loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Indie - Chiny. Zapomniana wojna gigantów
Opublikowano dnia 17.11.2017 13:00
55 lat temu weszło w życie zawieszenie broni w wojnie pomiędzy Chinami a Indiami. Konflikt ten do dziś ma swoje reperkusje – a mówimy przecież o starciu dwóch najludniejszych krajów świata, utrzymujących pod bronią ponad milion żołnierzy każdy. Oba kraje mają też broń jądrową.

Wikimedia Commons
Leszek Masierak

Obserwatorzy zapatrzeni w narastający konflikt na Półwyspie Koreańskim dość często zapominają, że i w innych miejscach tego kontynentu możemy mieć do czynienia ze sporami, które łatwo mogą zakończyć się otwartą wojną. Takim przykładem jest zapomniana nieco wojna dwóch najludniejszych państw świata – Chin i Indii.

Granica pomiędzy Chinami a Indiami przez wieki była płynna i nie do końca wytyczona w terenie. Do drugiej połowy XIX wieku cesarze Chin niespecjalnie przejmowali się wydarzeniami na dalekich kresach Państwa Środka, zaś sprawujący realną władzę w Indiach Brytyjczycy dążyli do rozszerzenia swoich wpływów jak najdalej, nie przejmując się ewentualnymi pretensjami sąsiadów. Sporne tereny były też bardzo słabo zaludnione i nie miały większego znaczenia gospodarczego – mowa przecież o Himalajach i Karakorum. Do 1918 roku władze brytyjskie wyznaczyły aż jedenaście linii granicznych pomiędzy Indiami a Chinami. Żadnej oficjalnie nie uznała strona chińska, zajęta w owym czasie głównie wojną domową. Swoje zdanie w tej kwestii miał natomiast Tybet – aż do czasu, gdy owo państwo nie zostało siłą włączone w granice Chin w 1950 roku.

Porozumienie bez porozumienia

Po uzyskaniu niepodległości przez Indie w 1948 roku i zwycięstwie komunistów Mao Zedonga w chińskiej wojnie domowej rok później oba kraje szukały porozumienia. W 1954 roku Indie i Chińska Republika Ludowa podpisały traktat o przyjaźni, zwany Pancza Sila. Przewidywał on wzajemne poszanowanie integralności terytorialnej i suwerenności, niemieszanie się we wzajemne w sprawy wewnętrzne, nieagresję, równość i zasadę wzajemnych korzyści oraz pokojowe współistnienie. W traktacie nie było jednak ani słowa w sprawie ostatecznego wytyczenia linii granicznej. Tymczasem po aneksji Tybetu Chińczycy rozpoczęli budowę drogi, która miała połączyć tybetańską stolicę Lhasę z prowincją Xinjiang. Droga ta na sporym odcinku przebiegała przez tereny uznawane przez Indie są swoje – to tak zwana Aksai China – formalnie według Hindusów część Kaszmiru. Sporny był również status regionu o nazwie NEFA – graniczącego nie tylko z Chinami, lecz także z Bhutanem i Birmą.

O budowie owej drogi Hindusi dowiedzieli się dopiero trzy lata po jej rozpoczęciu. Doszło do tego po tym, gdy reagując na znaczne zwiększenie liczby chińskich żołnierzy w Tybecie (gdzie tłumili kolejne powstania Tybetańczyków), Hindusi wysłali patrole wojskowe w rejon Aksai China. Indyjscy żołnierze odkryli ową budowę i rzecz jasna powiadomili władze. Premier Indii Jawaharial Nehru wezwał więc oficjalnie swojego chińskiego odpowiednika Zhou Enlai do rokowań. Ale chińskie władze ani myślały ustępować. Nie tylko kontynuowano budowę drogi, lecz w chińskich pismach rozpowszechniano mapy, na których w skład ChRL wchodziły nie tylko Aksai China i NEFA, lecz także spore obszary Kaszmiru i Ladakh, prowincji bezsprzecznie indyjskich. Do tego doszły jeszcze porozumienia Chin z wrogim Indiom Pakistanem. W tej sytuacji Indie zdecydowały się na znacznie ostrzejsze posunięcia.

Generał od kultury

W 1961 roku indyjska armia otrzymała nowego głównodowodzącego. Został nim generał Brija Mohan Kaul – prywatnie szwagier premiera Nehru. Nie miał za sobą klasycznej wojskowej kariery. Wprawdzie z armią związany był od 1947 roku, lecz pełnił najpierw funkcję oficera prasowego, a później zajmował się przede wszystkim organizacją imprez kulturalnych dla żołnierzy i ich rodzin. Nie miało to jednak dla premiera większego znaczenia – potrzebował posłusznego wykonawcy swoich poleceń. Zamierzał wprowadzić politykę „forward policy” – demonstrowania indyjskiej władzy nad spornymi terenami poprzez wysyłanie licznych patroli wojskowych, które miały też odcinać Chińczyków od ich baz i w ten sposób zmusić ich do odwrotu. W Delhi panował urzędowy optymizm. Nehru był przekonany, że Chińczycy nie zdecydują się na otwartą wojnę. Lecz za nowymi zadaniami nie poszły nowe środki dla wojska – armia indyjska była fatalnie wyposażona, brakowało nie tylko nowoczesnej broni, lecz nawet mundurów i butów. Hindusi nie mieli też doświadczenia w walkach w rejonach górskich, a Chińczycy mieli w Tybecie dobrze wyposażone oddziały, które przez lata walk z miejscową partyzantką nabrały dużego doświadczenia w walkach w górach. Do pierwszych potyczek patroli obu stron doszło już na początku 1962 roku; początkowo nie było wielu ofiar, nieczęsto też używano artylerii.


Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Konferencja "Układy zbiorowe drogą do społecznej gospodarki rynkowej" - Piotr Duda
Blogi
avatar
Marek
Budzisz

Marek Budzisz: Kolejna rewolucja w rosyjskiej strefie wpływów, tym razem aksamitna w Armenii
Wszystko wskazuje na to, że fala protestów w Armenii, które zaczęły się w ubiegły poniedziałek, po wczorajszych akcjach policji może się wymknąć spod kontroli. Dziś kolejny dzień demonstracji ulicznych, ale obserwuje się też dość istotne zmiany. Po raz pierwszy wśród protestujących pojawili się ludzie w wojskowych uniformach, jak informuje ormiańska stacja radiowa Azatujon, są to żołnierze, którzy ze swym dowódcą w randze pułkownika postanowili pokazać, że „wojsko jest z narodem”.
avatar
poseł Janusz
Szewczak

Janusz Szewczak: Sztukmistrz z Londynu znów nadaje
Były minister finansów Jan Vincent Rostowski mistrz kreatywnej księgowości znów wciska przysłowiową ciemnotę, że to rząd PO-PSL i on osobiście uszczelnili system podatkowy w tym VAT i podjęli walkę z nielegalnym hazardem i chwali się, że był „niezmiernie skuteczny do końca”. Jaki trzeba mieć tupet, ile pychy i zakłamania, żeby tak jak były wicepremier, minister finansów Jan Vincent Rostowski kłamliwie atakować, krytykować i pouczać polski rząd, gdy samemu powinno się odpowiadać nie tylko przed komisją śledczą, co już wkrótce nastąpi, ale i przed Trybunałem Stanu, za to co uczyniło się Polsce, Polakom, a zwłaszcza polskim finansom publicznym.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Zdrajcy śmieją się nam w nos
Apeluję do prezydenta Andrzeja Dudy o szybkie zajęcie się tą bardzo ważną z punktu widzenia imponderabiliów narodowych oraz polityki historycznej sprawą
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.