loading
Proszę czekać...
Krysztopa: Niebezpieczna herezja „świętego” Mikołaja
Opublikowano dnia 24.12.2016 00:55
Magia Świąt. Kiedy wypowiadamy te słowa słyszymy dzwoneczki renifera Rudolfa, szum płóz sań św. Mikołaja sunących po śniegowych chmurach, gromkie Ho-ho-ho unoszące się nad sennym przedmieściem kominów czekających na spodziewanego i wyczekiwanego Gościa. Widzimy brodatego, siwego i ubranego od góry do dołu na czerwono, dobrze odżywionego staruszka, z różowymi od mrozu policzkami, w saniach wypełnionych po brzegi workami pełnymi prezentów, dookoła niego unosi się magiczny pył oraz zapach nadziei milionów dzieci na długo wyczekiwane prezenty. Ma być miło, ciepło i wszyscy zadowoleni.

screen YouTube

Pod żadnym pozorem jednak nie wolno kwestionować istnienia Magii Świąt czy samego "św." Mikołaja. Liczne filmy animowane i fabularne, oraz utrzymane w estetyce bukolicznej książki mają nas utwierdzić w przekonaniu, że dzięki Świętom dotykamy czegoś wyjątkowego, magicznego, czegoś co w wyniku naszej nieostrożności lub braku entuzjazmu możemy łatwo stracić, dlatego wciąż na nowo musimy w sobie tę magię odkrywać. W tej całej układance brakuje tylko jednego. Boga, którego narodzenie mamy świętować.

Wprawdzie w jednym z filmów o "św." Mikołaju, który oglądałem, Mikołaj tłumacząc cuda przez siebie dokonywane mówi „no przecież jestem święty”, ale jeśli brakuje w tej świętości odniesienia do Boga, który jest jej źródłem, to jak tą świętość traktować? Jedyne wytłumaczenie jakie przychodzi mi do głowy to to, że ma to być świętość samoistna czyli boska. Jeśli odrzucić nalot infantylnej atmosfery odpustowych świątecznych „dżinglebelsów” można dojść do wniosku, że pod pozorem ciepłej bajki sprzedaje się nam w istocie szczególnego rodzaju kult, z licznymi typowymi dla kultu i religii atrybutami. Ktoś powie „nie nam tylko dzieciom”. To prawda, ale czy nie w dzieciństwie tworzy się nasz przyszły światopogląd? Czy dorośli nie czują się zobligowani do opowiadania dzieciom o owej „Świątecznej Magii”? Czym czują się zobligowani? Czy historia Dzieciątka z Betlejem nie jest wystarczająco” magiczna”? A jeśli ktoś religię odrzuca i nie chce opowiadać dziecku o rzeczach nadprzyrodzonych, w które nie wierzy, to dlaczego opowiada mu o „Magii”?

Przyjrzyjmy się kultowi "św." Mikołaja, którego dla odróżnienia od poczciwego świętego z Miry, będę nazywał Santaklausem. Oto mamy dobrego boga, o powierzchowności zażywnego patriarchy, który za bycie dobrym nagradza a za bycie złym karze rózgami, albo brakiem prezentu. Mamy też byty odpowiadające chrześcijańskim aniołom – elfy, renifery. Jest to religia skrojona na nasze hedonistyczne czasy, więc odpowiednik szatana w niej nie występuje, bo po co? Zło przecież nie istnieje, a przynajmniej wolimy wierzyć i zrobimy wszystko żeby wierzyć, że go nie ma, ponieważ świadomość jego istnienia mogłaby odebrać nam nasze niezbywalne prawo do permanentnego „szczęścia”. Inna sprawa, że często jesteśmy tym rzekomym „szczęściem” bardzo rozczarowani, ale mamy do niego prawo więc dlaczego nie mielibyśmy aspirować do posiadania naszej własności?

Z kultem związane są pewne symbole i artefakty. Sanie – symbol nadprzyrodzonej mocy, worek prezentów – symbol szczodrości i władzy nagradzania, Laponia – odpowiednik Walhalli, Olimpu, Nieba, skąd dobry bóg Santaklaus zstępuje by dobrych nagradzać a złych karać. No może nie za bardzo karać, bo kary są bardzo frustrujące, wykluczające i niemodne, ale przynajmniej teoretycznie mógłby. Skarpety nad kominkiem – odpowiednik gotowości do przyjęcia Komunii. Listy do Santaklausa – odpowiednik modlitwy. I wreszcie obrzęd wręczania przez, przebranego za Santaklausa, kapłana prezentów, lub znajdowanie tych prezentów pod choinką – odpowiednik mszy… Cały medialny przemysł pracuje na to żebyśmy w naszej wierze w „Magię Świąt” i dobrego Santaklausa i jego aniołów nie ustawali. Począwszy od reklam Coca-Coli, poprzez specjalne, świąteczne odcinki kreskówek, na filmach fabularnych kończąc. Dzięki nim wiemy, że mamy i jak mamy, sławić naszego Boga Prezentów.

Przy czym ciągle nazywamy Święta, nawet ci, którzy w Boga nie wierzą, Świętami Bożego Narodzenia. Właśnie tak, Bożego Narodzenia – do jakiego stopnia musieliśmy pozwolić sobie wyprać mózgi, żeby ta niosąca oczywistą treść religijną nazwa została tej treści pozbawiona.

Bohaterem tego Święta jest Jezus. Obchodzimy rocznicę jego urodzin. Pierwszej gwiazdki nie wypatrujemy dlatego, że to lampa u sań Santaklausa, tylko na pamiątkę Gwiazdy Betlejemskiej. Prezentów nie daje nam żaden Santaklaus, tylko dajemy je sobie nawzajem na pamiątkę poczciwiny z Miry, który rozdał majątek ubogim. Kolędy to nie jest bezpłciowy i bezbożny szansonizm uprawiany co roku przez różne podupadłe „gwiazdy” i „gwiazdeczki”. Kolęda to pieśń o treści religijnej. A osią, wokół której zbudowana jest istota Świąt Bożego Narodzenia jest zstąpienie na ziemię Syna Bożego, który narodził się człowiekiem, by odnowić nasze przymierze z Bogiem.

Santaklaus, którego niektórzy z Was mniej lub bardziej świadomie czczą, powstał na deskach kreślarskich twórców reklam Coca-Coli pod koniec XIX wieku. Powstał po to żeby coś sprzedać. I do dzisiaj, chociaż jego wizerunek tak się upowszechnił, do tego właśnie służy. Ten „dobry bóg” bowiem, ma swoją ciemną stronę. Tą stroną jest Konsumpcja, do której tak usilnie nas namawia. Po to żeby zaspokoić jego żarłoczną potrzebę „Magii Świąt” mamy kupować, kupować dużo wszystkiego, zabawek, jedzenia, ozdób i wszelkiego badziewia. Gdyby chodziło tu tylko o obdarowywanie się nawzajem, w zupełności wystarczyłaby pamięć o prawdziwym św. Mikołaju z Miry, ale nie wystarczy. Rozumiem, że niektórzy z Was są niewierzący, szanuję to. Nie jest to jednak, jak mi się zdaje, wystarczający powód do tego, żeby ZA DARMO indoktrynować własne dzieci produktem Działu Marketingu Coca-Coli. A jeśli ktoś poszukuje transcendencji warto poszukać bogów nieposiadających tak niecnych intencji jak Santaklaus.

Proszę Was, wzgardźmy fałszywym bogiem, za bardzo się rozpanoszył. I nie o to w tym wszystkim chodzi

Cezary Krysztopa

Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
"Nie chcę doganiać Zachodu,
chcę go PRZEGONIĆ!"

Rozmowa z Mateuszem Morawieckim

"Reforma edukacji, czyli co?"
Wyjaśniamy, kiedy i jak uczniowie
zaczną edukację w nowym liceum
lub szkole branżowej

"Rodzicielskie za i przeciw"
Reforma edukacji wywołuje ogromne emocje.
Jedni rodzice boją się rewolucji w oświacie,
inni z utęsknieniem czekają na zmiany.

Z cyklu porady prawne:
"Uprawnienia i obowiązki spadkobiercy"

e-Wydanie Tygodnika Solidarność nr 3 / 2017 już dostępne
Związek
więcej
Wideo Tysol.pl odwiedza miasteczko namiotowe pod SN im. Miernika
Blogi
avatar
Grzech
G

GrzechG: Obóz destrukcji w budowie
Obóz destrukcji w Polsce właśnie się tworzy, ten obóz nie ma lidera, ale są za to ludzie gotowi poprzeć nawet najbardziej radykalne działania przeciwko formacji Jarosława Kaczyńskiego, także te ewidentnie szkodliwe dla Polski, co już miało miejsce przy okupacji Sejmu.
avatar
europoseł Zbigniew
Kuźmiuk

Zbigniew Kuźmiuk: Wzrost PKB w roku 2016 bliski 3 proc.
Nie sprawdzają się na szczęście „katastroficzne” prognozy ekspertów związanych z poprzednim obozem władzy, którzy wręcz na wyścigi przewidywali, że wzrost PKB w Polsce będzie wyraźnie niższy od przewidywanego w budżecie na rok 2016 wynoszącego 3,2%.
avatar
Krzysztof "Toyah"
Osiejuk

Krzysztof "Toyah" Osiejuk: Jeszcze raz o Jurku, któremu zabrakło atomów
Sprawa Wielkiej Orkiestry, tych wszystkich serduszek, puszek, tych Bahamów, tych fundacji, tego Woodstocku, tych rachunków – sprawdzonych i niesprawdzonych – w ogóle nie nadaje się do dyskusji. Nie ma żadnego sposobu, żeby ten problem rozstrzygnąć na proponowanym nam poziomie. W Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy nie ma wystarczającej liczby atomów, żeby sięgnąć tego pierwszego punktu, w którym zaczyna się dobroczynność.
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.