loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Januszewski: Tydzień z życia sfer publicznych, czyli magiel z koncesją na zabijanie śmiechem
Opublikowano dnia 10.11.2017 16:54
Owszem, gamonie w Platformie są bogato reprezentowani, ale oni w żadnym razie nie wyczerpują formuły tej partii. Jest tam mnóstwo postaci hybrydowych, niemal żywcem wyjętych z filmów o gangu Olsena.

zrzut ekranu - Youtube.com
Ludwik Dorn dał trochę powierzchowną analizę Platformy Obywatelskiej. Według niego „platformersi to nie złodzieje, lecz niedołęgi i gamonie niezainteresowani państwem”. Opinia  dalece niekompletna, gdyż różnorodność typów  w PO jest obfita. Złodziejska reprywatyzacja w Warszawie, prowadzona przecież pod egidą Platformy, mówi sama za siebie. Komuś opłacało się wpakować  dwa miliardy w stadion zaprojektowany o połowę taniej; ktoś kazał stawiać ekrany akustyczne w szczerym polu; jeszcze inny ktoś udawał, że nie widzi mafii paliwowej czy VAT-owskiej. Przecież nie darmo. Owszem, gamonie w Platformie  są bogato  reprezentowani, ale oni w żadnym razie nie wyczerpują formuły tej partii. Jest tam mnóstwo postaci hybrydowych, niemal żywcem wyjętych z filmów o gangu Olsena. Są typy stricte kabaretowe, jak Nitras albo czarne charaktery w typie Grasia. Co ciekawe, całkiem mdły, wręcz nijaki  jest wśród nich Tusk, którego szczytem ambicji jest służyć za podnóżek Angeli Merkel. Taki sobie wybrał etos. Przy  nim nawet Schetyna jawi się jako wizjoner.

A swoją drogą, w  jakich ciekawych czasach przyszło nam żyć. Schetyna ogłosił, że ma wizję Polski, zaś ks. Boniecki miał wizję, jak policja rozpędza ludzi pod Pałacem Kultury. I choć w tym drugim przypadku to może nie tyle była kwestia wizji, co raczej oglądania pewnej telewizji, nie można tych zwidów nie docenić – przecież  dzieją się w środowisku, w którym jeszcze niedawno  ludzi z wizją odsyłano do psychiatry. Jednak w odróżnieniu od księdza, lider Schetyna wziął się do roboty i zapowiedział rekonstrukcję gabinetu cieni, co zabrzmiało dumnie, a nawet kabaretowo. W pierwszej chwili nie uwierzyłem własnym uszom, lecz okazałem się człowiekiem małej wiary. Naprawdę będzie rekonstrukcja cieni. Według mnie Schetyna wcale nie zamierza przejąć władzy w Polsce. On startuje do Orderu Uśmiechu.

Pozostając przy Platformie Obywatelskiej, to wstąpił do niej  Marian Janicki i w tym przypadku teza Dorna znajduje cząstkowe  potwierdzenie. Platforma zgodziła się go przyjąć - człowieka, za którego kadencji na stanowisku szefa BOR wyginęła część klasy politycznej z najwyższej półki w państwie. Janicki nie miał nawet tej odrobiny klasy, nie mówiąc już o honorze, żeby podać się do dymisji po smoleńskiej hekatombie. Teraz ma być wzmocnieniem dla PO. Kalkulacja tak niewiarygodnie głupia, że za nią musi kryć się  jakiś zamysł. Sygnał, że oni są otwarci dosłownie dla wszystkich? Schetyna nie może więc odmówić, gdy zgłosi się ktoś w typie przysłowiowego już Kononowicza. To jest mniej więcej ten sam kaliber.

Najpierw pulchna pani Lubnauer uznała, że Schetynie brak dojrzałości, a kandydaturę Trzaskowskiego nazwała kapiszonem. Odwinął się jej natychmiast czarująco przystojny poseł Grabiec z pozycji godności osobistej, żeby się zachowywała. Lubnauer nie pozostała dłużna i obsobaczyła cherubina Platformy od bulterierów. Kiedy  Grabca odetkało po takim dictum, zapragnął nagle rozmawiać o sprawach poważnych, że niby Polacy tego oczekują. Jednak nieprzejednana Lubnauer odwarknęła, że Platforma potrafi rozmawiać wyłącznie o obchodach 11 Listopada, cokolwiek by to miało znaczyć. Wtedy platformianemu rzecznikowi odechciało się w ogóle rozmawiać z hożą posłanką Lubnauer. Na razie, bo nie ulega wątpliwości, że magiel będzie trwał. A że Polacy oczekują powagi od PO i Nowoczesnej? Ta teza jest zabójczo śmieszna.
 
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo gen. Komornicki: Rosjanie przygotowują się do wojny na dużą skalę
Blogi
avatar
.
Rosemann

Rosemann: Czy Warszawa była tego warta (na gorąco)
Szkoda Jakiego bo faktycznie szarpał przeciwnika niesamowicie. I gdyby dano mu to robić w spokoju, bez medialnego szumi i zabójczej „pomocy” Kurskiego, być może dałby radę. Tak, jak dali radę w spokoju osiągnąć jakiś sukces Płażyński w Gdańsku i Wassermann w Krakowie.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Czy Wassermann i Majchrowski wreszcie się obudzą?
Nie oczekuję żadnych fajerwerków programowych, ani sensacyjnych obietnic, bo stateczny Kraków nie wierzy w gruszki rosnące na wierzbach, lecz ceni spokój, rozwagę, konsekwencję.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Dobre wieści z krakowskiego wzgórza Kaim
Cieszę się, że sprawa przyszłości wzgórza Kaim wydaje się być na dobrej drodze do załatwienia jej zgodnie z historycznym charakterem tego miejsca na obrzeżach Krakowa.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.