loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
ks Eugeniusz Jankiewicz: zorientowałem się, że robotnicy mieli pełną świadomość protestu
Opublikowano dnia 07.12.2016 18:39
Zbliża się 35 rocznica wprowadzenia Stanu Wojennego. Z tej okazji publikujemy relacje księdza Eugeniusza Jankiewicza. Opisuje ona strajk w kopalni rudna. Strajk trwał od 14 do 17 grudnia. W Szybie Głównym górnicy zorganizowali strajk w cechowni (około 4 tys. ludzi). W Szybie Zachodnim górnicy przebywali w łaźniach.

Archiwalne zdjęcia z okresu stanu wojennego z Polkowic. autor nieznany
15 grudnia przyszły do mnie przerażone kobiety, żony górników, którzy uczestniczyli w strajku w kopalni ZG „Rudna”. Prosiły o pomoc. Aby wejść na teren kopalni, musiałem mieć przepustkę. Poszedłem do komisarza wojskowego, tłumaczyłem mu, że chodzi o posłanie kapłańskie. Powiedział, ze nie jest osobą kompetentną, taką decyzje może podjąć tylko Legnica. 16 grudnia pojechałem do Legnicy.
Wieczorem o godzinie 21.00, z dwoma kolegami, księżmi z Polkowic, dotarłem na teren Szybu Zachodniego ZG „Rudna”. Górnicy zgromadzili się w łaźniach, ok. 2500 ludzi. Byli bardzo poruszeni, zdenerwowani. Po wstępnych ustaleniach, postanowiliśmy zostać do końca strajku. Górnicy przyjęli tę wiadomość z entuzjazmem. Na terenie nadszybia o godzinie 22.00 odprawiliśmy Msze świętą, na której górnicy masowo przystąpili do Komunii. Rozmawiałem z robotnikami po Mszy świętej i zorientowałem się, że mieli pełną świadomość swojego protestu. Ich motywacja do strajku była jasna i pełna. 



Około godziny 12.00 w nocy zjechałem z dwoma księżmi na dół do kopalni, by sześciokilometrowym korytarzem przejechać do kopalni głównej (Szyb Główny), stamtąd na powierzchnię, gdzie w cechowni przebywało około 4000 górników. Była godzina 2.00 w nocy. Większość ludzi leżała pokotem. Odpoczywali. Atmosfera napięta, poważna, ludzie wiedzieli, że mogą stracić życie. Ogromnie się ucieszyli, ze przyjechał ksiądz. Szybko zbudowali ołtarz. Rozerwali polską flagę na pół, a jej białą częścią przykryli ołtarz. Półtorej godziny trwała Msza święta, tu również wielka rzesza górników przystąpiła do Komunii. 

Po Mszy świętej zabrał głos zastępca dyrektora kopalni i sekretarz. Górnicy zagłuszali ich, gwizdali, aż w końcu któryś z górników poprosił o spokój. Powiedział: „Jesteśmy po Mszy świętej, która nakazuje szacunek do człowieka. Pozwólcie każdemu wypowiedzieć się”. I pozwolono im mówić. Zastępca dyrektora nie miał jednak właściwie nic do powiedzenia – apelował o zaprzestanie strajku. Natomiast sekretarz odwoływał się do uczuć, zapewniał, że próbował uzyskać gwarancję, że nikt ze strajkujących nie będzie represjonowany. Potem mówili górnicy. Przedstawili swoje postulaty: 1. Odwołanie stanu wojennego, 2. Zwolnienie internowanych, 3. Nie represjonowanie strajkujących. Jako czwarty postulat, już na bieżąco, wysunięto żądanie powrotu zwolnionego dyrektora kopalni na swoje stanowisko. Przez cały czas byłem zdumiony głęboką świadomością społeczną tych ludzi, dojrzałością i rzeczowością ich wypowiedzi. Kiedy sekretarz tłumaczył, że próbował przez jednego z generałów uzyskać gwarancje „u naszego generała Jaruzelskiego, który w drodze wyjątku (co podkreślił) zgodził się, że nikt ze strajkujących nie będzie represjonowany, jeśli zaprzestaną strajku”, wtedy ci młodzi chłopcy, umorusani, brudni, podchodzili do mikrofonu i mówili: „Zawsze robotnicy byli oszukiwani i pokrzywdzeni. Najpierw nazywano ich chuliganami, a potem wystawiano pomniki. Te pomniki też wystawiono pod przymusem. Jaka mamy gwarancję, że Jaruzelski dotrzyma słowa? Tak często robotnik był okłamywany”. 

Wróciłem wielokilometrowym podziemnym korytarzem na Szyb Zachodni. Była godzina 6.00 rano. Pod ziemią znalazłem się po raz pierwszy i mogłem teraz na własne oczy przekonać się w jak straszliwych warunkach pracują górnicy. 

Na Szybie Zachodnim siedziało w wieży trzech ludzi i penetrowało teren [wzrokiem], informując o ruchach wojsk. 
17 grudnia był atak na Szyb Główny. Tam załatwiono się z robotnikami bardzo szybko. Akcja trwała niecałą godzinę. Górnicy byli zgromadzeni w cechowni i tam przez duże szklane okna ekipy ZOMO wstrzeliwały petardy z gazem i wodę z armatek wodnych. Górnicy zamontowali agregaty, które miały eliminować gaz. Wkrótce jednak powstała panika, bo agregaty nie spełniły swojego zadania i górnicy zostali zagazowani. Wyszli z cechowni w roboczych ubraniach i starali się zwartą grupą przedostać do miasta (około 2,5 km). Zomowcy próbowali ich rozbić przy pomocy armatek wodnych. Najbardziej ucierpieli ci, którzy byli w ogonie pochodu – zostali zupełnie przemoczeni, a było 15 stopni mrozu. Mieszkańcy Polkowic oddawali im swoje ubrania. 



Spotkałem się z tymi ludźmi na pogotowiu [ratunkowym]. Postawa [pracowników] służby zdrowia była wspaniała. Zadzwonili do szpitali w Głogowie i Lubiniu mówiąc, że wybuchła niespotykana dotąd epidemia grypy i że proszą o pomoc. Tam natychmiast wszystko zrozumieli. W kościele [św. Barbary] na rynku polkowickim przebywali górnicy, którzy opuścili Szyb Główny. Kordon ZOMO otaczał cały plac. Nagle wjechała karetka pogotowia, którą zaskoczeni milicjanci przepuścili. W karetcie przywieziono zupę, która przeznaczyli dla górników pacjenci jednego ze szpitali. 

Po akcji na Szyb Główny, około godziny 10.00 ZOMO zaatakowało Szyb Zachodni. Robotnicy zgrupowali się łaźniach. W jednej 1000 ludzi, w drugiej 1300. Zabezpieczono się przed atakiem. W środku długiego, wąskiego korytarza prowadzącego do łaźni zamontowano zaporę z żelaznych prętów. Zabarykadowano i przylutowano drzwi wejściowe. Zamontowane zostały pompy-dmuchawy, które miały odprowadzać gaz. Puszczono plotkę, że kopalnia jest zaminowana, chciano w ten sposób przestraszyć atakujących. 
Od godziny 10.00 do godziny 12.15 siedzieliśmy w zupełnych ciemnościach. Elektryczność została wyłączona. Wszyscy byli podenerwowani, panował wielki gwar. Zaproponowałem modlitwę. I ta modlitwa po kilku minutach zupełnie wyciszyła ludzi. Usłyszeliśmy wtedy huk petard i odgłosy demolowania pustych pomieszczeń prowadzących do łaźni. Oglądaliśmy je po akcji – widok był przerażający. 
Broniliśmy się przed zagazowaniem. Powstała specjalna ekipa złożona z czterech górników. Dwóch łapało przy pomocy brezentowej płachty puszki z gazem, a dwóch innych szybko odrzucało te puszki z powrotem. Inni pompowali nieustannie wodę by skroplić gaz. Atmosfera była podniosła i niezwykła. Słyszałem głos: „Pokażcie swoją godność górnicy”. A zomowcy podbiegali z wrzaskiem do kraty i specjalnymi pistoletami wstrzeliwali gaz do naszych pomieszczeń, po czym uciekali. 



Druga łaźnia, w której byli górnicy znajdowała się tuż obok. Wybiliśmy małe szklane okienko, które łączyło nasze pomieszczenia. Od tej chwili mogliśmy się kontaktować. Tamci mało skutecznie używali wody i byli już zagazowani. Zaczęła się panika. Chcieli się wycofać. Poza tym mieli rannego górnika, któremu rozrywająca się petarda zmasakrowała twarz.

Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Temat Tygodnia
Muzeum Techniki
Największe i najstarsze muzeum techniczne w Polsce zostało postawione w stan likwidacji, chociaż wszyscy, którzy mogliby je uratować, deklarują, iż bardzo im zależy na jego dalszym istnieniu. Ale każdy chce przy tym ugrać coś dla siebie – pisze Andrzej Berezowski.
 
Zakochani w AK
Kilka miesięcy po rozwiązaniu Armii Krajowej powstał Testament Polski Walczącej – manifest działaczy polskiego podziemia. Echa owego testamentu brzmią chociażby w 21 postulatach gdańskich – przypomina Leszek Masierak  
 
Morawski musi odejść, ale czy na pewno?
 
Janusz Wolniak: O Teatrze Polskim we Wrocławiu głośno w całym kraju, ale tym, którym zależy na jego dobru, nie chodzi o taką popularność.
 
O emeryturach trzeba rozmawiać – Nie pracujemy nad projektem ustawy, który wprowadzałby np. staż składkowy – podkreśla prof. Marcin Zieleniecki, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej, w rozmowie z Izabelą Kozłowską.


e-Wydanie Tygodnika Solidarność nr 8 / 2017 już dostępne
Związek
więcej
reklama_pionowa
Wideo Tysol.pl o. Jacek Norkowski Czy pobieramy narządy od żywych ludzi?
Blogi
avatar
Graf
Zero

Graf Zero: Jak NIE zostać świętym?
O księdzu Baryczce co świętym Stanisławem nie został.
avatar
.
Rosemann

Rosemann: Pany czyli o wyrywaniu z kontekstu
„Wyrywanie z kontekstu” było i jest wilczym prawem tych, co to im bardzo takie wyrywanie pasuje. Wilczym prawem jest także wykorzystywanie przez nich tak wyrwanych fragmentów wypowiedzi we własnym interesie.
avatar
Grzech
G

GrzechG: Zamęczą się na śmierć tą antypisowską narracją
Na ile się da, a na pewno się da, obecna ekipa musi być po prostu o wiele bardziej uważna w tym co robi i w tym co mówi. Uważna, to nie znaczy bojaźliwa czy mniej zdecydowana, może nawet powinna być bardziej zdecydowana.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.