loading
Proszę czekać...
reklama_pozioma
Romuald Szeremietiew: Kresy Zachodnie
Opublikowano dnia 16.07.2017 00:15
Państwo polskie, odradzające się po 123 latach zaborów, otrzymało jako spadek po zaborcach wśród wielu innych problemów - zacofanie ekonomiczne, które zostało jeszcze pogłębione przez straty wojenne. Najniżej stała pod tym względem Rosja, najlepiej Niemcy. Istotne więc było, czy w skład państwa wejdą uprzemy¬słowiony Śląsk i Wielkopolska, dysponująca bardzo dobrze rozwiniętym rolnictwem. Dodatkowym walorem tych ziem było również to, że wojna nie dotarła w te rejony. Wobec wyraźnego odrodzenia polskości na Śląsku Warmii i Mazurach obszar uznawany za polski obliczano na 120 tys. km2. Sumując liczby ludności polskiej na tych ziemiach uzyskiwało się 3,8 mln osób (w 1911 r.), około 40% mieszkańców. Po od¬liczeniu niemieckiego elementu napływowego odsetek ludności polskiej sięgał 52% tym samym mogła ona przesądzić o przynależności państwowej 80 tys. km2 z terenów należących do wschodnich prowincji Prus.

Wikipedia domena publiczna
Elementem osłabiającym polski potencjał ludnościowy był brak możliwości wywierania wpływu – inaczej niż w zaborze austriackim - na bieżącą politykę Niemiec. Nie było Polaków na stanowiskach państwowych, do wyjątków należeli Polacy - oficerowie w armii niemieckiej. Prawnicy, dziennikarze, księża stanowili inteligencję polską w zaborze i oni organizowali politycznie społeczeństwo polskie. Prądem, który objął znaczną część ludności polskiej zaboru, był ruch chrześcijańsko-demokratyczny, a później narodowa demokracja. Czołowym reprezentantem był poseł do Reichstagu Wojciech Korfanty. Wysuwano hasła pracy organicznej i obrony narodowego stanu posiadania na polu gospodarczym. Zwolennicy ruchu niepodległościowego wiązanego z Józefem Piłsudski mieli nikłe wpływy.

Wybuch I wojny światowej zastał ludność polską w zaborze pruskim na pozycjach zachowawczych. Myśl o aktywnym działaniu w obliczu rozgrywających się wydarzeń odrzucano. Pisał historyk, że społeczeństwo „trwając w milczącym oporze w stosunku do Prusaków czekało na rozstrzygnięcie losów wojny”.

Wojciech Korfanty początkowo wierzył w klęskę Rosji oraz antyrosyjską postawę społeczeństwa polskiego w zaborze rosyjskim i na tym opierał swoje plany polityczne. W sierpniu 1914 r. wraz z Wojciechem Trąmpczyńskim podjął rozmowy ze stroną niemiecką. Politycy polscy podkreślali lojalne zachowanie się ludności polskiej w obliczu mobili¬zacji i wojny, domagali się, aby rząd niemiecki potwierdził ten fakt specjalnym oświadczeniem, prosili o zniesienie antypolskiego ustawodawstwa pruskiego. Całość propozycji wysuwanych przez stronę polską przedstawił Korfanty rządowi pruskiemu w specjalnym dokumencie. Efekty tej działalności były mizerne. Mimo to, poszedł jeszcze dalej w swych propozycjach. W grudniu 1914 r. uczestniczył wraz z Władysławem Sikorskim w konferencji w niemieckim ministerst¬wie wojny i wówczas zaproponował Niemcom, aby w zamian za przyłączenie do odbudowanego państwa polskiego Grodzieńszczyzny i Mińszczyzny doko¬nać przesiedlenia tam ludności polskiej z zaboru pruskiego co miało zapewnić trwałe podstawy przyjaznych stosunków polsko-niemieckich.

Sytuacja międzynarodowa ulegała zmianom: wyrazem tego było coraz większe zainteresowanie europejskiej opinii sprawami Polski. Stanowiło to efekt działań polskich oddziałów wojskowych na froncie wschodnim. Pewną rolę odegrał też akt 5 listopada zapowiadający odbudowę Królestwa Polskiego ogłoszony przez cesarzy Austrii i Niemiec. Korfanty i jego polityczni współpracownicy traktując społeczeństwo polskie jako przedmiot działań potężnych sił zewnętrznych, starali się nadal tak konstruować postulaty, aby uwzględniały interesy tych sił. Zmiana nastąpiła tylko taka, że po załamaniu się Niemiec obiektem tych zabiegów stała się Francja.

3 grudnia 1918 r. zebrał się w Poznaniu Sejm Dzielnicowy Ziem Polskich b. Zaboru Pruskiego. Posłowie, w większości członkowie chadecji i endecji, skupili się wokół Korfantego, który wszedł w skład Komisariatu Naczelnej Rady Ludo¬wej, zajmując stanowisko odpowiedzialnego za politykę i wojsko. Komisariat był faktycznie rządem Wielkopolski, realizującym kurs zbliżony do separatyz¬mu dzielnicowego. Posłowie nie wysłali do rządu w Warszawie nawet grzecz¬nościowego pisma, a indagowany w tej sprawie Korfanty oświadczył, że „rządu polskiego nie ma”. 
Po objęciu stanowiska Korfanty usiłował przeprowadzić szerszy zamiar polityczny, którego uwieńczeniem byłoby nie tylko wyzwolenie ziem zaboru pruskiego (Pomorze, Wielkopolska, Śląsk), ale również utworzenie rządu w Warszawie opartego na siłach jego osobiście popierających.

Planował w końcu grudnia 1918 r. akcję „błękitnej armii” generała Józefa Hallera na Pomorzu i Wielkopolsce, wsparcie tych działań wystąpie¬niem powstańczym Wielkopolan, a jednocześnie wkroczenie wojsk polskich na Górny Śląsk. W koncepcji Korfantego najważniejszą rolę odgrywały dywizje generała Hallera. Była to rzeczywiście siła realna, a jednostki regularne, dobrze uzbrojone, niewątpliwie górowały nad ochotniczymi oddziałami po¬wstańczymi. Z drugiej strony jednak negliżowanie znaczenia sił powstańczych było poważnym błędem. Wojska Hallera znajdowały się ciągle we Francji, natomiast powstańcy byli na miejscu. Ten błąd wynikał nie tylko z niedoceniania sił własnych, ale bardziej był następstwem zamiarów politycznych. Korfanty zdawał sobie sprawę, że główną siłą działań powstańczych musiałaby być konspiracyjna Polska Organi¬zacja Wojskowa, którą wiązano z Piłsudskim. Wydarzenia, w których POW i piłsudczycy odgrywaliby istotną rolę, były dla Korfantego nie do przyjęcia. Chciał on włączenia ziem zaboru pruskiego do państwa polskiego, ale musiało się to łączyć z umocnieniem jego własnej pozycji w życiu politycznym Polski. Ponadto Korfanty był zwolennikiem oglądania się na Berlin i nade wszystko szukania oparcia w Paryżu. Także obawa przed tworzeniem faktów dokonanych i skłonność do dyplomatyzowania powstrzymywały przed podejmowaniem bardziej stanowczych działań.

Armia Hallera nie przybyła w zakładanym terminie, a w Poznaniu wybuchło nie planowane powstanie, do którego Korfanty odnosił się bardzo krytycznie. Powiedział: „Hołota uliczna utrudnia nam pracę polityczną: zdaje się żołnierzom, że jak za dawnych czasów każdy z nich nosi buławę w tornistrze”.

Kunktatorska polityka Komisariatu Naczelnej Rady Ludowej nie odpowiadała nastrojom społecznym, toteż od pewnego już czasu trwały, głównie na terenie Wielkopolski, tajne przygotowania do zbrojnego wy¬stąpienia przeciwko zaborcy. Prowadzili je samorzutnie Polacy młodzi oficerowie byłej armii niemieckiej.

W dniu 27 grudnia 1918 r. po spontanicznym wybuchu powstania NRL usiłowała spacyfikować nastroje, wytłumaczyć się przed Berlinem, doprowadzić do zawieszenia działań. Było to jednak niemożliwe. Żywiołowe i nie koordynowa¬ne wystąpienia zbrojne doprowadziły w ciągu trzech tygodni do wyzwolenia niemal całej Wielkopolski. Znajdując się pod ciśnieniem wydarzeń, Komisariat NRL mianował dowódcę powstania. Został nim major Stanisław Taczak. Za nominacją tą przemawiał fakt, że nie miał on żadnych powiązań z konspiratorami, którzy wywołali powstanie. Po pewnym czasie na dowódcę formującej się armii wielkopolskiej Komisariat NRL powołał generała Józefa Dowbór-Muśnickiego (po odrzuceniu pułkownika Juliana Stachiewicza proponowanego przez Piłsudskiego).

W lutym 1919 r. został zawarty rozejm w Trewirze. Alianci musieli uznać, że Polacy zadecydowali o przynależności Poznańskiego do Polski. Marszałek Ferdinand Foch zmusił Niemców do zaniechania kontrofensywy.

Sukces na terenie Wielkopolski okazał się częściowy. Ogra¬niczenie działań zbrojnych do Poznańskiego oznaczało, że Śląsk i Mazury będą stanowiły odrębne kwestie. W Wersalu zdecydowano, że o losie tych ziem rozstrzygną plebiscyty. Trzeba było dopiero trzech powstań śląskich, aby uzyskać chociaż część ziem bezspornie polskich. Brak podobnych działań na Warmii i Mazurach zadecydował - jak się wydaje - o pozostaniu tych terenów w grani¬cach Rzeszy. Jedynie na Pomorzu, dzięki korzystnej dla Polski decyzji Ententy i szybkiej akcji wojsk polskich, udało się zająć pas terytorium zapewniający dostęp do morza. Ale i tam pozbawiono Polskę Gdańska. Miała więc Polska wybrzeże morskie, ale bez jednego portu pełnomorskiego.

Dość powszechnie uważa się, że winę za to ponoszą czynniki rządowe w Warszawie, głównie Piłsudski, który angażując się w politykę wschodnią świadomie zrezygnował z ziem na zachodzie Polski. Jest jednak prawdą, że to politycy NRL wyraźnie wrodzy Piłsudskiemu nie chcieli nawiązywać z nim współpracy. Dodatkowym kłopotem Piłsudskiego był brak sił (11 listopada 1918 r. było tylko 30 tys. żołnierzy), a sprawą bardzo pilną zorganizowanie wsparcie dla Lwowa bronionego przed Ukraińcami. Dlatego decydującą rolę w wyzwoleniu zaboru musieliby odegrać politycy z Poznania, którzy powinni byli zorganizować miejscowe siły odrzucając postawę biernego wyczekiwania na decyzje Ententy w sprawie tych ziem.

Sytuacja, do jakiej doszło w latach 1917-1919, wymaga¬ła śmiałego, szybkiego i zdecydowanego działania. Należało postawić na politykę faktów dokonanych. Ludność polska nie mogła przecież wygrać konfrontację z Niemcami, prowadząc „legalną” walkę polityczną, której reguły były ustalane przez Berlin. W plebiscytach za Niemcami przemawiały siła przyzwyczajenia, niezdecydowanie aliantów, wyraźne poparcie Anglii, „być lub nie być” ludzi związanych z pruskim aparatem władzy, niemieckie formacje paramilitarne itp. Polakom pozostawał tylko czyn zbrojny.

Okresem odpowiednim dla działań powstańczych były ostatnie miesiące 1918 r. i początek 1919. W warunkach klęski wojennej Niemiec, rozprzężenia w armii i wybuchu rewolucji niemieckiej każda polska akcja na terenie zaboru miała ogromne szanse powodzenia. Powstańcy wielkopolscy osiągnęli wszystko właśnie w tym czasie. Jednak szeroka akcja zbrojna była niemożliwa bowiem nie poczyniono przygotowań obejmujących cały zabór. Polska Organizacja Wojskowa, która na terenie Kongresówki sprawnie przeprowadziła akcję rozbroje¬nia Niemców w 1918 r., powstała w 1914 r., cztery lata wcześniej. POW byłego zaboru pruskiego powołano dopiero w lutym 1918 r., a POW Górnego Śląska rok później (styczeń 1919 r.). Tworzenie konspiracji zbrojnej odbywało się z inicjatywy „dołów” i było skutecznie hamowana przez polityków endeckich.
Niemcy mogli sobie pogratulować, że Polacy nie wykorzystali szansy, jaką stworzyła im historia. W pierwszych dniach stycznia 1919 r. prezydent rejencji opolskiej oceniał, że Opolskie zo¬stanie zajęte przez Polaków w ciągu najbliższych godzin i w związku z tym „jako niemiecka prowincja zostanie stracony, podobnie jak prowincja poznańska”. Nadprezydent prowincji śląskiej przewidywał, że Opolszczyzna odpadnie od Rzeszy w ciągu najbliższych dni. W styczniu 1919 r. członkowie niemieckiej Olsztyńskiej Rady Robotniczej wysłali delegację do Poznania w celu ustalenia położenia ludności niemiec¬kiej Prus Wschodnich w państwie polskim.
Dyskusyjną sprawą może być kwestia zgromadzenia odpowiednich sił, koniecznych do przeprowadzenia operacji wojskowych na terenie zaboru. Jednak wojna i służba w armii niemieckiej stworzyła liczne kadry dobrze wyszkolonego żołnierza. Były spore ilości sprzętu i uzbrojenia. Do czerwca 1919 r. powstańcy wielkopolscy przekształcili się w armię wielkopolską liczącą 72 tys. żołnierzy. W powstaniach śląskich brało udział ponad 60 tys. ludzi, w tym POW Górnego Śląska zdołała skupić w swych szeregach 23 tys. członków. Nie będzie więc przesadne stwier-dzenie, że gdyby politycy wcześniej podjęli przygotowania, to na terenie zaboru mogło wystąpić do walki 100 - 120 tys. polskich żołnierzy. Można sobie wyobrazić, co osiągnęłoby to wojsko z dowództwem dysponującym rozpoznaniem wroga i planującym operacje w skali całego zaboru - Wielkopolskę wyzwoliło 17 tys. powstańców, działających w istocie bez¬planowo, żywiołowo.

Charakterystyczna była postawa Ententy w obliczu powstania wiel¬kopolskiego. 2 lutego 1919 r. marszałek Foch zakomunikował niemieckim władzom wojskowym, że mają zaprzestać działań przeciwko Polakom. Wska¬zano Niemcom linię, na której powinni się zatrzymać. Obejmowała ona Poznańskie i Opolszczyznę. Niemcom udało się uniknąć utraty Śląska bowiem wykazali, że na Śląsku nie było polskich wojsk, a więc nie było powodów, aby się stamtąd cofać.

Jedynym politykiem, który mógł zorganizować akcję powstańczą na terenie zaboru, był Wojciech Korfanty. Sytuacja wymagała, aby pokierował on organizacją wysiłku zbrojnego na terenie całego zaboru pruskiego stając ponad podziałami partyjnymi. Niestety, tak się nie stało. W skład II RP weszło około 45 tys. km2 z byłego zaboru pruskiego, czyli mniej niż połowa ziem, do których Polska miała pełne prawo.

Romuald Szeremietiew



Por. Mieczysław Paluch stworzył zalążek wojsk powstańczych. Sprawnie dowodził podczas pierwszych, kluczowych dni powstania. Pomimo spektakularnych zwycięstw, został odsunięty ze stanowiska przez polityków, którzy nie chcieli eskalacji konfliktu z Niemcami. Odsunięto go na boczny tor, zmarginalizowano i o nim zapomniano.



Wspólne zdjęcie „trzech Józefów” wykonane w dawnej sali tronowej Zamku Cesarskiego podczas wizyty Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego w Poznaniu, 26 października 1919 r. Od lewej: gen. Józef Dowbor Muśnicki, Józef Piłsudski, gen. Józef Haller.
Wydarzenia
więcej
Opinie
więcej
Najnowszy numer

Obywatelu, ratuj się sam
Z wielu opracowywanych przez ostatnie lata dokumentów wynika, że obrona cywilna działa w Polsce tylko na papierze. Miejsce w schronach znajdzie w razie potrzeby tylko 1,37 proc. Polaków. Co co możemy liczyć w sytuacji zagrożenia? Obrona cywilna to Temat Tygodnia 46 nr TS.

Przybyli, zobaczyli, nic nie zrozumieli
Pracodawcy w Polsce nie chcą układów branżowych, nie widzą potrzeby ich negocjowania, nie dostrzegają korzyści wynikających z istnienia PUZP. Co gorsza, nie tylko oni tych korzyści nie widzą lub nie znają – gdyż problem dotyczy również polskich ministrów. Mirosław Miara

Wirtualny świat, rzeczywista wojna
W XXI w. do pokonania przeciwnika wcale nie potrzeba wielkich armii, nowoczesnych czołgów lub samolotów. Wojnę można wygrać, operując klawiaturą i myszką komputerową w komfortowym biurze. Łukasz Piotrowski
Najnowsze wydanie Tygodnika Solidarność nr 46/2017 już dostępne

Pobierz darmową aplikację do cyfrowego wydania Tygodnika Solidarność
Związek
więcej
Wideo Prof. Szwagrzyk Człowikiem Roku 2016 Tygodnika Solidarność
Blogi
avatar
Marcin
Kacprzak

Marcin Kacprzak: Murem za Beatą
Gdy tylko Prawo i Sprawiedliwość zdobyło władzę, to niemal od pierwszego dnia ich rządów najbardziej bałem się wielce prawdopodobnego momentu, w którym ktoś z tego obozu, nie mając nic ciekawszego do roboty, złapie za młotek i przychrzani sobie nim prosto w duży palec u stopy. Udawało się uniknąć tego scenariusza, lepiej lub gorzej, równo dwa lata. Młotek jednak wisi wciąż na ścianie i widzę, że pokusa by go użyć jest w PiS-ie bardzo, bardzo wysoka.
avatar
Jerzy
Bukowski

Jerzy Bukowski: Polska nie wykupi Zułowa
Wypowiedź wicepremiera kładzie chyba kres nadziejom litewskich Polaków.
avatar
Przemysław
Jarasz

[Ujawniamy] Poznaj Poznań... Jak samorządowe fundusze trafiały do Agory/AMS
Z kasy miast zarządzanych przez liberalnych polityków płyną szerokim - przynajmniej z punktu widzenia przeciętnego człowieka - strumieniem fundusze przeznaczone na akcje reklamowe (i inne) w liberalnych mediach. Odkryliśmy, że przez ostatnie 2-3 lata, grupa Agora S.A./AMS S.A. w Poznaniu zarządzanym przez - związanego z Platformą Obywatelską - prezydenta Jacka Jaśkowiaka otrzymała zlecenia na ponad 1,07 miliona złotych!
ciastkoWykorzystujemy pliki "cookies" aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Możesz zablokować możliwość wykorzystywania tych plików poprzez zmianę ustawień w swojej przeglądarce internetowej.