loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
IAMDDB, czyli Diana De Brito w Warszawie - koncert intymny
Opublikowano dnia 17.11.2017 09:44
Manchester od zawsze uchodził za miejsce przyciągające kreatywnych, oryginalnych muzyków. W latach 60. działali tutaj między innymi Bee Gees, dekadę później pojawiło się Joy Division, które na zawsze odmieniło oblicze rocka. Dziś jest IAMDDB, czyli Diana De Brito.

Youtube.com
Magdalena Zarzycka

Młoda, bo zaledwie 21-letnia Angielka jest nie tylko bardzo utalentowana – ma też konkretną wizję swojej roli w muzycznym biznesie. Od dziecka jest związana z muzyką. Jej ojciec to jazzowy basista i saksofonista, skończyła też szkołę muzyczną. Wychowywała się, chłonąc najróżniejsze rodzaje brzmień, od afro-jazzu przez afro-soul po sambę. Jej inspiracje są równie rozległe – od jazzowych mistrzów (Nat King Cole i Jimmy Dludlu) przez soulową wokalistkę z Londynu Lianne La Havas po Boba Marleya.
Jestem Diana De Brito
Pod pseudonimem IAMDDB, co oznacza „jestem DDB” (DDB to skrót od jej imienia i nazwiska), zaczęła tworzyć po powrocie z półrocznej podróży po Afryce, gdzie występowała z ojcem. Miała nawet okazję zaśpiewać przed prezydentem Angoli. Wróciwszy z Afryki do UK postanowiła, że chce robić muzykę po swojemu. Było to w 2016 roku. Dziś, pod koniec 2017, ma już na koncie trzy minialbumy, ponad 2 miliony wyświetleń na YouTube video do singla „Shade”, uznanie dziennikarzy muzycznych i fanów z coraz większej części globu. Zdołała wypracować własny, oryginalny styl, który nazywa urban jazzem (miejskim jazzem). Co ważne, robi to wszystko całkowicie niezależnie. Nie dąży do podpisywania kontraktów z wytwórniami muzycznymi. Swoją twórczość dystrybuuje w internecie. Sama pisze teksty, produkuje zarówno muzykę, jak i wideoklipy, zajmuje się promocją. Pracuje głównie z przyjaciółmi. Bo, jak mówi, chce mieć pełną kontrolę nad tym, co robi, a wie, że nikt nie zrobi tego lepiej niż ona, gdyż nikt nie wie lepiej, kim jest IAMDDB. W dobie social mediów niezależne osiągnięcie sukcesu na scenie muzycznej jest dużo łatwiejsze niż kiedyś, a IAMDDB doskonale to rozumie i potrafi powszechnie dostępne narzędzia promocji świetnie wykorzystywać.
Superkameralna kameralność
Nie byłam na pierwszym koncercie IAMDDB w Polsce, który odbył się podczas sierpniowego Soundrive Festival w Gdańsku. Jej występ okrzyknięto jednym z najciekawszych wydarzeń festiwalu. Ale zapewne tak było, skoro już 3 miesiące później pojawiła się na samodzielnym koncercie w Warszawie. Organizatorzy zapowiadali, że koncert będzie kameralny, jednak jego intymność przeszła oczekiwania wszystkich. Scena o wymiarach 1x2 m, wysoka maksymalnie na 30 cm, punktowe światło, dookoła fani, a w środku sama IAMDDB, dosłownie na wyciągnięcie ręki. Chyba nigdy jeszcze nie byłam na tak kameralnym występie. Pierwszy utwór „Back again” pozwolił jej i nam na oswojenie się z dość niecodzienną sytuacją. Artystka, początkowo nieco onieśmielona, błyskawicznie złapała doskonały kontakt z publicznością, zachowując się tak, jakby występowała dla grupy przyjaciół. Pozytywnie zaskoczona znajomością jej repertuaru, bezpośrednia i szczera, bawiła się równie dobrze jak zebrani wokół niej fani. Kiedy zabrzmiał ostatni utwór, największy jak dotąd przebój IAMDDB „Shade”, pod sceną zapanowało totalne szaleństwo, niemal taniec pogo.

Zachwycający urok osobisty
Nie można nie wspomnieć o wyglądzie IAMDDB, który zachwycił nie mniej niż na wideoklipach. W obcisłej koszulce na ramiączkach z dość dużym dekoltem, w spodniach bojówkach, z elegancko upiętymi włosami, ozdobiona liczną biżuterią wyglądała równie seksownie jak w body, futrze i z długimi warkoczami w video do „Shade”. Surowy, ale kolorowy styl i brzmienie IAMDDB oraz nieudawana szczerość stanowią o jej wyjątkowości. Jest jednocześnie dziewczyną z blokowiska, jak i elegancką damą, „oceanem jak i ogniem”, jak śpiewa, zawsze pozostając sobą. Słuchając jej muzyki, oglądając teledyski, czytając wywiady – ma się nieodparte wrażenie, że jest jedną z nas, tu, blisko. Przekaz, że wszyscy jesteśmy tacy sami, jest – jak przyznaje IAMDDB – główną ideą przyświecającą jej twórczości. Stąd ta bezpośredniość, dlatego wyjątkowe teledyski nagrywane w ogrodzie, centrum miasta czy supermarketach.

Lepsza niż na płycie
Głos IAMDDB, zarówno barwa, jak i sposób śpiewania, swoiste zaciąganie, zaśpiew jazzowo-afrykański, deklamowanie – mocno wyróżniają angielską wokalistkę. To momentami coś pomiędzy śpiewaniem a mówieniem. Koi, intryguje, zapada w pamięć. Na żywo brzmi identycznie dobrze jak na nagraniach studyjnych. A występy wokalistek na żywo, wyłącznie z elektronicznymi podkładami muzycznymi, to zazwyczaj trudna do obronienia sztuka. W przypadku IAMDDB wyszło równie dobrze jak na płytach. Nie słychać wysiłku, niedociągnięć, nie brakuje słuchaczom prawdziwego instrumentarium, jak to często bywa w tego rodzaju występach.
Poza jej DJ-em i managerem jednocześnie IAMDDB na warszawski koncert przyjechała w towarzystwie dwóch ochroniarzy. Bacznie obserwowali artystkę, która po koncercie przez pół godziny z widoczną przyjemnością pozowała do wspólnych zdjęć i rozmawiała z fanami ustawionymi grzecznie w kolejce. Wielka szkoda, że była to niedziela i klub zamknięto dość szybko, bo wyglądało na to, że mogłaby to być długa, fantastyczna noc zarówno dla nas, jak i IAMDDB.

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (46/2017) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Tysol.pl Wywiad Cezarego Krysztopy z Tomaszem Szatkowskim
Blogi
avatar
Marek
Budzisz

Marek Budzisz: Kolejna rewolucja w rosyjskiej strefie wpływów, tym razem aksamitna w Armenii
Wszystko wskazuje na to, że fala protestów w Armenii, które zaczęły się w ubiegły poniedziałek, po wczorajszych akcjach policji może się wymknąć spod kontroli. Dziś kolejny dzień demonstracji ulicznych, ale obserwuje się też dość istotne zmiany. Po raz pierwszy wśród protestujących pojawili się ludzie w wojskowych uniformach, jak informuje ormiańska stacja radiowa Azatujon, są to żołnierze, którzy ze swym dowódcą w randze pułkownika postanowili pokazać, że „wojsko jest z narodem”.
avatar
poseł Janusz
Szewczak

Janusz Szewczak: Sztukmistrz z Londynu znów nadaje
Były minister finansów Jan Vincent Rostowski mistrz kreatywnej księgowości znów wciska przysłowiową ciemnotę, że to rząd PO-PSL i on osobiście uszczelnili system podatkowy w tym VAT i podjęli walkę z nielegalnym hazardem i chwali się, że był „niezmiernie skuteczny do końca”. Jaki trzeba mieć tupet, ile pychy i zakłamania, żeby tak jak były wicepremier, minister finansów Jan Vincent Rostowski kłamliwie atakować, krytykować i pouczać polski rząd, gdy samemu powinno się odpowiadać nie tylko przed komisją śledczą, co już wkrótce nastąpi, ale i przed Trybunałem Stanu, za to co uczyniło się Polsce, Polakom, a zwłaszcza polskim finansom publicznym.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Zdrajcy śmieją się nam w nos
Apeluję do prezydenta Andrzeja Dudy o szybkie zajęcie się tą bardzo ważną z punktu widzenia imponderabiliów narodowych oraz polityki historycznej sprawą
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.