loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Bohaterka w sukience zwykłej dziewczyny. 30-lecie beatyfikacji Karoliny Kózki. Droga krzyżowa
Opublikowano dnia 10.06.2017 16:12
Dziś odbywają się w Sanktuarium w Zabawie obchody 30-lecia beatyfikacji bł. Karoliny Kózkówny, 16-latki, która broniąc się przez gwałtem poniosła śmierć męczeńską z rąk rosyjskiego żołnierza. W 1987 roku papież Jan Paweł II włączył ją do grona błogosławionych Kościoła katolickiego. Karolina jest obecnie patronką Ruchu Czystych Serc, Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży oraz diecezji rzeszowskiej. Raz w miesiącu w lesie, w którym dokonało się uprowadzenie, ucieczka i zamordowanie Karoliny odbywa się Droga krzyżowa. Poniższe rozważania kolejnych stacji Drogi czytały na dzisiejszych obchodach dziewice konsekrowane. W tekst wplecione są opisy ostatniego dnia życia zabitej przez rosyjskiego żołnierza młodziutkiej Polki o wierze i harcie ducha godnym świętości.

wikipedia/public domain
Stacja pierwsza: Pan Jezus na śmierć skazany

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.


Skazany? Czyli jaki? Osądzony? Kto ma prawo nas skazać poza Bogiem? Kto ma prawo skazywać Ciebie, Jezu? A jednak skazują nas inni codziennie. Na odrzucenie, na ból, na śmierć...

18 listopada 1914 roku, rano. Po  porannej modlitwie, po wypełnieniu obowiązków związanych  z pracą w gospodarstwie pragnęła iść na Eucharystię. Wokół było jednak bardzo niebezpiecznie, wojska rosyjskie znajdowały się coraz bliżej, wśród ludzi panował niepokój. O okrucieństwie nadciągających słyszano niejedno. Rodzice nie pozwolili jej oddalać się od domu. Ze smutkiem przyjęła ich decyzję. Tęsknota za komunią musiała dać pierwszeństwo posłuszeństwu. Posłuszeństwu z miłości.

Jakiej pokory potrzeba, by pozwolić się osądzić istotom stworzonym przez siebie? By dać się im skazać na śmierć? By przyjąć ten wyrok bez gniewu? By tym bardziej kochać? Czy sama nie czuję się skazana, kiedy inni wokół skazują Ciebie, Jezu? Przy mnie. To jest ból palący wnętrze. Czy sama ich wtedy nie skazuję? Za własne cierpienie. Proszę, uczyń moje małe serce posłuszne Twojej miłości.

W ciszy serca powiedz Bogu: ufam Ci.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.



Stacja druga: Pan Jezus bierze krzyż na swe ramiona

Kłaniamy ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.


Obolałe ciało, rany palące żywym ogniem, umęczone mięśnie, samotność, szyderstwa... Skąd wziąłeś siły, żeby go unieść i wyprostować się pod jego ciężarem,  żeby wykonać pierwszy krok, potem drugi i następne? Skąd w tej kaźni wziąłeś siły, Jezu? Co pchało Cię do przodu?

Po wyjściu matki do kościoła posłusznie wykonywała dalsze prace domowe. To był dziwny dzień. Coś ciężkiego wisiało w powietrzu. Może to ta nerwowa atmosfera związana z nadciągającymi wojskami, może coś jeszcze. Do kuchni wpadła nagle przestraszona sąsiadka: 

- Jakiś ruski żołnierz chodzi od domu do domu! Idzie teraz w waszą stronę. Boję się, biegnę schować się do stodoły. Uważajcie na siebie!

I już jej nie było.

Karolina niepewnie podeszła do okna. Żołnierz szedł w jej stronę, ich wzrok spotkał się na chwilę. Widząc ją przyspieszył kroku. Wpadł do sieni, umiótł czujnym wzrokiem otoczenie. Potem zaczął nerwowo zadawać pytania o lokalizację Austriaków, sypały się groźby. Wszystko to w głowie Karoliny zlewało się w jeden ciąg wydarzeń, nerwy miała napięte.

- Boże pomóż. Boże, proszę, pomóż - powtarzała bez ustanku.

Próba poczęstowania go jedzeniem zdawała się tylko wzmóc jego gniew. Złapał ją za rękę i kazał wyjść przed dom. Czas zwolnił w jej głowie. Kiedy ciągnął ją za sobą w kierunku pobliskiego lasu przez umysł przelatywało wiele myśli: wyrywać się? uciekać? może odejść jeszcze trochę? w domu są dzieci. Ta ostatnia myśl przeważyła, odpowiedzialność i chęć ochrony najmniejszych wzięła górę. Jednocześnie poczuła na barkach niewysłowiony ciężar i ucisk w płucach. Ojciec był koło niej.

Jezu, Ty, który z miłości do nas ciągnąłeś za sobą drewniane belki, mimo skrajnego udręczenia. Jezu, który z miłości do człowieka nie odbierasz wolności nawet złoczyńcom. Jezu, którego Serce płonie miłością do każdego. Jezu, który w obliczu ofiary pomagasz nam urastać ponad to, co ludzkie. Ucz nas mądrości krzyża, kiedy nie rozumiemy, daj nam jego siłę, kiedy jesteśmy słabi.

Dotknij krzyża. Po prostu go dotknij. Pozwól Bogu mówić.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.



Stacja trzecia: Pan Jezus upada pod krzyżem po raz pierwszy

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Zdarte przy upadku Twoje dłonie i kolana. Kolana pokorne klękające przed Ojcem, klękające w trosce przy chorych, trędowatych, upadłych.

Na skraju lasu żołnierz bagnetem zaczął grozić ojcu Karoliny i kazał wracać mu do domu. Starszy meżczyzna stanął. Po jego twarzy przemykały rozmaite uczucia, próbował ogarnąć sytuację, podjąć decyzję. Powoli jednak w oczach zaczął rysować się obraz rezygnacji. Nie ocali wszystkich dzieci. Cokolwiek nie zrobi, kogoś narazi. Jego oblicze zastygło, tkwił w pułapce. 

Kiedy pozostał w tyle coś w sercu Karoliny tąpnęło. Mimo podjętej próby nie zdołała się oswobodzić z rąk Rosjanina. Właśnie zostawała z nim sama. Czy patrząc na malejącą w oddali sylwetkę ojca wiedziała, że widzi go w tym życiu po raz ostatni? Taka myśl przez chwilę przemknęła jej przez głowę. Wszystko jednak działo się tak szybko.

- Jezu, mój Panie, miej tatę i dzieci w opiece, uratuj ich, ocal tatę od rozpaczy i ocal moje serce, by nie wkradło się do niego nic, co nie jest z Ciebie - prosiła w duchu.


Boże, ja upadam... pod dumą, pod niewiarą, pod podejrzeniami, pod brakiem nadziei, pod niewybaczeniem. Przez to czasem leżę i nie mam siły, by wstać. Proszę, pochyl się znów na swoje zdarte kolana, bym mogła spojrzeć Ci w oczy, bym Twoją siłą mogła się podnieść. Zaprowadź mnie do głębi mego serca i czekaj tam na mnie za kratkami konfesjonału. Wybacz. Rozświetl ciemność.

Rozejrzyj się, koło ciebie stoi ktoś. Spójrz mu w oczy i obejmij.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.



Stacja czwarta: Pan Jezus spotyka Swoją Matkę

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.


Spotkałeś i Wasze spojrzenia mówiły tyle, że rozmowa była zbędna. Istnieje taki rodzaj bliskości, w której słowa nie są potrzebne.

Coraz głębiej w las. On, fizycznie tak bardzo przewyższający ją siłą. Ona, sama. 

- Mamo, mamo, chcę do ciebie- myślała. 

Przed oczami przebiegały jej dziesiątki, setki sytuacji, w których była z mamą, kiedy wspólnie pracowały, modliły się, rozmawiały. Wewnątrz rozlało się poczucie bliskości.

- Gdzie teraz jesteś? - rzucała szybko.

Wiedziała gdzie i to dodało jej otuchy. Matka była w kościele i modliła się za nią, za całą rodzinę, za kraj.

- Módl się mamo i niech Twoja modlitwa będzie miła Bogu.

Te myśli dodały jej sił. Jakakolwiek nie będzie przyszłość, Bóg, ukochany Ojciec jest z nią w każdej chwili. Spróbowała się nawet oswobodzić, udało się i choć po chwili żołnierz znów ją złapał nadzieja wzmocniła ją do głębi.

Jezu, Ty ogołociłeś się dla nas do końca, oddałeś nam nawet swoją Matkę. Czyż może niewiasta zapomnieć o swoim dziecku? Nawet, gdyby nasza rodzona matka o nas zapomniała, to On pamięta i oddaje nam Tę, której ciepły dotyk i spojrzenie ratuje serce.

Stań, zamknij oczy i powiedz Jej, że chcesz, by była twoją Mamą. Żeby relacja między wami była tak ciepła i bliska, tak pełna ufności, jak największa intymność. Powiedz, że chcesz znać Ją... sercem.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.  I Tyś, która współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami.



Stacja piąta: Pan Jezus spotyka Szymona z Cyreny

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.


Nieoczekiwane spotkanie u kresu sił. On pomógł Ci zmuszony siłą. Ty cały jesteś pomocą bezinteresowną, jak chleb połamany i rozdany potrzebującym do ostatniej okruszyny. Czy Szymon wiedział wtedy, jakiej pomocy udzielasz mu pozwalając, aby przez te kilka chwil pociągnął na barkach narządzie zbawienia i jak bardzo to odmieni jego życie? Wtedy jeszcze nie. 

Z każdym krokiem była dalej od domu, dalej od poczucia bezpieczeństwa, które może zapewnić drugi człowiek. Zmęczona już bardzo, modliła się w duchu o to, by Bóg postawił na tym szlaku jakiegoś silnego mężczyznę, który dałby odpór także już wyczerpanemu żołnierzowi. W Rosjaninie była jednak jakaś dziwna niezdrowa siła, która pchała go dalej, miał jakiś cel, jakiś dziwny błysk w oku, który powodował w niej dreszcz lęku, jakby coś oślizgłego przesuwało się wzdłuż kręgosłupa. W takich chwilach walczyła bardziej, w innych zbierała siły do ponownych prób oswobodzenia się. Tak posuwali się naprzód: żołnierz, jego kababin z bagnetem i młoda dziewczyna. Ścieżka przed nimi była pusta.

Kiedy świat wydaje się milczeć, Bóg odzywa się z naszym sercu i to On sam staje na naszej drodze. Mimo zmęczenia i strachu  była tak na Niego wyczulona, że natychmiast usłyszała to jedno słowo: bagna. Tak, bagna! Znajomość terenu to przecież jej przewaga, ta świadomość tak bardzo odświeżyła ją wewnętrznie, zrodziła tyle otuchy i wdzięczności, że zdawało jej się, że nagle pofrunęła. Jej oprawca snuł właśnie swój plan, dlatego szarpnięcie i oswobodzenie się dziewczyny tak go zaskoczyło, że zanim się otrząsnął stracił kilka cennych sekund. Tyle wystarczyło, by wspierana cudowną siłą, niczym łania skoczyła do przodu i zostawiła go 5, 10 , 15 metrów w tyle. Tak zaczął się bieg, który miał ją doprowadzić prosto w kochające ramiona.

Kiedy przestajemy ufać swoim siłom, kiedy świat już nie może stanowić oparcia, w najczarniejszej godzinie życia spotykamy Ciebie, Jezu. Którędy nas poprowadzisz, to Twoja decyzja. Odarci z podpórek, wtedy dopiero możemy w pełni oddać się Twojemu prowadzeniu. Błogosławiona chwila, w której nie mamy już czego się złapać, bo tam czeka na nas dłoń prawdziwego Przewodnika i Pomocnika.

Przystań i pomyśl, co jeszcze pozwala ci wierzyć, że sobie poradzisz, co jeszcze oddziela cię od tego, by rzucić się Bogu w ramiona bez reszty i powierzyć Mu siebie do końca? Jeśli to widzisz, powiedz Mu o tym i oddaj Mu to.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.



Stacja szósta: Weronika ociera twarz Panu Jezusowi

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.


Pot i krew spływały Ci po twarzy. Przy całym tym bólu, to otarcie chustą powinno nic nie znaczyć. A jednak... Chłód materiału i ciepło oczu były, jak oaza na pustyni.

Pot spływał jej po twarzy, krew pulsowała w skroniach. Siła, która pozwalała jej biec z prędkością, przy której drzewa zlewały się w jedną smugę, była nadludzka. Byle bliżej ku bagnom. Moc tego biegu dawał spokój, który narastał z każdym krokiem. Na zewnątrz Karolina posuwała się do przodu, wewnątrz jej myśli zwolniły, były miarowe, logiczne. Narastało w niej niezwykłe w tej sytuacji poczucie bezpieczeństwa. Przez tłum tych myśli przedarł się Ktoś, komu pozwoliła się zbliżyć, poprowadzić, dodać sił, spojrzeć w oczy i tchnąć w nie spojrzenie nieskończonej miłości. 

Jezu, czy ja ogarnięta lękami i frustracjami pozwalam Ci mówić do mnie w natłoku przemykających myśli, czy odróżniam Twój głos? Czy za tym głosem podążam? Pragnę takiej bliskości, która pozwoli mi usłyszeć nawet Twój szept w hałasie i podać Ci twarz do otarcia. Jezu, pragnę byś tak przemieniał moje serce, by ono stawało się chustą Weroniki dla Twojego oblicza, kiedy świat zadręcza Twoją Miłość.

Poproś Boga, by dał ci poznać, gdzie jeszcze nie chcesz Go słuchać, gdzie nie umiesz przebaczyć, gdzie oskarżasz Go o zło, które się wydarzyło? Posłuchaj, co ma Ci do powiedzenia. Wyobraź sobie, że dotykasz Jego Serca, że Go obejmujesz.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.



Stacja siódma: Pan Jezus upada pod krzyżem po raz drugi

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.


To drugie potknięcie, to już nie wypadek, nie przypadkowa przeszkoda na drodze, to kres sił.

Słyszała już tylko głośne bicie własnego serca, szarpany oddech i groźby ścigającego ją oprawcy. Bagna ciągnęły się od jakiegoś czasu, opóźniały pościg żołnierza, ale spowalniały także ucieczkę Karoliny.  Buty utkwiły jej w błocie tak, że musiała je zostawić i biec boso. Ostry ból przeszywał poranione stopy i łydki. Z tyłu narastał wrzask, wściekłość zdawała się dodawać mu determinacji, ten gniew uderzał w nią jak kamień w taflę spokojnego jeziora wywołując pierścienie fal.

- Boże mój, proszę, nie pozwól mojemu sercu na furię, na złorzeczenie. Pomóż mi zachować jedność z Twoim pokojem i dodaj mi jeszcze trochę sił do ucieczki. Kieruj moje kroki bezpiecznym szlakiem. Bądź przy mnie. To, że jego głos jest coraz bliżej jest próbą dla mojej miłości. Walczmy razem, żebym się uratowała, ale nie utraciła czystości serca.

Jak już czasem z sił opadnę przez niesprawiedliwość, w walce o dobro, o życie, to nie potrafię opanować gniewu. Wzbiera we mnie, jak morze podczas sztormu i przewraca na ziemię. Jest jak żywioł, bez oczu, bez uszu. Jak potwór, który najpierw prosi o jedzenie, a gdy urośnie, zaczyna zjadać mnie. Wyrwij mnie z tej paszczy, bo dusza mi płonie, a potem zostaję leżąca, pusta, niczym spalona ziemia. Proszę, daj mi pić, bo i ja posiałam śmierć.

Spójrz Mu w oczy i powiedz, że Go potrzebujesz. Nie przeżyjesz bez Niego. Poproś, by Cię karmił i poił Sobą.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.





Stacja ósma: Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty

Kłaniamy  Ci się Panie Jezu Chryste i błogsławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.


Pocieszasz? "... płaczcie raczej nad sobą". To trudna pociecha, ale nawet w tej chwili, kiedy prowadzony jesteś na śmierć, obolały i bez nadziei na ulgę, nie skupiasz się na sobie, nie szukasz własnej chwały. Cała Twoja uwaga zaogniskowana jest na innych.

W ustach zlewał jej się słony smak potu i metaliczny posmak krwi. Ucisk w piersi narastał, zaciskało się gardło. Ciało wpadło w dziwny stan odrętwienia, liczne rany nie piekły już tak mocno albo raczej ona już tego nie odczuwała tak dotkliwie. Zapadała się wewnątrz, cały organizm skupiał się tylko na jednym jedynym celu: biec dalej. I tylko łzy, naturalna reakcja ciała, dawały znać o kruchości. 

Wyzwiska ścigającego nasilały się coraz bardziej, sprawiał wrażenie jakby ta ślepa furia dodawała mu sił w tym nieprawdopodobnym biegu. Dla niego był to bieg po zdobycz, dla niej bieg o wszystko.

By się nie ugiąć zaczęła myśleć o rodzinie, gdzie są, czy są bezpieczni, co z nimi będzie? Takie myśli ułatwiały ucieczkę. Powoli zaczęła skręcać ku wsi. Tak jest łatwiej, wyjść poza siebie, poza dramatyczne okoliczności, nie poddawać się dla innych.

Jezu, Ty wiesz, czego najbardziej potrzebuje każdy z nas. Karolinie ofiarowałeś dar dla niej najważniejszy- niezachwianą wiarę. Wiarę dającą skrzydła, na których po biegu przez las oderwała się od ziemi i poszybowała prosto ku Tobie.

Nie wiem dlaczego, ale zawsze mam wrażenie, że to do mnie jest: "Nie płacz nade Mną, płacz raczej nad sobą". A ja płakać nie mogę, nie umiem się czasem z siebie wydostać. Jakiś węzeł mam w środku. Proszę, nadłam mnie, żeby się to coś wyrwało, co mnie pęta. Ten stres. Pomóż wyjść z pokoju pełnego luster, przestać patrzeć na siebie, zacząć dawać się światu. Jak Ty...

Cokolwiek teraz nie nurtuje twoich myśli, po prostu odłóż to na bok, spójrz na osobę stojąca koło ciebie i zapytaj o pragnienia jej serca.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się naj nami.



Stacja dziewiąta: Pan Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.


Trzeci raz, to już mnogość, to już nie "czasem", to już nie na ręce, to już na twarz.

Słabła. Mięśnie nie nadążały już za duchem. Nie ustawała w modlitwie, właściwie to każde uderzenie serca, każdy ruch był modlitwą, był świadomością Bożej obecności. W tym pustym lesie sam Bóg wybiegł jej na spotkanie. Jeszcze prosiła o ratunek, jeszcze spinała ciało do walki. Zobaczyła napastnika bardzo blisko, ogarnął ją strach, żołnierz trzymał w ręku szablę. Nagle poczuła nieznośny ból w głowie, te ostatnie metry biegu myślała o Jezusie, o tym, że już na zawsze pozostanie Jego. Leciała przed siebie siłą rozpędu, rana na głowie bolała straszliwie.

- Pozwól mi wytrwać przy Tobie do końca. Jesteś moją jedyną miłością- pomyślała. Nie miała czasu ani chęci, by myśleć teraz o czymkowiek innym.

Jezu, Ty, który przyszedłeś, aby kochać, nie oceniać. Uczyń moje serce wolnym od osądzania, od pogardy wobec osób siejących bezmyślną agresję. Pomóż mi kochać w pierwszej kolejności tych, którzy kochać nie umieją, właśnie dlatego, że miłości mają tak mało. Naucz mnie dzielić się tą miłością, którą nieustannie na mnie wylewasz, naucz nie zatrzymywać jej dla siebie. Jezu, Ty, który do końca ufałeś, jako jedyny pojmujesz moje pęknięcie, moją bezsilność, moje pytania "dlaczego". Dopomóż ponad tymi pytaniami i bólami wyznawać sercem: wierzę, że mnie kochasz i widzsz moje życie szerzej niż ja, nie zawsze rozumiem, ale zawsze ufam.

Pomyśl teraz o tym, co rodzi się w Twoim sercu, kiedy myślisz o ostatnich chwilach Karoliny. Stań w odwadze wewnętrznej przed Bogiem i powiedz Mu o wszystkich trudnych uczuciach lub pytaniach, które w sobie nosisz. Wyznaj Mu je.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.



Stacja dziesiąta: Pan Jezus z szat odarty

Kłaniamy ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.


Z szat odarty, nagi, bez osłony, wtedy każde nieprzychylne spojrzenie, każdy śmiech, drwina boli do żywego ciała. Z szat odarty, by odebrać godność.

Chciała spojrzeć oprawcy w twarz, chciała zrozumieć. Zobaczyła furię, która gnała mężczyznę przez wiele kilometrów gotową zniszczyć, zabić za odmowę. W jego wzroku adrenalina, gniew, wysiłek mieszały się z obłędem wywołanym urażoną dumą. W tych oczach była szczera nienawiść i chęć zgniecenia na proch, upokorzernia i zgładzenia.

- Skąd w człowieku tyle wściekłości, tyle agresji?- przemknęło jej przez głowę.

A potem spadły na nią kolejne ciosy szabli, jej ciało było bez szans. Jednak jej godność jaśniała niczym latarnia morska nocą na pustkowiu.

Zdarto ze mnie wszystkie maski. Próbuję jeszcze jakieś złapać, ale wymykają mi się. To, co widzę nie jest piękne, kulę się ze wstydu. A Ty, Boże? A Ty, jakby mimochodem, idąc ku mnie rzucasz tą winą, jak starym rupieciem, poza zasięg wzroku i patrzysz na mnie taką gołą, skuloną brzydotą. Śmieją się ze mnie, ale już tylko te oczy Twoje widzę. One mówią: nareszcie spotykam cię taką, jaką cię stworzyłem, nareszcie cię poznaję.

Zawsze bałam się ośmieszenia, upokorzenia, wyśmiania. Odrzeć się z ubrania pozwoliłeś, bym w żadnej, nawet po ludzku najtrudniejszej chwili życia, nie musiała już obawiać się samotności. W każdym upokorzeniu jesteś ze mną. Stacja dziesiąta to Twój dar towarzyszenia mi zawsze. Już nie muszę się bać.

Przystań na chwilę i wzbudź z sobie wdzięczność za obecność Jezusa w każdej chwili Twojego życia. Tak, nawet w tamtej chwili. Podziękuj Mu za to, że nie boi się żadnej Twojej ciemności, że nie obawia się wystawić na śmieszność dla ciebie. 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.



Stacja jedenasta: Pan Jezus do krzyża przybity.

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył


Ten krzyż, który z takim bólem i poświęceniem niosłeś, staje się teraz narzędziem zabijania, tym, co unieruchamia i uniemożliwia ucieczkę przed cierpieniem.

Stała, próbowała iść, ale nogi osatatecznie odmówiły posłuszeństwa a ręce były głęboko poranione od ciosów. Tego jednak było mu za mało. Nienawiść nie znalazła jeszcze pełnego ujścia. Zamachnął się szablą i ciosem powalił ją na ziemię, rozerwał jej ciało ostatecznie.  Leżała tak patrząc przed siebie, przez drzewa prześwitywało jej niebo. Świat wirował, krew wypływała szybko na ziemię z rozciętej arterii. Patrzyła ku niebu nieobecnym już wzrokiem, Czy wtedy widziała Ukochanego swojej duszy? To nie będzie śmierć, to dopiero wstępowanie w życie.

Jezu, to nie obcy spowodowali, że nie mogłeś się ruszyć, to bracia. Jakież to trudne dać opór agresji. Kiedy inni unieruchamiają mnie, kiedy jestem bezsilna, kiedy rośnie frustracja i ból, tylko Ty jesteś lekarstwem na zło, tylko Ty potrafisz wziąć mnie za rękę zaciśniętą w pięść, bym nie uderzyła, objąć mnie i zatrzymać cisnące się na usta przykre słowa. Twoimi pociskami jest miłosierdzie. Wkładasz mi w rękę tę broń i uczysz jej używać, na taki oręż żadne zło na świecie nie ma odpowiedzi. A wszelki ból schodzi na drugi plan.

Czy pamiętasz osoby, które cię krzywdziły? Przywołaj obraz konkretnych twarzy, popatrz im w oczy i bez względu na emocje, które ci towarzyszą powiedz Bogu, że powierzasz ich Jego miłosierdziu. Jeśli uczucia, które ci towarzyszą nadal są bolesne, palące, powiedz o tym Jezusowi, mów Mu, że nie masz wpływu na ból lub gniew, którzy odczuwasz i że oddajesz Mu te osoby aktem woli. Poproś o dotknięcie twoich trudnych uczuć.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.



Stacja dwunasta: Pan Jezus umiera na krzyżu

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przed krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył. 


Ostatnie minuty, sekundy biegną jakby w zwolnionym tempie. Całe to odwieczne oczekiwanie dla tych kilku godzin, minut, sekund, by... wypełniło się.

Żołnierz zastygł w bezruchu patrząc na własne dzieło zniszczenia. Nienawiść powoli wysączała się z niego pozostawiając go nieruchomego jak kukłę. 

Młoda dziewczyna leżała na ziemi patrząc przed siebie, otaczające drzewa powoli znikały z jej świadomości. Ostatnie, co pamięta to myśl: Tato, dziękuję, że udzieliłeś mi siły i pozwoliłeś wytrwać do tej chwili. Tato... Wzrok jest już nieruchomy. Lekka mgiełka zaczyna oblekać źrenice.

Najmniejsza bryza nie tańczyła w koronach drzew, najcichszy dźwięk nie zmącił spokoju tego miejsca. Nawet żołnierz zdawał się wstrzymywać oddech. Nie mógł pojąć, jak w takiej chwili mogła zwracać się do Boga.

Siedzę pod krzyżem i widzę, że pierścień otaczających zacieśnia się, przydusza. Chcę gryźć, kopać, boję się. Patrzę w tę Twoją miłość do nich i już wiem, że nie zrobię nic, żeby tę miłość zasmucić. Z miłości nie zasmucę. Biorę głęboki, ciężki oddech i jąkając się cicho dukam, kiedy podnoszą ręce na Ciebie: Ojcze, wybacz im, bo nie wiedzą... Mój umysł zasnuwa mgła wycieńczenia.

Patrzysz na mnie, właśnie na mnie. Prosto w oczy i mówisz, widzę całe twoje życie. Każdą jego sekundę. Warto jest za ciebie umierać, gdyby było trzeba zrobiłbym to znów. Taka miłość przepaliła doczesność i powstała z martwych.

Pobądź z Nim chwilę po tych słowach powiedzianych ci prosto w oczy. Popatrz w ciszy. Oddaj Bogu to, co teraz się w tobie rodzi. Daj Mu siebie.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.



Stancja trzynasta: Pan Jezus z krzyża zdjęty

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.


To nie było takie proste, by bezwładne ciało, z którego uszło już życie uwolnić spod tych gwoździ. Dla troskliwych rąk, to nie był koniec udręki.

Na jej zwłoki natknął się sąsiad. Minęło ponad dwa tygodnie. Ojciec przyjechał po nią i zawiózł do domu. Razem z mamą opłakiwali ją i przygotowywali do pogrzebu. Ciało Karoliny leżało po drugiej stronie lasu niż wieś. By bronić się przed zadaniem gwałtu dziewczyna przebiegła wiele kilometrów i swoją walkę przypłaciła śmiercią w wieku szesnastu lat. Płakano nad jej losem, nad życiem, które zgasło zanim miało szanse w pełni rozkwitnąć, ale co to w ogóle znaczy przegrać, a co wygrać? I co to oznacza żyć naprawdę? Karolina miała na te pytania inne odpowiedzi niż wielu współczesnych mędrców.

Jezu, bądź uwielbiony w tym, że pokazałeś ludzkości inną drogę, że objawiłeś swoim przykładem mądrość, która światu nie może pomieścić się w głowie, że otworzyłeś nam ścieżkę do Nieba, do Taty. Wszystkie ekonomiczne zasady na kuli ziemskiej wcześniej lub później będą musiały skapitulować w obliczu Praw, które objawiłeś.

Spójrz na swoje życie, gdzie jeszcze to, co doczesne jest dla Ciebie ważniejsze niż słowa Jezusa? Nie dziel włosa na czworo, nie pogrążaj się w smutku. Po prostu uzmysłów sobie na nowo, że twój Ojciec jest Panem wszechświata. Pomyśl o godności, którą posiadasz dzięki Niemu. Bądź wdzięczny i ufny.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.



Stacja czternasta: Pan Jezus do grobu złożony

Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.


Już nie jesteś brudny od błota i krwi, ciało bez życia jest opatrzone, czyste, objęte dotykiem miłości. Leży spokojne, jakbyś spał. Przemoc stałaby się już tylko obrazem, gdyby nie ta cisza wokół.

Na pogrzeb Karoliny zjechały tłumy. Sama za życia nigdy nie widziała takiej rzeszy ludzi. Patrzyła na tysiące osób zdziwiona. Co ich tu przywiodło? Ciekawość? Być może. Gniew na najeźdźcę i potrzeba oddania hołdu komuś, kto przeciwstawił się zniewoleniu? Pewnie także. Duma z powodu jej bohaterstwa? Na pewno. Jednak najbardziej przygnał ich tu głód tego, co przekracza ludzką logikę, głód odwagi i miłości, głód świętości, głód nieba. Głód wybierania Boga w szarej rzeczywistości prostego życia. Głód pokoju, którego tylko On jest źródłem.

Nadal bywa, że z pustką w sercu siedzę nadłamana, trudno mi wytrzymać bezruch i setki cisnących się na usta pytań. Tkwię tak wtedy, zastygła. Grób mojej nadziei- jeszcze pełny.  Bezmyślnie spoglądam na zegarek i nie zawsze dociera do mnie, co znaczy za pięć dwunasta.
Jezu, jeszcze chwila i spojrzę Ci znów w oczy, jeszcze chwila i spotkam Cię na drodze lub w ogrodzie, bo dla miłości nie ma już granic. Ukochany mój, naucz mnie miłości do najdrobniejszych spraw, naucz mnie uwagi, ufności, zasłuchania. Kiedy Twoje pałające Serce bije dla mnie, wszystko inne jest kroczeniem w Twoim świetle.

Zapal świecę i uwielbiaj Boga w niezwykłości Jego pokory, hojności, delikatności i mocy. A nade wszystko w Jego zachwycającym spojrzeniu miłości.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. 



Aleksandra Jakubiak
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer

Opiekun – więzień bez wyboru
Osoby, które opiekują się niepełnosprawnymi dziećmi pobierają świadczenie w wysokości 1406 zł miesięcznie. Opiekunowie niepełnosprawnych dorosłych – zaledwie 520 zł. Prawo zabrania im pracować, jeśli chcą zachować uprawnienia do świadczenia. W Temacie Tygodnia 52 nr TS piszemy o walce opiekunów o zmianę tego prawa i podwyżkę świadczeń, której wciąż się nie doczekali, mimo obietnic Beaty Szydło.
 
Chcemy konstytucji dla pracowników
– W zachodniej Europie układy zbiorowe pracy to standard. Tylko u nas pracodawcy uważają, że to XIX-wieczny archaizm – mówi przewodniczący NSZZ Solidarność Piotr Duda w rozmowie z Maciejem Chudkiewiczem.
 
Władza w rękach naukowców
Uczelnie czeka rewolucja. Nowa ustawa o szkolnictwie wyższym i nauce przewiduje m.in. zwiększenie ich autonomii. Teoretycznie – to dobrze, ale zmiana ta niesie za sobą również wiele zagrożeń. Barbara Michałowska.

Najnowsze wydanie Tygodnika Solidarność nr 42/2017 już dostępne

Pobierz darmową aplikację do cyfrowego wydania Tygodnika Solidarność
Związek
więcej
Wideo Tysol.pl Agnieszka Kutyłowska: "Nie jesteśmy "antyszczepionkowcami""
Blogi
avatar
Barbara
Piela

[video] Nowa animacja Barbary Pieli: Poranek Hanny Gronkiewicz-Waltz [Syrenki Warszawskiej]
Nowa animacja Barbary Pieli
avatar
Kazimierz
Paczesny

Kazimierz Paczesny: Układ Kremla z Saudami
O pierwszej wizycie monarchy Arabii Saudyjskiej w Moskwie i co może ona oznaczać dla układu sił?
avatar
Marian
Panic

Marian Karol Panic: "Intensywne życie intelektualne" i "żywa demokracja" w Niemczech! Nie to co u nas...
Strasznie jesteśmy jednak do tyłu w stosunku do przodujących demokracji, na przykład Niemiec. Takie targi książki dajmy na to... 
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.