loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Marcin Brixen: Feministki na Marsie
Opublikowano dnia 12.01.2018 22:55
Wszyscy Hiobowscy, każdy w ich bloku, cała Polska, Europa, świat - no, po prostu wszyscy oglądali. Oglądali wydarzenie jakim było lądowanie pierwszego lotu załogowego na Marsie.

screen YouTube
Wszyscy Hiobowscy, każdy w ich bloku, cała Polska, Europa, świat - no, po prostu wszyscy oglądali. Oglądali wydarzenie jakim było lądowanie pierwszego lotu załogowego na Marsie. Wydarzenie to było wyjątkowe, epokowe i w ogóle naj. Z kilku względów. Pierwszy - to pierwsze lądowanie załogowe na czerwonej planecie. Drugi powód, to przebieg tego lądowania, który był niepodobny do żadnych innych, a Polska zapisała się żywą kartą. I po trzecie było wyjątkowe z powodu załogi.
Nie brał udziału w locie żaden profesjonalny kosmonauta. Ba, żaden mężczyzna. Załoga była wyłącznie żeńska (część środowisk LGBT ABCD EFGH XYZ protestowało). I nie były to zwykłe kobiety, o nie. Były to same znane na całym świecie feministki.
Jak do tego doszło?
Bardzo prosto - poszło o pieniądze. Z jednej strony NASA borykała się ze zbieraniem funduszy na lot załogowy na Marsa, z drugiej wywierane były na nią olbrzymie naciski społeczne. Różne organizacje alarmowały, ile za te pieniądze można by pobudować domów starości dla gejów, ile można by kupić medycznej marihuany albo ile można byłoby nakarmić chomików syryjskich. NASA w końcu poszła po rozum do głowy i ogłosiła casting podobny do tego, jaki się dzieje w Formule 1: zabiorą jednego kandydata spoza kosmonautów, który wniesie największy budżet. To jeszcze pogorszyło sprawę. Komuniści zaczęli ich wyzywać od faszystów, faszyści od komunistów, feministki od mężczyzn, a wegetarianie od świń.
Najdonośniejszy głos należał do środowisk feministycznych, które negowały dosłownie wszystko. Dlaczego kandydat? A nie kandydatka? Dlaczego tylko jeden? A nie dziesięciu? W końcu któryś z dyrektorów NASA, zmęczonym całym tym medialnym zawirowaniem, pół żartem pół serio, zaproponował, że może wysłać kogo chce, bo automatyka na to pozwoli, byleby przyniósł fundusze na lot. Środowiska feministyczne buńczucznie ogłosiły, że podejmują wyzwanie i delegują spośród siebie najbardziej znane, agresywne, twarde wojowniczki. Zapomniały przy tym o przysłowiu - uważajcie z życzeniami bo mogą się spełnić.
Całą kwotę uzbierano w pięć i pół godziny.
Dziewięćdziesiąt dziewięć procent wpłacających było mężczyznami. Entuzjazm wśród ofiarodawców hamował jedynie fakt, że podróżniczki wrócą na Ziemię.
Feministkom zrzedła mina. NASA ogłosiła zatem, że polecą ich kosmonauci, a zebraną kwotę przekaże nowemu papieżowi Czesławowi Pierwszemu (poprzedni abdykował w zeszłym roku i przeszedł na islam) w celu utworzenia ośrodka pomocy młodym, pracującym białym heteroseksualnym mężczyznom.
Feministki nie miały wyboru. Cały wolny świat naciskał aby leciały. Wreszcie panie się zgodziły. Szczęścia nie było końca, a szczególną radość mieli Polacy, bowiem w gronie lecących znalazła się jedna pani z ich kraju. Nobara-Barwacka.
Kosmonautki, a było ich siedem, przeszły morderczy trening emitowany oczywiście na antenach telewizji. Po jego zakończeniu Ukraina opracowała nowy format reality show "Damy i kosmonautki" i sprzedała go do wielu krajów. W Polsce królował jednak "Rolnik szuka kosmonautki".
Nadeszła kolej na lot, lot pełen tak dramatycznych momentów jak kłótnia kto ma siedzieć przy oknie. No i wreszcie lądowanie. Bez przesady, cała Polska rzuciła się do telewizorów, do smartfonów, do laptopów. Pobito nawet rekord oglądalności trzeciego odcinka szóstego sezonu "Korony Królów" pod tytułem "W okowach alkowy" z Elżbietą Batory w roli głównej.
Nie tylko Polska, cała Ziemia oglądała z zapartym tchem jak panie przesiadają się do lądownika i kłócą kto ma usiąść za kierownicą. Tu wreszcie NASA poczuła się w obowiązku interweniować.
- Pani nie - poinformował dyrektor NASA panią w kombinezonie koloru burgunda.
- Dlaczego nie?
- Widzieliśmy jak pani parkuje pod naszym budynkiem. Pani zawraca na parkingu na szesnaście razy!!!
- To jest chamstwo!!! - zapiała pani. - Proszę nie przenosić swoich patriarchalnych kompleksów na kosmiczny poziom!!!
Ale kiedy NASA ją uświadomiło, że mogą ją oglądać miliardy ziemian, a może i nie tylko ziemian, ustąpiła. A za kierownicą zasiadła pani w kombinezonie koloru lila. Pozostałe kosmonautki zasiadły grzecznie za nią.
- I oto już rusza, proszę państwa - komentował podniecony dziennikarz w polskiej telewizji. - Ten jeden drobny ruch koła jest wielkim ruchem w dziejach ludzkości. Łazik zaraz wyjedzie z lądownika... Oj... Chyba nie tak zaraz... Pani cofa... Teraz skręca... Teraz do przodu... Uwaga! Stop! Nie... Chyba nic poważnego się nie stało... Jeszcze raz do tyłu... Koła! Koła w drugą stronę!! Nie tak!!! Uwaga!!! O Jezu... Nie, no w sumie po co światła na pustyni marsjańskiej, innych pojazdów raczej tu nie ma. Kolejna próba wyjazdu z lądownika...
Kamera pokazała panów z NASA. Byli sini.
- Takie wąskie te wrota zrobili, pewno jakiś facet projektował - piekliła się pani za kierownicą.
- To spisek patriarchalny, aby pogrążyć kobietę w oczach całej galaktyki - wtórowały jej inne panie.
Pani w kombinezonie koloru burgunda milczała z satysfakcją.
Łazik wreszcie wyjechał na pustynię i w ziemskich domach zapanowała euforia. Nie mącił jej ani paskudnie porysowany przód łazika, powgniatany bok, wygięty błotnik i stłuczone tylne światło.
- Na szczęście wrota lądownika się domykają i jest hermetyczność, będą mogły wrócić - oznajmił pobladły dyrektor NASA.
- No i widzicie mężczyźni, nawet wy potraficie coś zrobić dobrze - pani za kierownicą dodała gazu.
Łazik przetrwał zderzenie ze skałą ("Kto tu postawił!") i wywrotkę na skalnym usypisku ("nagle mi zabiegło drogę"), ale kiedy przebiła się opona panie postanowiły wysiąść i udać się na rekonesans. Automaty zajęły się zmianą koła, a kosmonautki rozglądały się dokoła.
- Boże, jak tu pięknie - zachwyciła się pani w kombinezonie koloru piaskowego.
- Boga nie ma - ofuknęła ją pani w kombinezonie koloru łososiowego.
I już miała wybuchnąć kolejna kłótnia, kiedy pani w kombinezonie koloru ecru zaczęła krzyczeć, że odkryła coś bardzo ważnego. Panie poszły w jej stronę, udały się tam też automaty i już po chwili miliardy widzów obserwowały dzięki kamerom, że na skale są... - Porosty - szepnął z nabożeństwem dyrektor z NASA. - A więc jest życie na Marsie!
Wybuchła gigantyczna wręcz euforia. Kamera pokazała cieszące się sześć kosmonautek. A później jeszcze raz pokazała porosty. To znaczy: miała pokazać. Bo zamiast porostów wszyscy ujrzeli plecy kosmonautki w śliwkowym kombinezonie. Pani z zapałem szorowała pumeksem skałę zdzierając porosty.
- Co ona robi?! - wrzasnął strasznym głosem dyrektor NASA.
Kosmonautka odwróciła głowę i wszyscy ujrzeli smutne oblicze Nobary-Barwackiej.
- Kobieta zawsze powinna mieć wybór! - rzekła z naciskiem. - Więc ja wybrałam aby usunąć tę narośl! Mój wybór, moje ciało!
- Jaką narośl?! To życie!! - darł się zastępca dyrektora NASA. Dyrektor NASA walił głową w klawiaturę komputera. W ekranach w siedzibie agencji na zmianę pojawiał się obraz z Marsa, pasjans i gołe baby.
- To nie jest żadne życie - polska kosmonautka imponowała nieugiętością i opanowaniem. - To nie ma rąk. To nie ma nóg. To jest po prostu zlepek komórek.
-------------
marcinbrixen.pl
http://www.wydawnictwo-lena.pl/brixen3.html - blog w formie książki
https://pl-pl.facebook.com/marcin.brixen
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Konferencja "Układy zbiorowe drogą do społecznej gospodarki rynkowej" - Piotr Duda
Blogi
avatar
Przemysław
Jarasz

Były prominentny polityk śląskiej lewicy jest zbyt chory na więzienie, ale miał siły na rozrywkę
Być może to już jutro Sąd Rejonowy w Zabrzu zdecyduje ostatecznie o losach byłego wiceprezydenta Zabrza Jerzego W., prawomocnie skazanego na karę więzienia za udział w aferze korupcyjnej. Ten były samorządowiec i wpływowy onegdaj działacz lewicy na Śląsku w zasadzie powinien był już trafić za kraty, lecz próbuje od pewnego czasu udowodnić przed zabrzańskim sądem, iż po orzeczeniu wyroku tak poważnie podupadł na zdrowiu, że nie może trafić do więzienia. Tymczasem jak ustalił lokalny Głos Zabrza i Rudy Śl., Jerzy W. jeszcze do późnej jesieni ub.r., a nawet wiosną br. pojawiał się na meczach Górnika Zabrze i to pomimo tęgiego chłodu i zimowych wręcz warunków atmosferycznych. Zaś po nastaniu nowego roku brał udział nie tylko w opłatku środowisk biznesowych Zabrza, ale wręcz uczestniczył w zabawie karnawałowej. Jest też i inna kluczowa wątpliwość – czy Jerzy W. powinien być opiniowany przez miejscowych biegłych lekarzy sądowych m.in. pod kątem zaburzeń sercowych, skoro zarówno on, jak i jego małżonka – Anna powszechnie znani są ze ścisłych kontaktów ze światem śląskiej kardiologii medycznej?
avatar
Elżbieta
Połomska

Elżbieta Połomska: Marność nad marnościami
Przedkładanie jednego życia ludzkiego nad drugie jest okrutnym precedensem, a usprawiedliwianie tego „realiami polityki społecznej” brzmi jak molochowy żart. Można mieć tylko nadzieję, że postawa p. poseł nie jest reprezentatywna dla całego ugrupowania PiS, które wyniosło panią na szczyty władzy. Chociaż opór tego obozu w procedowaniu tej i podobnych obywatelskich propozycji jest zaskakujący i głęboko niepokojący nas, wyborców.
avatar
Przemysław
Jarasz

64 mln zł strat i 641 pokrzywdzonych. Surowe wyroki dla twórców piramidy finansowej
Wyrządzona szkoda w wielkich rozmiarach o łącznej wysokości prawie 64 milionów złotych oraz 641 osób pokrzywdzonych – to efekt działania piramidy finansowej stworzonej przez dwóch mężczyzn z Kalisza i okolic. Sąd Okręgowy w Kaliszu skazał 47-latka na karę 12 lat pozbawienia wolności, 700 tysięcy złotych grzywny, a także orzekł obowiązek częściowego naprawienia szkody i pokrycia kosztów postępowania w wysokości 250 tysięcy złotych. Drugi z mężczyzn usłyszał wyrok 3 lat pozbawienia wolności, obowiązek zapłaty 250 tys. złotych grzywny oraz zobowiązano go do uiszczenia 160 tysięcy złotych kosztów sądowych.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.