Paweł Jędrzejewski: Afryka nadchodzi

Wyobraźmy sobie ogromny plac, a na nim bezczynnie siedzące i leżące tłumy młodych ludzi, którzy nie mają pracy, a jednocześnie nie dostają wystarczającej ilości jedzenia, więc są wychudzeni, stale głodni, a w dodatku nie mają żadnych perspektyw na przyszłość. Ludzi wciąż przybywa, a jedzenia jest mniej i mniej.

Ten ogromny, a coraz bardziej zatłoczony teren sąsiaduje z nowoczesnym, luksusowym domem starców, zamieszkanym przez coraz większą liczbę bogatych emerytów. Dom starców otoczony jest jedynie płotem, więc doskonale widać, jak firmy cateringowe dostarczają jego mieszkańcom kilka razy dziennie wystawne posiłki w ilościach, których oni nie są w stanie zjeść. Stale zajeżdżają kontenery z mięsem, owocami, wyszukanymi deserami.

Wygłodzeni młodzi ludzie widzą tę kolosalną ilość żywności wnoszoną do domu starców i patrzą na nią pożądliwym wzrokiem. Jak myślicie, czy długo wytrzymają i będą w stanie opanować dręczący ich głód, nim sforsują płot i rzucą się na jedzenie?

To metafora dwóch, sąsiadujących ze sobą kontynentów - Afryki i Europy.

 

86 dzieci na minutę

Afrykańczyków jest coraz więcej i miliony z nich nie mają co jeść. Produkt Krajowy Brutto prawie dwudziestu państw afrykańskich jest poniżej 1000 dolarów rocznie na głowę mieszkańca. W Europie statystyczna średnia wynosi około 35 tysięcy, a w Unii Europejskiej - ponad 43 tysiące. Jednocześnie, w ciągu ostatniego stulecia populacja Afryki wzrosła dramatycznie, osiągając w roku 2024 około 1,5 miliarda. Afrykańczyków przybywa co trzy lata ponad 100 milionów. Współczynnik dzietności (statystyczna liczba dzieci na jedną kobietę) w Afryce wynosi 4,7. Najliczniejszym krajem Afryki jest Nigeria. Liczba Nigeryjczyków rośnie błyskawicznie od połowy XX wieku. W tym czasie zwiększyła się czterokrotnie. W roku 1950 Nigeria liczyła mniej mieszkańców niż obecna Polska, bo zaledwie 36 milionów. Obecnie Nigerię zamieszkuje prawie 220 milionów. Statystycznie rodzi się tam ponad 15 dzieci na minutę, czyli jedno dziecko co 4 sekundy. Nigeria ma młodą populację – ponad 42% mieszkańców poniżej 14 lat.

Nigeria to tylko jedno państwo. W całej Afryce rodzi się 86 dzieci w każdej minucie. Czyli rocznie jest to ponad 45 milionów nowych mieszkańców. W tym samym czasie w Europie (populacja 750 milionów, z tego ok. 448 w Unii Europejskiej) przybywa mniej niż 7 milionów dzieci. W dodatku w Europie umiera coraz więcej ludzi. W ciągu ostatnich 70 lat liczba zgonów wzrosła z około 6.5 miliona rocznie w roku 1950 do ponad 9.5 miliona w 2021. W Europie liczba żywych urodzeń w latach 50-tych XX wieku wynosiła rocznie ponad 12 milionów. W latach 60-tych spadła do 10.5 miliona. W 90-tych zniżyła się do nieznacznie ponad 7 milionów, a w roku 2020 zeszła poniżej 7 milionów. Według przewidywań, jeśli obecne procesy demograficzne nie ulegną zmianom, Afryka w roku 2100 zbliży się swoją populacją do 4 miliardów, podczas gdy Unia Europejska skurczy się do około 420 milionów, przy znacznie większym procencie ludzi w wieku emerytalnym.

 

Dostatek wrogiem przyrostu naturalnego

Demografia wykazuje zaskakującą regułę: im wyższy poziom życia, tym mniej dzieci. Większe dochody w rodzinie obniżają dzietność. Społeczeństwa bogate skazują się na wymarcie. Najwyraźniej dostatnie życie skłania do cenienia wygody ponad posiadanie potomstwa. Z gruntu fałszywe okazują się tezy wiążące wyższą dzietność z lepszą opieką medyczną lub lepszymi warunkami mieszkaniowymi. Logika nakazywałaby takie korelacje, ale taka logika zawodzi. W praktyce jest zaskakująco odwrotnie: im gorzej, tym wyższa dzietność. I to nie jest wyłącznie kwestia kosztów środków antykoncepcyjnych.

Na liście miejsc na kuli ziemskiej o najwyższej dzietności, wśród pierwszych 45, tylko dwa obszary (Afganistan i Strefa Gazy) nie są krajami afrykańskimi. Jednocześnie jest żelazną regułą, że państwa o najwyższej dzietności mają najniższy Produkt Krajowy Brutto na głowę. Przykładowo Niger (najwyższa dzietność na świecie, ponad 6.5 dziecka na statystyczną kobietę) ma roczny PKB wynoszący 614 dolarów, Czad, Demokratyczna Republika Kongo i Somalia (dzietność 6) mają roczny PKB poniżej 800 dolarów na głowę mieszkańca. Burundi - znajdujące się pod względem dzietności w pierwszej dziesiątce państw - ma przerażający PKB, bo wynoszący mniej niż 250 dolarów, co oznacza, że na Burundyjczyka przypadają dziennie zaledwie 2 złote i 73 grosze produktu narodowego.

Związek pomiędzy biedą a wysoką dzietnością jest zjawiskiem uniwersalnym. Polska przez cały wiek XIX, pod zaborami, miała podobne statystyki, jak dziś Afryka: dzietność wynosiła przez długie dziesięciolecia ponad sześcioro dzieci na kobietę, później obniżyła się w okolice ponad pięciorga. Obecnie dzietność jest najniższa w historii narodu.

 

Nigdy nie było gorzej

Współczynnik dzietności, zapewniający zastępowalność pokoleń, wynosi 2,1-2,15. Społeczność o niższej dzietności - zanika. W Polsce dzietność jest obecnie najniższa w tysiącletniej historii i wynosi około 1.2. Nigdy nie było gorzej. Oznacza to, że Polacy skazani są na wymarcie. Nie tylko oni. Identyczne zjawisko dotyczy całej Europy, gdzie najlepsze wyniki ma Francja, ale nie dzięki Francuzom, tylko arabskim imigrantom. Tego nie wolno badać ani oficjalnie ogłaszać, bo we Francji istnieje zakaz badania dzietności w korelacji z etnicznością. Jednak zagłada obecnej struktury demograficznej czeka Europę dopiero za kilkanaście pokoleń. Wcześniej grozi obywatelom Unii coś bardziej dotkliwego: gwałtowne starzenie się społeczeństwa i brak pieniędzy na emerytury. Jeszcze w roku 2001 na jedną wypłacaną emeryturę pracowało czterech zatrudnionych. W Unii, w roku 2050 na każdą osobę w wieku powyżej 65 lat będą przypadać tylko dwie osoby w wieku produkcyjnym. Dlatego Europa potrzebuje ludzi. I tu nie ma żadnej dyskusji: albo są ludzie, którzy pracują, albo nie ma emerytur.
 
Afrykę dzieli od Europy zaledwie 20 kilometrów. Taka jest przecież szerokość Cieśniny Gibraltarskiej w najwęższym miejscu. Nie miejmy żadnych złudzeń. Ludzie z Afryki przyjdą. Będzie ich wielu. Już zaczęli przychodzić. A to dopiero początek.

 

Nie da się uniknąć nieuniknionego

Afryka jest młoda i biedna. Europa - stara i bogata. Wędrówka ludów z Afryki do Europy jest zjawiskiem nieuniknionym. Nie da się go powstrzymać. Najważniejsza bariera już pękła. Dla mieszkańca Afryki jeszcze kilkanaście lat temu migracja do Europy była czymś niewyobrażalnym. Jeżeli urodziłeś się w Burundi, umierałeś w Burundi. Rewolucja informacyjna zmieniła wszystko w kilka lat. Teraz nie jest żadnym problemem zdobycie wiedzy, jak, którędy, kiedy i za ile można ruszyć do Europy. Ta wiedza dociera do tysięcy mieszkańców Afryki Subsaharyjskiej w każdej minucie każdego dnia. Jak można inaczej rozstrzygnąć życiowy dylemat: życie w biedzie lub nawet w nędzy, bez nadziei na lepsze jutro, czy podróż do bajecznie bogatej Europy? Wędrówka już trwa.

Co Europejczycy mogą zrobić, to nadać jej, na ile to możliwe, odpowiednią formę. Bo czy to dobrze, żeby nadciągały miliony kilkunastolatków i dwudziestoparolatków, już ukształtowanych przez swoje, lokalne, afrykańskie kultury i stwarzały problemy wynikające ze starcia się tamtych kultur z europejską? Czy może lepszym pomysłem byłoby coś, co wygląda z pozoru na drastyczną utopię, ale w praktyce może dać szansę na lepsze efekty? 

Oczywiste jest, że prawdziwym rozwiązaniem problemów Afryki może być tylko jej rozwój gospodarczy, podniesienie poziomu życia i tym samym zredukowanie dzietności. Jednak, nim to nastąpi, Afryka ma miliony niechcianych dzieci, narażonych na głód, przemoc, wyzysk, wojny i epidemie. Czy zamiast pomocy tym dzieciom "na odległość" nie byłaby bardziej korzystna pomoc bezpośrednia, w formie adopcji? Wyobraźmy sobie np. polskie rodziny adoptujące afrykańskie niemowlęta. Szalony pomysł? Tak. Szalony. Ale Polacy nie są przecież rasistami, a Polska potrzebuje Polaków. Kolor skóry Polaka jest tak samo nieistotny jak kolor jego oczu, czy włosów. Poczucie narodowe, kultura nie mają nic wspólnego z cechami fizycznymi. Czy odważylibyśmy się na taką decyzję?

Nawet, gdyby tak było, to co mogłoby skłonić Europejczyków, w tym Polaków, którzy nie chcą mieć własnych, biologicznych dzieci, żeby opiekowali się i byli rodzicami dla dzieci adoptowanych i afrykańskich? Wracamy więc do punktu wyjścia. Pętla się zaciska.

Czyli co? Nie damy się uwieść utopii, ale dystopii? Więc mieszkańcy domu starców, którym jest Europa, ustawią w oknach karabiny maszynowe i zaminują swoje granice, wierząc naiwnie, że taka postawa może rozwiązać nierozwiązywalny problem?


 

POLECANE
Orban: Po wyborach rozprawimy się z Brukselą z ostatniej chwili
Orban: Po wyborach rozprawimy się z Brukselą

– Brukselska machina represji na Węgrzech nadal działa, ale po wyborach się nią zajmiemy – zapowiedział węgierski premier Viktor Orban w wygłoszonym w sobotę w Budapeszcie dorocznym orędziu o stanie państwa, mającym podsumować miniony rok.

Komunikat dla mieszkańców woj. dolnośląskiego Wiadomości
Komunikat dla mieszkańców woj. dolnośląskiego

W Karkonoszach panują trudne warunki do wędrówek: szlaki są śliskie, oblodzone, temperatura do minus 8 stopni Celsjusza, a widoczność ograniczona do 30 metrów – poinformowali w sobotę ratownicy Karkonoskiej Grupy GOPR.

Komisarz UE ds. obrony: Europejskie siły zbrojne powinny zastąpić wojska amerykańskie z ostatniej chwili
Komisarz UE ds. obrony: Europejskie siły zbrojne powinny zastąpić wojska amerykańskie

„Mówimy o siłach szybkiego reagowania o zdolności 100 000 lub 80 000, które powinny zastąpić siły amerykańskie” - mówił cytowany przez portal Politico komisarz UE ds. obrony Andrius Kubilius.

Awantura po meczu w Radomiu. Potrzebna była interwencja medyków Wiadomości
Awantura po meczu w Radomiu. Potrzebna była interwencja medyków

Mecz 21. kolejki Ekstraklasy w Radomiu zakończył się poważnym skandalem. Korona Kielce wygrała na wyjeździe z Radomiak Radom 2:0, ale po ostatnim gwizdku na murawie wybuchła bójka. W jej trakcie dyrektor marketingu Korony, Michał Siejak, został uderzony butelką w głowę i trafił do szpitala.

Burza w Polsce 2050. Posłanka opuszcza partię z ostatniej chwili
Burza w Polsce 2050. Posłanka opuszcza partię

Żaneta Cwalina-Śliwowska podjęła decyzję o opuszczeniu Polskę 2050. To efekt napięć, które w ostatnim czasie narastają w partii.

KE wstrzyma Polsce SAFE? Poseł KO: Wystarczy nie sprzeniewierzać się wartościom unijnym wideo
KE wstrzyma Polsce SAFE? Poseł KO: Wystarczy nie sprzeniewierzać się wartościom unijnym

„Wystarczy nie sprzeniewierzać się wartościom unijnym i zasadzie praworządności i nie będzie wtedy żadnego zagrożenia” - oświadczyła poseł Koalicji Obywatelskiej Dorota Łoboda w programie Moniki Olejnik na antenie TVN24 odnośnie do wstrzymania przez Komisję Europejską pieniędzy z programu SAFE.

Brytyjskie MSZ potwierdza: Nawalny został otruty z ostatniej chwili
Brytyjskie MSZ potwierdza: Nawalny został otruty

Rosyjski opozycjonista Aleksiej Nawalny został otruty w więzieniu, w którym zmarł w połowie lutego 2024 r. – poinformowało w sobotę w komunikacie brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych.

8-letni chłopiec ofiarą przemocy. Troje podejrzanych trafi do aresztu Wiadomości
8-letni chłopiec ofiarą przemocy. Troje podejrzanych trafi do aresztu

Rodzice zastępczy oraz ich 39-letni znajomy, którzy w piątek usłyszeli prokuratorskie zarzuty znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad 8-letnim chłopcem, na najbliższe 3 miesiące trafią do aresztu - zadecydował w sobotę Sąd Rejonowy w Zgierzu.

Popularny słodzik pod lupą naukowców. Niepokojące ustalenia Wiadomości
Popularny słodzik pod lupą naukowców. Niepokojące ustalenia

Erytrol, popularny zamiennik cukru dodawany do produktów „bez cukru”, może nie być tak obojętny dla zdrowia, jak dotąd sądzono. Najnowszy przegląd badań opublikowany 11 stycznia 2026 r. w „Annual Review of Medicine” wskazuje, że wysokie stężenie tej substancji we krwi może wiązać się z większym ryzykiem zawału serca i udaru.

Marco Rubio nakreślił dramatyczny obraz Europy: „To była głupia transformacja” gorące
Marco Rubio nakreślił dramatyczny obraz Europy: „To była głupia transformacja”

„To była głupia transformacja” - powiedział podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa amerykański sekretarz stanu Marco Rubio kreśląc dramatyczny obraz zniszczonej na własne życzenie Europy”.

REKLAMA

Paweł Jędrzejewski: Afryka nadchodzi

Wyobraźmy sobie ogromny plac, a na nim bezczynnie siedzące i leżące tłumy młodych ludzi, którzy nie mają pracy, a jednocześnie nie dostają wystarczającej ilości jedzenia, więc są wychudzeni, stale głodni, a w dodatku nie mają żadnych perspektyw na przyszłość. Ludzi wciąż przybywa, a jedzenia jest mniej i mniej.

Ten ogromny, a coraz bardziej zatłoczony teren sąsiaduje z nowoczesnym, luksusowym domem starców, zamieszkanym przez coraz większą liczbę bogatych emerytów. Dom starców otoczony jest jedynie płotem, więc doskonale widać, jak firmy cateringowe dostarczają jego mieszkańcom kilka razy dziennie wystawne posiłki w ilościach, których oni nie są w stanie zjeść. Stale zajeżdżają kontenery z mięsem, owocami, wyszukanymi deserami.

Wygłodzeni młodzi ludzie widzą tę kolosalną ilość żywności wnoszoną do domu starców i patrzą na nią pożądliwym wzrokiem. Jak myślicie, czy długo wytrzymają i będą w stanie opanować dręczący ich głód, nim sforsują płot i rzucą się na jedzenie?

To metafora dwóch, sąsiadujących ze sobą kontynentów - Afryki i Europy.

 

86 dzieci na minutę

Afrykańczyków jest coraz więcej i miliony z nich nie mają co jeść. Produkt Krajowy Brutto prawie dwudziestu państw afrykańskich jest poniżej 1000 dolarów rocznie na głowę mieszkańca. W Europie statystyczna średnia wynosi około 35 tysięcy, a w Unii Europejskiej - ponad 43 tysiące. Jednocześnie, w ciągu ostatniego stulecia populacja Afryki wzrosła dramatycznie, osiągając w roku 2024 około 1,5 miliarda. Afrykańczyków przybywa co trzy lata ponad 100 milionów. Współczynnik dzietności (statystyczna liczba dzieci na jedną kobietę) w Afryce wynosi 4,7. Najliczniejszym krajem Afryki jest Nigeria. Liczba Nigeryjczyków rośnie błyskawicznie od połowy XX wieku. W tym czasie zwiększyła się czterokrotnie. W roku 1950 Nigeria liczyła mniej mieszkańców niż obecna Polska, bo zaledwie 36 milionów. Obecnie Nigerię zamieszkuje prawie 220 milionów. Statystycznie rodzi się tam ponad 15 dzieci na minutę, czyli jedno dziecko co 4 sekundy. Nigeria ma młodą populację – ponad 42% mieszkańców poniżej 14 lat.

Nigeria to tylko jedno państwo. W całej Afryce rodzi się 86 dzieci w każdej minucie. Czyli rocznie jest to ponad 45 milionów nowych mieszkańców. W tym samym czasie w Europie (populacja 750 milionów, z tego ok. 448 w Unii Europejskiej) przybywa mniej niż 7 milionów dzieci. W dodatku w Europie umiera coraz więcej ludzi. W ciągu ostatnich 70 lat liczba zgonów wzrosła z około 6.5 miliona rocznie w roku 1950 do ponad 9.5 miliona w 2021. W Europie liczba żywych urodzeń w latach 50-tych XX wieku wynosiła rocznie ponad 12 milionów. W latach 60-tych spadła do 10.5 miliona. W 90-tych zniżyła się do nieznacznie ponad 7 milionów, a w roku 2020 zeszła poniżej 7 milionów. Według przewidywań, jeśli obecne procesy demograficzne nie ulegną zmianom, Afryka w roku 2100 zbliży się swoją populacją do 4 miliardów, podczas gdy Unia Europejska skurczy się do około 420 milionów, przy znacznie większym procencie ludzi w wieku emerytalnym.

 

Dostatek wrogiem przyrostu naturalnego

Demografia wykazuje zaskakującą regułę: im wyższy poziom życia, tym mniej dzieci. Większe dochody w rodzinie obniżają dzietność. Społeczeństwa bogate skazują się na wymarcie. Najwyraźniej dostatnie życie skłania do cenienia wygody ponad posiadanie potomstwa. Z gruntu fałszywe okazują się tezy wiążące wyższą dzietność z lepszą opieką medyczną lub lepszymi warunkami mieszkaniowymi. Logika nakazywałaby takie korelacje, ale taka logika zawodzi. W praktyce jest zaskakująco odwrotnie: im gorzej, tym wyższa dzietność. I to nie jest wyłącznie kwestia kosztów środków antykoncepcyjnych.

Na liście miejsc na kuli ziemskiej o najwyższej dzietności, wśród pierwszych 45, tylko dwa obszary (Afganistan i Strefa Gazy) nie są krajami afrykańskimi. Jednocześnie jest żelazną regułą, że państwa o najwyższej dzietności mają najniższy Produkt Krajowy Brutto na głowę. Przykładowo Niger (najwyższa dzietność na świecie, ponad 6.5 dziecka na statystyczną kobietę) ma roczny PKB wynoszący 614 dolarów, Czad, Demokratyczna Republika Kongo i Somalia (dzietność 6) mają roczny PKB poniżej 800 dolarów na głowę mieszkańca. Burundi - znajdujące się pod względem dzietności w pierwszej dziesiątce państw - ma przerażający PKB, bo wynoszący mniej niż 250 dolarów, co oznacza, że na Burundyjczyka przypadają dziennie zaledwie 2 złote i 73 grosze produktu narodowego.

Związek pomiędzy biedą a wysoką dzietnością jest zjawiskiem uniwersalnym. Polska przez cały wiek XIX, pod zaborami, miała podobne statystyki, jak dziś Afryka: dzietność wynosiła przez długie dziesięciolecia ponad sześcioro dzieci na kobietę, później obniżyła się w okolice ponad pięciorga. Obecnie dzietność jest najniższa w historii narodu.

 

Nigdy nie było gorzej

Współczynnik dzietności, zapewniający zastępowalność pokoleń, wynosi 2,1-2,15. Społeczność o niższej dzietności - zanika. W Polsce dzietność jest obecnie najniższa w tysiącletniej historii i wynosi około 1.2. Nigdy nie było gorzej. Oznacza to, że Polacy skazani są na wymarcie. Nie tylko oni. Identyczne zjawisko dotyczy całej Europy, gdzie najlepsze wyniki ma Francja, ale nie dzięki Francuzom, tylko arabskim imigrantom. Tego nie wolno badać ani oficjalnie ogłaszać, bo we Francji istnieje zakaz badania dzietności w korelacji z etnicznością. Jednak zagłada obecnej struktury demograficznej czeka Europę dopiero za kilkanaście pokoleń. Wcześniej grozi obywatelom Unii coś bardziej dotkliwego: gwałtowne starzenie się społeczeństwa i brak pieniędzy na emerytury. Jeszcze w roku 2001 na jedną wypłacaną emeryturę pracowało czterech zatrudnionych. W Unii, w roku 2050 na każdą osobę w wieku powyżej 65 lat będą przypadać tylko dwie osoby w wieku produkcyjnym. Dlatego Europa potrzebuje ludzi. I tu nie ma żadnej dyskusji: albo są ludzie, którzy pracują, albo nie ma emerytur.
 
Afrykę dzieli od Europy zaledwie 20 kilometrów. Taka jest przecież szerokość Cieśniny Gibraltarskiej w najwęższym miejscu. Nie miejmy żadnych złudzeń. Ludzie z Afryki przyjdą. Będzie ich wielu. Już zaczęli przychodzić. A to dopiero początek.

 

Nie da się uniknąć nieuniknionego

Afryka jest młoda i biedna. Europa - stara i bogata. Wędrówka ludów z Afryki do Europy jest zjawiskiem nieuniknionym. Nie da się go powstrzymać. Najważniejsza bariera już pękła. Dla mieszkańca Afryki jeszcze kilkanaście lat temu migracja do Europy była czymś niewyobrażalnym. Jeżeli urodziłeś się w Burundi, umierałeś w Burundi. Rewolucja informacyjna zmieniła wszystko w kilka lat. Teraz nie jest żadnym problemem zdobycie wiedzy, jak, którędy, kiedy i za ile można ruszyć do Europy. Ta wiedza dociera do tysięcy mieszkańców Afryki Subsaharyjskiej w każdej minucie każdego dnia. Jak można inaczej rozstrzygnąć życiowy dylemat: życie w biedzie lub nawet w nędzy, bez nadziei na lepsze jutro, czy podróż do bajecznie bogatej Europy? Wędrówka już trwa.

Co Europejczycy mogą zrobić, to nadać jej, na ile to możliwe, odpowiednią formę. Bo czy to dobrze, żeby nadciągały miliony kilkunastolatków i dwudziestoparolatków, już ukształtowanych przez swoje, lokalne, afrykańskie kultury i stwarzały problemy wynikające ze starcia się tamtych kultur z europejską? Czy może lepszym pomysłem byłoby coś, co wygląda z pozoru na drastyczną utopię, ale w praktyce może dać szansę na lepsze efekty? 

Oczywiste jest, że prawdziwym rozwiązaniem problemów Afryki może być tylko jej rozwój gospodarczy, podniesienie poziomu życia i tym samym zredukowanie dzietności. Jednak, nim to nastąpi, Afryka ma miliony niechcianych dzieci, narażonych na głód, przemoc, wyzysk, wojny i epidemie. Czy zamiast pomocy tym dzieciom "na odległość" nie byłaby bardziej korzystna pomoc bezpośrednia, w formie adopcji? Wyobraźmy sobie np. polskie rodziny adoptujące afrykańskie niemowlęta. Szalony pomysł? Tak. Szalony. Ale Polacy nie są przecież rasistami, a Polska potrzebuje Polaków. Kolor skóry Polaka jest tak samo nieistotny jak kolor jego oczu, czy włosów. Poczucie narodowe, kultura nie mają nic wspólnego z cechami fizycznymi. Czy odważylibyśmy się na taką decyzję?

Nawet, gdyby tak było, to co mogłoby skłonić Europejczyków, w tym Polaków, którzy nie chcą mieć własnych, biologicznych dzieci, żeby opiekowali się i byli rodzicami dla dzieci adoptowanych i afrykańskich? Wracamy więc do punktu wyjścia. Pętla się zaciska.

Czyli co? Nie damy się uwieść utopii, ale dystopii? Więc mieszkańcy domu starców, którym jest Europa, ustawią w oknach karabiny maszynowe i zaminują swoje granice, wierząc naiwnie, że taka postawa może rozwiązać nierozwiązywalny problem?



 

Polecane