loading
Proszę czekać...
Nie znali życia w wolnej Polsce. "To był szok, kiedy dowiadywałem się jak naprawdę było z naszą historią"
Opublikowano dnia 14.12.2017 19:00
- To był szok, kiedy dowiadywałem się po sierpniu 1980 jak to naprawdę było z naszą historią. Włączenie się więc później w działalność antykomunistyczną było dla mnie czymś tak oczywistym, jak oddychanie. Chciałem sprawić, by już innych ta władza nie oszukiwała – mówi dziś Leszek Kuziko.

Leszek Kuziko, fot. autor
Mateusz Wyrwich

W 1980 r. Kuziko był kontrolerem jakości w białogardzkich zakładach Unitra-Unitech. Od 1980 roku w Solidarności. Działacz podziemia niepodległościowego 1981 – 1989. Obecnie przedsiębiorca.
 

Rodzice na te ziemie przyjechali z Brześcia nad Bugiem. Doskonale widzieli, kim są Sowieci. Moim przewodnikiem politycznym, mentorem, był mój dziadek Aleksander Zawadzki. 1 Maja, podczas uroczystości komunistycznych, dziadek mówił, że byłoby lepiej dać biednym te szmaty, które poszły na transparenty i czerwone flagi. W szkole zawodowej, czy średniej każdy niemal z nas słuchał RWE. Wiedzieliśmy, co się dzieje w Polsce. Ale niemal w ogóle się o tym nie rozmawiało z kolegami. Wiedziałem, co się dzieje w grudniu 1970 czy 1976 roku. Ale co można było z tym począć?


- mówi Eugeniusz Zieliński w 1980 roku po trzydziestce. Zatrudniony jako ślusarz w Unitra-Unitech. Od 1980 roku w Solidarności. Działacz podziemia niepodległościowego 1981 – 1989. W III RP przedsiębiorca. Dziś emeryt. 
 

Mój dziadek, piłsudczyk, za 1920 rok dostał ziemię w Iwacewiczach koło Baranowicz. W 1939 roku nasza rodzina wywieziona została na Syberię, w okolice Archangielska. Ojciec mamy o własnych siłach już nie wyszedł z pociągu. Zmarł niebawem. Po nim zmarła na tyfus siostra mamy, która miała wówczas trzynaście lat. Potem umarła matka mojej mamy. I tak moja mama, ledwie rok starsza od swojej siostry, została zupełnie sama. Przygarnęli ją nieznajomi Polacy. Rodzina Mików. Dowiedziałam się o tym dopiero w latach siedemdziesiątych...


- wspomina Anna Sztark.




Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Konferencja "Układy zbiorowe drogą do społecznej gospodarki rynkowej" - Piotr Duda
Blogi
avatar
Przemysław
Jarasz

Były prominentny polityk śląskiej lewicy jest zbyt chory na więzienie, ale miał siły na rozrywkę
Być może to już jutro Sąd Rejonowy w Zabrzu zdecyduje ostatecznie o losach byłego wiceprezydenta Zabrza Jerzego W., prawomocnie skazanego na karę więzienia za udział w aferze korupcyjnej. Ten były samorządowiec i wpływowy onegdaj działacz lewicy na Śląsku w zasadzie powinien był już trafić za kraty, lecz próbuje od pewnego czasu udowodnić przed zabrzańskim sądem, iż po orzeczeniu wyroku tak poważnie podupadł na zdrowiu, że nie może trafić do więzienia. Tymczasem jak ustalił lokalny Głos Zabrza i Rudy Śl., Jerzy W. jeszcze do późnej jesieni ub.r., a nawet wiosną br. pojawiał się na meczach Górnika Zabrze i to pomimo tęgiego chłodu i zimowych wręcz warunków atmosferycznych. Zaś po nastaniu nowego roku brał udział nie tylko w opłatku środowisk biznesowych Zabrza, ale wręcz uczestniczył w zabawie karnawałowej. Jest też i inna kluczowa wątpliwość – czy Jerzy W. powinien być opiniowany przez miejscowych biegłych lekarzy sądowych m.in. pod kątem zaburzeń sercowych, skoro zarówno on, jak i jego małżonka – Anna powszechnie znani są ze ścisłych kontaktów ze światem śląskiej kardiologii medycznej?
avatar
Elżbieta
Połomska

Elżbieta Połomska: Marność nad marnościami
Przedkładanie jednego życia ludzkiego nad drugie jest okrutnym precedensem, a usprawiedliwianie tego „realiami polityki społecznej” brzmi jak molochowy żart. Można mieć tylko nadzieję, że postawa p. poseł nie jest reprezentatywna dla całego ugrupowania PiS, które wyniosło panią na szczyty władzy. Chociaż opór tego obozu w procedowaniu tej i podobnych obywatelskich propozycji jest zaskakujący i głęboko niepokojący nas, wyborców.
avatar
Przemysław
Jarasz

64 mln zł strat i 641 pokrzywdzonych. Surowe wyroki dla twórców piramidy finansowej
Wyrządzona szkoda w wielkich rozmiarach o łącznej wysokości prawie 64 milionów złotych oraz 641 osób pokrzywdzonych – to efekt działania piramidy finansowej stworzonej przez dwóch mężczyzn z Kalisza i okolic. Sąd Okręgowy w Kaliszu skazał 47-latka na karę 12 lat pozbawienia wolności, 700 tysięcy złotych grzywny, a także orzekł obowiązek częściowego naprawienia szkody i pokrycia kosztów postępowania w wysokości 250 tysięcy złotych. Drugi z mężczyzn usłyszał wyrok 3 lat pozbawienia wolności, obowiązek zapłaty 250 tys. złotych grzywny oraz zobowiązano go do uiszczenia 160 tysięcy złotych kosztów sądowych.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.