loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Marcin Brixen: Dlaczego media milczą o Powstaniu Wielkopolskim
Opublikowano dnia 28.12.2017 17:32
W słoneczny grudniowy poranek lokatorzy bloku, w którym mieszkali Hiobowscy mogli ujrzeć niezwykły widok.
- Telewizja! - krzyknęła radośnie mama Łukaszka patrząc z okna.

Wikipedia domena publiczna
W słoneczny grudniowy poranek lokatorzy bloku, w którym mieszkali Hiobowscy mogli ujrzeć niezwykły widok.
- Telewizja! - krzyknęła radośnie mama Łukaszka patrząc z okna.
Wszyscy runęli do przedpokoju po kurtki. W szaleńczym tempie władowali się do windy, zjechali na dół i wypadli przed blok. Mieli szczęście, zdążyli. Dwuosobowa ekipa telewizyjna właśnie się rozkładała i nie było jeszcze nikogo innego z mieszkańców. Pan rozstawiał kamerę, a pani reporterka rozmawiała przez telefon.
- O, rozmówcy! - ucieszyła się pani reporterka i zakończyła rozmowę. - Co państwo sądzą o...
- Demokracja umiera - przerwała jej posępnym tonem mama Łukaszka. - Margines elektoratu spycha Polskę coraz dalej od przepaści!
- Nie o to mi chodzi - zauważył kwaśno pani reporterka. - Robię materiał o Powstaniu Wielkopolskim i chciałabym porozmawiać o nim z... Z... Z panem!
I triumfalnie wskazała na dziadka Łukaszka. Dziadek, nieufny wobec środków masowego przekazu, szarpnął się w tył, ale było już za późno. Kamerzysta wycelował w niego obiektyw, reporterka wycelowała w niego mikrofon i zapytała słodko:
- Dziś rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Brał pan udział?
Dziadek osłupiał.
- E... A... Y...
- Więc pan z tych co to śpią z kotem do południa i przesypiają cały świat - zauważyła kąśliwie pani reporterka.
- Przecież Powstanie wybuchło po południu - odezwał się z tyłu Łukaszek.
- Spał pan do południa? - zdumienie reporterki nie miało granic.
- Co to ciągle "pan" i "pan"? - zirytowała się babcia Łukaszka. - Skończmy z tym patriarchatem!
- Brała pani udział w walkach?
- No nie, ale...
- No więc! - i pani reporterka triumfująco odrzuciła włosy za ramię. - A czy jest szansa, że zrobię wywiad z jakimś powstańcem.
I zanim ktokolwiek zdołał powstrzymać siostrę Łukaszka powiedziała:
- Ale oni wszyscy nie żyją!
- Ooo! - pani reporter zalśniły oczy. - Rzeź! Hekatomba!
- Co też pani! - wystraszył się tata Łukaszka. - Zginęło gdzieś może ze dwa tysiące osób!
- To czemu nie ma żadnego powstańca, co? Nabieracie mnie!
Dziadek Łukaszka westchnął głęboko i wytłumaczył pani redaktor, że po prostu minęło już tyle czasu, że żadnego z uczestników nie ma już na tym świecie z przyczyn naturalnych.
- Czułam, że mi jakieś świństwo robią - mikrofon w ręku pani reporterki skakał ze złości. - Mogłam zostać w Warszawie i robić materiał o człowieku, który ma trzecie jądro. Ale nie! Podobno to powstanie jest ważniejsze. ci co robili materiał na Powstanie Warszawskie mieli o wiele łatwiej. A co ja mam pokazać?
- Bloki - podpowiedział kamerzysta.
- Hm, no dobrze, niech będą bloki - pani reporterka zakręciła mikrofonem i nagle uderzyła w wysokie tony. - Proszę państwa! Te bloki! Są one niemymi świadkami historii, bo ich tu nie było, kiedy to się działo, więc gdy nawet mogły mówić to by nic nam nie powiedziały! I co, jak było?
- Gicio - odparł flegmatycznie kamerzysta. -
- Miasto, całe miasto - zapalała się znowu pani reporterka. - Całe miasto było jedną wielką dymiącą ruiną. skala zniszczeń była tak ogromna, że...
- Przepraszam bardzo - wtrącił się tata Łukaszka.
- Co znowu?!
- Nie było zniszczeń.
- Nie?
- No nie.
- Jaja chyba pan sobie robi, co to za powstanie bez zniszczeń?
- Ale naprawdę nie było zniszczeń, co ja pani na to poradzę...
- Uh! - pani reporterka tupnęła nogą.  Nie, ale tym razem na pewno mnie nabieracie! Przecież tu wszystko nowe bloki, powojenne! Więc skąd się niby wzięły? Co tu stało wcześniej?
- Chaty - odparła babcia Łukaszka. - Tu była wieś.
- Jak wieś, jak jest miasto?!
- Teraz jest miasto. Wtedy była wieś - tłumaczyła cierpliwie babcia.
- Ja p****olę - skomentowała załamana pani reporter. - No to może reportaż o kimś znanym, kto zginął? Jakiś poeta? Pisarz? Grupa dzieci? Nie? Naprawdę nie? To może aktor jakiś? Kierowca rajdowy? Ewentualnie bloger? Nikt? Naprawdę?
- Nie załamuj się - pocieszył ją kamerzysta. - Weźmiesz ten piękny tekst o Powstaniu Warszawskim, zmienisz Warszawę na Poznań i będzie gicio.
- Tobie wszystko gicio - złościła się pani reporterka. - Ale w sumie pomysł nie jest taki zły. Gloria victis, czyli niech będzie chwałą pokonanym, co prawda przegraliśmy po raz kolejny, ale nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało...
- Przepraszam bardzo - odchrząknął tata Łukaszka.
- Co znowu?!!! - eksplodowała pani reporter. - Chyba mi pan nie powie, że Polacy wygrali?!!!
- No właśnie...
- Nie! - pani reporterka upuściła mikrofon i wbiła sobie pięści w oczy.
- Nie lubią cię w redakcji - zachichotał kamerzysta.
Paradoksalnie panią reporterkę to zmobilizowało.
- Zrobimy krótki reportaż o regionie - stwierdziła. - Nie tylko Poznań. Inne miejscowości też. Przecież gdzieś jeszcze muszą być ślady tych walk. Z jednej strony rodzące się właśnie państwo polskie, powstańcy do dziś zapomniani przez wszystkich, rzekłabym wyklęci, z drugiej strony hordy niszczącej wszystko Armii Czerwonej...
Urwała i spojrzała na tatę Łukaszka. Tata był bardzo rozbawiony ale zaciskał usta.
Cios nadszedł z innej strony.
- Co to miała niby znaczyć ta Armia Czerwona? - wycedziła babcia Łukaszka. - Jak coś złego to zaraz ZSRR? Ładnie tak sobie nim wycierać gębę, bo Związek już nie istnieje i nie może się bronić? To byli Niemcy proszę pani!
- A skąd pani wie, że Niemcy? - pani reporterka spojrzała na babcię ironicznie. - Jak taki jeden z drugim szarżował miał na czole napisane, że jest z Wiednia?
- Ja p****olę - nie wytrzymał tata Łukaszka. - Wiedeń jest w Austrii!
- Niech pan przestanie mącić! - wrzasnęła pani reporterka. - Byłam tam! W Wiedniu mówią po niemiecku! Nie wolno tak zwalać wszystkiego na jedno państwo! To byli naziści!
Babcia Łukaszka rzuciła mięsem.
- Wyłącz tę kamerę - poleciła pani reporterka. - Nic z tego nie będzie. Beznadziejne to powstanie. Nic się z niego nie da wycisnąć. Wracamy.
- Musisz przywieźć jakiś materiał - zaniepokoił się pan kamerzysta.
- Po drodze wstąpimy do Andrzeja z "Rolnik szuka męża". Podobno zaręczył się ze Stefanem.
- Być może jednak coś się uda - odezwał się Łukaszek i pokazał grupę młodych mężczyzn idących pod polskimi flagami. Pani reporterka i pan kamerzysta ich zaczepili i zaczęli nagrywać.
Młodzi mężczyźni byli na wielkiej paradzie, która zresztą odbywała się co roku w rocznicę wybuchu powstania...
- Nic o tym nie wiedziałam... - bąknęła pani reporterka.
- A bo telewizje nie pokazują...
I opowiadali, jak to Polska walczyła z Niemcami i wygrała. I że dzisiaj Polska, polskie, polskim, polskiemu i tak dalej. Na koniec zaśpiewano rotę, ale śpiewający jakoś tak nerwowo zerkali na zegarki.
- Coś się stało? - zaniepokoił się pan kamerzysta.
- Nie, tylko, że zaraz przyjedzie po nas autobus firmowy. Jedziemy do roboty na popołudniową zmianę do Volkswagena.
-------------
marcinbrixen.pl
http://www.wydawnictwo-lena.pl/brixen3.html - blog w formie książki
https://pl-pl.facebook.com/marcin.brixen
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo gen. Komornicki: Rosjanie przygotowują się do wojny na dużą skalę
Blogi
avatar
Przemysław
Jarasz

Były prominentny polityk śląskiej lewicy jest zbyt chory na więzienie, ale miał siły na rozrywkę
Być może to już jutro Sąd Rejonowy w Zabrzu zdecyduje ostatecznie o losach byłego wiceprezydenta Zabrza Jerzego W., prawomocnie skazanego na karę więzienia za udział w aferze korupcyjnej. Ten były samorządowiec i wpływowy onegdaj działacz lewicy na Śląsku w zasadzie powinien był już trafić za kraty, lecz próbuje od pewnego czasu udowodnić przed zabrzańskim sądem, iż po orzeczeniu wyroku tak poważnie podupadł na zdrowiu, że nie może trafić do więzienia. Tymczasem jak ustalił lokalny Głos Zabrza i Rudy Śl., Jerzy W. jeszcze do późnej jesieni ub.r., a nawet wiosną br. pojawiał się na meczach Górnika Zabrze i to pomimo tęgiego chłodu i zimowych wręcz warunków atmosferycznych. Zaś po nastaniu nowego roku brał udział nie tylko w opłatku środowisk biznesowych Zabrza, ale wręcz uczestniczył w zabawie karnawałowej. Jest też i inna kluczowa wątpliwość – czy Jerzy W. powinien być opiniowany przez miejscowych biegłych lekarzy sądowych m.in. pod kątem zaburzeń sercowych, skoro zarówno on, jak i jego małżonka – Anna powszechnie znani są ze ścisłych kontaktów ze światem śląskiej kardiologii medycznej?
avatar
Elżbieta
Połomska

Elżbieta Połomska: Marność nad marnościami
Przedkładanie jednego życia ludzkiego nad drugie jest okrutnym precedensem, a usprawiedliwianie tego „realiami polityki społecznej” brzmi jak molochowy żart. Można mieć tylko nadzieję, że postawa p. poseł nie jest reprezentatywna dla całego ugrupowania PiS, które wyniosło panią na szczyty władzy. Chociaż opór tego obozu w procedowaniu tej i podobnych obywatelskich propozycji jest zaskakujący i głęboko niepokojący nas, wyborców.
avatar
Przemysław
Jarasz

64 mln zł strat i 641 pokrzywdzonych. Surowe wyroki dla twórców piramidy finansowej
Wyrządzona szkoda w wielkich rozmiarach o łącznej wysokości prawie 64 milionów złotych oraz 641 osób pokrzywdzonych – to efekt działania piramidy finansowej stworzonej przez dwóch mężczyzn z Kalisza i okolic. Sąd Okręgowy w Kaliszu skazał 47-latka na karę 12 lat pozbawienia wolności, 700 tysięcy złotych grzywny, a także orzekł obowiązek częściowego naprawienia szkody i pokrycia kosztów postępowania w wysokości 250 tysięcy złotych. Drugi z mężczyzn usłyszał wyrok 3 lat pozbawienia wolności, obowiązek zapłaty 250 tys. złotych grzywny oraz zobowiązano go do uiszczenia 160 tysięcy złotych kosztów sądowych.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.