Zielone światło UE dla wyhamowania Polski: ciemna strona KPO

Decyzja Komisji Europejskiej o rozpoczęciu wobec Polski procedury objęcia naszego kraju (oraz sześciu innych krajów Unii Europejskiej) procedurą nadmiernego deficytu budżetowego jest zielonym światłem dla oszczędności, które i tak planował gabinet Donalda Tuska. To również oczywista blokada najważniejszych nadwiślańskich inwestycji – w tym Centralnego Portu Komunikacyjnego – wymuszona przez eurokratów. Zaskakujące może być tylko to, że chwilę wcześniej Unia zdecydowała się odblokować zamrożone dla Polski pieniądze w ramach KPO. Chyba że KPO miało powiększyć polski deficyt, czego – patrząc na kalendarz negocjacji i decyzji – wcale wykluczyć nie można.
Parlament Europejski  Zielone światło UE dla wyhamowania Polski: ciemna strona KPO
Parlament Europejski / Diliff, CC BY-SA 3.0 , via Wikimedia Commons

Jak to się stało, że pół roku po przejęciu władzy przez rząd Donalda Tuska Polska znalazła się na liście krajów objętych procedurą nadmiernego deficytu budżetowego? Programy społeczne wprowadzone przez rządy PiS w poprzedniej kadencji wbrew zapowiedziom Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi i Lewicy nie zdemolowały budżetu państwa, napędziły za to wewnętrzny popyt, zwiększając radykalnie wpływy z podatków, i rodzimą gospodarkę w sposób, którego zazdrościły nam nie tylko kraje regionu, ale również wiodące europejskie gospodarki, w tym niemiecka i francuska.

Zapowiedzi polityków, że w ciągu kilku lat Polska będzie w stanie dogonić poziomem dobrobytu najstarszych członków UE, a niektórych – na przykład Włochów, Hiszpanów, czy Greków – wręcz zostawić w tyle, stały się na tyle realne, że polskie programy socjalne, przede wszystkim 500+ a później 800+, zaczęto stawiać za wzór innym członkom UE.

Krótka historia polskiego KPO

Pandemia koronawirusa okazała się czynnikiem demolującym wszystkie gospodarki bez wyjątku. Branża turystyczna, dla południa Europy filar krajowych gospodarek, ale niemal tak samo istotna m.in. dla Niemiec czy krajów byłego Beneluxu, konieczność zamrożenia lwiej części produkcji ze względu na narzucone niemal wszędzie lockdowny, doprowadziły do największego po 2008 roku kryzysu w Europie i skłoniły Unię Europejską do szukania środków mających pomóc podnieść się gospodarkom już po zakończeniu kryzysu. Wtedy Komisja Europejska po raz pierwszy złożyła deklarację finansowania krajowych programów odbudowy (czyli KPO), które miały być źródłem taniego finansowania firm krajów członkowskich UE oraz części programów socjalnych. Polska, jako jeden z dwóch europejskich krajów, pieniędzy z KPO nie dostała, choć negocjacje z Komisją do ostatniego dnia przebiegały pomyślnie.

Jeszcze w połowie ubiegłego roku warunkiem wypłacenia środków – niemal w całości pochodzących z kredytów zaciąganych przez KE na międzynarodowych rynkach finansowych – było w przypadku Polski wycofanie się z niektórych reform, przede wszystkim chodziło o reformę wymiaru sprawiedliwości. Jednak dzięki przedpandemicznemu rozpędzeniu gospodarki, choć pieniądze z KPO pozostawały nieosiągalne, rząd mógł planować nie tylko kolejne wydatki w ramach pomocy socjalnej, ale również strategiczne dla państwa inwestycje – to kolejny wehikuł napędzający rozwój gospodarczy, bo gwarantujący lokalnym producentom i usługodawcom kontrakty, Polakom zaś nowe miejsca pracy.

Problem w tym, że inwestycje były zagrożeniem dla interesów dwóch najsilniejszych gospodarek Europy – Francji i, przede wszystkim, Niemiec. Dominujące w unijnych instytucjach państwa wysłały Polakom jasny sygnał – po zmianie rządu dostaniecie pieniądze z KPO, wszystkie, które chcieliście, a może nawet i więcej. Sygnał okazał się skuteczny. Po wyborach i zaprzysiężeniu nowego gabinetu Komisja Europejska odkręciła kurek z – darmowymi, jak zapewniał nowy rząd – miliardami euro. Miliardami, które w dłuższej perspektywie mogą okazać się wyjątkowo gorzkim migdałem na torcie obietnic rządzącej koalicji. 

Za dużo wydatków 

Pod koniec czerwca Komisja Europejska zdecydowała o złożeniu wniosku w sprawie objęcia Polski procedurą nadmiernego deficytu budżetowego, co oznacza, że nasz deficyt fiskalny został oceniony przez eurokratów jako zdecydowanie zbyt wysoki, zagrażający stabilności polskich finansów publicznych, a w dalszej konsekwencji również całej wspólnocie.

Oznacza to również, że od teraz wydatki budżetowe rząd będzie musiał planować pod dyktando europejskich urzędników. Wskażą oni konkretne wydatki z budżetu, z których państwo będzie musiało na pewno zrezygnować. Historia – przede wszystkim Grecji, Włoch i Portugalii po kryzysie z 2008 roku – uczy, że na pierwszy ogień pójdą inwestycje ze środków Skarbu Państwa i programy społeczne. Jeżeli się na to nie zgodzimy, to stracimy dostęp do funduszy unijnych, choć pozostaniemy przy zobowiązaniach wobec Wspólnoty Europejskiej (m.in. ograniczających produkcję rolną i inne sektory gospodarki). 

Według definicji z podręczników makroekonomii deficyt budżetowy oznacza sytuację, w której wydatki w budżecie państwa przekraczają jej dochody w roku budżetowym. W przypadku budżetu państwa ministerstwa finansów zawsze zakładają deficyt, zwykle finansowany z kredytu lub pożyczek na międzynarodowych rynkach finansowych, spłacanych z kolei papierami dłużnymi, na przykład obligacjami. To wyjaśnienie skrótowe, bo w rzeczywistości możliwości deficytowe państw są znacznie szersze i rządy (oraz parlamenty) często do nich sięgają, zabezpieczając swoich obywateli przed skutkami trwających bądź spodziewanych kryzysów. Umiejętne rządzenie oznacza takie planowanie budżetu, żeby deficyt nie był zbyt wysoki, optymalnie, żeby nie było go w ogóle (choć to ostatnie nieczęsto się udaje) i żeby państwo nie musiało ratować się międzynarodowymi kredytami spłacanymi w niektórych przypadkach nawet przez dekady.

Przy czym warto pamiętać, że kredytowanie się przez państwa, choć wyłącznie doraźnie, jest często skutecznym narzędziem, po które sięga niejeden rząd. W budżecie ów kredyt widać przede wszystkim po stronie wydatków publicznych – wszak spłatę każdego kredytu trzeba planować po stronie wieloletnich kosztów, a przychód jest jednorazowy i najczęściej celowy. Krótko mówiąc, kredyt brany przez rząd nigdy nie bilansuje się dodatnio – pieniądze Skarbu Państwa zwykle nie są inwestowane i trudno w ich przypadku mówić np. o stopie zwrotu. 

Bruksela zechce 800+?

Unia Europejska zakłada, że dla krajów członkowskich najbezpieczniejszy i najwyższy akceptowalny deficyt budżetowy wynosi 3 proc., cały dług publiczny nie może zaś przekroczyć 60 proc. PKB. Polska – w tym roku – przekracza obie wartości, co zgodnie z przyjętym przez Warszawę traktatem akcesyjnym zmusza nas do zaproszenia do planowania budżetu unijnych komisarzy i ekonomistów. To właśnie oni będą pokazywać urzędnikom Ministerstwa Finansów, które pozycje po stronie wydatków publicznych należy z budżetu wykreślić. A zaczynają od programów społecznych i inwestycji strategicznych – w przypadku tych ostatnich komisarze w Brukseli przekonują, że „państwo to nie przedsiębiorstwo”.

Rozpoczynająca się przeciwko Polsce procedura nadmiernego deficytu stawia pod dużym znakiem zapytania budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego. W niebezpieczeństwie znalazły się także programy społeczne – w tym 800+, wyprawka szkolna oraz 13. i 14. emerytura.

I choć już od pierwszego dnia rządów gabinetu Tuska było wiadomo, że obietnice zwiększenia kwoty wolnej od podatku do 60 tys. złotych i zmniejszenia innych danin publicznych były wyłącznie słowami rzuconymi na wiatr na potrzeby kampanii wyborczej, teraz wprowadzone nie zostaną na pewno. Nie zgodzą się na to urzędnicy z Brukseli, co będzie na rękę obecnemu ministrowi finansów i premierowi. 

Procedura stanie się doskonałym pretekstem dla rządu do wycofania się z niektórych działających programów społecznych bądź ich zmiany w taki sposób, żeby dotyczyły wyłącznie wąskiego grona osób. Każda niepopularna budżetowa decyzja może być dziś wytłumaczona koniecznością dopełnienia procedury nadmiernego deficytu budżetowego. I choć wprowadzono ją dopiero w tym roku budżetowym, rząd Donalda Tuska będzie wskazywał winnych w poprzednim gabinecie, któremu – co trzeba zauważyć – pomimo programów socjalnych i inwestycji budżet się domykał. 
Skąd więc tak nagle zwiększający się deficyt?

Komisja wpływa na polski deficyt

Stoją za nim zaskakująco szybko przyznane po zmianie władzy pieniądze z KPO, które w języku polityki są długo wyczekiwanymi „środkami z Unii”, w słupkach księgowych są zaś po prostu… kredytem. Polska dostaje bowiem przyznane na preferencyjnych warunkach pieniądze, które będzie musiała oddać co do euro,ich spłatę rozpocznie jeszcze w tym roku budżetowym.
 
Jak informuje Ministerstwo Finansów, dotychczas Polska otrzymała 27 mld euro zł z pierwszego wniosku o płatność z KPO. „To oznacza, że w Polsce już jest ponad 48 mld zł (łącznie z zaliczką) z blisko 256 mld zł, które są przeznaczone dla naszego kraju z KPO. Do Polski wpłynęło 26 miliardów 964 miliony złotych. To jest największy jednorazowy przelew, który wpłynął z Unii Europejskiej do Polski w czasie naszego 20-letniego członkostwa. Jest to płatność z pierwszego wniosku o KPO, który wystosowaliśmy dokładnie 4 miesiące temu, 15 grudnia, i dzisiaj, 15 kwietnia, są te środki” – piszą urzędnicy ministerstwa w specjalnym komunikacie. 

– To jest ważny dzień dla polskiej gospodarki, ważny dzień dla polskich inwestycji i ważny dzień dla uświadomienia sobie przez nas wszystkich w Polsce, że członkostwo w Unii Europejskiej się nam wszystkim opłaca. Ale to członkostwo to są nie tylko ogromne środki, jesteśmy w UE także dlatego, że to wspólnota wartości – to jest demokracja, to są wolności obywatelskie, równe szanse, rządy prawa i Polska jest częścią tej wspólnoty – zapewnia Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, minister funduszy i polityki regionalnej, zapewniając, że następną płatność z KPO Polska planuje otrzymać do końca roku.

Pieniądze z tego kredytu Polska wyda przede wszystkim na programy powiązane z Zielonym Ładem, bezpieczeństwem transportu czy wsparcie małych i średnich przedsiębiorstw w rolnictwie oraz budowę nowych miejsc w żłobkach i przedszkolach. Pieniędzy ze zgłoszonych programów nie da się przesunąć na inne pozycje.
 


 

POLECANE
Już wszystko jasne. Hubert Hurkacz podjął decyzję z ostatniej chwili
Już wszystko jasne. Hubert Hurkacz podjął decyzję

Hubert Hurkacz poinformował, że nie wystartuje w igrzyskach olimpijskich w Paryżu. – Była to bardzo, bardzo trudna decyzja – oświadczył na Instagramie polski tenisista, który doznał kontuzji kolana podczas niedawnego turnieju w Wimbledonie.

Ministrze Kosiniak-Kamysz, czy nie widzi Pan, że Tusk rękami ministra finansów chce Pana zniszczyć? polityka
"Ministrze Kosiniak-Kamysz, czy nie widzi Pan, że Tusk rękami ministra finansów chce Pana zniszczyć?"

Panie ministrze Kosiniak-Kamysz, czy nie widzi Pan, że Tusk rękami ministra finansów chce Pana zniszczyć? - zapytał Mariusz Błaszczak we wpisie w mediach społecznościowych.

Szefowa Secret Service przyznaje: To nasza największa porażka od dziesięcioleci z ostatniej chwili
Szefowa Secret Service przyznaje: To nasza największa porażka od dziesięcioleci

Szefowa Secret Service Dyrektor Kimberly Cheatle oświadczyła, że próba zamachu na Donalda Trumpa była "najważniejszą porażką operacyjną agencji" od dziesięcioleci.

Niemieckie media radzą: Olaf Scholz powinien pójść w ślady Joe Bidena gorące
Niemieckie media radzą: Olaf Scholz powinien pójść w ślady Joe Bidena

Kanclerz Niemiec Olaf Scholz zaprowadził rząd do ślepego zaułka i nie panuje nad własną partią. Jeśli dyrygent nie pasuje do orkiestry, porażka jest nieunikniona. Kanclerz powinien pójść w ślady Joe Bidena - napisał w poniedziałek niemiecki dziennik „Die Welt”.

Anita Gargas: „To próba nałożenia kagańca dziennikarzom, którzy mają odwagę” z ostatniej chwili
Anita Gargas: „To próba nałożenia kagańca dziennikarzom, którzy mają odwagę”

Dziennikarz śledczy „Magazynu Anity Gargas” został skazany. „To próba nałożenia kagańca dziennikarzom, którzy mają odwagę” – komentuje Gargas.

Trump oskarża Bidena o kłamstwo. Nie przebierał w słowach z ostatniej chwili
Trump oskarża Bidena o kłamstwo. Nie przebierał w słowach

"On nie ma pojęcia, gdzie jest. Jeśli nie może ubiegać się o urząd, nie może rządzić naszym krajem. Biden obudzi się i zapomni, że dzisiaj wycofał się z wyścigu!" – twierdzi były prezydent USA i kandydat Republikanów w wyścigu o fotel prezydencki Donald Trump.

Kulisy zbrodni: 67-latek zamordował swojego zięcia? Wiadomości
Kulisy zbrodni: 67-latek zamordował swojego zięcia?

Zarzut usiłowania zabójstwa 29-letniego Michała Z. usłyszał w poniedziałek jego teść 67-letni Mariusz I. Mężczyzna postrzelił zięcia w nocy z soboty na niedzielę podczas rodzinnego spotkania w Krasiczynie k. Przemyśla. Prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o aresztowanie podejrzanego.

Zdjęcie martwego Jacka Jaworka trafiło do sieci? Prokuratura zabrała głos z ostatniej chwili
Zdjęcie martwego Jacka Jaworka trafiło do sieci? Prokuratura zabrała głos

Serwis niezalezna.pl zapytał częstochowską prokuraturę o zdjęcie przedstawiające martwego mężczyznę podobnego do poszukiwanego za potrójne morderstwo Jacka Jaworka.

Trump: Biden na stanowisku prezydenta to zagrożenie dla demokracji z ostatniej chwili
Trump: Biden na stanowisku prezydenta to "zagrożenie dla demokracji"

Były prezydent Donald Trump oskarżył prezydenta Joe Bidena o kłamstwo, stwierdzając, że nie choruje on na Covid. Jego pozostanie na stanowisku prezydenta do czasu zaprzysiężenia nowego nazwał "zagrożebniem dla demokracji".

Są nazwiska głównych kandydatów na wiceprezydenta USA z ostatniej chwili
Są nazwiska głównych kandydatów na wiceprezydenta USA

Gubernator stanu Pensylwania Josh Shapiro, gubernatorka Michigan Gretchen Whitmer, gubernator Illinois JB Pritzker oraz szef resortu transportu Pete Buttigieg są wymieniani przez amerykańskie media jako potencjalni kandydaci na wiceprezydenta w przypadku ubiegania się Kamali Harris o urząd głowy państwa.

REKLAMA

Zielone światło UE dla wyhamowania Polski: ciemna strona KPO

Decyzja Komisji Europejskiej o rozpoczęciu wobec Polski procedury objęcia naszego kraju (oraz sześciu innych krajów Unii Europejskiej) procedurą nadmiernego deficytu budżetowego jest zielonym światłem dla oszczędności, które i tak planował gabinet Donalda Tuska. To również oczywista blokada najważniejszych nadwiślańskich inwestycji – w tym Centralnego Portu Komunikacyjnego – wymuszona przez eurokratów. Zaskakujące może być tylko to, że chwilę wcześniej Unia zdecydowała się odblokować zamrożone dla Polski pieniądze w ramach KPO. Chyba że KPO miało powiększyć polski deficyt, czego – patrząc na kalendarz negocjacji i decyzji – wcale wykluczyć nie można.
Parlament Europejski  Zielone światło UE dla wyhamowania Polski: ciemna strona KPO
Parlament Europejski / Diliff, CC BY-SA 3.0 , via Wikimedia Commons

Jak to się stało, że pół roku po przejęciu władzy przez rząd Donalda Tuska Polska znalazła się na liście krajów objętych procedurą nadmiernego deficytu budżetowego? Programy społeczne wprowadzone przez rządy PiS w poprzedniej kadencji wbrew zapowiedziom Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi i Lewicy nie zdemolowały budżetu państwa, napędziły za to wewnętrzny popyt, zwiększając radykalnie wpływy z podatków, i rodzimą gospodarkę w sposób, którego zazdrościły nam nie tylko kraje regionu, ale również wiodące europejskie gospodarki, w tym niemiecka i francuska.

Zapowiedzi polityków, że w ciągu kilku lat Polska będzie w stanie dogonić poziomem dobrobytu najstarszych członków UE, a niektórych – na przykład Włochów, Hiszpanów, czy Greków – wręcz zostawić w tyle, stały się na tyle realne, że polskie programy socjalne, przede wszystkim 500+ a później 800+, zaczęto stawiać za wzór innym członkom UE.

Krótka historia polskiego KPO

Pandemia koronawirusa okazała się czynnikiem demolującym wszystkie gospodarki bez wyjątku. Branża turystyczna, dla południa Europy filar krajowych gospodarek, ale niemal tak samo istotna m.in. dla Niemiec czy krajów byłego Beneluxu, konieczność zamrożenia lwiej części produkcji ze względu na narzucone niemal wszędzie lockdowny, doprowadziły do największego po 2008 roku kryzysu w Europie i skłoniły Unię Europejską do szukania środków mających pomóc podnieść się gospodarkom już po zakończeniu kryzysu. Wtedy Komisja Europejska po raz pierwszy złożyła deklarację finansowania krajowych programów odbudowy (czyli KPO), które miały być źródłem taniego finansowania firm krajów członkowskich UE oraz części programów socjalnych. Polska, jako jeden z dwóch europejskich krajów, pieniędzy z KPO nie dostała, choć negocjacje z Komisją do ostatniego dnia przebiegały pomyślnie.

Jeszcze w połowie ubiegłego roku warunkiem wypłacenia środków – niemal w całości pochodzących z kredytów zaciąganych przez KE na międzynarodowych rynkach finansowych – było w przypadku Polski wycofanie się z niektórych reform, przede wszystkim chodziło o reformę wymiaru sprawiedliwości. Jednak dzięki przedpandemicznemu rozpędzeniu gospodarki, choć pieniądze z KPO pozostawały nieosiągalne, rząd mógł planować nie tylko kolejne wydatki w ramach pomocy socjalnej, ale również strategiczne dla państwa inwestycje – to kolejny wehikuł napędzający rozwój gospodarczy, bo gwarantujący lokalnym producentom i usługodawcom kontrakty, Polakom zaś nowe miejsca pracy.

Problem w tym, że inwestycje były zagrożeniem dla interesów dwóch najsilniejszych gospodarek Europy – Francji i, przede wszystkim, Niemiec. Dominujące w unijnych instytucjach państwa wysłały Polakom jasny sygnał – po zmianie rządu dostaniecie pieniądze z KPO, wszystkie, które chcieliście, a może nawet i więcej. Sygnał okazał się skuteczny. Po wyborach i zaprzysiężeniu nowego gabinetu Komisja Europejska odkręciła kurek z – darmowymi, jak zapewniał nowy rząd – miliardami euro. Miliardami, które w dłuższej perspektywie mogą okazać się wyjątkowo gorzkim migdałem na torcie obietnic rządzącej koalicji. 

Za dużo wydatków 

Pod koniec czerwca Komisja Europejska zdecydowała o złożeniu wniosku w sprawie objęcia Polski procedurą nadmiernego deficytu budżetowego, co oznacza, że nasz deficyt fiskalny został oceniony przez eurokratów jako zdecydowanie zbyt wysoki, zagrażający stabilności polskich finansów publicznych, a w dalszej konsekwencji również całej wspólnocie.

Oznacza to również, że od teraz wydatki budżetowe rząd będzie musiał planować pod dyktando europejskich urzędników. Wskażą oni konkretne wydatki z budżetu, z których państwo będzie musiało na pewno zrezygnować. Historia – przede wszystkim Grecji, Włoch i Portugalii po kryzysie z 2008 roku – uczy, że na pierwszy ogień pójdą inwestycje ze środków Skarbu Państwa i programy społeczne. Jeżeli się na to nie zgodzimy, to stracimy dostęp do funduszy unijnych, choć pozostaniemy przy zobowiązaniach wobec Wspólnoty Europejskiej (m.in. ograniczających produkcję rolną i inne sektory gospodarki). 

Według definicji z podręczników makroekonomii deficyt budżetowy oznacza sytuację, w której wydatki w budżecie państwa przekraczają jej dochody w roku budżetowym. W przypadku budżetu państwa ministerstwa finansów zawsze zakładają deficyt, zwykle finansowany z kredytu lub pożyczek na międzynarodowych rynkach finansowych, spłacanych z kolei papierami dłużnymi, na przykład obligacjami. To wyjaśnienie skrótowe, bo w rzeczywistości możliwości deficytowe państw są znacznie szersze i rządy (oraz parlamenty) często do nich sięgają, zabezpieczając swoich obywateli przed skutkami trwających bądź spodziewanych kryzysów. Umiejętne rządzenie oznacza takie planowanie budżetu, żeby deficyt nie był zbyt wysoki, optymalnie, żeby nie było go w ogóle (choć to ostatnie nieczęsto się udaje) i żeby państwo nie musiało ratować się międzynarodowymi kredytami spłacanymi w niektórych przypadkach nawet przez dekady.

Przy czym warto pamiętać, że kredytowanie się przez państwa, choć wyłącznie doraźnie, jest często skutecznym narzędziem, po które sięga niejeden rząd. W budżecie ów kredyt widać przede wszystkim po stronie wydatków publicznych – wszak spłatę każdego kredytu trzeba planować po stronie wieloletnich kosztów, a przychód jest jednorazowy i najczęściej celowy. Krótko mówiąc, kredyt brany przez rząd nigdy nie bilansuje się dodatnio – pieniądze Skarbu Państwa zwykle nie są inwestowane i trudno w ich przypadku mówić np. o stopie zwrotu. 

Bruksela zechce 800+?

Unia Europejska zakłada, że dla krajów członkowskich najbezpieczniejszy i najwyższy akceptowalny deficyt budżetowy wynosi 3 proc., cały dług publiczny nie może zaś przekroczyć 60 proc. PKB. Polska – w tym roku – przekracza obie wartości, co zgodnie z przyjętym przez Warszawę traktatem akcesyjnym zmusza nas do zaproszenia do planowania budżetu unijnych komisarzy i ekonomistów. To właśnie oni będą pokazywać urzędnikom Ministerstwa Finansów, które pozycje po stronie wydatków publicznych należy z budżetu wykreślić. A zaczynają od programów społecznych i inwestycji strategicznych – w przypadku tych ostatnich komisarze w Brukseli przekonują, że „państwo to nie przedsiębiorstwo”.

Rozpoczynająca się przeciwko Polsce procedura nadmiernego deficytu stawia pod dużym znakiem zapytania budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego. W niebezpieczeństwie znalazły się także programy społeczne – w tym 800+, wyprawka szkolna oraz 13. i 14. emerytura.

I choć już od pierwszego dnia rządów gabinetu Tuska było wiadomo, że obietnice zwiększenia kwoty wolnej od podatku do 60 tys. złotych i zmniejszenia innych danin publicznych były wyłącznie słowami rzuconymi na wiatr na potrzeby kampanii wyborczej, teraz wprowadzone nie zostaną na pewno. Nie zgodzą się na to urzędnicy z Brukseli, co będzie na rękę obecnemu ministrowi finansów i premierowi. 

Procedura stanie się doskonałym pretekstem dla rządu do wycofania się z niektórych działających programów społecznych bądź ich zmiany w taki sposób, żeby dotyczyły wyłącznie wąskiego grona osób. Każda niepopularna budżetowa decyzja może być dziś wytłumaczona koniecznością dopełnienia procedury nadmiernego deficytu budżetowego. I choć wprowadzono ją dopiero w tym roku budżetowym, rząd Donalda Tuska będzie wskazywał winnych w poprzednim gabinecie, któremu – co trzeba zauważyć – pomimo programów socjalnych i inwestycji budżet się domykał. 
Skąd więc tak nagle zwiększający się deficyt?

Komisja wpływa na polski deficyt

Stoją za nim zaskakująco szybko przyznane po zmianie władzy pieniądze z KPO, które w języku polityki są długo wyczekiwanymi „środkami z Unii”, w słupkach księgowych są zaś po prostu… kredytem. Polska dostaje bowiem przyznane na preferencyjnych warunkach pieniądze, które będzie musiała oddać co do euro,ich spłatę rozpocznie jeszcze w tym roku budżetowym.
 
Jak informuje Ministerstwo Finansów, dotychczas Polska otrzymała 27 mld euro zł z pierwszego wniosku o płatność z KPO. „To oznacza, że w Polsce już jest ponad 48 mld zł (łącznie z zaliczką) z blisko 256 mld zł, które są przeznaczone dla naszego kraju z KPO. Do Polski wpłynęło 26 miliardów 964 miliony złotych. To jest największy jednorazowy przelew, który wpłynął z Unii Europejskiej do Polski w czasie naszego 20-letniego członkostwa. Jest to płatność z pierwszego wniosku o KPO, który wystosowaliśmy dokładnie 4 miesiące temu, 15 grudnia, i dzisiaj, 15 kwietnia, są te środki” – piszą urzędnicy ministerstwa w specjalnym komunikacie. 

– To jest ważny dzień dla polskiej gospodarki, ważny dzień dla polskich inwestycji i ważny dzień dla uświadomienia sobie przez nas wszystkich w Polsce, że członkostwo w Unii Europejskiej się nam wszystkim opłaca. Ale to członkostwo to są nie tylko ogromne środki, jesteśmy w UE także dlatego, że to wspólnota wartości – to jest demokracja, to są wolności obywatelskie, równe szanse, rządy prawa i Polska jest częścią tej wspólnoty – zapewnia Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, minister funduszy i polityki regionalnej, zapewniając, że następną płatność z KPO Polska planuje otrzymać do końca roku.

Pieniądze z tego kredytu Polska wyda przede wszystkim na programy powiązane z Zielonym Ładem, bezpieczeństwem transportu czy wsparcie małych i średnich przedsiębiorstw w rolnictwie oraz budowę nowych miejsc w żłobkach i przedszkolach. Pieniędzy ze zgłoszonych programów nie da się przesunąć na inne pozycje.
 



 

Polecane
Emerytury
Stażowe