loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Jarasz: senator Misiołek opuścił PO, bo po skrytykowaniu Budki stracił na Śląsku partyjne wpływy?
Opublikowano dnia 14.12.2017 00:19
Znacznie szerszy kontekst – niż mogłoby się to wydawać – ma wczorajsza decyzja śląskiego senatora Andrzeja Misiołka o wystąpieniu ze struktur Platformy Obywatelskiej. Mógł to być raczej ruch wyprzedzający ze strony parlamentarzysty po tym, jak zaczął być w ostatnich tygodniach marginalizowany w strukturach śląskiej PO. Jak ustaliliśmy, najpierw pod koniec listopada Misiołek pożegnał się z piastowanym przez lata fotelem szefa zabrzańskiego koła partii. Zaś w miniony poniedziałek nie tylko nie mógł ubiegać się o stanowisko szefa władz regionalnych PO, do którego aspirował, ale nawet nie wszedł do zarządu regionalnego, w którym dotąd zasiadał. Zresztą czując pismo nosem, w ogóle nie pojawił się w Katowicach na wyborach. Tajemnicą poliszynela jest, iż taka utrata wpływów to „zapłata” za publiczne i wręcz pisemne skrytykowanie pochodzącego z Zabrza wiceszeprzewodniczącego władz krajowych PO – Borysa Budki za jego nieszczęsny wywiad dla niemieckiej prasy.

screen YouTube
Wybory do władz zabrzańskiego koła PO odbyły się 26 listopada. Według ustaleń lokalnej redakcji „Głosu Zabrza i Rudy Śl.”, senator Misiołek początkowo bardzo liczył na reelekcję. Szybko jednak się zorientował, iż nie ma szans na szersze poparcie właśnie z racji pamiętnego publicznego wystąpienia przeciwko wywodzącemu się z Zabrza i niezwykle wpływowemu obecnie w PO posłowi Borysowi Budce. Ostatecznie więc Misiołek sam zrezygnował ze startu w wewnętrznych wyborach tłumacząc to oficjalnie licznymi obowiązkami służbowymi.
Na swoje zwalniane miejsce w Zabrzu Misiołek namaścił swego zaufanego współpracownika - radnego miejskiego Rafała Marka. Ten przegrał jednak z kretesem z innym kandydatem – Marianem Rauem, który przez ostatnie lata był wieloletnim dyrektorem biura poselskiego… Budki. W decydującym o losach starcia głosowaniu padł wynik 21:8 dla Raua, co było ewidentnym „policzkiem” dla senatora. Już wtedy nieoficjalnie mówiło się, że o takie rozdanie i potraktowanie Misiołka zabiegał osobiście Budka.

Tymczasem obrazu ostatecznej klęski senatora w strukturach rodzimej partii dopełniły poniedziałkowe wybory władz regionalnych w Katowicach. Misiołek choć aspirował do fotela przewodniczącego na Śląsku, musiał spasować.
W partyjnym środowisku nie był w stanie zebrać wymaganej ilości podpisów członków pod własną kandydaturą. Pewnie też dlatego w ogóle zabrakło go w trakcie samych wyborów na sali, w efekcie czego nie wszedł on nawet do zarządu regionalnego, w którym wiceprzewodniczącym został bez trudu… Borys Budka. 

W tym kontekście  mało wiarygodnie wygląda dzisiejsze oświadczenie senatora, w którym kreuje się na obrońcę fundamentalnych wartości w partii i występuje przeciwko szkalowaniu Polski na arenie międzynarodowej. Bo wielce interesujące jest pytanie, czy dokonałby tak "heroicznego", jak dziś,  czynu, gdyby utrzymał swe stanowiska w strukturach śląskiej PO?
  Przemysław Jarasz
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Prof. Romuald Szeremietiew: Polska może wrócić do pozycji mocarstwowej
Blogi
avatar
Dariusz
Łaszyca

Dariusz Łaszyca: Prymas przyjął nagrodę Tygodnika Powszechnego. Wielka szkoda
Wczoraj prymas Polski abp Wojciech Polak został laureatem „Tygodnika Powszechnego”, otrzymał medal św. Jerzego. Jak opublikowano na stronach tygodnika, otrzymał go „za walkę ze smokiem podziałów, które oddaliły od siebie Polaków. Za to, że jest siłą spokoju naszego Kościoła. Za to, że jednoczy wspólnotę swoim opanowaniem i pokorą – w naszych czasach cechami unikalnymi”.
avatar
Ryszard
Czarnecki

Ryszard Czarnecki: "Bawaria: tradycja, nowoczesność, tożsamość"
Jeżeli miałoby dojść – drugi raz w historii Bawarii – do podzielenia się przez CSU władzą z koalicjantem to będzie to dla Seehofera, Soedera i reszty liderów twardy orzech do zgryzienia. Najbardziej oczywista koalicja z liberałami – przynajmniej według sondaży – nie dawałaby większości rządowej w monachijskim Landtagu. Również odtworzenie ze szczebla centralnego, szereg razy ćwiczonej w całych Niemczech i kilku innych landach, choć w Bawarii nie praktykowanej – „Grosse Koalizion” czyli „Wielkiej Koalicji”, czarno-czerwonego rządu CSU-SPD – jest trudne ze względów nawet nie politycznych a … matematycznych. Po prostu może nie starczyć nie tyle woli, co szabel w lokalnym parlamencie. Teoretycznie − i arytmetycznie − jest możliwa egzotyczna, nigdy nie stosowana na terenie RFN koalicja CSU z „Alternatywą dla Niemiec”. Tyle, że jest ona politycznie wykluczona. Po pierwsze dlatego, że obie partie niesłychanie ostro rywalizują o przynajmniej częściowo podobny elektorat. Po drugie, że taki polityczny mezalians wywołałby wściekłość w Berlinie i pewnie osłabiłby pozycję Horsta Seehofera w niemieckim rządzie. Najbardziej więc prawdopodobny scenariusz to, jak mówił mi mój wysoko postawiony w CDU znajomy, koalicja „schwarz-gruen” czyli CSU z Zielonymi. A więc taka, która była już praktykowana w niektórych niemieckich landach. Ba, CDU i CSU rozważały ją również na szczeblu centralnym przed ostatnimi wyborami do Bundestagu.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: "Ostre wyrazy w walce politycznej nie są nieparlamentarne"
Słowo „parlamentum” znaczyło pierwotnie tyle, co „sklep z gadaniną” i dlatego nawet bardzo ostre potyczki werbalne w nim nie powinny razić, ani wywoływać zgorszenia.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.