loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Marek Popiełuszko: Dostaliśmy od Wujka szczeniaka o imieniu "Tajniak". Przejechała go milicyjna "nyska"
Opublikowano dnia 19.10.2016 12:27
- Dowiedzieliśmy się o porwaniu Wujka z Dziennika Telewizyjnego i to z powtórki o godz. 22.00 (...) Byliśmy wtedy sami w domu i po dobranocce poszliśmy spać. Zaraz po pierwszym wydaniu Dziennika zadzwoniła Mama, która miała nocny dyżur w szpitalu... - mówi w rozmowie z Cezarym Krysztopą Marek Popiełuszko, bratanek bł. ks. Jerzego Popiełuszki

grafika modyfikowana

Cezary Krysztopa: Jak bliski był Panu z bł. ks. Jerzy Popiełuszko?

Marek Popiełuszko, bratanek bł. ks. Jerzego Popiełuszki: Był moim Wujkiem, wiec chyba dość bliski. Jestem synem starszego brata Ks. Jerzego, Józefa. Tato jest o dwa lata starszy. Od 28 lat mieszkam w USA. Wyjechałem zaraz po ukończeniu 18 lat ze względów bezpieczeństwa . Wiadomo jakie to były czasy. Nie wiedzieliśmy jaka będzie reakcja komunistów i czy nie będą chcieli zastraszyć rodziny Ks. Jerzego. Rodzice otrzymywali dużo anonimowych listów i telefonów z pogróżkami.

Mój Tata był oskarżycielem posiłkowym w procesie toruńskim i każdego dnia był na rozprawie. Tam, podczas wypowiedzi Piotrowskiego usłyszał słowa które bardzo utkwiły mu w pamięci: "Nie będzie Piotrowskich, ale nie będzie też Popiełuszków". Rodzice po tej wypowiedzi jeszcze bardziej martwili się o nasze bezpieczeństwo i kiedy tylko skończyłem 18 lat wyjechałem do Stanów, gdzie mieliśmy dalszą rodzinę i trochę znajomych.

Kim był dla Pana i dla rodziny Popiełuszków?

Spotykaliśmy się z ks. Jerzym podczas wszystkich uroczystości rodzinnych . Oczywiście przed rokiem 80-tym były to wizyty dłuższe i częstsze. Ja spędzałem każdą wolną chwilę u Dziadków, więc byłem często w tym samym czasie co Wujek .Pamiętam jak kiedyś podczas wakacji Ks. Jerzy przyjechał i przywiózł ze sobą slajdy .Wieczorem po zakończeniu wszystkich prac domowych zaprosił całą wieś i wyświetlał im slajdy z misji w Afryce. Te slajdy od swego kolegi Ks. Bogdana Liniewskiego, który był na misji a Afryce. Ludzi było bardzo dużo i wszyscy z wielkim zaciekawieniem wsłuchiwali się w opowieści Ks. Jerzego.

Byłem wraz z rodzicami na kilku Mszach za Ojczyznę. Miałem też to szczęście, że dwa tygodnie wakacji 1984 roku spędziłem właśnie z Wujkiem. Mieszkałem co prawda u znajomych kilkaset metrów od kościoła, gdyż pokoik Ks. Jerzego był bardzo mały i nie było drugiego łóżka, ale każdego ranka przychodziłem na plebanię i spędzaliśmy razem dużo czasu. Był to mój pierwszy tak długi pobyt w stolicy, więc jak była tylko możliwość to zwiedzaliśmy. Pamiętam, że byłem wtedy wraz z Wujkiem w kościele św. Anny, a później poszliśmy na pyszne lody na Starówkę. Pamiętam przepyszne lody Pod Bazyliszkiem .Była to wtedy budka na środku Rynku i przy zakupie dostawało się "złotą" monetę ze smokiem Bazyliszkiem.

Dużo czasu spędzaliśmy też na spacerach w pobliskim parku i ogródku przy plebanii z psem Tajniakiem. Był to przemiły psiak. Później kiedy "został ojcem" mieliśmy szczeniaka który był taki sam jak Tajniak i też nazwaliśmy go Tajniak. Niestety nie mieliśmy go długo, ponieważ kiedy Tato był z nim na spacerze, zerwał się ze smyczy i przejechała go „nyska” MO. Milicjant nawet się nie zatrzymał.

Wracając jeszcze do wakacji. Wieczorami i w deszczowe dni często siadaliśmy na kozetce w części sypialnej małego pokoiku i graliśmy w grę telewizyjną. Nie były to oczywiście takie gry jak teraz, ale jeśli ktoś pamięta tamte czasy, to pewnie pamięta grę w hokeja i tenisa. W obu grach chodziło tak naprawdę o to samo, aby pałeczka, którą się poruszało w dół i go góry odbiła kwadratową piłeczkę. "Grafikę" i ten powtarzający się dźwięk „pim pam” mam w uszach do dziś.

Każdego dnia idąc do kościoła św. Stanisława przechodziłem koło samochodów Star z armatkami wodnymi. Były to oddziały ZOMO 'które ustawiały się wzdłuż ul. Krasickiego .Zawsze staraliśmy się jak najszybciej wejść za bramkę na teren kościoła. Ponieważ byliśmy dziećmi, więc nas nie zaczepiano, ale po przekroczeniu bramki czuliśmy się bezpiecznie. Ten kościół miał zawsze wspaniałą atmosferę, tam się czuło Wolność.

Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Konferencja "Układy zbiorowe drogą do społecznej gospodarki rynkowej" - Piotr Duda
Blogi
avatar
Marek
Budzisz

Marek Budzisz: Kolejna rewolucja w rosyjskiej strefie wpływów, tym razem aksamitna w Armenii
Wszystko wskazuje na to, że fala protestów w Armenii, które zaczęły się w ubiegły poniedziałek, po wczorajszych akcjach policji może się wymknąć spod kontroli. Dziś kolejny dzień demonstracji ulicznych, ale obserwuje się też dość istotne zmiany. Po raz pierwszy wśród protestujących pojawili się ludzie w wojskowych uniformach, jak informuje ormiańska stacja radiowa Azatujon, są to żołnierze, którzy ze swym dowódcą w randze pułkownika postanowili pokazać, że „wojsko jest z narodem”.
avatar
poseł Janusz
Szewczak

Janusz Szewczak: Sztukmistrz z Londynu znów nadaje
Były minister finansów Jan Vincent Rostowski mistrz kreatywnej księgowości znów wciska przysłowiową ciemnotę, że to rząd PO-PSL i on osobiście uszczelnili system podatkowy w tym VAT i podjęli walkę z nielegalnym hazardem i chwali się, że był „niezmiernie skuteczny do końca”. Jaki trzeba mieć tupet, ile pychy i zakłamania, żeby tak jak były wicepremier, minister finansów Jan Vincent Rostowski kłamliwie atakować, krytykować i pouczać polski rząd, gdy samemu powinno się odpowiadać nie tylko przed komisją śledczą, co już wkrótce nastąpi, ale i przed Trybunałem Stanu, za to co uczyniło się Polsce, Polakom, a zwłaszcza polskim finansom publicznym.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Zdrajcy śmieją się nam w nos
Apeluję do prezydenta Andrzeja Dudy o szybkie zajęcie się tą bardzo ważną z punktu widzenia imponderabiliów narodowych oraz polityki historycznej sprawą
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.