj się sam
Z wielu opracowywanych przez ostatnie lata dokumentów wynika, że obrona cywilna działa w Polsce tylko na papierze. Miejsce w schronach znajdzie w razie potrzeby tylko 1,37 proc. Polaków. Co co możemy liczyć w sytuacji zagrożenia? Obrona cywilna to Temat Tygodnia 46 nr TS.

Przybyli, zobaczyli, nic nie zrozumieli
Pracodawcy w Polsce nie chcą układów branżowych, nie widzą potrzeby ich negocjowania, nie dostrzegają korzyści wynikających z istnienia PUZP. Co gorsza, nie tylko oni tych korzyści nie widzą lub nie znają – gdyż problem dotyczy również polskich ministrów. Mirosław Miara

Wirtualny świat, rzeczywista wojna
W XXI w. do pokonania przeciwnika wcale nie potrzeba wielkich armii, nowoczesnych czołgów lub samolotów. Wojnę można wygrać, operując klawiaturą i myszką komputerową w komfortowym biurze. Łukasz Piotrowski
Najnowsze wydanie Tygodnika Solidarność nr 46/2017 już dostępne

Pobierz darmową aplikację do cyfrowego wydania Tygodnika Solidarność
Związek
więcej
Wideo Tysol.pl Wywiad Cezarego Krysztopy z prof. Krzysztofem Szwagrzykiem
Blogi
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Tischnera przewodnik po życiu
Myślą przewodnią składających się na książkę tekstów jest poszukiwanie w ludziach dobra i ciągnięcie ich do góry, o co zawsze zabiegał ks prof. Tischner.
avatar
Włodzimierz Iszczuk
Jagiellonia.org Głos Polonii

Włodzimierz Iszczuk: Międzymorze bastionem Europy
Międzymorze może stać się niezawodną tarczą cywilizacji europejskiej i całego wolnego świata.
avatar
Stanisław Seaman
Januszewski

S. Januszewski: Tydzień z życia sfer publicznych, czyli o czym szumią kręgi szpagatowej inteligencji
Nie uśmiecha się życie do Romana Giertycha, ciernista jest dola nacjonalisty nawróconego na drogę postępu. Tyle lat pokuty i wciąż go ci lewacy poniewierają.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.