Klimatyczna śmierć nadejdzie jutro. A może pojutrze?

Nie chodzi ani o ochronę planety, ani zmniejszenie emisji dwutlenku węgla, ale o władzę. Do jej ugruntowania europejska oligarchia wykorzystuje klimatyczną religię. Nowym bogiem ma być czysta planeta, którą uratować mogą tylko radykalne kroki.
Rolnicy protestują przeciwko Zielonemu Ładowi
Rolnicy protestują przeciwko Zielonemu Ładowi / Tygodnik Solidarność

Rewolucja potrzebuje własnej religii, która zastąpi tradycyjną i pomoże ustanowić nowy porządek. Komunistom nie wystarczył marksizm, więc stworzyli kult jednostki. Do boskości zostali podniesieni Józef Stalin, Mao Zedong czy Kim Ir Sen. Naziści także przyznali szczególne cechy nieomylności i wizjonerstwa swojemu führerowi Adolfowi Hitlerowi, dlatego Niemcy do końca wojny wierzyli w jego geniusz. Dyktator nie stałby się jednak przedmiotem kultu bez pseudoreligii, którą stał się rasizm, a w zasadzie przekonanie o wyższości aryjczyków nad resztą.

Komuniści i naziści wiedzieli doskonale, z jakimi dylematami zmagał się Maximilien de Robespierre, przywódca rewolucji francuskiej, gdy pragnął zbudować nowy porządek. Po odrzuceniu starego zdał sobie sprawę, że prawo oparte na chwiejnych nastrojach ludności Paryża nigdy nie będzie stabilne. Wymyślił więc „nieśmiertelnego prawodawcę”, który miał zastąpić chrześcijańskiego Boga jako dawcę prawa. Pomysł ten nie zaprzątał jednak zbyt długo umysłu Robespierre’a, bo wkrótce po nim wolą ludu przywódca rewolucji francuskiej trafił na gilotynę i jego głowa potoczyła się po paryskim bruku. 

Choć Robespierre został od problemu uwolniony, dylemat pozostał. Podjął go Jan Jakub Rousseau. Szukając czegoś silniejszego niż wola ludu, przyznał wreszcie: „Trzeba by bogów”.

Dokonująca się w Unii Europejskiej rewolucja, choć oczywiście przypomina raczej „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya niż „1984” George’a Orwella, to jednak nadal musi się mierzyć z wyzwaniem zastąpienia jednej religii inną. Zmiany klimatyczne i ekologizm w ich przekonaniu idealnie się do tego nadają, gdyż łatwo dzięki nim określić świętych i grzeszników. A i apokalipsa wydaje się na tyle bliska i namacalna, że brak nawrócenia musi skutkować karą wyjątkowo okrutną. Wręcz piekielną.

Czytaj także: Koniec wakacji all inclusive, jakie znamy? Kurorty wprowadzają duże zmiany
 

Strach przed końcem

 

„Zbliża się wielka katastrofa świata. Ziemia cała ogniem spalona będzie” – pod zdaniem tym podpisałoby się pewnie większość klimatycznych aktywistów wieszczących nieuchronnie nadchodzący koniec naszej planety, a już na pewno ludzkiej na niej obecności. Wypowiedział je jednak dokładnie sto lat temu biskup Jan Maria Michał Kowalski, zwierzchnik Kościoła mariawickiego w Polsce. Ostrzegał, że grzesznicy zostaną wytraceni, a ostaną się tylko sprawiedliwi. Trzy lata później uznał, że Sąd Boży już się właściwie zaczął i trwa. 
W to, że sąd ostateczny rozpoczął się w 1874 r., gdy Chrystus ponownie zstąpił na Ziemię, wierzą z kolei Świadkowie Jehowy. Koniec zaś ma nastąpić, gdy dojdzie do ostatecznej bitwy Boga z szatanem. Ale i to nic w porównaniu z sektą o nazwie Zakon Świątyni Słońca, która zapowiedziała koniec świata na 1995 r. Przywódcom sekty udało się przekonać pięćdziesiąt jeden osób do popełnienia samobójstwa, gdyż po śmierci mały zasiąść w Wielkiej Białej Loży, skąd kierowałyby końcem świata. 

Podobne przykłady można mnożyć w nieskończoność, gdyż od wieków ludziom towarzyszy wizja apokalipsy. Współcześni klimatyści nie są więc ani oryginalni, ani odkrywczy. Postarali się jednak, by ich zapowiedź nieuchronnej śmierci została obudowana badaniami i pracami naukowymi oraz wsparta autorytetami z wielu dziedzin – od meteorologów i fizyków po członków królewskich rodów, modelki i gwiazdy muzyki pop.
Rzeczywiście liczba książek, artykułów i konferencji opisujących nadchodzący koniec naszej planety jest imponująca. Jednak jeszcze większe wrażenie robią pieniądze kierowane przez rządy, wielkie korporacje, organizacje międzynarodowe czy zamożne fundacje na badanie tego zjawiska. A właściwie nie samego zjawiska, ale destrukcyjnego wpływu człowieka. Mówimy o kilkudziesięciu, a może nawet kilkuset miliardach dolarów, które zostały przekazane na granty, kampanie społeczne i edukacyjne czy audycje telewizyjne, radiowe lub internetowe podcasty mające uświadomić zagrożenie wynikające już z samego istnienia człowieka. Nie mówiąc o hodowaniu zwierząt, jeżdżeniu samochodami, lataniu samolotami czy funkcjonowaniu przemysłu. 

Każdy, kto choćby otarł się o świat naukowy, wie doskonale, że walka o granty jest dziś jedną z najistotniejszych aktywności tego środowiska. Uzyskanie dobrego budżetu jest istotniejsze niż same badania naukowe. Te przecież mogą potwierdzić wszystko, czego zażąda zleceniodawca. Co w rzeczywistości pokazują badania, piszą naukowcy, którzy przeszli na emeryturę – jak Piotr Kowalczak w książce „Zmiany klimatu: polityka, ideologia, nauka, fakty” – czy otwarcie sprzeciwiający się wykorzystywaniu nauki do szerzenia paniki – jak Bjørn Lomborg w „Fałszywym alarmie”. 

Komisja Europejska kończy procedurę z art. 7 wobec Polski. Jest reakcja PiS-u
 

Pieniądze i władza

 

Nie łudźmy się – w tych wszystkich zapowiedziach zbliżającego się nieuchronnie kresu chodzi o dwie kwestie: władzę i pieniądze. Mechanizm zarządzania ludzkim strachem jest znany od tysiącleci. Najczęściej sięgają po niego zresztą dyktatorzy. 

Najpierw pojawia się wizja końca świata spowodowana chaosem, grzechem czy odejściem od naturalnego porządku. W przypadku klimatystów nasze winy są oczywiste: jedzenie mięsa, konsumpcjonizm, wiara w postęp, paliwa kopalne, samochody, samoloty, domki jednorodzinne, dzieci, hodowla zwierząt itd. 

Następnie perspektywa kresu staje się możliwa do określenia: lodowce się rozpuszczą i powodzie zaleją ziemię, zabraknie wody, nadmiar ludności spowoduje, że nadejdzie głód, udusimy się z powodu nadmiaru CO2, rosnąca temperatura spali planetę – a to wszystko jeszcze w tym stuleciu. Wtedy pojawia się wizja uratowania świata: przejście na wegetarianizm, zmniejszenie produkcji (dwie koszulki rocznie), samochody elektryczne i zbiorowy transport, energia słoneczna i odnawialna. Jeśli to wszystko wprowadzimy w życie, czeka nas raj i to jeszcze na Ziemi. 

Trzeba jednak przetrwać okres przejściowy, czyli najważniejszy moment dla polityków. Szczególnie tych, którzy pragną przeprowadzić rewolucję. Dla komunistów okres przejściowy trwał i trwał, bo wciąż za mało było komunizmu. Trzeba było wytępić wrogów, by wreszcie zapanowało szczęście. 

Naziści kres rewolucji widzieli w ostatecznym wymordowaniu Żydów, Romów i w znacznej mierze Słowian. Ład i dobrobyt miały zapanować, gdy rasa nordycka ostatecznie zapanuje nad światem. 

Islamscy fundamentaliści porządek widzą w rozprawieniu się z niewiernymi i wprowadzeniu prawa Allaha na całym świecie. Zanim jednak będzie dobrze, musi nadejść czas ofiary, a więc klęsk, śmierci, wojny i zamachów. 

Klimatyści na razie nie zamierzają sięgać po tak drastyczne środki. Chcą tylko wysokich podatków na mięso, ograniczenia produkcji i ruchu samochodów, zaprzestania eksploatacji złóż naturalnych, zmniejszenia liczny ludności i zrównania wartości życia ludzkiego z życiem wszelkich innych stworzeń zamieszkujących na naszej planecie. Mamy przestać być najważniejszym gatunkiem, który zdominował Ziemię, ale stać się Ziemianami, tak samo jak małpy, lwy, tuńczyki, motyle czy minogi rzeczne. Innymi słowy, chcą nas cofnąć mniej więcej do epoki kamienia łupanego, choć nie do końca jest jasne, czy po osiągnięciu celu pozwolą nam palić ogniska. Wszak one emitują dwutlenek węgla. 
 

Świat to zło

 

Dla wyznawców klimatycznej religii – nie mylić z kapłanami, bo ci są całkiem sprytni – wrogiem jest postęp. Działalność człowieka z samej swojej istoty jest obarczona złem. Ale i tutaj nie są oryginalni. 

Pod koniec XII wieku ferment w Europie wywołali katarzy. Głosili, że świat materialny stworzył szatan, a Bóg – świat duchowy. Dlatego odrzucali wszystko, co rzeczywiste. Brzydzili się nawet współżyciem seksualnym, gdyż prowadziło ono do pojawiania się na świecie dzieci, a więc materii. Właśnie z powodu sposobu rozmnażania się przez zwierzęta nie jedli mięsa – jako żywo przypomina to słowa poseł Sylwii Spurek, która nawoływała, by nie pić mleka, gdyż jest ono efektem gwałcenia krów. 

Wyzwoleniem dla katarów miało być uwolnienie się od wszystkiego, co ziemskie. Nie wiadomo, jak dalej rozwinęłaby się ich doktryna, gdyby papież nie uznał ich za najgorszych heretyków i nie wysłał przeciwko nim krucjaty. Walczące z nimi rycerstwo nie okazało litości i wycięło ich do nogi.

Gdyby nie wstrzemięźliwość seksualna i wiara w Boga, zwolennicy wpływu człowieka na globalne ocieplenie mogliby uznać się za spadkobierców katarów. Klimatyści także przekonują nas, że stworzony przez ludzi świat to zło. Człowiek z samej swojej istoty przynosi zniszczenie i destrukcję. Staniemy się wolni dopiero, gdy to wszystko odrzucimy. Mamy stać się biedni. 
 

Tryumf ideologii 

 

Nie jest to jednak wizja dla wszystkich. Możni nadal będą jeździć swoimi bentleyami czy lamborghini, latać samolotami czy mieszkać w ekskluzywnych willach. Może zapłacą nieco wyższy podatek, ale przecież pieniądze te zostaną przeznaczone na ratowanie planety. 

Klimatyczna utopia jest przeznaczona dla klasy średniej, której ambicje ciągle zagrażają zmianie systemu politycznego. Dopóki ludzie nie staną się klientami władzy – a więc będą posiadali własne domy, mieszkania, samochody czy jachty – dopóty będą domagali się wpływu na podejmowane decyzje. Tego jednak oligarchizująca się władza sobie nie życzy. Pozbawiona jakiejkolwiek kontroli demokratycznej unijna administracja poprzez zmianę systemu politycznego pragnie ugruntować swoją siłę. Religia klimatyczna jest doskonałym do tego narzędziem. 
 


 

POLECANE
Niemiecka armia w Polsce? Kanclerz Merz: Jest gotowa polityka
Niemiecka armia w Polsce? Kanclerz Merz: "Jest gotowa"

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz zadeklarował, że Bundeswehra jest gotwa uczestniczyć w gwarancjach bezpieczeństwa dla Ukrainy, operując z terytorium sąsiadujących państw NATO, np. Polski lub Rumunii. Politycy niemieckiej koalicji rządzącej sygnalizują gotowość do rozmów w tej sprawie.

Chciał przechytrzyć policję... Historia z Łeby ma zaskakujący finał gorące
Chciał przechytrzyć policję... Historia z Łeby ma zaskakujący finał

49-latek objęty sądowym zakazem prowadzenia pojazdów wpadł na pomysł, który miał uchronić go przed kontrolą drogową. Plan wydawał się sprytny, ale zakończył się kompromitacją i poważnymi konsekwencjami. Policjanci szybko odkryli prawdę.

Kurdej-Szatan się doigrała. Decyzja zapadła gorące
Kurdej-Szatan się doigrała. Decyzja zapadła

Czwartkowy poranek przyniósł rozstrzygnięcie, które kończy miesiące domysłów wokół Barbary Kurdej-Szatan. Informacje ujawnione przez branżowe źródła nie zostawiają pola do interpretacji - zapadła decyzja, po której sytuacja aktorki wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze niedawno.

Nowy komunikat IMGW. Oto co nas czeka z ostatniej chwili
Nowy komunikat IMGW. Oto co nas czeka

Zima pokazuje swoje najmroźniejsze oblicze. IMGW ostrzega przed silnym mrozem, śniegiem, zawiejami i gęstymi mgłami. W wielu regionach warunki na drogach mogą być bardzo trudne. Sprawdź, gdzie będzie najgorzej.

European Conservative: Gospodarka o obiegu zamkniętym - przepis na upadek Europy z ostatniej chwili
European Conservative: Gospodarka o obiegu zamkniętym - przepis na upadek Europy

Gospodarka europejska jest w bardzo złym stanie. Co gorsza, jej rządy znajdują się w coraz większym impasie i nie są w stanie nawet zrozumieć palących problemów politycznych.

Szef KPRP: To moment sprawdzam dla rządzących. Mercosur i bezpieczeństwo Polski z ostatniej chwili
Szef KPRP: To moment "sprawdzam" dla rządzących. Mercosur i bezpieczeństwo Polski

Dopiero dzień przed protestami rolników rząd bierze się za prezydencki projekt „Ochrona polskiej wsi”. Stawka jest ogromna: zakaz sprzedaży ziemi, los umowy UE–Mercosur i bezpieczeństwo żywnościowe kraju. Szef KPRP mówi wprost: to moment "sprawdzam" dla rządzących.

Spotkanie prezydenta i premiera. Znamy szczegóły z ostatniej chwili
Spotkanie prezydenta i premiera. Znamy szczegóły

W piątek ma dojść do spotkania prezydenta Karola Nawrockiego i premiera Donalda Tuska. Według nieoficjalnych informacji PAP rozmowy mają rozpocząć się o godz. 13.30.

Prof. Kazimierz Nowaczyk pobity wideo
Prof. Kazimierz Nowaczyk pobity

Prof. Kazimierz Nowaczyk, wiceprzewodniczący podkomisji smoleńskiej, został ciężko pobity przed swoim domem tuż po publikacji analizy AI wykazującej, że doszło w Smoleńsku do zamachu.

Irlandia podjęła decyzję. Zagłosujemy przeciwko umowie UE–Mercosur z ostatniej chwili
Irlandia podjęła decyzję. "Zagłosujemy przeciwko umowie UE–Mercosur"

Irlandia zagłosuje przeciwko umowie o wolnym handlu między Unią Europejską i organizacją państw Ameryki Płd. Mercosur w jej obecnym kształcie – zapowiedział w czwartek wicepremier Irlandii Simon Harris. Podkreślił, że tzw. klauzule ochronne nie są dla władz w Dublinie wystarczające.

NFZ wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
NFZ wydał pilny komunikat

Odmrożenia zimą grożą nie tylko przy mrozie, ale też przy wietrze i wilgoci. NFZ zwraca uwagę, gdzie występują najczęściej, jak im zapobiegać, jak bezpiecznie ogrzać skórę i kiedy potrzebna jest pilna pomoc lekarska.

REKLAMA

Klimatyczna śmierć nadejdzie jutro. A może pojutrze?

Nie chodzi ani o ochronę planety, ani zmniejszenie emisji dwutlenku węgla, ale o władzę. Do jej ugruntowania europejska oligarchia wykorzystuje klimatyczną religię. Nowym bogiem ma być czysta planeta, którą uratować mogą tylko radykalne kroki.
Rolnicy protestują przeciwko Zielonemu Ładowi
Rolnicy protestują przeciwko Zielonemu Ładowi / Tygodnik Solidarność

Rewolucja potrzebuje własnej religii, która zastąpi tradycyjną i pomoże ustanowić nowy porządek. Komunistom nie wystarczył marksizm, więc stworzyli kult jednostki. Do boskości zostali podniesieni Józef Stalin, Mao Zedong czy Kim Ir Sen. Naziści także przyznali szczególne cechy nieomylności i wizjonerstwa swojemu führerowi Adolfowi Hitlerowi, dlatego Niemcy do końca wojny wierzyli w jego geniusz. Dyktator nie stałby się jednak przedmiotem kultu bez pseudoreligii, którą stał się rasizm, a w zasadzie przekonanie o wyższości aryjczyków nad resztą.

Komuniści i naziści wiedzieli doskonale, z jakimi dylematami zmagał się Maximilien de Robespierre, przywódca rewolucji francuskiej, gdy pragnął zbudować nowy porządek. Po odrzuceniu starego zdał sobie sprawę, że prawo oparte na chwiejnych nastrojach ludności Paryża nigdy nie będzie stabilne. Wymyślił więc „nieśmiertelnego prawodawcę”, który miał zastąpić chrześcijańskiego Boga jako dawcę prawa. Pomysł ten nie zaprzątał jednak zbyt długo umysłu Robespierre’a, bo wkrótce po nim wolą ludu przywódca rewolucji francuskiej trafił na gilotynę i jego głowa potoczyła się po paryskim bruku. 

Choć Robespierre został od problemu uwolniony, dylemat pozostał. Podjął go Jan Jakub Rousseau. Szukając czegoś silniejszego niż wola ludu, przyznał wreszcie: „Trzeba by bogów”.

Dokonująca się w Unii Europejskiej rewolucja, choć oczywiście przypomina raczej „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya niż „1984” George’a Orwella, to jednak nadal musi się mierzyć z wyzwaniem zastąpienia jednej religii inną. Zmiany klimatyczne i ekologizm w ich przekonaniu idealnie się do tego nadają, gdyż łatwo dzięki nim określić świętych i grzeszników. A i apokalipsa wydaje się na tyle bliska i namacalna, że brak nawrócenia musi skutkować karą wyjątkowo okrutną. Wręcz piekielną.

Czytaj także: Koniec wakacji all inclusive, jakie znamy? Kurorty wprowadzają duże zmiany
 

Strach przed końcem

 

„Zbliża się wielka katastrofa świata. Ziemia cała ogniem spalona będzie” – pod zdaniem tym podpisałoby się pewnie większość klimatycznych aktywistów wieszczących nieuchronnie nadchodzący koniec naszej planety, a już na pewno ludzkiej na niej obecności. Wypowiedział je jednak dokładnie sto lat temu biskup Jan Maria Michał Kowalski, zwierzchnik Kościoła mariawickiego w Polsce. Ostrzegał, że grzesznicy zostaną wytraceni, a ostaną się tylko sprawiedliwi. Trzy lata później uznał, że Sąd Boży już się właściwie zaczął i trwa. 
W to, że sąd ostateczny rozpoczął się w 1874 r., gdy Chrystus ponownie zstąpił na Ziemię, wierzą z kolei Świadkowie Jehowy. Koniec zaś ma nastąpić, gdy dojdzie do ostatecznej bitwy Boga z szatanem. Ale i to nic w porównaniu z sektą o nazwie Zakon Świątyni Słońca, która zapowiedziała koniec świata na 1995 r. Przywódcom sekty udało się przekonać pięćdziesiąt jeden osób do popełnienia samobójstwa, gdyż po śmierci mały zasiąść w Wielkiej Białej Loży, skąd kierowałyby końcem świata. 

Podobne przykłady można mnożyć w nieskończoność, gdyż od wieków ludziom towarzyszy wizja apokalipsy. Współcześni klimatyści nie są więc ani oryginalni, ani odkrywczy. Postarali się jednak, by ich zapowiedź nieuchronnej śmierci została obudowana badaniami i pracami naukowymi oraz wsparta autorytetami z wielu dziedzin – od meteorologów i fizyków po członków królewskich rodów, modelki i gwiazdy muzyki pop.
Rzeczywiście liczba książek, artykułów i konferencji opisujących nadchodzący koniec naszej planety jest imponująca. Jednak jeszcze większe wrażenie robią pieniądze kierowane przez rządy, wielkie korporacje, organizacje międzynarodowe czy zamożne fundacje na badanie tego zjawiska. A właściwie nie samego zjawiska, ale destrukcyjnego wpływu człowieka. Mówimy o kilkudziesięciu, a może nawet kilkuset miliardach dolarów, które zostały przekazane na granty, kampanie społeczne i edukacyjne czy audycje telewizyjne, radiowe lub internetowe podcasty mające uświadomić zagrożenie wynikające już z samego istnienia człowieka. Nie mówiąc o hodowaniu zwierząt, jeżdżeniu samochodami, lataniu samolotami czy funkcjonowaniu przemysłu. 

Każdy, kto choćby otarł się o świat naukowy, wie doskonale, że walka o granty jest dziś jedną z najistotniejszych aktywności tego środowiska. Uzyskanie dobrego budżetu jest istotniejsze niż same badania naukowe. Te przecież mogą potwierdzić wszystko, czego zażąda zleceniodawca. Co w rzeczywistości pokazują badania, piszą naukowcy, którzy przeszli na emeryturę – jak Piotr Kowalczak w książce „Zmiany klimatu: polityka, ideologia, nauka, fakty” – czy otwarcie sprzeciwiający się wykorzystywaniu nauki do szerzenia paniki – jak Bjørn Lomborg w „Fałszywym alarmie”. 

Komisja Europejska kończy procedurę z art. 7 wobec Polski. Jest reakcja PiS-u
 

Pieniądze i władza

 

Nie łudźmy się – w tych wszystkich zapowiedziach zbliżającego się nieuchronnie kresu chodzi o dwie kwestie: władzę i pieniądze. Mechanizm zarządzania ludzkim strachem jest znany od tysiącleci. Najczęściej sięgają po niego zresztą dyktatorzy. 

Najpierw pojawia się wizja końca świata spowodowana chaosem, grzechem czy odejściem od naturalnego porządku. W przypadku klimatystów nasze winy są oczywiste: jedzenie mięsa, konsumpcjonizm, wiara w postęp, paliwa kopalne, samochody, samoloty, domki jednorodzinne, dzieci, hodowla zwierząt itd. 

Następnie perspektywa kresu staje się możliwa do określenia: lodowce się rozpuszczą i powodzie zaleją ziemię, zabraknie wody, nadmiar ludności spowoduje, że nadejdzie głód, udusimy się z powodu nadmiaru CO2, rosnąca temperatura spali planetę – a to wszystko jeszcze w tym stuleciu. Wtedy pojawia się wizja uratowania świata: przejście na wegetarianizm, zmniejszenie produkcji (dwie koszulki rocznie), samochody elektryczne i zbiorowy transport, energia słoneczna i odnawialna. Jeśli to wszystko wprowadzimy w życie, czeka nas raj i to jeszcze na Ziemi. 

Trzeba jednak przetrwać okres przejściowy, czyli najważniejszy moment dla polityków. Szczególnie tych, którzy pragną przeprowadzić rewolucję. Dla komunistów okres przejściowy trwał i trwał, bo wciąż za mało było komunizmu. Trzeba było wytępić wrogów, by wreszcie zapanowało szczęście. 

Naziści kres rewolucji widzieli w ostatecznym wymordowaniu Żydów, Romów i w znacznej mierze Słowian. Ład i dobrobyt miały zapanować, gdy rasa nordycka ostatecznie zapanuje nad światem. 

Islamscy fundamentaliści porządek widzą w rozprawieniu się z niewiernymi i wprowadzeniu prawa Allaha na całym świecie. Zanim jednak będzie dobrze, musi nadejść czas ofiary, a więc klęsk, śmierci, wojny i zamachów. 

Klimatyści na razie nie zamierzają sięgać po tak drastyczne środki. Chcą tylko wysokich podatków na mięso, ograniczenia produkcji i ruchu samochodów, zaprzestania eksploatacji złóż naturalnych, zmniejszenia liczny ludności i zrównania wartości życia ludzkiego z życiem wszelkich innych stworzeń zamieszkujących na naszej planecie. Mamy przestać być najważniejszym gatunkiem, który zdominował Ziemię, ale stać się Ziemianami, tak samo jak małpy, lwy, tuńczyki, motyle czy minogi rzeczne. Innymi słowy, chcą nas cofnąć mniej więcej do epoki kamienia łupanego, choć nie do końca jest jasne, czy po osiągnięciu celu pozwolą nam palić ogniska. Wszak one emitują dwutlenek węgla. 
 

Świat to zło

 

Dla wyznawców klimatycznej religii – nie mylić z kapłanami, bo ci są całkiem sprytni – wrogiem jest postęp. Działalność człowieka z samej swojej istoty jest obarczona złem. Ale i tutaj nie są oryginalni. 

Pod koniec XII wieku ferment w Europie wywołali katarzy. Głosili, że świat materialny stworzył szatan, a Bóg – świat duchowy. Dlatego odrzucali wszystko, co rzeczywiste. Brzydzili się nawet współżyciem seksualnym, gdyż prowadziło ono do pojawiania się na świecie dzieci, a więc materii. Właśnie z powodu sposobu rozmnażania się przez zwierzęta nie jedli mięsa – jako żywo przypomina to słowa poseł Sylwii Spurek, która nawoływała, by nie pić mleka, gdyż jest ono efektem gwałcenia krów. 

Wyzwoleniem dla katarów miało być uwolnienie się od wszystkiego, co ziemskie. Nie wiadomo, jak dalej rozwinęłaby się ich doktryna, gdyby papież nie uznał ich za najgorszych heretyków i nie wysłał przeciwko nim krucjaty. Walczące z nimi rycerstwo nie okazało litości i wycięło ich do nogi.

Gdyby nie wstrzemięźliwość seksualna i wiara w Boga, zwolennicy wpływu człowieka na globalne ocieplenie mogliby uznać się za spadkobierców katarów. Klimatyści także przekonują nas, że stworzony przez ludzi świat to zło. Człowiek z samej swojej istoty przynosi zniszczenie i destrukcję. Staniemy się wolni dopiero, gdy to wszystko odrzucimy. Mamy stać się biedni. 
 

Tryumf ideologii 

 

Nie jest to jednak wizja dla wszystkich. Możni nadal będą jeździć swoimi bentleyami czy lamborghini, latać samolotami czy mieszkać w ekskluzywnych willach. Może zapłacą nieco wyższy podatek, ale przecież pieniądze te zostaną przeznaczone na ratowanie planety. 

Klimatyczna utopia jest przeznaczona dla klasy średniej, której ambicje ciągle zagrażają zmianie systemu politycznego. Dopóki ludzie nie staną się klientami władzy – a więc będą posiadali własne domy, mieszkania, samochody czy jachty – dopóty będą domagali się wpływu na podejmowane decyzje. Tego jednak oligarchizująca się władza sobie nie życzy. Pozbawiona jakiejkolwiek kontroli demokratycznej unijna administracja poprzez zmianę systemu politycznego pragnie ugruntować swoją siłę. Religia klimatyczna jest doskonałym do tego narzędziem. 
 



 

Polecane