Waldemar Żyszkiewicz: Prezydent wszystkich Polaków? Mylna i szkodliwa kalka językowa

Owszem, były niby precedensy: 'cesarz Francuzów' czy 'król Belgów'. Wyrastały jednak z innej tradycji, z innych pojęć. Natomiast ten nieszczęsny prezydent wszystkich Polaków to rezultat nadgorliwości doradców Aleksandra (Alka) Kwaśniewskiego, którzy łechcąc emocje elektoratu w kampanii prezydenckiej roku 1995, chcieli przykryć istotne życiorysowe niedostatki swego kandydata.
/ Wikimedia Commons
Władza cesarska i królewska w rozumieniu dawnych mieszkańców Europy (generalnie chrześcijan, a w przeważającej części rzymskich katolików) pochodziła od Boga, więc panujący władcy byli w tej perspektywie Bożymi pomazańcami. Formuła 'cesarz Francuzów' odnosiła relację władca–rządzeni do kategorii narodu, w tym przypadku francuskiego. A nie do państwa, o terytorium z powodu prowadzonych przez Napoleona wojen podlegającym ciągłej zmianie, a także związanej z tym etnicznej chybotliwości i różnorodności.

Nieco inny zamysł przyświecał chyba autorom tytulatury dla głów panujących w Belgii. Miano 'król Belgów' miało być swoistym potwierdzeniem kształtującej się dopiero po przewrocie brabanckim (1789) belgijskiej tożsamości. Tożsamości  mniej może zresztą narodowej, ze względu na trójjęzyczność mieszkańców, różnolitość terytorialną oraz sposób kształtowania się państwowości, której początek datuje się dopiero na rok 1830, po zwycięskim powstaniu mieszkańców Niderlandów Południowych przeciwko dominacji holenderskiej.

Konkretyzując: nieudolne rządy króla Wilhelma I, który w utworzonym podczas Kongresu Wiedeńskiego Królestwie Niderlandów (1815) faworyzował protestantów z północy kosztem katolików z południowej części terytorium, skutkowały tzw. rewolucją belgijską (1830), a w konsekwencji zaakceptowanym przez Holendrów podczas konferencji w Londynie (1839) podziałem państwa i utworzeniem katolickiej Belgii, o czym dziś w obliczu dynamicznego muzułmanienia (islamizacji) tego państwa warto może pamiętać.
 
Etniczny kobierzec Rzeczypospolitej...
Współcześnie, gdy w umysłach grasujących w Europie postępowców miejsce Boga-Absolutu-Transcendencji zajął ubóstwiony Lud-Demos, koncepty Bożego pochodzenia władzy wydają się mało praktyczne. Ale gwoli prawdy trzeba przypomnieć zabawną w swej niezdarności próbę, jaką u progu nowego Millenium podjęła w tym zakresie Jolanta (de domo Konty) Kwaśniewska, która w wirze prezydenckiej kampanii twierdziła, ze jej mąż jest właśnie takim Boskim pomazańcem.

Grzechy i niedoskonałości systemów demokratycznych, a demokracji liberalnej w szczególności, są liczne oraz całkiem dobrze opisane. Nie zamierzam się dziś nimi zajmować. Chciałbym tylko pokazać, że na gruncie świadomości ściśle postępowej, której idolami pozostają właśnie obywatelskość zamiast narodowości, tolerancja zamiast dyskryminacji czy inkluzywność zamiast ekskluzywności formuła 'prezydent wszystkich Polaków' powinna być absolutnie nie do przyjęcia. Z kilku względów.

O ile osoba władcy – książę, król, cesarz – faktycznie pozostawała przede wszystkim (choć czasem czysto symbolicznie) w relacji z jakimś ludem resp. ethnosem, a w czasach późniejszych z narodem, o tyle funkcja prezydenta nierozerwalnie wiąże się już z instytucją państwa. Dlaczego więc miałby to być prezydent Polaków? Tylko Polaków, co więcej, wszystkich Polaków? W naszym przypadku skutecznie wybrana na ten urząd w wyborach powszechnych osoba ma być prezydentem państwa, czyli Rzeczypospolitej Polskiej. To jest jej powołanie i funkcja do spełnienia.

Prezydent nowoczesnego i demokratycznego państwa nie powinien chyba dzielić jego obywateli ze względu na narodowość, a przecież obywatelami współczesnej Polski, oprócz obywateli narodowości polskiej, są Niemcy (o statusie mniejszości narodowej), Litwini, Białorusini, Łemkowie i Bojkowie, Ormianie i Tatarzy, Ukraińcy oraz Żydzi. I wymieniam tu jedynie narodowości tradycyjnie od wieków w Rzeczypospolitej obecne. Obecne zresztą w zauważalnym odsetku, nie wspominając już nawet śladowej procentowo obecności Czechów czy Węgrów, innych Słowian z Południa, spolonizowanych Szkotów i Holendrów (Olędrów), ani obserwowalnej miejscami przymieszki krwi szwedzkiej.

Abstrahuję też od zauważalnej obecności części dawnych studentów z egzotycznych krajów Azji, Afryki i Bliskiego Wschodu, którzy studiowali w czasach tzw. Polski Ludowej, a potem założyli u nas rodziny i zamieszkali na stałe. O potomkach Światowego Festiwalu Młodzieży, dziś występujących w kategorii wiekowej 60+, już nic nie mówiąc. Podobnie jak o (lekko licząc) milionie z dobrym hakiem Ukraińców, zasilających polski rynek pracy po exodusie także liczonej w milionach fali emigracji zarobkowej młodych, zaradnych obywateli RP, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia ojczyzny, bo zabrakło dla nich pracy... Brak przemyślanej polityki gospodarczej polskich rządów po roku 1989 czy wielce przemyślna globalna polityka nomadyzacji?  
 
...wobec prób wymuszenia metysażu Europy
Piszę o tym, bo według pozbawionych demokratycznego mandatu władz wykonawczych Unii Europejskiej, struktura współczesnego społeczeństwa Rzeczypospolitej jest podobno nazbyt homogeniczna. Jeśli nawet uznać, że socjalista Martin Schulz, ze względu na swe szeroko znane deficyty, faktycznie może wierzyć w taki opis stanu realnego, to przecież łatwo skonstatować, że ani Jean-Claude Juncker, ani Angela Merkel z pewnością już nie. Oni po prostu wywierają nagą presję na Węgrów, Czechów i Polaków, nie dbając ani o racjonalną argumentację, ani o logikę swych wypowiedzi, ani nawet o pozory legalizmu czy kurtuazji. W zasadzie cisną się pod pióro skojarzenia bliskie tak krytykowanej kiedyś retoryce byłego premiera Włoch Berlusconiego...

Ciekawe, że tym unijnym i niemieckim politykom, pokrzykującym dziś na państwa Europy Środkowo-Wschodniej w sprawie tzw. relokacji migrantów, formuła 'prezydenta wszystkich Polaków', do znudzenia powtarzana przez zwycięzców kolejnych elekcji, zupełnie nie przeszkadzała. Choć w dość zróżnicowanym etnicznie, jak wskazałem wyżej, społeczeństwie naszego kraju brzmi ona naprawdę wyłączająco i dyskryminacyjnie. A przynajmniej, powinna tak brzmieć dla uszu tych postępowców, którzy rzeczywiście przejmują się deklarowanymi przez siebie poglądami.

Dziwne też, że krajowi propagatorzy demokracji w wersji majdanowej oraz zwolennicy przyśpieszonego metysażu nie tylko zachodniej, lecz także naszej części Europy, nie protestowali przeciwko tak skrajnemu ograniczeniu egidy prezydenckiej wyłącznie do Polaków. Przecież powinni się domagać 'prezydenta wszystkich obywateli RP', a może wręcz 'prezydenta Obywateli RP', choć ta ostatnia formuła w odbiorze społecznym mogłoby zabrzmieć już cokolwiek zbyt ekskluzywnie.

Faktem jest jednak, że środowiska żądające postępu za wszelką cenę nigdy się tego nie domagały. Nigdy tej skandalicznie ksenofobicznej etykietki nie oprotestowały. Dlaczego? Ów brak zainteresowania tłumaczą jedynie teorie w oczywisty sposób spiskowe: jeśli założyć, że brzydka, bo wykluczająca formuła 'prezydenta wszystkich Polaków' była ceną za dojście do władzy osoby gwarantującej, iż interesy możnych grup w kraju i zagranicą, tych grup trzymających realną władzę, nie zostaną w żadnej mierze uszczuplone, to może teatralno-retoryczne i niewiele kosztujące ustępstwo na rzecz polskości warto było uczynić...
 
Czyj prezydent, tego wpływy
Prezydent wszystkich Polaków? Przecież to ksenofobia i szowinizm. Niestety, sprawiedliwa, niedyskryminacyjna formuła 'prezydenta wszystkich obywateli RP' też niesie zagrożenia i pułapki, bo obywatele, jak wiadomo, bywają różni. I nie mówię tu wcale o różnorodności, która może poszerzać paletę ludzkich cech, zalet, zdolności czy talentów, lecz o diapazonie przymiotów nacechowanych etycznie: bo przecież oprócz innowatorów, wynalazców, prawdziwych społeczników, odkrywców, bohaterów, twórców oraz mędrców, są niestety także zbrodniarze, szpiedzy, zdrajcy, renegaci, defraudanci.

Czy chciałbym, żeby prezydent mojego kraju, mojej ojczyzny, żeby mój prezydent do osób pozostających w blasku majestatu swego najwyższego urzędu zaliczał także seryjnego mordercę czy kogoś, kto ma na sumieniu zdradę stanu? Nie, tego zdecydowanie bym nie chciał. I myślę, że w takim stawianiu sprawy raczej nie jestem odosobniony.

Owszem, prezydent ma prawo łaski, którą po rozpatrzeniu wszelkich za i przeciw może objąć nawet najgorszego zbrodniarza. To ważna, należąca jeszcze do regaliów prerogatywa prezydencka. Ale oficjalna tytulatura urzędu prezydenckiego nie powinna takich przypadków obejmować. Ani prezydent wszystkich Polaków, ani tym bardziej – wszystkich obywateli...

Wyłączna formuła powinna brzmieć: Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Prezydent, czyli głowa państwa. Pierwsza osoba, która ma przede wszystkim na względzie dobro polskiej wspólnoty narodowej. Dobro wszystkich lojalnych obywateli Rzeczypospolitej. Na takiego prezydenta czekam.
 
Waldemar Żyszkiewicz
 
[pierwodruk w Obywatelskiej. Gazecie Kornela Morawieckiego, nr 149/2017]

 

POLECANE
26 państw UE wydało wspólne oświadczenie ws. Wenezueli z ostatniej chwili
26 państw UE wydało wspólne oświadczenie ws. Wenezueli

Poszanowanie woli narodu wenezuelskiego pozostaje jedynym sposobem na rozwiązanie kryzysu w Wenezueli - podkreślono w wydanym w niedzielę oświadczeniu, które poparło 26 państw członkowskich Unii Europejskiej, bez Węgier. UE wezwała w nim do przestrzegania prawa międzynarodowego.

Jak wypadli Polacy w Innsbrucku? Tomasiak znów w czołówce Wiadomości
Jak wypadli Polacy w Innsbrucku? Tomasiak znów w czołówce

Kacper Tomasiak był ósmy, Dawid Kubacki - 30., Maciej Kot - 38., a Kamil Stoch - 41. w trzecim konkursie narciarskiego Turnieju Czterech Skoczni w Innsbrucku. Wygrał Japończyk Ren Nikaido. Drugie miejsce zajął prowadzący w imprezie i Pucharze Świata Słoweniec Domen Prevc.

Znana wokalistka przekazała niepokojące wieści. Fani nie będą zachwyceni Wiadomości
Znana wokalistka przekazała niepokojące wieści. Fani nie będą zachwyceni

Polska wokalistka rockowa Urszula musiała w ostatniej chwili odwołać zaplanowany na 5 stycznia 2026 koncert kolędowy we Wrzesińskim Ośrodku Kultury. Powodem okazały się problemy zdrowotne po intensywnym sylwestrze. Artystka, która niedawno wystąpiła w Sylwestrowej Mocy Przebojów w Polsacie, poinformowała o tym fanów na swoim profilu na Facebooku.

Rekordowo niska punktualność. Deutsche Bahn w kryzysie Wiadomości
Rekordowo niska punktualność. Deutsche Bahn w kryzysie

Niemieckie koleje Deutsche Bahn zakończyły 2025 rok kolejnym pogorszeniem punktualności w segmencie dalekobieżnym, osiągając historycznie niski poziom.

IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższym czasie Wiadomości
IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższym czasie

Jak informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, niemal cała Europa będzie w zasięgu niżów znad Morza Północnego i Tyrreńskiego. Wyże będą kształtować pogodę nad Skandynawią i w Europie Wschodniej. Północna Polska będzie pod wpływem rozległego układu niżowego znad Morza Północnego, zaś pogodę nad południową częścią kraju będzie kształtować klin wyżu znad Ukrainy. Będzie napływać powietrze pochodzenia arktycznego.

Joan Garcia bohaterem Barcelony. Szczęsny nie krył uznania Wiadomości
Joan Garcia bohaterem Barcelony. Szczęsny nie krył uznania

Barcelona wygrała sobotni mecz z Espanyolem, a jednym z bohaterów spotkania był Joan Garcia. 24-letni bramkarz kilkukrotnie uratował swój zespół przed stratą gola i miał ogromny udział w zwycięstwie.

Zderzenie z policyjnym radiowozem w Kaliszu. Pięć osób rannych Wiadomości
Zderzenie z policyjnym radiowozem w Kaliszu. Pięć osób rannych

W sobotni wieczór, 3 stycznia, po godzinie 20.00 na ulicy Wrocławskiej w Kaliszu doszło do groźnego wypadku drogowego. W zdarzeniu rannych zostało pięć osób, w tym dwóch funkcjonariuszy Wydziału Ruchu Drogowego. Zniszczony policyjny samochód to nowa Cupra warta blisko 400 tys. zł.

MSZ Francji: Maduro był dyktatorem bez skrupułów i uzurpatorem pilne
MSZ Francji: Maduro był dyktatorem bez skrupułów i uzurpatorem

Francja przygotowuje się na coraz bardziej brutalny porządek międzynarodowy – zapowiedział szef MSZ Jean-Noel Barrot. Odnosząc się do sytuacji w Wenezueli, jednoznacznie ocenił Nicolasa Maduro jako dyktatora, którego odejście jest dobrą wiadomością dla obywateli tego kraju.

Bulwersujące sceny w podstawówce. Nauczycielka miała wyrzucić krzyż do kosza pilne
Bulwersujące sceny w podstawówce. Nauczycielka miała wyrzucić krzyż do kosza

W jednej z pomorskich szkół podstawowych miało dojść do zdarzenia, które wywołało falę oburzenia wśród rodziców i mieszkańców. Według relacji świadków nauczycielka miała demonstracyjnie zdjąć krzyż z sali lekcyjnej i wyrzucić go do kosza. Sprawą zajęła się poseł Prawa i Sprawiedliwości.

Duch Akcji T4 nad Niemcami. Lekarz nawołuje do debaty nt. wręcz przymusowej eutanazji Wiadomości
Duch Akcji T4 nad Niemcami. Lekarz nawołuje do debaty nt. wręcz przymusowej eutanazji

Coraz głośniej w Niemczech wybrzmiewa pytanie o "granice medycyny". Szef zrzeszenia lekarzy kas chorych Andreas Gassen ostrzega przed "bezrefleksyjnym sięganiem po wszystkie dostępne procedury" u pacjentów terminalnie chorych i apeluje o "uczciwą, wrażliwą debatę".

REKLAMA

Waldemar Żyszkiewicz: Prezydent wszystkich Polaków? Mylna i szkodliwa kalka językowa

Owszem, były niby precedensy: 'cesarz Francuzów' czy 'król Belgów'. Wyrastały jednak z innej tradycji, z innych pojęć. Natomiast ten nieszczęsny prezydent wszystkich Polaków to rezultat nadgorliwości doradców Aleksandra (Alka) Kwaśniewskiego, którzy łechcąc emocje elektoratu w kampanii prezydenckiej roku 1995, chcieli przykryć istotne życiorysowe niedostatki swego kandydata.
/ Wikimedia Commons
Władza cesarska i królewska w rozumieniu dawnych mieszkańców Europy (generalnie chrześcijan, a w przeważającej części rzymskich katolików) pochodziła od Boga, więc panujący władcy byli w tej perspektywie Bożymi pomazańcami. Formuła 'cesarz Francuzów' odnosiła relację władca–rządzeni do kategorii narodu, w tym przypadku francuskiego. A nie do państwa, o terytorium z powodu prowadzonych przez Napoleona wojen podlegającym ciągłej zmianie, a także związanej z tym etnicznej chybotliwości i różnorodności.

Nieco inny zamysł przyświecał chyba autorom tytulatury dla głów panujących w Belgii. Miano 'król Belgów' miało być swoistym potwierdzeniem kształtującej się dopiero po przewrocie brabanckim (1789) belgijskiej tożsamości. Tożsamości  mniej może zresztą narodowej, ze względu na trójjęzyczność mieszkańców, różnolitość terytorialną oraz sposób kształtowania się państwowości, której początek datuje się dopiero na rok 1830, po zwycięskim powstaniu mieszkańców Niderlandów Południowych przeciwko dominacji holenderskiej.

Konkretyzując: nieudolne rządy króla Wilhelma I, który w utworzonym podczas Kongresu Wiedeńskiego Królestwie Niderlandów (1815) faworyzował protestantów z północy kosztem katolików z południowej części terytorium, skutkowały tzw. rewolucją belgijską (1830), a w konsekwencji zaakceptowanym przez Holendrów podczas konferencji w Londynie (1839) podziałem państwa i utworzeniem katolickiej Belgii, o czym dziś w obliczu dynamicznego muzułmanienia (islamizacji) tego państwa warto może pamiętać.
 
Etniczny kobierzec Rzeczypospolitej...
Współcześnie, gdy w umysłach grasujących w Europie postępowców miejsce Boga-Absolutu-Transcendencji zajął ubóstwiony Lud-Demos, koncepty Bożego pochodzenia władzy wydają się mało praktyczne. Ale gwoli prawdy trzeba przypomnieć zabawną w swej niezdarności próbę, jaką u progu nowego Millenium podjęła w tym zakresie Jolanta (de domo Konty) Kwaśniewska, która w wirze prezydenckiej kampanii twierdziła, ze jej mąż jest właśnie takim Boskim pomazańcem.

Grzechy i niedoskonałości systemów demokratycznych, a demokracji liberalnej w szczególności, są liczne oraz całkiem dobrze opisane. Nie zamierzam się dziś nimi zajmować. Chciałbym tylko pokazać, że na gruncie świadomości ściśle postępowej, której idolami pozostają właśnie obywatelskość zamiast narodowości, tolerancja zamiast dyskryminacji czy inkluzywność zamiast ekskluzywności formuła 'prezydent wszystkich Polaków' powinna być absolutnie nie do przyjęcia. Z kilku względów.

O ile osoba władcy – książę, król, cesarz – faktycznie pozostawała przede wszystkim (choć czasem czysto symbolicznie) w relacji z jakimś ludem resp. ethnosem, a w czasach późniejszych z narodem, o tyle funkcja prezydenta nierozerwalnie wiąże się już z instytucją państwa. Dlaczego więc miałby to być prezydent Polaków? Tylko Polaków, co więcej, wszystkich Polaków? W naszym przypadku skutecznie wybrana na ten urząd w wyborach powszechnych osoba ma być prezydentem państwa, czyli Rzeczypospolitej Polskiej. To jest jej powołanie i funkcja do spełnienia.

Prezydent nowoczesnego i demokratycznego państwa nie powinien chyba dzielić jego obywateli ze względu na narodowość, a przecież obywatelami współczesnej Polski, oprócz obywateli narodowości polskiej, są Niemcy (o statusie mniejszości narodowej), Litwini, Białorusini, Łemkowie i Bojkowie, Ormianie i Tatarzy, Ukraińcy oraz Żydzi. I wymieniam tu jedynie narodowości tradycyjnie od wieków w Rzeczypospolitej obecne. Obecne zresztą w zauważalnym odsetku, nie wspominając już nawet śladowej procentowo obecności Czechów czy Węgrów, innych Słowian z Południa, spolonizowanych Szkotów i Holendrów (Olędrów), ani obserwowalnej miejscami przymieszki krwi szwedzkiej.

Abstrahuję też od zauważalnej obecności części dawnych studentów z egzotycznych krajów Azji, Afryki i Bliskiego Wschodu, którzy studiowali w czasach tzw. Polski Ludowej, a potem założyli u nas rodziny i zamieszkali na stałe. O potomkach Światowego Festiwalu Młodzieży, dziś występujących w kategorii wiekowej 60+, już nic nie mówiąc. Podobnie jak o (lekko licząc) milionie z dobrym hakiem Ukraińców, zasilających polski rynek pracy po exodusie także liczonej w milionach fali emigracji zarobkowej młodych, zaradnych obywateli RP, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia ojczyzny, bo zabrakło dla nich pracy... Brak przemyślanej polityki gospodarczej polskich rządów po roku 1989 czy wielce przemyślna globalna polityka nomadyzacji?  
 
...wobec prób wymuszenia metysażu Europy
Piszę o tym, bo według pozbawionych demokratycznego mandatu władz wykonawczych Unii Europejskiej, struktura współczesnego społeczeństwa Rzeczypospolitej jest podobno nazbyt homogeniczna. Jeśli nawet uznać, że socjalista Martin Schulz, ze względu na swe szeroko znane deficyty, faktycznie może wierzyć w taki opis stanu realnego, to przecież łatwo skonstatować, że ani Jean-Claude Juncker, ani Angela Merkel z pewnością już nie. Oni po prostu wywierają nagą presję na Węgrów, Czechów i Polaków, nie dbając ani o racjonalną argumentację, ani o logikę swych wypowiedzi, ani nawet o pozory legalizmu czy kurtuazji. W zasadzie cisną się pod pióro skojarzenia bliskie tak krytykowanej kiedyś retoryce byłego premiera Włoch Berlusconiego...

Ciekawe, że tym unijnym i niemieckim politykom, pokrzykującym dziś na państwa Europy Środkowo-Wschodniej w sprawie tzw. relokacji migrantów, formuła 'prezydenta wszystkich Polaków', do znudzenia powtarzana przez zwycięzców kolejnych elekcji, zupełnie nie przeszkadzała. Choć w dość zróżnicowanym etnicznie, jak wskazałem wyżej, społeczeństwie naszego kraju brzmi ona naprawdę wyłączająco i dyskryminacyjnie. A przynajmniej, powinna tak brzmieć dla uszu tych postępowców, którzy rzeczywiście przejmują się deklarowanymi przez siebie poglądami.

Dziwne też, że krajowi propagatorzy demokracji w wersji majdanowej oraz zwolennicy przyśpieszonego metysażu nie tylko zachodniej, lecz także naszej części Europy, nie protestowali przeciwko tak skrajnemu ograniczeniu egidy prezydenckiej wyłącznie do Polaków. Przecież powinni się domagać 'prezydenta wszystkich obywateli RP', a może wręcz 'prezydenta Obywateli RP', choć ta ostatnia formuła w odbiorze społecznym mogłoby zabrzmieć już cokolwiek zbyt ekskluzywnie.

Faktem jest jednak, że środowiska żądające postępu za wszelką cenę nigdy się tego nie domagały. Nigdy tej skandalicznie ksenofobicznej etykietki nie oprotestowały. Dlaczego? Ów brak zainteresowania tłumaczą jedynie teorie w oczywisty sposób spiskowe: jeśli założyć, że brzydka, bo wykluczająca formuła 'prezydenta wszystkich Polaków' była ceną za dojście do władzy osoby gwarantującej, iż interesy możnych grup w kraju i zagranicą, tych grup trzymających realną władzę, nie zostaną w żadnej mierze uszczuplone, to może teatralno-retoryczne i niewiele kosztujące ustępstwo na rzecz polskości warto było uczynić...
 
Czyj prezydent, tego wpływy
Prezydent wszystkich Polaków? Przecież to ksenofobia i szowinizm. Niestety, sprawiedliwa, niedyskryminacyjna formuła 'prezydenta wszystkich obywateli RP' też niesie zagrożenia i pułapki, bo obywatele, jak wiadomo, bywają różni. I nie mówię tu wcale o różnorodności, która może poszerzać paletę ludzkich cech, zalet, zdolności czy talentów, lecz o diapazonie przymiotów nacechowanych etycznie: bo przecież oprócz innowatorów, wynalazców, prawdziwych społeczników, odkrywców, bohaterów, twórców oraz mędrców, są niestety także zbrodniarze, szpiedzy, zdrajcy, renegaci, defraudanci.

Czy chciałbym, żeby prezydent mojego kraju, mojej ojczyzny, żeby mój prezydent do osób pozostających w blasku majestatu swego najwyższego urzędu zaliczał także seryjnego mordercę czy kogoś, kto ma na sumieniu zdradę stanu? Nie, tego zdecydowanie bym nie chciał. I myślę, że w takim stawianiu sprawy raczej nie jestem odosobniony.

Owszem, prezydent ma prawo łaski, którą po rozpatrzeniu wszelkich za i przeciw może objąć nawet najgorszego zbrodniarza. To ważna, należąca jeszcze do regaliów prerogatywa prezydencka. Ale oficjalna tytulatura urzędu prezydenckiego nie powinna takich przypadków obejmować. Ani prezydent wszystkich Polaków, ani tym bardziej – wszystkich obywateli...

Wyłączna formuła powinna brzmieć: Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Prezydent, czyli głowa państwa. Pierwsza osoba, która ma przede wszystkim na względzie dobro polskiej wspólnoty narodowej. Dobro wszystkich lojalnych obywateli Rzeczypospolitej. Na takiego prezydenta czekam.
 
Waldemar Żyszkiewicz
 
[pierwodruk w Obywatelskiej. Gazecie Kornela Morawieckiego, nr 149/2017]


 

Polecane