Prof. Grzegorz Górski: Na kogo możemy liczyć. A na kogo nie

Wizyta prezydenta i premiera w Waszyngtonie, była bezprecedensowym wydarzeniem, które - niezależnie od kwestii strategicznych inwestycji w Polsce z udziałem amerykańskim - było ważnym sygnałem. Przede wszystkim sygnałem tego, iż stoimy w obliczu olbrzymiego zagrożenia rosyjskiego. Po dzisiejszych "wyborach prezydenckich" w Rosji, możemy się spodziewać gwałtownej aktywizacji Rosji na różnych kierunkach strategicznych. Z Waszyngtonu popłynął sygnał, iż Polska jest w centrum uwagi rosyjskiej, jako główny punkt obrony na wschodniej flance NATO. Ponadto był to znak, że USA przywiązują do tego właśnie punktu pierwszorzędną wagę.
Czytaj również: "Wystarczy, że polski rząd zgodzi się na wykup Mesko i Nitrochemu przez Rheinmetall"
Zbigniew Ziobro ciężko chory. Lekarz zaapelował do internautów
Amerykańska determinacja
Wprawdzie wspominano podczas tego szczytu o NATO, ale w istocie rzeczy oglądaliśmy demonstrację bezpośredniej amerykańskiej determinacji, do utrzymania status quo w tej części Europy. I ten jasny sygnał był skierowany nie tylko do Moskwy, ale w równej mierze do Berlina i Paryża.
Dlatego nie może dziwić, że premier przejściowy Tusk natychmiast zainicjował "szczyt trójkąta" w Berlinie. Nie będę się pastwił nad "ceremonią na czerwonym dywanie", choć trudno nie przyznać racji Jackowi Saryuszowi - Wolskiemu, który ocenił tę maskaradę jako obraz nędzy "liderów europejskich" w obliczu wyzwań, które stoją przed nami. Sarkazm wykazany w kontekście pomocy dla Ukrainy, ma przecież szersze konsekwencje.
Słabość Europy
To co istotne - poza kolejnym rytualnym werbalnym wyznaniem złożonym w Berlinie - ukazano głęboką niemoc i brak jakiejkolwiek idei, która miałaby przyświecać tym działaniom. Ma to jednak swoje dwie fundamentalne przyczyny.
Po pierwsze, ostatnie dni i tygodnie przynosiły niemal każdego dnia informacje, na temat tego w jakim stanie znajdują się obecnie niemieckie i francuskie "siły zbrojne". Niemcy sami oceniając stan swojej armii podnieśli, iż nawet już latryny i prysznice w koszarach nie nadają się do użytku. Może właśnie dlatego pan Szejna okupujący aktualnie gabinet w Al. Szucha zaprosił Bundeswerę do Polski - żeby się mogli wykąpać i coś jeszcze. Jakie są zdolności "bojowe" tego towarzystwa? Dzięki "reformom" von der Leyen (jako minister obrony), armia niemiecka może wykorzystywać w granicach 15% sprzętu, który i tak w większości nie nadąża za aktualnym stanem pola walki.
We Francji podobnie, choć tu już możemy oglądać to nie tylko poprzez pryzmat raportów ważnych instytucji. Wystarczy zapoznać się z "osiągnięciami" armii francuskiej na Czarnym Lądzie, gdzie odnosi tydzień w tydzień spektakularne klęski. A przecież "stawia tam dzielnie czoła", bojówkom złożonym z rosyjskich rzezimieszków, wspieranych czeczeńskimi gangsterami, a nie regularnej armii.
Mówimy o "trzonie" europejskiej armii, która chcą budować Tusk i Sikorski na złość Amerykanom, których nieustannie prowokują. W czym mieliby nam pomóc "żołnierze" niemieccy i francuscy? To wiedzieć może tylko Tusk.
Tak naprawdę bowiem - to po drugie - w tej berlińsko-paryskiej zabawie chodzi jak zwykle o jedno. O kasę. Trzeba ściągnąć z durnych Europejczyków haracz - rzekomo na "wspólną obronę" i na "wspólną armię", ale przede wszystkim na to, by tę "wspólną armię" dobrze "wyposażyć". W broń i amunicję. Bo tego przecież nie mają. No i właśnie na drugi dzień po "zwycięskim szczytowaniu" Tuska w Berlinie, otrzymaliśmy pierwszy dowód wprost, potwierdzający tę tezę.
Na kogo możemy liczyć
Oto bowiem Bruksela dzielnie wygospodarowała 500 mln. Euro, aby "uzupełnić zapasy amunicji". I niemniej dzielnie kasę tę rozdzieliła. Zebrała tę kasę proporcjonalnie od wszystkich, więc na nas przypadło zapewne jakieś 25 mln. Euro. W nagrodę za osiągnięcia Tuska w zakresie "przywracania praworządności" otrzymamy zamówienia na 2 mln. Euro. Ale Tusk ma na pewno sukces. Niemcy dostaną z tej kasy 1/3 czyli ponad 160 mln. Euro. Żeby ktoś nie powiedział, że nie potrafi czegoś załatwić.
Oto jest istota "europejskiej polityki obronnej". Kiedy z Unii nie dostajemy, ale odzyskujemy mniej niż 10% tego co wkładamy, Amerykanie dają nam kredyt 2 mld USD na zakup prawie 100 najlepszych helikopterów bojowych. 100 razy więcej niż Bruksela.
Kiedy Niemcy myślą co zrobić, żeby znaleźć trochę kasy na dezynfekcję latryn w swoich koszarach, w Polsce od ponad dwóch lat stacjonuje i przygotowuje się z nami do obrony, kilkanaście tysięcy żołnierzy amerykańskich i brytyjskich oraz niezliczona już ilość najlepszego sprzętu wojennego gotowego do natychmiastowego użycia.
Kiedy Francuzi z trudem zbierają sprawne samoloty, aby w ostatniej chwili wyewakuować resztki swojej zdemoralizowanej armii z Mali czy Mauretanii, kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy polskich i ich prawdziwych sojuszników, ćwiczy w Polsce jak odpierać rosyjską agresję.
Kiedy Tusk z kumplami debatuje, jak sprawnie ogolić Europejczyków z kasy pod pozorem "budowania wspólnej armii", są sojusznicy, którym na Polsce naprawdę zależy.
Dzięki Bogu! Bo im Tusk z tymi swoimi "sojusznikami", którzy nie są w stanie znaleźć drogi nawet na czerwonym dywanie, nie jest w stanie przeszkodzić.
Szłapka przeprasza za kłamstwo Tuska. "Wprowadzenie w błąd"
Pilne doniesienia z granicy. Jest komunikat Straży Granicznej

Rząd Donalda Tuska szantażuje finansowo władze Zabrza ws. uchwały chroniącej miasto przed skutkami paktu migracyjnego

Rząd Donalda Tuska szantażuje finansowo władze Zabrza ws. uchwały przeciwko przymusowej relokacji imigrantów

Tak Niemcy chcą chronić swoją gospodarkę. Co to oznacza dla Polski?

