loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Franciszek Kornicki - ostatni z wielkich
Opublikowano dnia 01.12.2017 13:00
W angielskim Worthing zmarł 16 listopada podpułkownik pilot Franciszek Kornicki – ostatni z dowódców polskich dywizjonów myśliwskich w latach II wojny światowej. Było to grono ludzi niezwykłych, których umiejętności podziwiał cały świat.

Gabukasv - Praca własna - CC BY 4.0, Wikimedia Commons
Leszek Masierak

Trzeba powiedzieć, że w międzywojennej Polsce zawód lotnika wojskowego cieszył się olbrzymim prestiżem – lecz wymagał wielkiego talentu i jeszcze większych wysiłków. Do mieszczącej się od 1927 roku w Dęblinie Oficerskiej Szkoły Lotniczej co roku wybierało się tysiące chętnych, lecz bardzo niewielu z nich zostawało podchorążymi. A jeszcze mniej szkołę kończyło, bo wymagania były bardzo duże. O tym uczciwie ostrzegano. „Przed wami dwa lata twardej szkoły – mówił do nowego rocznika podchorążych jeden z dowódców. – Program SPL-u jest obszerny, tempo nauki duże. Chcę być szczery. Ci, którzy nie dadzą z siebie maksimum, będą musieli opuścić szkołę przed jej ukończeniem. Tym bardziej że jako oficerowie po ukończeniu szkoły będziecie dowódcami jednostek bojowych. Na waszych barkach spocznie obrona kraju. Jesteście tymi szczęśliwcami, którym udało się kształcić na ziemi wolnej, wywalczonej przez waszych starszych kolegów”.

Próba charakteru

Idolami młodych chłopców marzących o lataniu byli prawdziwi mistrzowie. Przez lata jednym z najbardziej znanych był Stefan Pawlikowski, pilot jeszcze z lat I wojny światowej, wyszkolony w armii rosyjskiej, który latał potem we Francji w słynnej eskadrze Guynemera. W czasie wojny z sowiecką Rosją też wyróżnił się znakomitymi umiejętnościami, a po jej zakończeniu szkolił pilotów. Wielkim prestiżem cieszyli się też mistrzowie akrobacji powietrznej, wśród których brylował Leopold Pamuła. Wyróżniał się też ekstrawagancją w stroju i zachowaniach. Podczas lotów zamiast szalika na szyi nosił damskie pończoszki, a jego kurtka lotnicza pomalowana była w fantastyczne wzory smoków i drapieżnych ptaków.
Pierwsze miesiące spędzone w szkole były twardą próbą charakteru. Jak wspominał Wacław Król (w czasie wojny dowódca dywizjonu 302 i 303 Polskiego Skrzydła Myśliwskiego): „Samoloty widywaliśmy na razie z daleka. I tak miało być jeszcze przez kilka miesięcy. W dziale nauk był rozmontowany stary Breguet XIX i kilka typów silników do nauki ich konstrukcji. Soboty były poświęcone na zajęcia z musztry i na wyszkolenie ogólnowojskowe, odbywające się na wolnym powietrzu”. Z kolei Jan Zumbach (jeden z dowódców dywizjonu 303) tak pisał o początkach swojej służby: „Dopiero wiele lat później stało się dla mnie jasnym, że to właśnie ta dęblińska szkoła – wyczerpujący tryb życia w połączeniu z żelazną dyscypliną – pozwoliła łatwiej pokonywać napotykane trudności i nawet śmiać się, wzruszając ramionami w obliczu trudności”.

Franciszek Kornicki trafił do dęblińskiej „Szkoły Orląt” w 1937 roku. Jego rocznik był ostatnią przedwojenną promocją; w sierpniu 1939 roku trafił do 6 pułku lotniczego we Lwowie, a konkretniej – do 162 eskadry myśliwskiej. Wyposażona była ona w samoloty PZL P7a – zupełnie przestarzałe, uzbrojone w niezwykle zawodne karabiny maszynowe. W starciu z samolotami niemieckimi nie miały najmniejszych szans. Nic więc dziwnego, że młody podporucznik Kornicki niewiele zdziałał we wrześniu 1939 roku, ale przynajmniej udało mu się przeżyć. Jego jednostkę, początkowo przydzieloną do armii „Łódź”, przeniesiono w połowie miesiąca w okolice Brzeżan, a po agresji sowieckiej przekroczył granicę rumuńską.

Francuskie oczekiwanie i angielskie boje

Polscy lotnicy nie zamierzali składać broni po wrześniowej klęsce. Do Francji przez Rumunię bądź Węgry czy Łotwę przedostały się ich setki. Jednak formowanie nowych jednostek na francuskiej ziemi postępowało bardzo opornie – do maja 1940 roku powstał jeden dywizjon myśliwski, część drugiego rozparcelowano po eskadrach francuskich. Franciszek Kornicki nie miał szczęścia – tuż przed kapitulacją sojusznika skończył szkolenie w bazie Lyon-Bron, nie otrzymał jednak żadnego bojowego przydziału. Po upadku Francji udało mu się przedostać do portu Saint-Jean de Luz, skąd odpłynął do Wielkiej Brytanii.

Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Prof. Romuald Szeremietiew: Polska może wrócić do pozycji mocarstwowej
Blogi
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Wyborcze esemesy
Mam nadzieję, że nikt, kto wysłał dzisiaj esemesa lub odbył rozmowę telefoniczną o kandydatach do samorządów nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności karnej.
avatar
Resortowy
Renegat

Resortowy Renegat: Cisza wyborcza…
Od wielu lat, kiedy dostęp do sieci jest powszechny, politycy publicyści czy komentatorzy zadają sobie pytane, właśnie o ową ciszę wyborczą.
avatar
Ryszard
Czarnecki

Ryszard Czarnecki: W Pardubicach odbyło się święto polskiego żużla
Dziś cisza wyborcza - a więc będzie o sporcie. W Czechach (Pardubice) odbył się decydujący o tytule mistrza świata juniorów na żużlu trzeci turniej IMŚJ ( poprzednie w Polsce i na Łotwie). Wygrał go Polak, mistrzem został Polak, wicemistrzem tez Polak. Poniżej publikuję wywiad, którego udzieliłem na ten temat „Tygodnikowi Żużlowemu”. Rozmawiał ze mną red Radosław Zieliński.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.