Przedwyborczy przegląd prasy niemieckiej: "Jak zastrzelone dzikie zwierzę roznieca nienawiść do Niemców"

W mijającym tygodniu jednym z głównych przedwyborczych lejtmotywów w prasie niemieckiej pozostaje tematyka polska, raczej rzadko w jakimkolwiek pozytywnym kontekście - Jak zastrzelone zwierzę roznieca »nienawiść do Niemców - pisze Gerhard Gnauck korespondent Die Welt w Polsce. Tematem dyżurnym jest również nerwowo komentowana kwestia reparacji wojennych
 Przedwyborczy przegląd prasy niemieckiej: "Jak zastrzelone dzikie zwierzę roznieca nienawiść do Niemców"
/ morguefile.com

Zacznijmy od Frankfurter Allgemeine, w którym pod tytułem: „Widzę to, czego ty nie widzisz.” czytamy między innymi:

W Polsce nie mamy do czynienia z antyniemiecką atmosferą. Ponadgraniczna współpraca w sferze edukacji, wymiany młodzieżowej, współpracy straży pożarnych, w kooperacji naukowej - we wszystkich tych obszarach proces pojednania trwa i jest nader żywy. Każde kolejne ograniczenie dla pojazdów z silnikami Diesla w jakimś kolejnym niemieckim mieście ożywia polski rynek samochodów używanych. A jednoczenie na warszawskich murach od paru miesięcy pojawiają się plakaty będące dziełem kampanii zorganizowanej przez tzw. "Centrum Higieny Moralnej" (...) Fakty historyczne, przybrane celowo w odpowiednie estetyczne formy, umieszczane zostają w nowym, współczesnym kontekście. Ktoś na przykład zaopatrzył zdjęcie więźnia Buchenwaldu w napis "Made in Germany". Jest to odwołaniem się do kontekstu historycznego, w którym to zdjęcie powstało jako element kampanii edukacyjnej prowadzonej przez aliantów w roku 1945. Taka radykalna aktualizacja po prostu szokuje, sugeruje bowiem, iż nawet 72 lata po wojnie niemieckie społeczeństwo wciąż jeszcze powinno być wychowywane i edukowane. Obok zaś widzimy kolaż z wykorzystaniem łuku nad bramą obozu koncentracyjnego zmontowany z napisem „Reparationen machen frei“ i sloganem „Ordnung muss sein“.

W Warszawie II Wojna Światowa jest tak czy inaczej wciąż jeszcze bardzo obecna. Od momentu dojścia do władzy Prawa i Sprawiedliwości, w każdym urzędzie pocztowym, obok literatury katolickiej typu "ku pokrzepieniu dusz" i książek z receptami kuchennymi sióstr zakonnych, wystawione są czasopisma historyczne, które szczegółowo informują o skutkach niemieckiej agresji dla polskiego społeczeństwa. A niemal na każdym rogu ulicy spotkać można jakiś pomnik przypominający o ofiarach Powstania Warszawskiego* (w oryg.: an die Opfer des Warschauer Aufstands, przyp. M.P.). Można więc zapytać, do kogo skierowana jest obecnie owa kampania związana z żądaniami reparacyjnymi

(...)

Retoryka Warszawy ma wymiar europejski. Obiektem ataków polskich mediów państwowych jest tak naprawdę Unia Europejska. Polski rząd, w związku z konfliktem z Unią wywołanym atakiem na Trybunał Konstytucyjny, czuje się przez Brukselę zdominowany i ograniczany. Jednak krytyka owego nieuprawnionego z punktu widzenia polskich władz mieszania się w wewnętrzne sprawy Polski skierowana jest również przeciwko Niemcom oraz ich wpływowi na decyzje podejmowane w Unii.

#REKLAMA_POZIOMA#
#NOWA_STRONA#

Inny temat związany z Polską, który niemieckie media z początku pomijały, ale ostatecznie zdecydowały się do niego również odnieść, to sprawa zabitego polskiego żubra, który przepłynął czy przeszedł Odrę. Dość obszerny artykuł poświęciła temu springerowska "die Welt" piórem niezmordowanego Gerharda Gnaucka- korespondenta tej gazety w Polsce. Tytuł brzmi: "Jak zastrzelone zwierzę roznieca »nienawiść do Niemców«." Oto fragmenty:

"Dzikie zwierzę przekroczyło Odrę i znalazło się na terenie Niemiec. Tutaj myśliwi wykonali swój obowiązek i go zastrzelili. Ta decyzja dotknęła jednak polskiej dumy narodowej i spowodowała nadzwyczajną reakcję"

(...)

Spacerowicz zauważył zwierzę. Przeraził się tym niezwykłym i budzącym grozę widokiem, zawiadomił więc policję. Zbliżała się noc, a powiadomiony przez policję weterynarz nie przybył na czas. Tak więc miejscowi myśliwi otrzymali zlecenie, aby zwierzę uśmiercić. Wszyscy zaangażowani w sprawę postąpili raczej prawidłowo. Jednak sprawa stała się szybko problemem politycznym(...). Zabicie zwierzęcia wzburzyło polskich miłośników zwierząt. Pojawiły się też głośne antyniemieckie tony.(...) Nawet liberalna Gazeta Wyborcza przejęła się zabitym zwierzęciem. "Nie wiem co jest bardziej smutne: wiadomość o śmierci żubra, czy też ta fala antyniemieckiej nienawiści" - napisał Kamil Sialkowski w swej korespondencji z regionu przygranicznego.


#REKLAMA_POZIOMA#
#NOWA_STRONA#

Zawsze „warto” też zwrócić uwagę na wywiady z przedstawicielami polskich "elit", jakie od dwóch lat dość regularnie pojawiają się w niemieckich mediach. Jednym z najświeższych jest wywiad z profesorem prawa Janem Zimmermannem, z którym na łamach wspomnianej "die Welt" rozmawiał wspomniany Gerhard Gnauck. Wywiad ukazał się pod nagłówkiem: „Polska jest praktycznie dyktaturą, chociaż dość łagodną” i jest dostępny wyłącznie w abonamencie, dlatego przytoczę jedynie mówiący właściwie wszystko wstęp:

"Krakowski profesor prawa, Jan Zimmermann, stał się - trochę wbrew woli - bardzo wziętym komentatorem aktualnej sytuacji w Polsce. Przyczyną jest zapewne to, że jego asystent, Andrzej Duda, w 2015 wybrany został prezydentem Polski. Krytycy zarzucają mu (prezydentowi) liczne przypadki łamania Konstytucji. Również jego promotor, prof. Zimmermann, a wraz z nim wielu polskich prawników uważają, że jakiś upiór krąży nad Polską. (...)

Może jeszcze podpis pod zamieszczonym w artykule zdjęciem:

"Dla prawoznawcy, Jana Zimmermanna, Polska nie jest już demokracją. Ponadto obawia się wystąpienia Polski z Unii Europejskiej."

#REKLAMA_POZIOMA#
#NOWA_STRONA#

Inny "ciekawy" wywiad ukazał się w lewicowym, "wrażliwym społecznie" tygodniku "die Zeit" Tam z kolei o wypowiedź poproszono przedstawiciela polskiego biznesu, pana Wojciecha Warskiego, właściciela firmy informatycznej SOFTEX DATA SA i przewodniczącego Konwentu Business Centre Club. Tytuł brzmi: „Wielu (polskich) przedsiębiorców się boi” Oto kilka „najciekawszych” fragmentów:

Die Zeit: Panie Warski, tego lata polski rząd przy pomocy reform próbuje podporządkować sobie sądy i de facto zlikwidować trójpodział władzy. Doszło do gwałtownych protestów. Pan jest przedsiębiorcą z branży softwarowej i przewodniczy jednemu z największych związków przedsiębiorców w Polsce. Pan również wyszedł na ulicę, by protestować przeciwko rządowi. Spodziewa się pan teraz kłopotów dla swojego przedsiębiorstwa i pańskiej pracy?

Wojciech Warski: Oczywiście, że się boję. Ale mam już trochę pieniędzy, moja emerytura jest bezpieczna. Poza tym moje przedsiębiorstwo nie jest zależne od zleceń państwowych. istnieją jednak inne formy szykan, które mogą mnie dotknąć. Jeśli rząd chciałby mnie dorwać, mógłby na przykład nakazać jakieś bezzasadne kontrole podatkowe w mojej firmie, albo dotyczące warunków pracy. Dawniej, w komunizmie mówiło się "daj mi człowieka, a paragraf się znajdzie". No może tak daleko jeszcze nie jesteśmy. Polska nie jest jeszcze krajem dyktatorskim.

Die Zeit: A czy inni przedsiębiorcy w Polsce są tak samo spokojni?

Wojciech Warski: Jestem z pewnością przypadkiem szczególnym. Wielu przedsiębiorców boi się powiedzieć, co myślą. Obawiają się, że może to zaszkodzić ich przedsiębiorstwu. Widzę to inaczej: czasami trzeba po prostu podjąć ryzyko. Na dalszą metę chodzi przecież o praworządność w naszym kraju, czyli o naszą sytuację egzystencjalną. 

(...)

Die Zeit: Od dwóch lat partia PiS jest u władzy. Tutaj w Niemczech znana jest przede wszystkich ze swego autorytarnego, nacjonalistycznego kursu. Uchodzi jednak też za partię wrogą przedsiębiorcom. Utrzymuje bardzo wysokie podatki dla firm, aby sfinansować kosztowne programy socjalne. Odczuwa pan już skutki tej polityki?

Wojciech Warski: Zawsze twa kilka lat, zanim gospodarka zareaguje na zmiany polityczne. Jednak już teraz daje się zaobserwować niepokojące sygnały. Wielu moich kolegów uskarża się, że nie ma już praktycznie żadnych państwowych inwestycji. A prywatne firmy działają bardzo ostrożnie - w związku z niejasną sytuacją rynkową i mocno zachwianą pozycją Polski w Unii Europejskiej. (...)

Die Zeit: Z czym musi pan się najbardziej zmagać?

Wojciech Warski: Najlepsi nasi fachowcy wyjeżdżają za granicę. Mamy wielkie problemy ze znalezienem kompetentnych pracowników. Stolarze, spawacze, kierowcy, ale także inżynierowie, informatycy i lekarze - wszyscy wyjeżdżają na Zachód. Uciekają przed niskim poziomem życia, biurokracją i wciąż jeszcze niedostatecznymi zarobkami. A klimat polityczny pogarsza jeszcze dodatkowo tę sytuację. Do tego dochodzą bardzo szkodliwe decyzje o charakterze socjalnym, na przykład zupełnie bezsensowny zasiłek na dzieci, a do tego obniżenie wieku emerytalnego. 300 tys. ludzi w tym roku zniknie z rynku pracy. To jest nie tylko kosztowne, ale też bardzo szkodliwe dla gospodarki. (...)

Die Zeit: Krytykuje pan ostro rząd. Ale jeśli spojrzeć na wskaźniki, to wydaje się, że polityka rządu aż tak bardzo gospodarce nie szkodzi.

Wojciech Warski: Stosunkowo dobra sytuacja gospodarcza nie jest zasługą tego rządu. Jest raczej tak, że od momentu wstąpienia Polski do Unii w roku 2004 polska gospodarka nieprzerwanie rośnie. Szybkość wzrostu, z którą od tamtego czasu mamy do czynienia, wciąż się utrzymuje i pewnie utrzyma się jeszcze w latach następnych - niezależnie od tego jakie reformy rząd sobie wymyśli. Ale już teraz można dostrzec, że zadłużenie państwa w związku z wydatkami socjalnymi jest o wiele za wysokie. W perspektywie średniodystansowej sytuacja Polski wygląda bardzo źle. Przed następnymi wyborami nie nastąpi wprawdzie katastrofa gospodarcza, przeciwnie, rząd wpisze na swoje konto te wszystkie pozytywne efekty, przemilczając jednocześnie to wysokie zadłużenie państwa. Za cztery do sześciu lat sytuacja się jednak radykalnie zmieni, wtedy ludzie zobaczą, jaki rząd sobie wybrali.

Die Zeit: Czyli uważa pan, że prędzej czy później dojdzie do kryzysu gospodarczego?

Wojciech Warski: Prawdopodobnie tak. Minister gospodarki Morawiecki chciał w tym roku 25 procent PKB przeznaczyć na inwestycje, ale wyszło z tego tylko 17 procent. Przy czym większości chodzi tu o wydatki socjalne. Jedyne godne uwagi inwestycje to te, które pochodzą z Brukseli. Oczywiście inwestują też przedsiębiorcy, ale to nie wynika z zaufania do rządu, tylko jest konsekwencją tego, że ogólna sytuacja gospodarcza w kraju i zagranicą jest niezła. Właściwie rząd powinien działać antycyklicznie i oszczędzać, a zamiast tego wydaje wszystkie pieniądze z podatków na bezsensowne projekty.

Die Zeit: Na przykład?

Wojciech Warski: Na przykład na nieprzemyślane reformy socjalne, sądownictwa, systemu edukacyjnego i służby zdrowia. Rząd ma na względzie jedynie cele propagandowe i ideologiczne, nie gospodarcze. Chce rozciągnąć swoją kontrolę na wszystkie instytucje państwa, chodzi mu tylko o władzę, o panowanie.


#REKLAMA_POZIOMA#
#NOWA_STRONA#

Warto też zwrócić uwagę na rzecz bardzo charakterystyczną, mianowicie, iż niemal całkowite przemilczano w ich prasie to, co zdarzyło się w Katalonii, gdzie aresztowano działaczy ruchów niepodległościowych. W każdym razie nie znalazłem na ten temat żadnego obszerniejszego komentarza. Ograniczono się zaledwie do suchych informacji. Jedynie austriacki "Der Standard" zwrócił uwagę na coś, co dla nas wydaje się oczywiste, wiążąc sprawę z bezprecedensowymi atakami na polski rząd ze strony Komisji Europejskiej:

Obojętnie jak odnosimy się do aspiracji niepodległościowych Katalonii, postępowanie Madrytu nie ma nic wspólnego z zasadami państwa prawa.

(...)

Wszystkiego tego Unia Europejska zdaje się nie zauważać. W sporze wokół referendum w Katalonii chodzi bowiem o czysto wewnętrzny konflikt - słyszymy z Brukseli. W związku z tym powstaje pytanie: jakim wobec tego prawem Bruksela miesza się w wewnętrzne sprawy Polski i Węgier, jeśli w kraju samego rdzenia Unii, jakim jest Hiszpania pozwala się na to wszystko? Prawa człowieka i obywatela są wartością uniwersalną i obowiązują wszędzie i nie mogą być podporządkowywane koniunkturalnym politycznym interesom"


#REKLAMA_POZIOMA#
#NOWA_STRONA#

Na koniec coś, co z Polską związane nie jest, ale towarzyszy temu podobne zaangażowanie emocjonalne ze strony niemieckich komentatorów. Od dawna wszak wiadomo, że nasi zachodni sąsiedzi z równą "troską" spoglądają również na... Amerykę. Mówiąc najkrócej: nie przepadają za „jankesami”. Jednak to, na co pozwalają sobie w stosunku do prezydenta Trumpa, to już jakaś „nowa jakość”. Oto fragment całkiem świeżego tekstu z wyjątkowo obsesyjnej na tym punkcie "Süddeutsche Zeitung". Tytuł brzmi: "Bezczelny, prowokacyjny amerykański prezydent legitymizuje północnokoreańskiego dyktatora."

Ci, co grożą sobie nawzajem unicestwieniem, nie rozumieją najwidoczniej, że wojna zaczyna się od słów. Europa musi się zdecydowanie odciąć od Trumpa."

W latach dziewięćdziesiątych pojawiły się dwa bardzo złe filmy: Hot Shots 1" i "Hot Shots 2". Były to toporne satyry, wykpiwające różne przypadki łączące obce dyktatury z Ameryką i jej prezydentami. Niestety ma się wrażenie, że żyjemy dziś w "Hot Shots 3", gdzie jakiś śmieszny i żałosny azjatycki despota i równie śmieszny i żałosny amerykański telewizyjny prezydent zapowiadają światu wojnę atomową.

(...)

Jeśli to prawda, co powiedział Gabriel, że Kim nie zamierza użyć bomby przeciwko ludziom lub jakiemuś obcemu terytorium, a jedynie "testuje" ją na własnym terenie. Następnym zaś krokiem byłaby ewentualnie eksplozja nuklearna przeprowadzona gdzieś na wodach eksterytorialnych lub też wysoko ponad ziemią. Byłoby to oczywiście nielegalne i godne potępienia, i byłoby też piekielnie niebezpieczne.

Jednak to, co jeden traktuje jako groźbę, ktoś inny odbiera już jako atak. A ponieważ ten "ktoś inny" nazywa się Donald Trump, to mamy do czynienia ze zderzeniem całkowicie absurdalnie motywowanej, ale jednak przewidywalnej postawy neo-stalinisty Kima z osobniczą nieobliczalnością prezydenta Ameryki, który nie rozumie, że nawet w 21 wieku takie agresywne pytlowanie jakiegoś Macho może rozpętać wojnę światową.

#REKLAMA_POZIOMA#
#NOWA_STRONA#

Niejako tytułem pointy powrócę jeszcze do tematu reparacji i przytoczę fragment z głośnego artykułu z Süddeutsche Zeitung, który chyba najlepiej oddaje i podsumowuje całą tę trwającą od dwóch lat "szczerą troskę" niemieckich "elit" o stan polskiej demokracji i w ogóle o nasz błogostan:

W sensie moralnym - i o tyle Kaczyński ma rację - Niemcy ponoszą wielką winę wobec Polaków. Potworne zbrodnie nazistów, które miliony Polaków kosztowały życie, kraj został wykrwawiony, co w efekcie doprowadziło to tego, że Polska popadła na wiele lat w sowiecką niewolę. Dlatego też na Niemczech spoczywa szczególny obowiązek angażowania się na rzecz wolności w Polsce. I dlatego też Niemcy nigdy więcej nie mają prawa robić interesów z Rosją za plecami Polski.

Jednak wolność Polski obecnie nie jest tylko zagrożona z zewnątrz. Dziś największe dla niej zagrożenie pochodzi ze strony samego polskiego rządu. Rujnuje on państwo prawa, likwiduje trójpodział władzy, zwalcza wolność słowa - tak jak gdyby chciał kontynuować dzieło komunistów. I właśnie ze względów historycznych Berlin nie może odwracać oczu, gdy Polakom dziś znów zamyka się usta, nawet jeśli robi to ich własny rząd. Rząd niemiecki nie musi płacić żadnych miliardowych odszkodowań za wojnę, ale musi naciskać wspólnotę europejską, aby zakończyła ekscesy rządu PiS. To byłoby najbardziej wartościowe odszkodowanie, jakie Niemcy mogłyby wyświadczyć Polsce.

Marian Panic

#REKLAMA_POZIOMA#

Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe