loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Cezary Krysztopa dla "TS": Chałwa
Opublikowano dnia 16.01.2018 20:00
Dostałem w prezencie ukraińską chałwę. Jak wół stoi na opakowaniu „Xалва”. Spory kawałek, więc od razu chciałem się podzielić. I wyobraźcie sobie, że nikt jej nie chciał. A, bo to ukraińskie, a bo to chałwa, a bo to mało, że chałwa to jeszcze nie sezamowa, tylko słonecznikowa. Kurcze, jak to się ludziom, w tym moim dzieciom, które zwykle gotowe są wyjadać choćby cukier z cukiernicy, w sempiternach poprzewracało.

Chałwa, screen YT
Pamiętam jak w swojej bogatej karierze zawodowej sprzedawałem kiedyś klej na Stadionie Dziesięciolecia. Obok mnie sprzedawała okulary pani profesor z jednego z białoruskich uniwersytetów. Mało kto te okulary kupował. Do dzisiaj wyraźnie pamiętam jej zrezygnowane, nieco nieśmiałe nawoływania „okuliary, okuliary”. Mieliśmy ze sobą dobry kontakt, w końcu i ja pochodzę znad białoruskiej granicy. Częstowała mnie takimi twarożkami w czekoladzie, które były produkcji jakieś białoruskiej fabryki. Muszę Wam przyznać, że ze słodyczy, jak mawiał mój śp. Tata, najbardziej lubię śledzie, tak wyjątkowo mi te twarożki posmakowały. I też nikt oprócz mnie nie chciał ich jeść.

Sięgając pamięcią jeszcze dalej przypominam sobie kiedy w latach osiemdziesiątych do naszej podbiałostockiej szkoły przyjeżdżały tzw. dary. Czasem bywały to Snickersy, czasem żółty ser czy solone masło (to chyba przydałoby się i dzisiaj). Bywała czasem i chałwa. Właśnie taka słonecznikowa.

Pani za swoim biurkiem kroiła chałwę na cieniutkie plasterki, kto kroił kiedykolwiek chałwę ten wie, że to niełatwe zadanie. W tym czasie wyrywaliśmy z kwadratowych zeszytów radzieckiej produkcji kartki, a pani wywoływała nas w kolejności według dziennikowej listy. My podchodziliśmy do biurka z kartkami i dostawaliśmy swoją pokruszoną porcję słodkiego smakołyku. A potem wracaliśmy do swoich ławek, aby ją z namaszczeniem zjeść. Mogliśmy handlować między sobą żołnierzykami, czy historyjkami obrazkowymi z gumy „Donald” (ja kiedyś kupiłem od kolegi żabę za 50 ówczesnych złotych), ale tej chałwy nikt nie oddałby za żadne pieniądze i cokolwiek na wymianę.

W czasach, w których słodycze uzyskiwało się roztapiając cukier (ten na kartki, więc rodzice dostawali szewskiej pasji) na patelni (niejedna patelnię zniszczyliśmy z Siostrą odklejając cukrowy placek przy pomocy dużego śrubokręta), lub ostatecznie zakupując paskudne cukierki o smaku anyżowym, taka chałwa, proszę ja Was, to było coś. Doznanie wręcz metafizyczne.

A teraz mogę sobie kupić chałwę w sklepie. Czasem lepszą, czasem gorszą. Nawet lubię, choć bez przesady, mogę bez niej żyć. Mogę też dostać ot tak 300 gram chałwy słonecznikowej, dokładnie takiej jak wtedy w klasie. Mogę ją sobie pokroić na pokruszone plasterki i zjeść z namaszczeniem z kartki papieru. I nikt oprócz mnie jej nie chce. Bardzo dobrze, więcej będzie dla mnie.

Cezary Krysztopa

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (03/2018) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
reklama_pionowaNajnowszy numer
Związek
więcej
Wideo "Konstytucja dla obywateli, nie dla elit". Wywiad z Ewą Tomaszewską
Blogi
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Szerokie rozumienie sodomii
Jestem przekonany, że szef resortu obrony miał na myśli biblijne, a nie podręcznikowe rozumienie pojęcia sodomii.
avatar
Jerzy
Bukowski

Kukliński patrzy na defiladę
Marzę, aby w roku 100-lecia odzyskania przez naszą Ojczyznę niepodległości śp. generał Ryszard Kukliński został wreszcie zaliczony w poczet kawalerów jej najwyższego odznaczenia - Orderu Orła Białego.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukoski: Chwilowa zgoda narodowa
Związek Harcerstwa Polskiego nie będzie narażony na wplątanie go w żenującą rozgrywkę prowadzoną przez reprezentantów dwóch zwaśnionych obozów politycznych.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.