loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Rudby - sport z jajem
Opublikowano dnia 11.04.2017 10:12
Jajko jest oczywistym symbolem Świąt Wielkanocnych. Istnieje jednak również dyscyplina sportu nieodmiennie kojarzona z jajem właśnie. W wielu krajach niezwykle popularna, w Polsce wciąż pozostająca nieco w cieniu. Mowa o rugby.

Pixabay.com/CC0
Gra w piłkę wykonaną najczęściej ze zwierzęcego pęcherza (a więc o jajowatym kształcie) ma wielosetletnią tradycję. Istnieje kilka kultur, które przypisują sobie pierwszeństwo w wymyśleniu tej formy rozrywki ludowej. Od średniowiecza w Wielkiej Brytanii i Francji uprawiano grę, w której chodziło o przeniesienie piłki do wyznaczonego miejsca – na przykład bramy miejskiej. Nie istniały oczywiście spisane reguły, piłkę wolno więc było zarówno rzucać, jak i kopać, a w grze uczestniczyło nierzadko po kilkuset zawodników w jednej drużynie. Prawdę mówiąc, owe mecze niewiele różniły się od zamieszek. Rywali bynajmniej nie oszczędzano, więc trudno się dziwić, że władcy wielokrotnie zakazywali jej uprawiania w trosce o zdrowie i majątek swoich poddanych.

Ręką czy nogą?

W 1845 roku w szkole w środkowoangielskim mieście Rugby spisano wreszcie zasady gry jajowatym pęcherzem – co ciekawe, początkowo wspólne dla dzisiejszej piłki nożnej i rugby. Ostateczny rozłam nastąpił dopiero w 1871 roku, kiedy rugbyści poszli własną drogą. Sport ten powędrował szybko wszędzie tam, gdzie pojawiali się brytyjscy marynarze lub kupcy. Dziś uprawiany jest w ponad 170 krajach, w kilku z nich – na przykład Nowej Zelandii i RPA, ma status sportu narodowego.

Rugby po polsku

Do Polski rugby trafiło stosunkowo późno, bo dopiero na początku lat dwudziestych ubiegłego wieku, za pośrednictwem francuskich oficerów i żołnierzy z Armii Polskiej generała Józefa Hallera. Pierwszy klub założył oczywiście Francuz – dyrektor warszawskiej szkoły języków obcych Louis Amblard. Ale drużyna nosiła wielce patriotyczną nazwę „Orzeł Biały”. W okresie międzywojennym jednak rugby nie wywalczyło sobie nad Wisłą popularności – tylko raz udało się rozegrać mistrzostwa kraju. Tytuł za rok 1929 wywalczyła Oficerska Szkoła Sanitarna z Warszawy.

Po wojnie, do połowy lat 50 rugby, jako gra kojarzona jednoznacznie ze zgniłym Zachodem, była w PRL wręcz zakazana. Jej powolny renesans rozpoczął się dopiero w 1956 roku, ale przez dziesięciolecia traktowana była jako ciekawostka. Dzisiejszy prezes Lubelskiego Związku Rugby – w przeszłości między innymi trener naszej kadry narodowej Maciej Powała-Niedźwiecki pierwszy kontakt z tą grą miał w połowie lat siedemdziesiątych.

– Inny świat, inne czasy – wspomina. – Wtedy w Polsce było około dziesięciu drużyn i nie więcej niż trzy setki zawodników. Na pierwszy trening poszedłem zachęcony przez szkolnego kolegę. On potrenował trzy miesiące, ja jestem przy rugby już ponad czterdzieści lat. W telewizji oczywiście rugby nie istniało, w prasie pisano o nas „nekrologi”, jak mówiliśmy żartem – ot, cztery wiersze notatki razem z wynikiem i składem. Tak było przez wiele lat. Polskie rugby zaczęło się zmieniać dopiero pod koniec wieku. Dziś jest ponad setka klubów, szkolimy dzieci od szkoły podstawowej, grają też w rugby kobiety. Kibiców też mamy coraz więcej – nie tylko na meczach reprezentacji, ale i klubowych.

Leszek Masierak

Cały artykuł w najnowszym numerze "TS" (15/2017) dostępnym także w wersji cyfrowej tutaj



 
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer
Związek
więcej
Wideo Konferencja "Układy zbiorowe drogą do społecznej gospodarki rynkowej" - Piotr Duda
Blogi
avatar
Marek
Budzisz

Marek Budzisz: Kolejna rewolucja w rosyjskiej strefie wpływów, tym razem aksamitna w Armenii
Wszystko wskazuje na to, że fala protestów w Armenii, które zaczęły się w ubiegły poniedziałek, po wczorajszych akcjach policji może się wymknąć spod kontroli. Dziś kolejny dzień demonstracji ulicznych, ale obserwuje się też dość istotne zmiany. Po raz pierwszy wśród protestujących pojawili się ludzie w wojskowych uniformach, jak informuje ormiańska stacja radiowa Azatujon, są to żołnierze, którzy ze swym dowódcą w randze pułkownika postanowili pokazać, że „wojsko jest z narodem”.
avatar
poseł Janusz
Szewczak

Janusz Szewczak: Sztukmistrz z Londynu znów nadaje
Były minister finansów Jan Vincent Rostowski mistrz kreatywnej księgowości znów wciska przysłowiową ciemnotę, że to rząd PO-PSL i on osobiście uszczelnili system podatkowy w tym VAT i podjęli walkę z nielegalnym hazardem i chwali się, że był „niezmiernie skuteczny do końca”. Jaki trzeba mieć tupet, ile pychy i zakłamania, żeby tak jak były wicepremier, minister finansów Jan Vincent Rostowski kłamliwie atakować, krytykować i pouczać polski rząd, gdy samemu powinno się odpowiadać nie tylko przed komisją śledczą, co już wkrótce nastąpi, ale i przed Trybunałem Stanu, za to co uczyniło się Polsce, Polakom, a zwłaszcza polskim finansom publicznym.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Zdrajcy śmieją się nam w nos
Apeluję do prezydenta Andrzeja Dudy o szybkie zajęcie się tą bardzo ważną z punktu widzenia imponderabiliów narodowych oraz polityki historycznej sprawą
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.