Agnieszka Żurek: Pochwała „zacofania”

Nigdy nie lubiłam „postępu”. Instynktownie. Częściowo wynikało to ze sprofanowania tego słowa przez krwawe światowe rewolucje toczone w jego imię, częściowo zaś z niechęci do ślepego poddawania się modzie.
Zegar - zdjęcie poglądowe
Zegar - zdjęcie poglądowe / fot. pixabay.com

W liceum byłam ostatnią osobą w klasie korzystającą z walkmana i nieposiadającą maila. Wtedy się ze mnie śmiano, dziś mogłabym zostać okrzyknięta „influencerką slow life”.

Niech to będzie podróż długa

Przyspawana z konieczności (lub „konieczności”) do telefonu komórkowego, tęsknię za czasami, kiedy po wyjściu z domu „stacjonarny” mógł dzwonić do woli i nawet się o tym nie wiedziało, bo automatyczne sekretarki nie były jeszcze popularne. No i, jak głosi popularny mem, mogliśmy robić dowolne głupoty na imprezach i nikt tego nie nagrywał. Na nich rozmawialiśmy ze sobą, tańczyliśmy, wygłupialiśmy się, nie myśląc o wrzucaniu zdjęć do sieci. Znaliśmy się naprawdę, nie „z fejsa”. I bardziej się chyba między sobą różniliśmy, byliśmy ciekawsi, z oryginalniejszymi „zajawkami” niż kasa, botoks, wege, siłka czy nurkowanie na Malediwach.

Oczywiście „zacofanie” miało też ciemne strony – choćby niemożność wezwania przez komórkę pomocy, jeśli coś nam się stało, czy – ze spraw bardziej prozaicznych – konieczność korzystania z papierowej mapy w przypadku podróży. No właśnie, podróż. „Jeśli wybierasz się w podróż niech będzie to podróż długa/ wędrowanie pozornie bez celu błądzenie po omacku/ żebyś nie tylko oczami ale także dotykiem poznał szorstkość ziemi/ i abyś całą skórą zmierzył się ze światem” – pisał Zbigniew Herbert. Czy doświadczamy jeszcze dziś tego wymiaru podróży? Pielgrzymowania, podróży z misją, ryzyka? Czy umiemy jeszcze naprawdę odkrywać, poczuć pokorę wobec potęgi Boga i jego stworzenia, ale także wobec głębi myśli naszych przodków? „Nie ma ważniejszego słowa w średniowieczu niż «auctor». Autor to autorytet, zazwyczaj starożytny (filozof bądź Ojciec Kościoła). W tamtych czasach niezrozumiała byłaby dzisiejsza fascynacja nowoczesnością. Co jest pociągającego w gnaniu ku przyszłości, skoro wielcy autorzy i święci to przeszłość złożona w naszej pamięci? Co może być fascynującego w tym, czego jeszcze nie ma, jeżeli to, co już jest w dziełach i legendach, tak trudno gruntownie przemyśleć i ogarnąć?” – pisze w eseju „Pochwała średniowiecza” na łamach „Frondy” filozof Rafał Tichy. „Współczesna mentalność to ciągły strach o jutro, ciągła próba bycia na bieżąco w potoku informacji, walka o to, aby być nowatorskim. Człowiek nie może się zaspokoić tym, co już posiada, rodzi się w nim zachłanność, wyuzdanie, a w końcu impotencja. Współcześni nazywają to rozwojem cywilizacyjnym, wspaniałą i dumną ekspansją myśli ludzkiej, obywatel średniowiecza patrzyłby na to jak na obżarstwo. Świat, który zastał, był dla niego na tyle fascynujący, że nie trzeba było szukać wrażeń gdzie indziej. Człowiek średniowiecza miał taką samą jak każdy potrzebę odkrywania, lecz odkrycie dla niego to raczej zatrzymanie się nad czymś, a nie pogoń za czymś. Dlatego nie musiał być nowatorem, wystarczyło, że zrozumiał to, co dzieje przekazywały do zrozumienia. Dzięki temu nie przeżywał w kulturze zagubienia, jakiego doświadcza dzisiaj. Nie musiał w dwadzieścia lat po impresjonizmie zachwycać się ekspresjonizmem, aby zaraz potem rzucać się – z przerażeniem, czy zdąży – w objęcia surrealizmu. […] Średniowiecze to kultura pokory ciesząca się rzeczywistością, która sama się manifestuje. Katedra gotycka to tryumf materii sięgającej Ducha, to Bóg, który wcielił się w materię. Dlatego architekt nie potrzebuje się podpisywać, on tylko uwyraźnia coś, co jest już faktem, chwali raczej Boga za błogosławieństwo kamienia, który jako ornament potrafi zawisnąć czterdzieści metrów nad ziemią, niż siebie za to, że go tam wyrzeźbił” – wskazuje Tichy.

Nuda jest potrzebna

Jak podkreśla, mówiąc o sztucznej inteligencji w programie „Didaskalia”, cytowany przeze mnie w innym tekście na łamach tego numeru „TS” profesor fizyki Andrzej Dragan: – Narzędzie zostało stworzone w taki sposób, by nam służyć. Człowiek zawsze mógł decydować, jaki zrobi użytek z wynalazku. Tymczasem nóż nie zdecyduje, że nam zaszkodzi, a to urządzenie może to zrobić. To dość niepokojące – ocenia profesor. Nawet jeśli odłożymy na bok myślenie o zagrożeniach natury ostatecznej, możemy wskazać wiele dziedzin życia, które już teraz „zabija” technologia. Wymieniłabym kilka z nich, takich jak: dusza, tajemnica, niespodzianka, milczenie czy oczekiwanie. Do tych wartości należałoby dodać także sprawę mniej oczywistą, czyli… nudę, na której konieczność jako bodźca rozwojowego wskazuje coraz więcej psychologów. Przebodźcowanie, kultura „instant” przegrzewa nam mózgi i jest to coraz bardziej oczywiste. Na szczęście wahadło powoli wychyla się w stronę rzeczywistości analogowej, a przestrzeń bez zasięgu staje się nowym synonimem luksusu.

Żyję luksusowo – czytam wyłącznie papierowe książki, a najlepiej odpoczywam, idąc kilometrami brzegiem morza albo zaszywając się w lesie, milcząc, oczekując, rozmyślając. Kocham góry i ich niezmienną, „analogową” rzeczywistość. Miejsca, gdzie nie ma zasięgu, zapach wiatru, prostą przyjemność wypicia zwykłej herbaty z termosu, wieczorne rozmowy w schronisku i planowanie trasy z mapą (papierową). Tęsknię za ekscytacją towarzyszącą otrzymywaniu papierowych listów. Kiedy w skrzynce pojawiła się zaadresowana do mnie koperta, celebrowałam ten moment i nie otwierałam jej dopóty, dopóki nie odrobię lekcji i nie wykonam innych obowiązków. W szkole podstawowej korespondowałam z kuzynką z innego miasta, w liceum – z własnym chłopakiem, który chodził do tej samej klasy. Nasze papierowe listy zawierały komiksy, sztuki teatralne (np. z morałem o szkodliwości palenia papierosów), zdarzały się i zabawy moim kosztem, kiedy mój chłopak pisał na kopercie: „Uwaga, zawartość światłoczuła, przed otwarciem włożyć na pół godziny do lodówki!”, a ja posłusznie postępowałam według instrukcji, tylko po to, żeby po otwarciu listu przekonać się, że był to żart, a kartki owinięte zostały w folię aluminiową. Listy te do tej pory stanowią dla mnie wspaniałą pamiątkę. W jednym z nich pojawia się filozoficzne pytanie o to, czy opanowanie całej ziemi przez dinozaury uczyniło je szczęśliwszymi. Można je odnieść do naszej dzisiejszej rzeczywistości opanowanej, zmierzonej, zważonej i skontrolowanej. Czy jesteśmy szczęśliwi?

Nowy kult

Jan Białek na kartach książki „TECH. Krytyka rozwoju środowiska technologicznego” kreśli katastroficzną wizję, która nie jest jednak pozbawiona logiki. „Technologia staje się rytualnym obiektem, poprzez który dokonuje się akt samozbawienia. Jest to nowy kult składający człowieka w ofierze na ołtarzu środowiska technologicznego, by pozornie ratować środowisko naturalne. […] Globalne wdrożenie systemu socjalizmu naukowego będzie prowadzić do pełnej zmiany środowiska naukowego i eksterminacji większości ludzi na ziemi. Po pierwsze że względu na masowe pozbawienie ludzi instynktu przetrwania, a po drugie ze względu na ekspansję środowiska technologicznego i brak pracy. Aby system ekonomiczny mógł funkcjonować, będzie następowała redukcja populacji żyjącej na wprowadzanej obecnie w wielu krajach masowej zapomodze socjalnej. Dialektyczna teza środowiska technologicznego, zawierająca w sobie socjalizm, nie będzie miała innego celu, jak jedynie redukcję populacji dla zoptymalizowania zrobotyzowanej ekonomii”. Brzmi zbyt strasznie, żeby traktować tę wizję poważnie? A jak przebiegały i do czego prowadziły wszystkie światowe rewolucje toczone w imię „postępu”? I co miałoby świadczyć o tym, że jako ludzkość reprezentujemy dziś jakiś wyższy poziom moralny niż ludzie poprzednich wieków, którzy dali się ponieść wszelkim możliwym rodzajom zła? Definicję tego, czym ma być postęp realnie służący człowiekowi zarysował św. Jan Paweł II w encyklice „Redemptor hominis”. „Chodzi tutaj nie o co innego, tylko właśnie o to, co znalazło wyraz już w pierwszym orędziu Stwórcy skierowanym do człowieka, gdy oddawał mu ziemię, by «czynił ją sobie poddaną» (Rdz 1,28). To pierwotne wezwanie zostało potwierdzone w Tajemnicy Odkupienia przez Chrystusa Pana, czemu wyraz dał Sobór Watykański II, poświęcając szczególnie piękne rozdziały swego magisterium «królewskości» człowieka, to znaczy jego powołaniu do uczestniczenia w królewskiej misji (in munere regali) samego Chrystusa. Istotny sens tej «królewskości», tego «panowania» człowieka w świecie widzialnym, zadanym przez samego Stwórcę, leży w pierwszeństwie etyki przed techniką, leży w prymacie osoby w stosunku do rzeczy, leży w pierwszeństwie ducha wobec materii” – pisał papież. Warto do tej myśli wrócić, dopóki nie jest jeszcze za późno.

Tekst pochodzi z 20 (1790) numeru „Tygodnika Solidarność”.


 

POLECANE
Komisje finansów i obrony odrzuciły poprawki PiS do projektu o SAFE z ostatniej chwili
Komisje finansów i obrony odrzuciły poprawki PiS do projektu o SAFE

Sejmowe komisje finansów i obrony narodowej negatywnie zaopiniowały w czwartek zgłoszone przez PiS poprawki do projektu ustawy wdrażającej program SAFE. Sejm nad projektem będzie głosować w piątek rano.

Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o rynku kryptoaktywów z ostatniej chwili
Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o rynku kryptoaktywów

Prezydent Karol Nawrocki w czwartek po raz drugi zawetował ustawę o rynku kryptoaktywów. Podkreślił, że nowa ustawa była praktycznie taka sama jak ta, którą wcześniej zawetował i nie uwzględniono zgłaszanych zastrzeżeń. Zaprosił rząd do wspólnego przygotowania rozwiązań w tej sprawie.

Zajączkowska: PE przeciwko poprawce mówiącej, że tylko kobieta może zajść w ciążę z ostatniej chwili
Zajączkowska: PE przeciwko poprawce mówiącej, że tylko kobieta może zajść w ciążę

„Parlament Europejski właśnie zagłosował... PRZECIWKO poprawce stwierdzającej, że "Tylko biologiczna kobieta może zajść w ciążę" – poinformowała na Facebooku eurodeputowana Ewa Zajączkowska-Hernik (Konfederacja).

Karol Nawrocki zawetował ustawę uznającą język śląski za regionalny wideo
Karol Nawrocki zawetował ustawę uznającą język śląski za regionalny

Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę uznającą język śląski za regionalny - poinformowała jego kancelaria. Ustawa była drugą w tej kadencji Sejmu, a w sumie - jak podliczono podczas prac parlamentarnych - dziewiątą próbą legislacyjną w tej sprawie.

KO, PSL i Lewica zablokowały zaskarżenie do TSUE tymczasowego stosowania umowy z Mercosur pilne
KO, PSL i Lewica zablokowały zaskarżenie do TSUE tymczasowego stosowania umowy z Mercosur

„KO, PSL i Lewica blokują pomysł zaskarżenia do TSUE decyzji Rady UE z 9 stycznia 2026 r. w sprawie tymczasowego stosowania umowy z krajami Mercosur” - poinformował na platformie X poseł Krzysztof Ciecióra.

Wyrok TSUE ws. WIBOR. Ekspert tłumaczy co oznacza dla kredytobiorców tylko u nas
Wyrok TSUE ws. WIBOR. Ekspert tłumaczy co oznacza dla kredytobiorców

12 lutego 2026 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok w sprawie C-471/24 (PKO BP). Wbrew oczekiwaniom części środowisk procesowych, które zapowiadały prawne trzęsienie ziemi, orzeczenie okazało się raczej chłodnym uporządkowaniem podstawowych zasad niż zaproszeniem do masowego podważania kredytów opartych na WIBOR.

Szefowie KPRP i BBN rozpoczęli prace nad poprawkami do projektu ustawy o SAFE z ostatniej chwili
Szefowie KPRP i BBN rozpoczęli prace nad poprawkami do projektu ustawy o SAFE

Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki i szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz rozpoczęli prace nad poprawkami do projektu ustawy dotyczącej programu SAFE - poinformował rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz. Będą dotyczyć m.in. warunków udzielenia i spłaty pożyczki w ramach SAFE.

Jarosław Kaczyński: Nikt kto chce silnej i suwerennej armii, nie powinien popierać funduszu SAFE z ostatniej chwili
Jarosław Kaczyński: Nikt kto chce silnej i suwerennej armii, nie powinien popierać funduszu SAFE

„Nikt kto chce silnej i suwerennej armii, nie powinien popierać funduszu SAFE” - napisał na platformie X prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński.

Klub PiS składa poprawki do projektu ustawy o SAFE z ostatniej chwili
Klub PiS składa poprawki do projektu ustawy o SAFE

Podczas dyskusji plenarnej w Sejmie nad projektem ustawy wdrażający program SAFE poseł PiS Andrzej Śliwka złożył poprawki związane m.in. z kontrolą wydawania pieniędzy z programu; projekt wraca więc do komisji. W dyskusji minister finansów Andrzej Domański zapewnił, że pożyczki nie będą spłacane z budżetu MON.

Belgijska policja zrobiła nalot na biura KE. W tle 900 mln euro gorące
Belgijska policja zrobiła nalot na biura KE. W tle 900 mln euro

Belgijska policja przeszukała w czwartek biura Komisji Europejskiej w związku z podejrzeniami zaistnienia nieprawidłowości podczas sprzedaży należących do niej 23 nieruchomości w 2024 roku państwowemu funduszowi majątkowemu Belgii (SFPIM) za 900 mln euro - podała AFP, powołując się na źródła.

REKLAMA

Agnieszka Żurek: Pochwała „zacofania”

Nigdy nie lubiłam „postępu”. Instynktownie. Częściowo wynikało to ze sprofanowania tego słowa przez krwawe światowe rewolucje toczone w jego imię, częściowo zaś z niechęci do ślepego poddawania się modzie.
Zegar - zdjęcie poglądowe
Zegar - zdjęcie poglądowe / fot. pixabay.com

W liceum byłam ostatnią osobą w klasie korzystającą z walkmana i nieposiadającą maila. Wtedy się ze mnie śmiano, dziś mogłabym zostać okrzyknięta „influencerką slow life”.

Niech to będzie podróż długa

Przyspawana z konieczności (lub „konieczności”) do telefonu komórkowego, tęsknię za czasami, kiedy po wyjściu z domu „stacjonarny” mógł dzwonić do woli i nawet się o tym nie wiedziało, bo automatyczne sekretarki nie były jeszcze popularne. No i, jak głosi popularny mem, mogliśmy robić dowolne głupoty na imprezach i nikt tego nie nagrywał. Na nich rozmawialiśmy ze sobą, tańczyliśmy, wygłupialiśmy się, nie myśląc o wrzucaniu zdjęć do sieci. Znaliśmy się naprawdę, nie „z fejsa”. I bardziej się chyba między sobą różniliśmy, byliśmy ciekawsi, z oryginalniejszymi „zajawkami” niż kasa, botoks, wege, siłka czy nurkowanie na Malediwach.

Oczywiście „zacofanie” miało też ciemne strony – choćby niemożność wezwania przez komórkę pomocy, jeśli coś nam się stało, czy – ze spraw bardziej prozaicznych – konieczność korzystania z papierowej mapy w przypadku podróży. No właśnie, podróż. „Jeśli wybierasz się w podróż niech będzie to podróż długa/ wędrowanie pozornie bez celu błądzenie po omacku/ żebyś nie tylko oczami ale także dotykiem poznał szorstkość ziemi/ i abyś całą skórą zmierzył się ze światem” – pisał Zbigniew Herbert. Czy doświadczamy jeszcze dziś tego wymiaru podróży? Pielgrzymowania, podróży z misją, ryzyka? Czy umiemy jeszcze naprawdę odkrywać, poczuć pokorę wobec potęgi Boga i jego stworzenia, ale także wobec głębi myśli naszych przodków? „Nie ma ważniejszego słowa w średniowieczu niż «auctor». Autor to autorytet, zazwyczaj starożytny (filozof bądź Ojciec Kościoła). W tamtych czasach niezrozumiała byłaby dzisiejsza fascynacja nowoczesnością. Co jest pociągającego w gnaniu ku przyszłości, skoro wielcy autorzy i święci to przeszłość złożona w naszej pamięci? Co może być fascynującego w tym, czego jeszcze nie ma, jeżeli to, co już jest w dziełach i legendach, tak trudno gruntownie przemyśleć i ogarnąć?” – pisze w eseju „Pochwała średniowiecza” na łamach „Frondy” filozof Rafał Tichy. „Współczesna mentalność to ciągły strach o jutro, ciągła próba bycia na bieżąco w potoku informacji, walka o to, aby być nowatorskim. Człowiek nie może się zaspokoić tym, co już posiada, rodzi się w nim zachłanność, wyuzdanie, a w końcu impotencja. Współcześni nazywają to rozwojem cywilizacyjnym, wspaniałą i dumną ekspansją myśli ludzkiej, obywatel średniowiecza patrzyłby na to jak na obżarstwo. Świat, który zastał, był dla niego na tyle fascynujący, że nie trzeba było szukać wrażeń gdzie indziej. Człowiek średniowiecza miał taką samą jak każdy potrzebę odkrywania, lecz odkrycie dla niego to raczej zatrzymanie się nad czymś, a nie pogoń za czymś. Dlatego nie musiał być nowatorem, wystarczyło, że zrozumiał to, co dzieje przekazywały do zrozumienia. Dzięki temu nie przeżywał w kulturze zagubienia, jakiego doświadcza dzisiaj. Nie musiał w dwadzieścia lat po impresjonizmie zachwycać się ekspresjonizmem, aby zaraz potem rzucać się – z przerażeniem, czy zdąży – w objęcia surrealizmu. […] Średniowiecze to kultura pokory ciesząca się rzeczywistością, która sama się manifestuje. Katedra gotycka to tryumf materii sięgającej Ducha, to Bóg, który wcielił się w materię. Dlatego architekt nie potrzebuje się podpisywać, on tylko uwyraźnia coś, co jest już faktem, chwali raczej Boga za błogosławieństwo kamienia, który jako ornament potrafi zawisnąć czterdzieści metrów nad ziemią, niż siebie za to, że go tam wyrzeźbił” – wskazuje Tichy.

Nuda jest potrzebna

Jak podkreśla, mówiąc o sztucznej inteligencji w programie „Didaskalia”, cytowany przeze mnie w innym tekście na łamach tego numeru „TS” profesor fizyki Andrzej Dragan: – Narzędzie zostało stworzone w taki sposób, by nam służyć. Człowiek zawsze mógł decydować, jaki zrobi użytek z wynalazku. Tymczasem nóż nie zdecyduje, że nam zaszkodzi, a to urządzenie może to zrobić. To dość niepokojące – ocenia profesor. Nawet jeśli odłożymy na bok myślenie o zagrożeniach natury ostatecznej, możemy wskazać wiele dziedzin życia, które już teraz „zabija” technologia. Wymieniłabym kilka z nich, takich jak: dusza, tajemnica, niespodzianka, milczenie czy oczekiwanie. Do tych wartości należałoby dodać także sprawę mniej oczywistą, czyli… nudę, na której konieczność jako bodźca rozwojowego wskazuje coraz więcej psychologów. Przebodźcowanie, kultura „instant” przegrzewa nam mózgi i jest to coraz bardziej oczywiste. Na szczęście wahadło powoli wychyla się w stronę rzeczywistości analogowej, a przestrzeń bez zasięgu staje się nowym synonimem luksusu.

Żyję luksusowo – czytam wyłącznie papierowe książki, a najlepiej odpoczywam, idąc kilometrami brzegiem morza albo zaszywając się w lesie, milcząc, oczekując, rozmyślając. Kocham góry i ich niezmienną, „analogową” rzeczywistość. Miejsca, gdzie nie ma zasięgu, zapach wiatru, prostą przyjemność wypicia zwykłej herbaty z termosu, wieczorne rozmowy w schronisku i planowanie trasy z mapą (papierową). Tęsknię za ekscytacją towarzyszącą otrzymywaniu papierowych listów. Kiedy w skrzynce pojawiła się zaadresowana do mnie koperta, celebrowałam ten moment i nie otwierałam jej dopóty, dopóki nie odrobię lekcji i nie wykonam innych obowiązków. W szkole podstawowej korespondowałam z kuzynką z innego miasta, w liceum – z własnym chłopakiem, który chodził do tej samej klasy. Nasze papierowe listy zawierały komiksy, sztuki teatralne (np. z morałem o szkodliwości palenia papierosów), zdarzały się i zabawy moim kosztem, kiedy mój chłopak pisał na kopercie: „Uwaga, zawartość światłoczuła, przed otwarciem włożyć na pół godziny do lodówki!”, a ja posłusznie postępowałam według instrukcji, tylko po to, żeby po otwarciu listu przekonać się, że był to żart, a kartki owinięte zostały w folię aluminiową. Listy te do tej pory stanowią dla mnie wspaniałą pamiątkę. W jednym z nich pojawia się filozoficzne pytanie o to, czy opanowanie całej ziemi przez dinozaury uczyniło je szczęśliwszymi. Można je odnieść do naszej dzisiejszej rzeczywistości opanowanej, zmierzonej, zważonej i skontrolowanej. Czy jesteśmy szczęśliwi?

Nowy kult

Jan Białek na kartach książki „TECH. Krytyka rozwoju środowiska technologicznego” kreśli katastroficzną wizję, która nie jest jednak pozbawiona logiki. „Technologia staje się rytualnym obiektem, poprzez który dokonuje się akt samozbawienia. Jest to nowy kult składający człowieka w ofierze na ołtarzu środowiska technologicznego, by pozornie ratować środowisko naturalne. […] Globalne wdrożenie systemu socjalizmu naukowego będzie prowadzić do pełnej zmiany środowiska naukowego i eksterminacji większości ludzi na ziemi. Po pierwsze że względu na masowe pozbawienie ludzi instynktu przetrwania, a po drugie ze względu na ekspansję środowiska technologicznego i brak pracy. Aby system ekonomiczny mógł funkcjonować, będzie następowała redukcja populacji żyjącej na wprowadzanej obecnie w wielu krajach masowej zapomodze socjalnej. Dialektyczna teza środowiska technologicznego, zawierająca w sobie socjalizm, nie będzie miała innego celu, jak jedynie redukcję populacji dla zoptymalizowania zrobotyzowanej ekonomii”. Brzmi zbyt strasznie, żeby traktować tę wizję poważnie? A jak przebiegały i do czego prowadziły wszystkie światowe rewolucje toczone w imię „postępu”? I co miałoby świadczyć o tym, że jako ludzkość reprezentujemy dziś jakiś wyższy poziom moralny niż ludzie poprzednich wieków, którzy dali się ponieść wszelkim możliwym rodzajom zła? Definicję tego, czym ma być postęp realnie służący człowiekowi zarysował św. Jan Paweł II w encyklice „Redemptor hominis”. „Chodzi tutaj nie o co innego, tylko właśnie o to, co znalazło wyraz już w pierwszym orędziu Stwórcy skierowanym do człowieka, gdy oddawał mu ziemię, by «czynił ją sobie poddaną» (Rdz 1,28). To pierwotne wezwanie zostało potwierdzone w Tajemnicy Odkupienia przez Chrystusa Pana, czemu wyraz dał Sobór Watykański II, poświęcając szczególnie piękne rozdziały swego magisterium «królewskości» człowieka, to znaczy jego powołaniu do uczestniczenia w królewskiej misji (in munere regali) samego Chrystusa. Istotny sens tej «królewskości», tego «panowania» człowieka w świecie widzialnym, zadanym przez samego Stwórcę, leży w pierwszeństwie etyki przed techniką, leży w prymacie osoby w stosunku do rzeczy, leży w pierwszeństwie ducha wobec materii” – pisał papież. Warto do tej myśli wrócić, dopóki nie jest jeszcze za późno.

Tekst pochodzi z 20 (1790) numeru „Tygodnika Solidarność”.



 

Polecane