loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Edward Wryszcz: Jako młody człowiek widziałem w tym PRL same gołąbki pokoju
Opublikowano dnia 07.06.2018 19:13
Dziś – odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności. Wczoraj? – Jako młody człowiek widziałem w tym PRL same gołąbki pokoju. Tak nas uczono w szkole. A w mediach zapewniano, że jesteśmy „postępowym krajem o jednej z najlepszych gospodarek na świecie” – mówi Edward Wryszcz z Piechowic.

Edward Wryszcz, fot. Mateusz Wyrwich
Mateusz Wyrwich 

– Mówiono o dobrobycie, ale ja stałem w kolejce po mleko i mleka nie kupiłem. Bo jak szedłem do pracy, mleka jeszcze nie było. Kiedy wracałem, już nie było. A miałem kilkoro dzieci. Nie rozumiałem tego. No, a w 1980 roku okazało się, że ten PRL to wielka blaga. Choć wcześniej słuchałem Radia Wolna Europa i miałem kolegę, nazwałbym go mentorem, który mówił, że to, co piszą w gazetach, to tylko propaganda. Że ten komunizm to wielkie oszustwo. Ale ja nie chciałem w to wierzyć. Uwierzyłem dopiero, gdy w 1981 roku przeczytałem o tym w prasie Solidarności. Kiedy zostałem wybrany do KZ „S”, zacząłem interesować się światem. Rok 1980 uświadomił mi, że trzeba się przyczynić do tego, by Polska była Polską. I od tego czasu zająłem się oświatą – opowiada Edward Wryszcz. 

Cenzura? To niemożliwe 
Rodzice Edwarda Wryszcza pochodzili z Lubelszczyzny. Ojciec „nie kochał” Sowietów, znając ich zbrodnie z czasu napaści na Polskę w latach dwudziestych. Gdy po wojnie przenosił się z rodziną na tzw. Ziemie Odzyskane, zaczepiła ich banda sowieckich żołnierzy, którzy chcieli ukraść im konie i cały dobytek. – Ojciec się bronił i Sowieci wybili mu kolbą niemal wszystkie zęby – wspomina Edward Wryszcz. Osiedlili się po wojnie na pograniczu polsko-niemieckim. Ojciec Edwarda został drwalem w Puszczy Noteckiej. Zamieszkali niemal w lesie, wśród autochtonów. Historia prawdziwa działa się więc niemal za oknem. I jeszcze na kartach „Trylogii”. – Tak, historię przekazywał mi od najmłodszych lat znakomity nauczyciel, jakim był Henryk Sienkiewicz. „Trylogię” kilkakrotnie przeczytałem i bez wątpienia moim wzorcem osobowym był Kmicic – zaznacza pan Edward. W latach sześćdziesiątych, jak wiele dzieci robotników, Edward Wryszcz trafił do szkoły zawodowej. Później do ludowego wojska, gdzie politrucy indoktrynowali na co dzień wojskową młodzież. 

Rozpaczliwe poszukiwanie wiedzy 
Po wyjściu z wojska Edward Wryszcz skończył technikum, już pracując na stanowisku ślusarza – a później był nauczycielem zawodu w Karkonoskich Zakładach Maszyn Elektrycznych „Karelma” w Piechowicach. Założył rodzinę. Lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte określa jako „czas prywatny”. Owszem, wiedział z Radia Wolna Europa o zbrodni komunistów na Wybrzeżu i Pomorzu. Uważał jednak, że żadnym swoim działaniem nie mógłby tego zmienić. Zachował się więc biernie, jak większość ludzi w kraju. Podobnie było w 1976 roku. – Niewiele rozumia- łem z tego, co się dzieje. Nie zdawałem sobie sprawy ze znaczenia tych manifestacji i strajków – przyznaje. W czasie lipcowych strajków 1980 roku na Lubelszczyźnie, w Świdniku i Lublinie nic nie zapowiadało, że w sierpniu dojdzie do nich w piechowickiej „Karelmie”. Załoga zaczęła organizować się dopiero po podpisaniu Porozumień Gdańskich. W piechowickich zakładach „Karelma” zatrudnionych było ponad tysiąc dwieście osób. Edward Wryszcz pracował tam z żoną Celiną, która podobnie jak on podjęła dzia- łalność w NSZZ Solidarność. – Ludzie stali się bardzo otwarci, choć dzisiaj już wiemy, że niektórzy z nich byli tajnymi współpracownikami. Ale nikt o tym ani wiedział, ani myślał – podkreśla Edward Wryszcz. Wkrótce po ukonstytuowaniu się Związku został wybrany do Komisji Zakładowej Solidarności. Powierzono mu też funkcję redaktora w zakładowym radiowęźle. Tutaj wspomagała go żona. Wspólnie redagowali informacje z Radia Wolna Europa. Także przekazywane z Regionu Jeleniogórskiego i Piechowic. Mówiono też o bieżących wydarzeniach z terenu zakładu. W „wolnych chwilach” zajmowali się również kolportażem miejscowych czy regionalnych gazet NSZZ Solidarność. W dużej ilości także kolportażem książek. Edward Wryszcz, jako pasjonat fotografii, dokumentował również wydarzenia tamtego czasu. – Zacząłem nagle odkrywać, jak wielkie mam braki z zakresu wiedzy historycznej – mówi Edward Wryszcz. – Rok 1980 uświadomił mi, że trzeba by się przyczynić jakoś do tego, aby Polska była Polską. Bo inaczej to ona nam się zmarnuje. Gdy więc dziś podsumowuję te szesnaście miesięcy działania legalnej Solidarno- ści, to widzę je jako moje rozpaczliwe szukanie wiedzy.

Kiedy popsują się telewizory… 
Stan wojenny nie był wielkim zaskoczeniem dla Edwarda Wryszcza. Słyszał już wielokrotnie w „szeptanej propagandzie” o takim zagrożeniu. Choć nazwano to wówczas „stanem wyjątkowym”. Uważano, że władza komunistyczna nie ośmieli się wystąpić przeciwko dziesięciu milionom związkowców. A jeśli już… to na pewno nie przed świętami Bożego Narodzenia. – Nie wiedzieliśmy, co to będzie. Mówiono, że za strajk i działalność związkową może nam grozić kara śmierci, bo zakład jest zmilitaryzowany. Ale nas to specjalnie nie przejęło – wspomina Edward Wryszcz. – Spotkała się nasza KZ „S” w niedzielę po mszy świę- tej i podjęliśmy decyzję, że w zakładzie zorganizujemy włoski strajk. Cisza była taka na warsztatach, że słychać było muchę. Z różnych wydziałów przychodziły informacje, że załogi pozorują pracę. W końcu całą komisję zakładową „S” wezwano do dyrektora. A tam siedział prokurator i jakiś funkcjonariusz SB. Po kolei nas przesłuchiwano, pytając, czy znamy dekret o stanie wojennym. Powiedzieliśmy, że nic nam nie wiadomo, żeby był jakiś stan wojenny. Kilku z nas powiedziało, że im się telewizory popsuły. Kilku z nas wywieźli na posterunek milicji w Piechowicach. Kiedy wychodziliśmy z zakładu, ja trzymałem ręce do tyłu. Poszła fama, że mnie SB skuła, ale to nie była prawda. Z posterunku gdzieś dzwonili, albo udawali, i po kilku godzinach wypuszczali…



Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Konferencja "Układy zbiorowe drogą do społecznej gospodarki rynkowej" - Piotr Duda
Blogi
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Kto ma pamiątki z sypania polskiej Mogiły Mogił?
Wystawa pt. „Kopiec pamięci” zostanie otwarta 6 sierpnia br. i potrwa do 27 stycznia 2019 roku.
avatar
Marek
Budzisz

Marek Budzisz: Bez realnych zmian Ukraina, Mołdawia i Gruzja nigdy nie staną się częścią Zachodu.
Wiele wskazuje na to, że fala pokojowych demonstracji, która doprowadziła już do zmiany rządów w Armenii i w Gruzji dotrze i do innych post sowieckich państw. Zaczynają się protesty w Mołdawii oraz na Ukrainie. Pisałem już wcześniej, iż są tacy analitycy, którzy dopatrują się w tym „ręki Moskwy” i tego rodzaju inspiracji nie można wykluczyć, jednak trzeba też bezstronnie stwierdzić, że tamtejsze elity, najczęściej deklaratywnie prozachodnie, dołożyły niemało starań, aby doprowadzić do zaognienia sytuacji wewnętrznej.
avatar
Jacek
Matysiak

Jacek Matysiak: Między Trumpem, a nadzieją?
Czy Trump potrafi i czy jest zdolny, zatrzymać koło historii nakręcone przez kroczących odważnie i skutecznie banksterów? Pochodzi z ich gniazda, ich centrum, z Nowego Jorku, dobrze ich zna, jest już doświadczonym miliarderem po 70-ce, który zdobywając prezydenturę i niespodziewanie bijąc ich przedstawicielkę, zaskoczył wszystkich strukturalnie myślących analityków. Trump jest również modelem inteligentnego trybuna, doskonale odczytuje problemy trapiące znaczne rzesze obywateli, nazywa je i oferuje remedium.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.