loading
Proszę czekać...
Marek Popiełuszko: Dostaliśmy od Wujka szczeniaka o imieniu "Tajniak". Przejechała go milicyjna "nyska"
Opublikowano dnia 18.10.2018 23:21
- Dowiedzieliśmy się o porwaniu Wujka z Dziennika Telewizyjnego i to z powtórki o godz. 22.00 (...) Byliśmy wtedy sami w domu i po dobranocce poszliśmy spać. Zaraz po pierwszym wydaniu Dziennika zadzwoniła Mama, która miała nocny dyżur w szpitalu... - mówi w rozmowie z Cezarym Krysztopą Marek Popiełuszko, bratanek bł. ks. Jerzego Popiełuszki

grafika modyfikowana

Cezary Krysztopa: Jak bliski był Panu bł. ks. Jerzy Popiełuszko?

Marek Popiełuszko, bratanek bł. ks. Jerzego Popiełuszki: Był moim Wujkiem, więc chyba dość bliski. Jestem synem starszego brata Ks. Jerzego, Józefa. Tato jest o dwa lata starszy. Od 28 lat mieszkam w USA. Wyjechałem zaraz po ukończeniu 18 lat ze względów bezpieczeństwa. Wiadomo jakie to były czasy. Nie wiedzieliśmy jaka będzie reakcja komunistów i czy nie będą chcieli zastraszyć rodziny Ks. Jerzego. Rodzice otrzymywali dużo anonimowych listów i telefonów z pogróżkami.

Mój Tata był oskarżycielem posiłkowym w procesie toruńskim i każdego dnia był na rozprawie. Tam, podczas wypowiedzi Piotrowskiego usłyszał słowa, które bardzo utkwiły mu w pamięci: "Nie będzie Piotrowskich, ale nie będzie też Popiełuszków". Rodzice po tej wypowiedzi jeszcze bardziej martwili się o nasze bezpieczeństwo i kiedy tylko skończyłem 18 lat wyjechałem do Stanów, gdzie mieliśmy dalszą rodzinę i trochę znajomych.

Kim był dla Pana i dla rodziny Popiełuszków?

Spotykaliśmy się z ks. Jerzym podczas wszystkich uroczystości rodzinnych. Oczywiście przed rokiem 80-tym były to wizyty dłuższe i częstsze. Ja spędzałem każdą wolną chwilę u Dziadków, więc byłem często w tym samym czasie co Wujek. Pamiętam jak kiedyś podczas wakacji Ks. Jerzy przyjechał i przywiózł ze sobą slajdy. Wieczorem po zakończeniu wszystkich prac domowych zaprosił całą wieś i wyświetlał im slajdy z misji w Afryce. Te slajdy od swego kolegi Ks. Bogdana Liniewskiego, który był na misji w Afryce. Ludzi było bardzo dużo i wszyscy z wielkim zaciekawieniem wsłuchiwali się w opowieści Ks. Jerzego.

Byłem wraz z rodzicami na kilku Mszach za Ojczyznę. Miałem też to szczęście, że dwa tygodnie wakacji 1984 roku spędziłem właśnie z Wujkiem. Mieszkałem co prawda u znajomych kilkaset metrów od kościoła, gdyż pokoik Ks. Jerzego był bardzo mały i nie było drugiego łóżka, ale każdego ranka przychodziłem na plebanię i spędzaliśmy razem dużo czasu. Był to mój pierwszy tak długi pobyt w stolicy, więc jak była tylko możliwość to zwiedzaliśmy. Pamiętam, że byłem wtedy wraz z Wujkiem w kościele św. Anny, a później poszliśmy na pyszne lody na Starówkę. Pamiętam przepyszne lody Pod Bazyliszkiem. Była to wtedy budka na środku Rynku i przy zakupie dostawało się "złotą" monetę ze smokiem Bazyliszkiem.

Dużo czasu spędzaliśmy też na spacerach w pobliskim parku i ogródku przy plebanii z psem Tajniakiem. Był to przemiły psiak. Później kiedy "został ojcem" mieliśmy szczeniaka, który był taki sam jak Tajniak i też nazwaliśmy go Tajniak. Niestety nie mieliśmy go długo, ponieważ kiedy Tato był z nim na spacerze, zerwał się ze smyczy i przejechała go „nyska” MO. Milicjant nawet się nie zatrzymał.

Wracając jeszcze do wakacji. Wieczorami i w deszczowe dni często siadaliśmy na kozetce w części sypialnej małego pokoiku i graliśmy w grę telewizyjną. Nie były to oczywiście takie gry jak teraz, ale jeśli ktoś pamięta tamte czasy, to pewnie pamięta grę w hokeja i tenisa. W obu grach chodziło tak naprawdę o to samo, aby pałeczka, którą się poruszało w dół i do góry odbiła kwadratową piłeczkę. "Grafikę" i ten powtarzający się dźwięk „pim pam” mam w uszach do dziś.

Każdego dnia idąc do kościoła św. Stanisława przechodziłem koło samochodów Star z armatkami wodnymi. Były to oddziały ZOMO, które ustawiały się wzdłuż ul. Krasickiego. Zawsze staraliśmy się jak najszybciej wejść za bramkę na teren kościoła. Ponieważ byliśmy dziećmi, więc nas nie zaczepiano, ale po przekroczeniu bramki czuliśmy się bezpiecznie. Ten kościół miał zawsze wspaniałą atmosferę, tam się czuło Wolność.

Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
reklama_pionowa
Wideo Agnieszka Romaszewska: Ukraina postawiła na Niemcy. I się na tym przejedzie
Blogi
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Poważne wyzwanie dla Czarzastego i Zandberga
Po takiej spektakularnej porażce odpowiedzialny lider ugrupowania zazwyczaj oddaje się do dyspozycji jego statutowych władz.
avatar
Jacek
Matysiak

Kalifornia płonie, piekło w Paradise…
A dziś wokół piekący ból, zwęglone zgliszcza marzeń i planów, spopielone łzy kiedyś szczęścia, wczoraj nieszczęścia, wśród spopielałych niewyobrażalnych krzyków płonących ofiar, gwałtownych i żarliwych modlitw, bezsilnych marzeń i nadziei na ocalenie, wybawienie z płonącego Paradise (170 mil na północ od San Francisco), które w jednej chwili stało się pochłaniającym wszystko piekłem!
avatar
Ryszard
Czarnecki

Nasi wrogowie chcą słabej Polski
Jako historyk o specjalizacji „archiwistyka” polecam dziś wywiad, który przeprowadziła ze mną dla telewizji wPolsce.tv red. Edyta Hołdyńska. Niech jednak nikogo nie zmyli rzekomo nieaktualna tematyka Marszu Niepodległości - po pierwsze przewidziałem, że Biało-Czerwony Marsz będzie bardzo spokojny, bez zadym i zamieszek, ale po drugie - co ważniejsze - mówię o tym komu zależy na skłócaniu Polaków i na tym, żeby Rzplita była słabym państwem ....
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.