loading
Proszę czekać...
Aleksandra Jakubiak: All I want for Christmas is You. O złotym cielcu naszych czasów
Opublikowano dnia 30.12.2017 10:00
Jako dziecko uwielbiałam świąteczny klimat ciepła, choinkowych lampek, prezentów, dobrego jedzenia etc. I nie było w tym nic specjalnie niepokojącego, jeśli to wszystko miało w sposób naturalny budzić w małym człowieku poczucie bezpieczeństwa i radość płynące ze stajenki, ze żłóbka, prosto od Jezusa. U schyłku PRL-u wszelki kolor, niecodzienny smak i zachodnie bajki w telewizji były wyczekiwanym rarytasem. Pragnęliśmy powiewu Zachodu z całym jego, widzianym w katalogach z Pewexu, bogactwem.

YT, print screen


I doczekaliśmy się. Stare sklepy z nowymi towarami ewoluowały stopniowo w zagraniczne markety, te w centra handlowe, galerie... Coraz bardziej kolorowe, coraz bardziej wypełnione obiektami pożądania. I nawet nie spostrzegliśmy się, kiedy nasze pragnienia zaczęły rosnąć i rosnąć, by osiągać czasem absurdalne rozmiary. 

 

Potem te sztucznie rozbudzane potrzeby poczęły falować w rytm sezonów. Okres gwiazdkowy zaczyna się dwa dni po Wszystkich Świętych, czasem nawet wcześniej. To, co dawniej było ciszą radosnego oczekiwania na pamiątkę tych najważniejszych Narodzin, stało się targowiskiem. Co zatem celebrować w Oktawę Bożego Narodzenia, skoro „świąteczny” sezon trwa już dwa miesiące? 

 

Gwiazdka stała się złotym cielcem naszych czasów, z szeroko zakrojoną warstwą ideologiczną oraz infrastrukturą - całą bandą rozmaitych zwierzątek i stworków, x-masowych piosenek, filmów, jedzenia, wzornictwa - skądinąd ładnego, przypisanych zachowań i co najważniejsze - obowiązkowego błogostanu. A wszystko to z roku na rok, coraz bardziej agresywne i głośne. To, co kiedyś kochałam, w jakimś krzywym zwierciadle przeistoczyło się we własną upiorną karykaturę.

 

A Jezus? Przez jakie kilogramy badziewia trzeba przekopać się, by w otaczającej nas gwiazdkowej rzeczywistości natknąć się na stajenkę? Pozwoliliśmy na to, by Boże Narodzenie w wymiarze kulturowym przybrało formę krzykliwej pustki, pod zasłoną której kryje się zgoła nie-Boża twarz. Ze swoistym  sarkazmem przyznać trzeba, że „mistrzostwem świata” jest wyproszenie Boga z Jego własnych urodzin. Ale tam gdzie braknie Dawcy życia pozostaje jedynie atrapa, próżnia i głośne domaganie się poczucia spełnienia za pomocą coraz większej ilości rzeczy.

 

Jak kiedyś, dawno temu, po lekturze „Evangelium vitae” zdałam sobie do głębi sprawę ze zła aborcji, tak w tym roku jeszcze bardziej niż zwykle dotarło do mnie bałwochwalstwo gwiazdkowego okresu. Dotarło i zabolało, zanudziło pustotą i nieomal samo się zwymiotowało. 

 

Jedną z największych tajemnic w historii świata, jaką jest Wcielenie Syna Bożego - objawienie eterycznego piękna, do śmierci realnej pokory Boga i Jego nieprawdopodobnie wręcz szalonej miłości, która mówiąc kolokwialnie - nie tylko uratowała mam skóry, ale przyniosła niewyobrażalną radość, zamieniać na Santę i handlowe galerie jest objawem całkowitego obłędu.

 

Może jako społeczeństwo potrzebujemy kogoś niewinnego, kto powie nam, jak w baśni Andersena: „ten król jest nagi”, byśmy przestali zachwycać się nicością a spojrzeli w oczy cierpliwego, dobrego Boga, który czeka na nasze zaproszenie do dotknięcia grzechu i przemiany pustki w sens. Jeśli Bóg, który pozwolił wyrzucić się do stajni i być od ludzi całkowicie zależnym, aby ich uratować i kochać nie poruszy naszego serca, to co innego zdoła to zrobić? Przecież nie trzęsienie ziemi.

 

Jezus leżący w żłobie, w jakimś starożytnym rodzaju pieluchy, owinięty w materiał chroniący przed zimnem, Jezus uczący się siadać, potem stawać na nóżki, Jezus uczący się wołać "na nocnik", uczący się samodzielnie jeść, ubierać, bawić z dziećmi, Jezus uczący się czytać i pracować, uczący się Tory i psalmów, Jezus troszczący się, zachwycający się, Jezus dumny z napotykanych ludzi, Jezus nauczający, przemawiający, czyniący cuda, Jezus karmiący swoim Ciałem i Krwią, kochający do końca, cierpiący, umarły, zmartwychwstały, królujący, Jezus obecny przy mnie zawsze, czekający na moją miłość. To Jego chcę świętować.

 

All I want for Christmas is You.

Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Konferencja "Układy zbiorowe droga do społecznej gospodarki rynkowej" - Debata publicystów
Blogi
avatar
Przemysław
Jarasz

Były prominentny polityk śląskiej lewicy jest zbyt chory na więzienie, ale miał siły na rozrywkę
Być może to już jutro Sąd Rejonowy w Zabrzu zdecyduje ostatecznie o losach byłego wiceprezydenta Zabrza Jerzego W., prawomocnie skazanego na karę więzienia za udział w aferze korupcyjnej. Ten były samorządowiec i wpływowy onegdaj działacz lewicy na Śląsku w zasadzie powinien był już trafić za kraty, lecz próbuje od pewnego czasu udowodnić przed zabrzańskim sądem, iż po orzeczeniu wyroku tak poważnie podupadł na zdrowiu, że nie może trafić do więzienia. Tymczasem jak ustalił lokalny Głos Zabrza i Rudy Śl., Jerzy W. jeszcze do późnej jesieni ub.r., a nawet wiosną br. pojawiał się na meczach Górnika Zabrze i to pomimo tęgiego chłodu i zimowych wręcz warunków atmosferycznych. Zaś po nastaniu nowego roku brał udział nie tylko w opłatku środowisk biznesowych Zabrza, ale wręcz uczestniczył w zabawie karnawałowej. Jest też i inna kluczowa wątpliwość – czy Jerzy W. powinien być opiniowany przez miejscowych biegłych lekarzy sądowych m.in. pod kątem zaburzeń sercowych, skoro zarówno on, jak i jego małżonka – Anna powszechnie znani są ze ścisłych kontaktów ze światem śląskiej kardiologii medycznej?
avatar
Elżbieta
Połomska

Elżbieta Połomska: Marność nad marnościami
Przedkładanie jednego życia ludzkiego nad drugie jest okrutnym precedensem, a usprawiedliwianie tego „realiami polityki społecznej” brzmi jak molochowy żart. Można mieć tylko nadzieję, że postawa p. poseł nie jest reprezentatywna dla całego ugrupowania PiS, które wyniosło panią na szczyty władzy. Chociaż opór tego obozu w procedowaniu tej i podobnych obywatelskich propozycji jest zaskakujący i głęboko niepokojący nas, wyborców.
avatar
Przemysław
Jarasz

64 mln zł strat i 641 pokrzywdzonych. Surowe wyroki dla twórców piramidy finansowej
Wyrządzona szkoda w wielkich rozmiarach o łącznej wysokości prawie 64 milionów złotych oraz 641 osób pokrzywdzonych – to efekt działania piramidy finansowej stworzonej przez dwóch mężczyzn z Kalisza i okolic. Sąd Okręgowy w Kaliszu skazał 47-latka na karę 12 lat pozbawienia wolności, 700 tysięcy złotych grzywny, a także orzekł obowiązek częściowego naprawienia szkody i pokrycia kosztów postępowania w wysokości 250 tysięcy złotych. Drugi z mężczyzn usłyszał wyrok 3 lat pozbawienia wolności, obowiązek zapłaty 250 tys. złotych grzywny oraz zobowiązano go do uiszczenia 160 tysięcy złotych kosztów sądowych.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.