loading
Proszę czekać...
Święty Mikołaj – historia prawdziwa
Opublikowano dnia 23.12.2016 08:39
– Co robi święty Mikołaj? – pytam grupę przedszkolaków. – Rozdaje prezenty! – chórem odpowiadają dzieci. Uśmiecham się, a w duchu zastanawiam, jakim cudem dobry biskup Miry stał się przerośniętym, czerwonym krasnalem z nadwagą i właścicielem zaprzęgu reniferów.

Fotolia
Wszystkie dzieci wiedzą, że jeśli chcą otrzymać prezent od św. Mikołaja, muszą napisać do niego list. Dorosłych zapewniam, że korespondencja naprawdę dojdzie tam, gdzie powinna. Wystarczy wypisać na kopercie najbardziej sprawdzony adres św. Mikołaja, czyli Rovaniemi w Laponii. Ta miejscowość leży niemal dokładnie na kole podbiegunowym.

Mikołaj-Lapończyk
Gwoli ścisłości: Mikołaj nie mieszka w Rovaniemi, lecz w wiosce zwanej w Napapiiri. Można zresztą pofatygować się doń osobiście. Wioska świętego stanowi jedną z najpopularniejszych atrakcji turystycznych w Finlandii. Aby się tam dostać, trzeba lecieć do Rovaniemi (najlepiej przez Helsinki), przejść parę kilometrów do Napapiiri, a następnie ustawić się w niezbyt długiej kolejce oczekujących na wizytę. Święty mówi po polsku „dzień dobry”, po angielsku pyta, skąd jesteśmy, i zapewnia, że w tym roku z pewnością odwiedzi nasz kraj. Nie można mu jednak robić zdjęć. Do tego są uprawnione jedynie elfy, które kręcą również króciutkie DVD ze spotkania. Zdjęcia lub film z Mikołajem można potem kupić za ok. 40 euro. Ja nie skorzystałam z tej wyjątkowej okazji. Zrobiłam sobie za to selfie z pięknie zaznaczonym na asfalcie kołem podbiegunowym.
Świąteczno-mikołajowy biznes ma również drugie, jednoznacznie pozytywne oblicze. Setki listów, które co roku docierają do wioski, są następnie pakowane w niewielkie pakieciki i sprzedawane turystom. Dochód ze sprzedaży zasila konto UNICEF-u. W takim sensie czerwony skandynawski skrzat rzeczywiście pomaga dzieciom.

Święty biskup Miry
O to, co wiemy o świętym Mikołaju, pytam księdza profesora Marcina Wysockiego z Katedry Patrologii Greckiej i Łacińskiej KUL. Odpowiedź nieco mnie zaskoczyła.
– Tak naprawdę nie wiemy nic. Jeden z badaczy starożytności chrześcijańskiej, a przede wszystkim hagiografii, o. Hippolyte Delehaye SJ na początku XX w. po szerokich badaniach stwierdził, że nic pewnego na temat św. Mikołaja nie ma, że to wszystko, co o nim wiemy, co dzisiaj funkcjonuje w Kościele, w liturgii i w świadomości ludzi, w tradycji i zwyczajach, jest legendą hagiograficzną. Co więcej, jest ona wtórna wobec kultu. Czyli – najpierw był kult, potem legendy. Być może istniała jakaś postać – świętego, biskupa. Może nawet był to właśnie Mikołaj. Wiadomo, że w pewnym momencie, mniej więcej w VI wieku, w sposób fenomenalny zaczyna być czczony. I to aż do tego stopnia, że cesarz Justynian wznosi bazylikę, cesarz w Rzymie buduje kościoły, a w IX w. papież św. Mikołaj wznosi kaplicę na Lateranie, aby uczcić swojego patrona.

Cudotwórca i ortodoks
– Kult św. Mikołaja pojawia się także wśród ludzi. Jest to kult świętego, który dokonywał uczynków miłosierdzia, wspomagał biednych. W jego legendzie mamy do czynienia z całym mnóstwo cudów. Jednak ani w III, IV czy V wieku nie ma śladów żadnego biskupa o takim imieniu. Dopiero w VI wieku napisano krótką opowieść o tym, że Mikołaj uratował życie sześciu oficerom cesarza Konstantyna. Potem powstają kolejne historie na bazie kultu. W VIII-IX wieku zaczynają powstawać opasłe legendy, pełne cudowności, a zawarte w nich informacje są trudne do zweryfikowania. Te historie mają charakterystyczne cechy opowiadań hagiograficznych z tamtego okresu – mówi ks. prof. Wysocki. – Św. Mikołaj jest w nich przedstawiany również jako walczący z heretykami obrońca ortodoksji. Miał nawet uczestniczyć w Soborze Nicejskim w 325 roku, gdzie spoliczkował Ariusza (wczesnochrześcijańskiego teologa z Aleksandrii, uznawanego za ojca arianizmu – przyp. red.). Pojawiają się też opowieści o tym, jak św. Mikołaj ucisza morze, ratuje żeglarzy, burzy świątynię Artemidy.

Boom na relikwie
– Ponieważ św. Mikołaj cieszył się ogromnym szacunkiem, w XI wieku krzyżowcy przewieźli domniemane ciało świętego z Miry do Bari. W tym włoskim mieście został wzniesiony jego grobowiec, a później bazylika. W Mirze w XI wieku musiało więc istnieć miejsce uważane za grób św. Mikołaja, gdzie jego postać była czczona. W tamtych czasach, gdy pojawił się boom na relikwie, wiele z nich zostało przewiezionych na Zachód z obawy przed Arabami. Posiadanie relikwi było nobilitacją dla miast i ludzi. Krzyżowcy zabierali to, co uważali za najcenniejsze, co było dla nich skarbem. Nie wnikali, czy rzeczywiście było to ciało św. Mikołaja. To zresztą w ogóle nie jest istotą kultu relikwi. Święci są wzorem określonego postępowania, przykładem. Nie czcimy ich dla nich samych. Poprzez świętych odnosimy się do Boga. Święty Mikołaj jest więc czczony tak, jak został zapamiętany – jak być może żył – i za to, co jego legenda za sobą niesie – wyjaśnia ks. prof. Wysocki.
– Po ostatnio przeprowadzonych badaniach naukowych okazało się, że na postać św. Mikołaja, biskupa Miry, prawdopodobnie złożyły się dwie różne postacie. Ponadto na podstawie szczątków wydobytych z grobowca we włoskim mieście Bari zrekonstruowano wygląd twarzy osoby, która spoczęła w sarkofagu – mówi z kolei Klara Sielicka-Baryłka z Muzeum Etnograficznego w Warszawie.
Badania te wykonane przez Francesco Introna, specjalistę medycyny sądowej Uniwersytetu w Bari, oraz angielską antropolog Caroline Wilkinson z Uniwersytetu w Manchasterze potwierdziły nawet, że spoczywający w sarkofagu domniemamy święty miał złamany nos. Ma to potwierdzać udział św. Mikołaja w Soborze Nicejskim – i wspomnianą wcześniej potyczkę z Ariuszem.

Wzorzec świętości
– Trudno powiedzieć, skąd się wzięły legendy o św. Mikołaju – mówi ks. prof. Wysocki. – Na pewno szukano wówczas – podobnie jak dzisiaj – pewnych wzorców świętości. Być może rzeczywiście w Mirze istniał taki święty biskup, choć niekoniecznie miał na imię Mikołaj (czyli Nikos, którego imię mogło pochodzić od greckiego słowa „nike” – zwycięstwo; Mira znajdowała się bowiem na obszarze ówczesnego świata greckiego, w Azji Mniejszej), będący pierwowzorem postaci św. Mikołaja, którego sława się rozeszła. To jest normalne, że chciano upiększyć jego postać, pokazać w jak najlepszym świetle. Przypisywano mu więc coraz większe cuda i znaczenie. W ten sposób być może z prostego biskupa, który zapisał się w pamięci ludzi jakimś dobrym uczynkiem, zrodził się wielki kult świętego Mikołaja.

Jak święty zaczął rozdawać prezenty
Jedną z najbardziej znanych legend związanych ze św. Mikołajem jest opowieść o trzech pannach, których ojciec nie był w stanie wydać za mąż, ponieważ nie miały posagu. Święty przez otwarte okno ich domu przerzucił mieszek złota jako prezent.
– W wielu kulturach ciągle funkcjonuje legenda dobrego biskupa, który pomagał biednym, zwłaszcza sierotom czy młodym pannom, które z powodu ubóstwa nie mogły liczyć na dobre zamążpójście. Ta legenda zaowocowała potem zwyczajem obdarowywania się prezentami. W średniowieczu zakonnice zostawiały podarki na progach biednych domów. Dziś nazwalibyśmy to pomocą społeczną. Również ubogim żakom dawano stypendia, aby mogli się uczyć. To wszystko również można wiązać z legendą św. Mikołaja – opowiada Klara Sielicka-Baryłka. – Są jednak duże różnice między regionami, jeśli chodzi o funkcję św. Mikołaja, jako rozdającego prezenty. Różne są daty, kiedy to się odbywa. W wielu krajach, a w Polsce w różnych regionach podarki pojawiają się i 6 grudnia, i w Wigilię, w innych – tylko w Mikołajki, zaś w Wigilię prezenty są przynoszone przez Jezuska (np. w Czechach) lub Aniołka (w Krakowie). W wielu regionach, np. w Wielkopolsce i na Kaszubach podarki są dostarczane przez Gwiazdora. Natomiast np. w Hiszpanii dzieci dostają prezenty dopiero na święto Trzech Króli. Wszędzie jednak ten okres jest związany z obdarowywaniem się, tradycją podziękowań za ubiegły rok i dobrych życzeń na przyszły.

Ornat i kapa czy czerwone ubranko?
Ten otyły, ubrany w czerwony kubraczek dziadek, obecny w centrach handlowych już od listopada, przestaje być dla nas atrakcją.
– W tej chwili, być może na szczęście, znów zaczyna podkreślać się to, że ów krasnal nie ma nic wspólnego ze św. Mikołajem – zauważa ks. prof. Wysocki. – W środowiskach katolickich widoczny jest powrót do chrześcijańskiego wizerunku św. Mikołaja. Zaczyna być ubierany jak biskup. Ma więc na sobie mitrę, kapę czy ornat, a zamiast laski – pastorał. W Lublinie, w kościele pod wezwaniem św. Mikołaja, odbywa się procesja św. Mikołaja – jako biskupa, a nie skrzata. Zatem mamy do czynienia z pracą Kościoła w tym kierunku. W zeszłym roku na KUL-u odbyło się natomiast sympozjum, dotyczące prawdziwego św. Mikołaja. Również zwykli ludzie potrzebują powrotu do tradycji. Tęsknimy za Adwentem, przygotowaniem do świąt w sensie religijnym, możliwością zatrzymania się, aby ten Adwent uchwycić.
O pochodzeniu postaci współczesnego św. Mikołaja opowiada Klara Sielecka-Baryłka: – Jeśli chodzi o takiego Mikołaja, jakiego znamy współcześnie, to w 1881 roku pewien amerykański rysownik, tworząc świąteczne kartki dla żołnierzy, narysował św. Mikołaja w czapce elfa. W ten sposób pierwszy raz zdjęto tę postać z religijnego piedestału. To był okres, kiedy kartki pocztowe zaczęły być powszechnie używane, krążyć po całym świecie, szczególnie między Europą a Stanami Zjednoczonymi. Przyczyniły się do tego masowe migracje ludności. Imigranci przesyłali sobie świąteczne życzenia właśnie na kartkach pocztowych. To z nich pochodzą różne świąteczne symbole, takie jak choinka – taka, jaką teraz znamy – czy wielkanocny zajączek. Na rysunkach zaczął się pojawiać również św. Mikołaj. Z kolei w latach 30. nastąpił rozwój reklamy. Zanim powstały telewizja i internet, reklama musiała być oparta na bardzo dobrych obrazkach, aby trafić do świadomości odbiorców. Wtedy stworzono postać korpulentnego, zażywnego, miłego staruszka w czapce przypominającej szlafmycę. Narysowano go w modnej wtedy stylistyce, charakterystyczną kreską amerykańskich ilustratorów tworzących komiksy. Różniły się one od kartek XIX-wiecznych. Siła reklamy i światowych marek, które są popularne do dziś, w dużej mierze ukształtowała wizerunek św. Mikołaja, jaki znamy obecnie.

Pogańskie korzenie i Mikołaje regionalni
Ucieczkę od skomercjalizowanych świąt może zapewnić nam też wyprawa do przedchrześcijańskich źródeł obecnych tradycji świątecznych.
– W postaci św. Mikołaja można znaleźć wiele odniesień do pogaństwa, np. do postaci słowiańskiego boga Welesa. W ogóle wszystkie postacie pogańskiej obrzędowości zimowej, przede wszystkim w Europie, przeszły transformację po nadejściu chrześcijaństwa, ale wiele dawnych zwyczajów zachowało się, np. wieszanie zielonej jedliny czy wigilijne wróżby. Podobnie było z tradycją dawania sobie prezentów czy składania życzeń wszystkiego dobrego – wyjaśnia ekspertka z Muzeum Etnograficznego.
Dodaje, że w obrzędowości polskiej po dziś dzień pojawiają się różne postacie świętego Mikołaja, którego legenda uzależniona jest od regionu. Np. w Beskidzie Śląskim istnieje obyczaj zwany Mikołaje czarne i białe, reprezentujące dobro i zło, dwoistą naturę człowieka. Grupy chodzą razem, spotykają się właśnie w Mikołajki – a także dzień wcześniej: chodzą po domach, śpiewają piosenki (nie kolędy!), robią żarty, składają życzenia.
– Warto wspomnieć również, iż w Polsce Mikołaj był patronem pasterzy, ich obrońcą przed wilkami. Istnieją więc karpackie zwyczaje związane z tą postacią. Inny jest tu punkt odniesienia, inny odbiór tego patrona. W zależności od regionu uznawano go więc za patrona żeglarzy, od wczesnego średniowiecza był kojarzony z pomaganiem biednym. Natomiast w tradycji karpackiej pasterze w kościołach poświęconych św. Mikołajowi składali przy ołtarzu ofiary i modlili się o opiekę i ochronę przed wilkami. Mamy też polską legendę ludową związaną z postacią tego świętego. Opowiada ona, iż wilki schodzą się wokół biskupa, a on rozdziela im zadania. Nikomu nie wolno było wtedy wchodzić do lasu. Jednak pewien człowiek postanowił podejrzeć świętego podczas jego pobytu w lesie i – w zależności od wersji – albo został przez wilki pożarty, albo jedynie pouczony przez legendarnego biskupa. Karapcki św. Mikołaj nieodłącznie związany jest więc z wilkami.
Na terenie polskich Karpat do dziś można spotkać sporo kapliczek poświęconych temu świętemu. W okolicach Hrubieszowa kaplicy towarzyszy nawet figura wilka.
Popularny w świecie stał się także św. Mikołaj z tradycji skandynawskiej. To właśnie z tamtejszej mitologii pochodzą elfy czy wróżki pomagające Mikołajowi w rozdawaniu prezentów.

Wrócić do istoty świąt
O tym, czym stały się dla nas święta, mówi dr Rafał Wiśniewski, socjolog z UKSW: – Współczesny św. Mikołaj został spopularyzowany przede wszystkim przez reklamy Coca-Coli i stał się symbolem konsumpcji. To jest wyobrażenie, które odpowiada na nasze potrzeby. Grudzień jest czasem zwieńczenia naszych marzeń, magii, która się wiąże z tym okresem. Tymczasem ta rzekoma magia związana jest z czystą konsumpcją. Pod przykrywką wielkich idei przepływają wielkie pieniądze. A przecież święta mają koncentrować się na czymś innym, skłonić do zatrzymania się, odwrócenia się od profanum i akcentowania sacrum, skupienia się na więziach rodzinnych i emocjach. Natomiast obecnie ten proces jest odwrotny. Totalna konsumpcja zaczyna się zaraz po 2 listopada, a święta mają ją legitymizować. Lecz nie jesteśmy w stanie wynagrodzić zakupami i podarkami braku właściwych relacji z najbliższymi, z którymi nie zawsze przez cały rok nam się układało. A przecież najwspanialszym podarkiem dla naszych bliskich jest czas i pozytywne emocje.  

Anna Brzeska

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (52/2016) dostępnego też w wersji cyfrowej tutaj
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Milcz, płać, wynoś się!
„System prawny w Polsce sprowadza ojców do roli bankomatów. Po rozwodzie odbiera im się prawo do decydowania o dziecku, kontaktów z nim i wpływu na jego życie.” - O dyskryminacji ojców – Maciek Chudkiewicz
 
Quo vadis, polska emeryturo
10 000 zł za pozostanie 2 lata dłużej na rynku pracy, mimo wejścia w wiek emerytalny – taki prezent szykuje nam Ministerstwo Rozwoju. O pytaniach i wątpliwościach związanych z tym pomysłem – Anna Grabowska.
 
Sześćdziesięciolecie wspólnoty
Legenda głosi, że Traktaty rzymskie zostały podpisane in blanco – przedstawiciele sześciu krajów złożyli podpisy na pustych kartkach. O prawnych
podwalinach UE – Leszek Masierak.


e-Wydanie Tygodnika Solidarność nr 13 / 2017 już dostępne
Związek
więcej
reklama_pionowa
Wideo Tysol.pl Piotr Zarzycki: 17 września Sowieci użyli przeciwko Polsce więcej czołgów niż Niemcy
Blogi
avatar
Waldemar
Żyszkiewicz

Waldemar Żyszkiewicz: (D)efekt Schulza
Pocieszające, że narzędzia do robienia wyborcom wody z mózgu powoli tracą swą skuteczność. Potwierdza to, zaskakująca ponoć wobec przedwyborczych prognoz, przegrana SPD z CDU w niemieckim Kraju Saary.
avatar
.
Rosemann

Rosemann: Waszczykowski…
Nie wiem czy ktoś, kto jest w PiS odpowiedzialny za przekaz (o ile w PiS w ogóle ktoś taki jest bo sądząc z efektów przekazu wcale takie pewne to nie jest) zdaje sobie sprawę, że polityczni przeciwnicy znaleźli pole walki o poprawę swoich notowań i że znajduje się ono na działce, za którą odpowiada Waszczykowski. Jeśli sobie zdaje to powinien od jakiegoś czasu źle spać. A w zasadzie nie spać i 24 godziny na dobę kombinować jak zneutralizować szkody, których narobił i jeszcze narobi Waszczykowski.
avatar
Andrzej
Fajda

Śmiertelny bój o zmniejszenie nakładu trwa!
...profesjonalny ignorant zawsze w cenie.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.