loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Krysztopa: Rekonstrukcja. Zapachniało rokiem 2007
Opublikowano dnia 08.12.2017 14:53
Zacznę od tego, że problem z rekonstrukcją nie jest problemem z Mateuszem Morawieckim. Zasługuje na swoją szansę i ja taką szansę mu dam. Problem z rekonstrukcją polega raczej na tym, że mało kto rozumie o co w tym wszystkim chodzi i dlaczego w nagrodę za pasmo zwycięstw, którym Prawo i Sprawiedliwość się chwali, odwołana została powszechnie lubiana Premier Beata Szydło.

grafika modyfikowana
Krzysztof Wyszkowski pisał, że możemy nie znać wszystkich uwarunkowań decyzji o zmianie premiera oraz o tym, że premier Szydło może się przygotowywać do objęcia jeszcze zaszczytniejszych funkcji. Inni znowu twierdzą, że sama Beata Szydło czuła się juz zmęczona i potrzebowała odpoczynku. Wszystko to oczywiście może być prawdą, i oby było, ponieważ byłoby to jakimś racjonalnym wyjaśnieniem tego co się stało. Bez tej wiedzy jednak trudno nie odnieść wrażnia, że Prawo i Sprawiedliwość strzeliło sobie w kolano, a właściwie przez kolano w głowę.

Wydaje mi się, że historia z rekonstrukcją pomyślana została jako maskowanie spodziewanej porażki czy też spodziewanego wstrzymania reformy sądownictwa. Być może była też dobrą okazją do przewietrzenia rządu i pozbycia się najbardziej kłopotliwych ministrów.  Pamiętam jak Beata Szydło zapewniała, że to ona tę rekonstrukcję przeprowadzi. W międzyczasie jednak odezwały się zapewne rózne koterie i frakcje, z których każda nosi buławę w plecaku i ma swoje pomysły i na premiera i na rząd. Trwały również poufne rozmowy z Prezydentem, które mogły dotyczyć nie tylko reformy sądownictwa. Przyznam, że kiedy usłyszałem o zmianie premiera od razu pomyślałem, że jest ich efektem. W końcu obrona skonfliktowanych z Prezydentem ministrów, musiała Premier Beatę Szydło z Prezydentem skonflitować. Z różnych rozmów które przeprowadziłem, wynika jednak, że powód jest inny. Jaki? Tego dowiedzieć mi się nie udało. Wiem tylko, że jest to "powód istotny" co może coś znaczyć, lub równie dobrze może znaczyć niewiele.

To z czym na dzisiaj zostajemy to zestaw ogólników o tym, że "jesteśmy jedną drużyną", "czasem potrzebna jest sztafeta", "Beata Szydło wcale nie odchodzi", "zajmie eksponowane stanowisko w rządzie", ale tak naprawdę na temat tego dlaczego przestała byc premierem, nie wiemy nic. Według rzadowej narracji rząd pod jej przewodnictwem odnosił pasmo sukcesów, w uznaniu których Premier Beata Szydło zostanie wicepremierem. W dodatku decyzja została ogłoszona tego samego dnia, którego odrzucone zostało wotum nieufoności wobec jej rządu. Kompletny wizerunkowy chaos. Coś mniej więcej na poziomie strategii Ryszarda Petru.

Istnieje też teoria, według której Beata Szydło może być szykowana na następcę Jarosława Kaczyńskiego, a ruch z odwołaniem z funkcji premiera ma trzymać w szachu Andrzeja Dudę, który nie może byc pewien, czy nie zostanie wystawiona w wyborach prezydenckich. Na korzyść tej teorii świadczyłby fakt fali poparcia z jaką w całym tym galimatiasie Beata Szydło spotkała się ze strony elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. Dlaczego jednak robić to na trzy lata przed wyborami prezydenckimi?

Reasumując. Na pewno rację ma Krzysztof Wyszkowski, który twierdzi, że nie poznaliśmy jeszcze wszystkich uwarunkować spodziewanych zmian. Musi mieć, inaczej trzeba by założyć że komuś coś upadło na głowę. Nie zmienia to jednak faktu, że straty wizerunkowe Prawa i Sprawiedliwości są oczywiste i raczej nie wynikają ze świadomej kalkulacji. Elektorat Prawa i Sprawiedliwości to nie lemingi pasione TVNem i chce wiedzieć co się dzieje. Na razie wbrew lansowanej przez niektórych prawicowych publicystów tezie o "pisowskim betonie" nie chce żyrować zmian w ciemno i jest bardzo poirytowany. Trudno powiedzieć jakie to będzie miało konsekwencje i czy skórka bedzie warta wyprawki.

Krwistości polityki Prawa i Sprawiedliwości oraz Jarosława Kaczyńskiego przydaje rzadko spotykana w czasach postpolityki gotowość do ryzykownych gambitów. Bardzo często sie to udaje, wręcz doprowadza przeciwników politycznych do łez. Jednak w 2007 roku się nie udało. I powiem szczerze, wczoraj zapachniało mi 2007 rokiem.

Cezary Krysztopa
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Tysol.pl Wywiad Cezarego Krysztopy z Tomaszem Szatkowskim
Blogi
avatar
Marek
Budzisz

Marek Budzisz: Putin w Soczi – „My pójdziemy do raju a oni po prostu zdechną”
Wczoraj zakończyło się w Soczi jubileuszowe, bo 15-te, spotkanie Klubu Wałdajskiego. Jego zwieńczeniem było publiczne wystąpienie prezydenta Putina, co nie jest szczególnie oryginalne, bo Putin, będący jednym z twórców tego klubu zrzeszającego najwybitniejszych rosyjskich i międzynarodowych specjalistów spraw międzynarodowych, występuje na spotkaniach Wałdaju, regularnie, co rok. Gdybym wystąpienie rosyjskiego prezydenta miał określić jednym zdaniem, to powiedziałbym, że mamy do czynienia z deklaracją wyczekiwania na ruch rywali.
avatar
Paweł
Janowski

Paweł Janowski: Księża są naszymi braćmi
I stało się. Ustanowiono dzień 19 października Narodowym Dniem Pamięci Kapłanów Niezłomnych i świętem państwowym. Sejm podjął decyzję o uhonorowaniu „prześladowanych księży, niezłomnych obrońców wiary chrześcijańskiej i niepodległej Polski”.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Umarł krakowski globtrotter
Grodecki zasłynął ułożonym przez siebie „Dekalogiem podróżnika”:
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.