loading
Proszę czekać...
[Tylko na Tysol.pl] Prof. Romuald Szeremietiew: Demokracja zmieniająca się w anarchię
Opublikowano dnia 20.01.2018 19:00
W XVIII w. Polakom nie udała się „dobra zmiana” zapowiadana Ustawą Majową. Siły wrogie reformom wykorzystały swoją agenturę i różnorodnych „użytecznych durniów” dla zniszczenie państwa polskiego.
Czy doświadczenie tamtego czasu może dziś wpłynąć moderująco na zaciekłych „obrońców demokracji” wyprowadzających ludzi na ulice polskich miast i zabiegających o wsparcie w obcych stolicach?

"Kazanie Skargi" Jan Matejko
Cechą dominującą w świadomości Polaków jest pragnienie wolności. Inaczej niż np. Niemcy, ceniący nade wszystko państwowy porządek (Befehl ist Befehl – rozkaz bezwzględnie wykonać)), lub Rosjanie czerpiący satysfakcję z tego, że Rosji „wsie bojatsa” (nas wszyscy się boją), Polacy najbardziej cenią wolność własną i życzą jej innym, stąd hasło walki „za wolność waszą i naszą”.

Kiedy prześledzimy dzieje Polski dostrzeżemy, że pragnienie wolności znalazło swe ucieleśnienie w budowanym przez Polaków państwie Corona Regni Poloniae (Korona Królestwa Polskiego). Nazwa odnosiła się do państwa, jako instytucji niezależnej od władcy, niebędącej jego własnością.

„Korona Królestwa” określała Polskę, jako organizm niepodzielny, rządzący się prawami i zasadami ustrojowymi stojącymi ponad osobą monarchy. Władca nie był jedynym i nadrzędnym źródłem prawa, jak w okresie wcześniejszym. Sam podlegał prawom królestwa, co wyrażało się m.in. w wykształconym już w pełni prawie do obywatelskiego oporu. Powstał system praw obywatelskich (przywileje) i demokracji szlacheckiej – unikalny na tle ówczesnej Europy. Państwo polskie ze swoim system wolnościowym okazało się atrakcyjne dla sąsiadujących z Polakami od wschodu narodów znajdujących się w Wielkim Księstwie Litewskim. Oba państwa połączyły się unią, prawa obywatelskie polskiej szlachty objęły szlachtę litewską i ruską. Powstała potężna wielonarodowa Rzeczpospolita „Obojga Narodów”.

W Rzeczypospolitej jako zabezpieczenie wolności ustanowiono zasadę liberum veto dającą prawo każdemu z posłów biorących udział w obradach Sejmu do zerwania go i unieważnienia podjętych na nim uchwał, jeśli uzna, że byłoby to sprzeczne z dobrem wspólnym obywateli.

Państwo zapewniające szerokie wolności istniało ponad 340 lat. Upadło w końcu XVIII w. rozgrabione przez zaborczych sąsiadów. Powszechnie przyjęty pogląd główną przyczynę upadku widzi w zasadzie liberum veto. Rzeczywiście obserwując czasy saskie i późniejszy okres prób naprawy państwa bez trudu dostrzeżemy, jak wielokroć praktyka zrywania sejmów przez posłów korumpowanych przez obce dwory, zwłaszcza pruski i moskiewski, a także w imię prywaty ówczesnych oligarchów blokowała próby reform.

Powstaje jednak w związku z tym istotne pytanie; po raz pierwszy zerwanie sejmu nastąpiło dopiero w 1669 r. w Krakowie w czasie obrad sejmu koronacyjnego. Dokonał go poseł wołyński Jan Aleksander Olizar. Uważa się też, że próby zerwania sejmu wcześniej w 1652 r. podejmował poseł województwa trockiego, Władysław Siciński (klient hetmana wielkiego litewskiego Janusza Radziwiłła). Czyli pierwszy raz zerwano obrady sejmu dopiero po… dwustu latach funkcjonowania zasady liberum veto w praktyce ustrojowej państwa. Dlaczego wcześniej liberum veto, skoro było tak szkodliwe, nie spowodowało upadku wielonarodowego państwa nad Wisłą, Niemnem, Dźwiną i Dnieprem?

W moim przekonaniu trwałość państwa Polaków, Litwinów i Rusinów zachowującego swobody obywatelskie była uzależniona od stanu umysłów ludzi korzystających ze swobód i na ile był w nich zakorzeniony system wartości nakazujący troskę o dobro wspólne, kształtujący postawy respektujące prawa innych i rezygnowania z prywaty. Przez pokolenia odpowiedzilane korzystanie z wolności było charakterystyczne dla większości szlachty, stanowiącej w państwie rodzaj klasy średniej. To ona narzucała specyficzny wolnościowy styl rządzenia.

W XVII w. Rzeczpospolita doświadczyła wyniszczających wojen, zwłaszcza domowej (bunty kozackie) i najazdu z zewnątrz (potop szwedzki). Ich skutkiem była degradacja szlachty średniozamożnej, podstawy ustrojowej państwa, do poziomu biednej, nieposiadającej majątku „gołoty”. Ci ludzie ulegali demoralizacji stając się klientami możnowładców, zwłaszcza kresowych, zabiegających o własne interesy kosztem państwa. Jedni i drudzy zaczęli się też wysługiwać obcym dworom. Wtedy polski system demokratyczny stracił zaplecze społeczne. W tych warunkach swobody obywatelskie i prawa takie jak liberum veto stały się w rękach sprzedajnych elit i zdemoralizowanych obywateli narzędziem do zadania śmiertelnego ciosu Rzeczypospolitej.

W XVIII w. symbolem Rzeczypospolitej przestał być szlachcic obywatel, patriota, korzystający odpowiedzialnie z przysługujących praw, ale tępy warchoł szerzący anarchię i destrukcję, nie rozumiejący czym jest dobro wspólne.

W 1764 roku stronnictwa patriotyczne podjęły próbę ograniczenia liberum veto  i  wprowadzenia zasady głosowania większością. Napotkało to opór ambasadora rosyjskiego, który występując jako „obrońca demokracji w Polsce” zagroził interwencją zbrojną. Ostatecznie liberum veto zostało zniesione przez Konstytucję 3 Maja, która wprowadziła zasadę większościową na stałe. Wywołało to ostre protesty opozycji sejmowej, która twierdziła, że ustawa godzi w porządek demokratyczny państwa. Np. w spektakularny sposób demonstrował swój sprzeciw poseł Jan Suchorzewski, który wyprowadził na środek sali sejmowej kilkuletniego syna i nad jego głową wymachiwał szablą wołając: Zabiję własne dziecię, aby nie dożyło niewoli, którą ten projekt krajowi gotuje. Suchorzewski w kilka miesięcy później opowiadał w Wiedniu, że był „bity i deptany” przez członków stronnictwa patriotycznego, następnie znalazł się w Sankt Petersburgu -, figurował na liście posła rosyjskiego Jakowa Bułhakowa, która zawierała zestawienie osób, na które Rosjanie mogą liczyć przy obaleniu Konstytucji 3 maja. A w 1792 przystąpił do konfederacji targowickiej.

Wielka próba naprawy państwa w czasach Sejmu Wielkiego - Czteroletniego (1788-1792) za nie udała się także dlatego, że spotkała się z oporem warcholskich „obrońców demokracji”, w tym zasady liberum veto, przed „despotyzmem”, dziś powiedzielibyśmy dyktaturą, Ustawy Majowej (Konstytucji z 3 maja 1791 r.).

Zwolennicy uchwalenia Konstytucji, w obawie przed groźbą użycia siły przez stronnictwo moskiewskie, przyśpieszyli termin obrad o dwa dni (planowanym terminem był 5 maja 1791 r.) i uchwali ją korzystając z faktu, że główni oponenci nie powrócili jeszcze z wielkanocnej przerwy świątecznej. Nie ogłoszono daty rozpoczęcia sesji, tylko imiennie wezwano zwolenników reformy na posiedzenie 3 maja. Dla przeciwników Ustawy Majowej był to jawny dowód na złamanie zasad demokratycznych. Oponenci domagali się, aby przekreślić nową konstytucje – chcieli, aby znowu "było tak jak było". Nie dysponując wystarczającą siłą odwołali się do potęgi zewnętrznej. W roli ich sojusznika i obrońcy swobód w Polscy wystąpiła Rosja. Skutkiem były rozbiory i zniknięcie Rzeczypospolitej z politycznej mapy Europy na 123 lata.

Dlaczego o tym wspominam? Obserwując zachowania posłów opozycji można dojść do wniosku, że zachowują się oni niczym poseł Suchorzewski. Kiedy zastanowimy się nad stanem demokracji w naszym kraju i spojrzymy na opozycję możemy dostrzec wiele analogii z tym co działo się w Rzeczypospolitej w końcu XVIII w. Zbyt wiele jest tych analogii!

W XVIII w. Polakom nie udała się „dobra zmiana” zapowiadana Ustawą Majową. Siły wrogie reformom wykorzystały swoją agenturę i różnorodnych „użytecznych durniów” dla zniszczenie państwa polskiego.

Czy doświadczenie tamtego czasu może dziś wpłynąć moderująco na zaciekłych „obrońców demokracji” wyprowadzających ludzi na ulice polskich miast i zabiegających o wsparcie w obcych stolicach? 

 
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
reklama_pionowa
Wideo Agnieszka Romaszewska: Ukraina postawiła na Niemcy. I się na tym przejedzie
Blogi
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Mamy charyzmatycznego premiera
Premier zawiesił bardzo wysoko poprzeczkę w kampanii samorządowej nie tylko liderom opozycji, ale także własnemu obozowi politycznemu.
avatar
Marian
Panic

Marian Panic: Deutschlandfunk tłumaczy dyplomatyczną zdradę Niemiec
Niedawno przyjmowany był w Berlinie (w sposób nieomal tajny) rosyjski szef sztabu, Gierasimow, człowiek objęty zakazem wjazdu do Unii, a wczoraj gościł u naszych niemieckich "przyjaciół" sam Putin. Ciekawe są komentarze niemieckich mediów mainstreamowych, które wyczuwają co prawda, że coś jest nie tak, że to wszystko wygląda na niemieckie sobiepaństwo, na - jak to oni nazywają - "Alleingang" i przytaczają nawet z pewną troską głosy zaniepokojonej zagranicy, skąd padają nawet tak śmiałe supozycje, jak "dyplomatyczna zdrada". Zawsze jednak bardzo szybko znajdują usprawiedliwienie dla owego niemieckiego "Alleingangu", wszak Angela, jak przystało na przywódczynię Europy, rozmawia z Putinem nie w imieniu Niemiec, lecz całego kontynentu.
avatar
Marcin
Brixen

Marcin Brixen: Kanapki
Kiedy dwie kobiety przebywają blisko siebie dłuższy czas, zawsze dochodzi pomiędzy nimi do rywalizacji na jakiejś płaszczyźnie. I nieważne czy są te kobiety sobie zupełnie obce, czy też to najlepsze przyjaciółki, czy w ostateczności rodzina. I to jest po prostu faktyczny fakt.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.