loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Cezary Krysztopa dla "TS": Ofiara losu ponad podziałami
Opublikowano dnia 12.06.2018 19:52
Nawet w czasach, kiedy przepychanie się w kolejce przed wejściem do autobusu czy pociągu stanowiło swego rodzaju sport narodowy, nie startowałem w tej konkurencji. Nie to, żebym jakoś zadzierał nosa, prostym śledziem z Podlasia się urodziłem, żyję i umrę, ale nie dysponowałem jakoś odpowiednimi umiejętnościami, czy też brakowało mi ambicji i woli walki. Dlatego wiedząc z góry, że stoję na straconej pozycji, oddawałem pola lepszym. 

pixabay.com
A i dzisiaj mamy w domu taki podział ról, że jeśli trzeba się z kimś konstruktywnie dogadać i w miarę możliwości nie tracąc czasu, wykonać zadanie, to zajmuję się tym ja, natomiast jeśli trzeba narobić bałaganu czy pokłócić się z kimś, zajmuje się tym Żona. 

Jakieś zaskakujące zrządzenie losu sprawiło, że zaczęto mnie zapraszać na różne oficjalne uroczystości. Zwykle dziwnie się tam czuję. Również dlatego, że nie potrafię zawiązać krawata, mam jeden, który mi ze dwa lata temu zawiązał teść i tak go trzymam zawiązany, od czasu do czasu wkładając głowę w pętlę. A węzeł się trochę już zdeformował i dziwnie to wygląda. W dodatku nie można kupić na mnie garnituru, bo takie z manekina są albo za długie, albo za wąskie w ramionach. Podobnie z koszulami. Przede wszystkim jednak ja sam czuję się do tych wszystkich uroczystości zupełnie nieprzystający, jakbym miał za długie ręce czy za krótkie spodnie. Oczywiście, że jest to kompleks prowincjusza, który jeszcze niedawno zwoził siano, wywoził gnój czy sadził drzewa w „pierwotnej” Puszczy Białowieskiej, a tu z jakichś tajemniczych powodów trafił „na salony”. No, ale skoro zapraszają, to czasem bywam.

Na początku wydawało mi się, że na takiej gali przynajmniej o tyle się odnajdę, że w konfrontacji z ludźmi „z wyższych sfer” nie będę musiał martwić się o mój brak talentu do robienia łokciami, ponieważ tego typu ludzie są ponad tego typu zachowania. Nic bardziej mylnego.

Oczywiście części oficjalne, artystyczne itp. są zwykle przepełnione godnymi pozami i powściągliwymi oklaskami, ale są miejsca, w których jednak pewien instynkt łowczy ujawnia się i tutaj. Szwedzkie stoły. Jeszcze przed końcem części oficjalnej wychodzi zwykle połowa, która postanawia zająć pozycje lepsze od drugiej połowy. Wiem, bo ja również wychodzę, w końcu ile jazzu można wytrzymać. Potem wyścigi do tych stołów, gdzie są dania ciepłe, po drodze, nie ma przebacz, ta pani mnie zastawi na ostatniej prostej, a tamten pan wyjaśni, że gdzie indziej jest na pewno łatwiej. Ostatecznie udaje mi się i pewnie tylko dlatego, że ktoś przewidział, że żarcia ma wystarczyć dla wszystkich i ja coś tam mam na talerzu. No, chyba że się nie udaje.

Cóż, trudno wobec powyższego opędzić się od wniosku, że ofiarą losu można być zarówno w kolejce do GS-u, jak i w kolejce do szwedzkiego stołu na wielkiej gali. 

Cezary Krysztopa

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (24/2018) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj. 
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
reklama_pionowa
Wideo Konferencja "Układy zbiorowe drogą do społecznej gospodarki rynkowej" - Piotr Duda
Blogi
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Tatrzańska aplikacja
Jednym z ułatwień jest nabywanie biletów wstępu do TPN przy pomocy telefonów komórkowych.
avatar
Jerzy
Bukowski

Komornik na Oleandrach
Czy zajęcie przez komornika jednego pomieszczenia w Domu im. Józefa Piłsudskiego na Oleandrach będzie czymś na kształt wsadzenia nogi w drzwi przez jego prawowitego właściciela?
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: "Jaki patron dla kolebki "Solidarności"?
Wybór patrona dla Stoczni Gdańskiej jest czymś więcej niż nadanie imienia jakiemuś innemu zakładowi pracy w Polsce.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.