Witold Repetowicz: Izrael przegrywa tę wojnę

– Izrael nie jest samowystarczalny, a prowadzona przez to państwo wojna od samego początku bardzo uderza w jego gospodarkę. Nawet jeżeli niektóre wskaźniki tego aż tak dramatycznie nie pokazują, to jest bardzo prawdopodobne, że prędzej czy później stanie się to wyraźnie widoczne – mówi Witold Repetowicz, reporter wojenny, ekspert ds. Bliskiego Wschodu, w rozmowie z Agnieszką Żurek.
Armia izraelska rozpoczyna „uderzenia prewencyjne” przeciwko Hezbollahowi w Libanie Witold Repetowicz: Izrael przegrywa tę wojnę
Armia izraelska rozpoczyna „uderzenia prewencyjne” przeciwko Hezbollahowi w Libanie / EPA/ATEF SAFADI Dostawca: PAP/EPA.

– Żyjemy wszyscy w napięciu, co zrobi Iran po izraelskich prowokacjach. Możemy mieć nadzieję, że ponieważ zwleka z akcją militarną wobec Izraela, to jest szansa na rozładowanie tej sytuacji, czy też jest już na to za późno?

– Nieporozumieniem jest przywiązywanie się do pewnych dat podawanych w mediach, ponieważ Iran wyraźnie powiedział na samym początku, że odwet nastąpi w czasie i miejscu wybranym przez niego. A zatem wszystkie przecieki pochodzące ze Stanów Zjednoczonych i Izraela mówiące o konkretnych datach domniemanego ataku nie mają żadnego znaczenia. Jednak nie z tego powodu, że Iran zwleka.

Nie ma w tej chwili żadnych podstaw, aby sądzić, że państwo to nie dokona na Izraelu odwetu w najbliższym czasie.

Istnieje natomiast pewna furtka, choć bardzo niewielka, która mogłaby być szansą na pokój. Jeżeli doszłoby do zakończenia walk w Strefie Gazy, to jest możliwe, że Iran ogłosiłby to jako swój sukces i odstąpił wtedy od odwetu. W tej chwili jednak niewiele wskazuje na to, żeby ten scenariusz mógł się zrealizować. Nie chce tego przede wszystkim strona izraelska, a ściślej – premier Beniamin Netanjahu.

W Izraelu jest wiele osób, które życzyłyby sobie zawieszenia broni, natomiast Netanjahu i jego sojusznicy z prawej strony sceny politycznej, religijni syjoniści, nie chcą pokoju. Otwarte pozostaje pytanie: Jak będzie wyglądał odwet Iranu?

Działania Iranu 

– Poprzednie działania Iranu były bardziej symboliczne niż realnie groźne. Czy jest szansa na to, że kolejne też takie będą? Czy raczej jest to już nierealne, bo brak wyraźnego odwetu obniżyłby prestiż Iranu wśród państw Bliskiego Wschodu?

– Prawdopodobieństwo, że odwet będzie miał charakter symboliczny, istnieje, ale jest ono w mojej ocenie bardzo małe. Ostatnio pojawiła się spekulacja, że nastąpi ze strony Iranu uderzenie na domniemane cele izraelskie poza Izraelem, na przykład w Azerbejdżanie. Szczerze mówiąc, wątpię, aby Iran wybrał taki sposób działania. Scenariuszy może być wiele. Iran ma pewien dylemat, ponieważ wciąż nie chce, aby jego ewentualny odwet przerodził się w wojnę, w którą byłby bezpośrednio zaangażowany. Musi więc cały czas starać się oceniać, jaka może być odpowiedź Stanów Zjednoczonych na odwet na Izraelu ze strony Iranu.

Jeśli chodzi o sam Izrael, to odpowiedź ze strony tego państwa jest tutaj wtórna, ponieważ nie jest on w stanie sam uderzyć na Iran na taką skalę, by doprowadzić do globalnego konfliktu. 

Czytaj także: Tragedia nad rzeką: nie żyje mężczyzna

Co zrobi Izrael? 

– Izraelowi zależy na tym, żeby jeszcze przed wyborami w Stanach doprowadzić do konfliktu na szerszą skalę na Bliskim Wschodzie? Dla USA byłby to najgorszy moment na wejście do wojny. 

– Jeśli chodzi o to, na czym zależy Izraelowi, to różne interesy mają rozmaite siły polityczne. Beniamin Netanjahu oraz jego sojusznicy – religijni syjoniści, czyli Itamar Ben Gwir i Becalel Smotricz, zdecydowanie prą do tego, aby zaangażować USA w wojnę na Bliskim Wchodzie właśnie przed wyborami. Zakładają, że eskalacja konfliktu zaszkodzi Demokratom, Kamali Harris, a pomoże Donaldowi Trumpowi. Sądzą także, że łatwiej będzie wciągnąć Stany Zjednoczone w konflikt na Bliskim Wschodzie właśnie przed wyborami – z uwagi na groźbę utraty głosów żydowskich. Natomiast po wyborach nowy prezydent, nawet jeżeli byłby to Trump, miałby znacznie większą swobodę manewru i szukania różnych rozwiązań. Zatem jeżeli chodzi o tych, którzy pragną eskalacji, to najlepszy dla nich moment jest właśnie przed wyborami, a dokładniej – tuż przed wyborami. Natomiast to nie oznacza, że wszyscy w Izraelu chcą tej eskalacji. Opinie są tam podzielone. Po zamachu na szefa Hamasu Ismaila Haniję pojawiły się bardzo silne głosy krytykujące działania Netanjahu, które torpedują negocjacje w kwestii zawieszenia broni.
 
– Zmienia się także sytuacja międzynarodowa Izraela, wydaje się, że cierpliwość kolejnych państw wobec popełniania zbrodni w Strefie Gazy się wyczerpuje. Czy Netanjahu może jeszcze długo działać w wybrany przez siebie sposób?

– Jak już wspomniałem, poparcie dla Netanjahu i jego sposobu działania nie jest w Izraelu jednoznaczne, niemniej również wśród części Izraelczyków, którzy są w opozycji do izraelskiego premiera, znaczna część także ma podobne jak on, bezwzględne podejście do konfliktu w Strefie Gazy. Nie wyszli oni z amoku po 7 października 2023 r. Natomiast część Izraelczyków ma świadomość, że to wszystko prowadzi do katastrofy. Netanjahu i jego rząd opierają się praktycznie wyłącznie na kwestii poparcia ze strony Stanów Zjednoczonych i pewności tego sojuszu. A zatem nie ma dla nich większego znaczenia międzynarodowa opinia publiczna.

Do każdej krytyki ich działań podchodzą na zasadzie: „Kto nie z nami, ten przeciwko nam”. Poza Stanami Zjednoczonymi – tutaj nie mogą sobie pozwolić na zbyt daleko idącą krytykę.

Można powiedzieć, że dyplomacja izraelska to jest w tej chwili wzór tego, jak nie powinna funkcjonować dyplomacja. Izrael popełnia tutaj duży błąd. Z dwóch powodów. Po pierwsze, umyka im zmiana nastrojów globalnych i nastrojów w Stanach Zjednoczonych, czyli odsuwanie się sympatii od Izraela i przesuwanie się jej ku Palestyńczykom. To jest bardzo groźne, Izrael powinien zdawać sobie z tego sprawę i zabiegać o sympatię międzynarodową, a tego nie robi. Drugi problem, który dostrzega niestety w Izraelu mniejszość, to fakt, że wraz z tymi zmianami w nastrojach opinii międzynarodowej i zrażaniem do siebie przez Izrael sporej części świata, umykają szanse i pojawiają się ryzyka. Mam tutaj na myśli głównie kwestię międzynarodowej współpracy gospodarczej. Izrael nie jest samowystarczalny, a prowadzona przez to państwo wojna od samego początku bardzo uderza w gospodarkę izraelską. Nawet jeżeli niektóre wskaźniki tego aż tak dramatycznie nie pokazują, to jest bardzo prawdopodobne, że prędzej czy później stanie się to wyraźnie widoczne. Izrael nie jest w stanie tego przeskoczyć na dłuższą metę. Istnieje wiele wskaźników pokazujących odpływ inwestorów, odpływ współpracy technologicznej, utratę szans na rozwój współpracy ze światem arabskim, np. ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, które niedawno w ramach Porozumień Abrahamowych normalizowały stosunki z Izraelem właśnie po to, żeby rozwijać współpracę gospodarczo-technologiczną.

Izrael traci okazję na włączenie do Porozumień Abrahamowych Arabii Saudyjskiej, co Amerykanie podawali im na tacy pod warunkiem przerwania działań w Strefie Gazy. Izrael zatem traci bardzo wiele w sferze gospodarczej, ale dostrzega to jedynie wąska część opinii publicznej.

– No właśnie, Netanjahu wydaje się iść w zaparte, zapewne także dlatego, że jeśli wojna się skończy, on zapewne trafi do więzienia za przestępstwa korupcyjne. Także reasumując, nadzieje na pokojowe rozwiązanie sytuacji na Bliskim Wschodzie są bardzo niewielkie?

– Tak, są bardzo małe, zwłaszcza przed wyborami w Stanach Zjednoczonych.

Czytaj także: Atak nożownika na niemieckim festynie: nowe informacje

Zakładnicy 

– Ostatnie pytanie o zakładników. Czy są jeszcze jakiekolwiek widoki na ich uwolnienie?

– Część izraelskiej opinii publicznej wciąż się tego domaga. To jest ta grupa, która chce negocjacji i porozumienia. Natomiast dla Netanjahu i dla religijnych syjonistów, czyli Ben Gwira i Smotricza, to jest zupełnie nieistotna kwestia. Z różnych powodów. Benjamin Netanjahu myśli tylko o swoim interesie, natomiast Ben Gwir i Smotricz mają podejście fundamentalistyczne i dla nich po prostu jest to kwestia ofiary w imię wyższego celu, czyli budowy Wielkiego Izraela. Nie ma zatem znaczenia, czy te sto osób umrze, czy nie. Po prostu „boski cel” jest ważniejszy.
 


 

POLECANE
Katastrofa F-16 w Radomiu. Odnaleziono kamerę z ostatniej chwili
Katastrofa F-16 w Radomiu. Odnaleziono kamerę

– Na miejscu wypadku samolotu F-16 odnaleziona została kamera; najprawdopodobniej należała do pilota, który zginął w czwartkowej katastrofie – przekazał PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba.

Sawicki wbija szpilę Hołowni: Nie potrafi dobierać ludzi z ostatniej chwili
Sawicki wbija szpilę Hołowni: "Nie potrafi dobierać ludzi"

– Pani Cienkowska, podobnie jak inne panie z Polski 2050 pełniące funkcje ministerialne, powinny podać się do dymisji i zrezygnować z pełnienia swoich funkcji – stwierdził w rozmowie z "Super Expressem" poseł PSL Marek Sawicki.

TVN24 ujawnił nagrania rzekomo z katastrofy F-16 w Radomiu. Jest reakcja prokuratury z ostatniej chwili
TVN24 ujawnił nagrania rzekomo z katastrofy F-16 w Radomiu. Jest reakcja prokuratury

Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie potwierdza autentyczności nagrań z Radomia ujawnionych w sobotę przez TVN24.

Wyłączenia prądu w Łodzi. Ważny komunikat dla mieszkańców z ostatniej chwili
Wyłączenia prądu w Łodzi. Ważny komunikat dla mieszkańców

Operator energetyczny zapowiedział kolejne przerwy w dostawie prądu na terenie Łodzi. Wyłączenia rozpoczną się od 1 września 2025 r. i obejmą różne dzielnice miasta. Sprawdź, czy twój adres znajduje się na liście.

Kanał Zero stara się o koncesję telewizyjną. Stanowski zabrał głos z ostatniej chwili
Kanał Zero stara się o koncesję telewizyjną. Stanowski zabrał głos

Kanał Zero wystąpił do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o przyznanie koncesji telewizyjnej – poinformował w piątek serwis press.pl. W sobotę informacje potwierdził Krzysztof Stanowski, założyciel Kanału Zero.

Zakaz debat o imigracji w niemieckim mieście tylko u nas
Zakaz debat o imigracji w niemieckim mieście

W przededniu wyborów samorządowych w Nadrenii Północnej-Westfalii, które odbędą się 14 września 2025 roku, Kolonia stała się areną gorącej debaty politycznej. Siedem partii – CDU, SPD, Zieloni, FDP, Lewica, Volt oraz Die Partei – podpisało tzw. „Porozumienie o uczciwości” (Fairness-Abkommen), zainicjowane przez stowarzyszenie „Koloński Okrągły Stół na rzecz Integracji”.

Afera czołgowa w MON. Mariusz Błaszczak złożył wniosek do prokuratury z ostatniej chwili
"Afera czołgowa" w MON. Mariusz Błaszczak złożył wniosek do prokuratury

Przekazanie sprawnego czołgu swojemu współpracownikowi i znajomemu, to skandaliczne nadużycie uprawnień; kieruję wniosek do prokuratury wobec wiceszefa MON Pawła Bejdy - zapowiedział szef klubu PiS Mariusz Błaszczak, odnosząc się do artykułu Onetu. W odpowiedzi wiceminister Bejda podkreśla, że czołg został w 2016 r. wycofany z użycia.

Komunikat dla mieszkańców woj. opolskiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. opolskiego

Po zderzeniu dwóch samochodów osobowych w Brzegu zablokowana jest droga krajowa nr 39 – poinformował dyżurny GDDKiA w Opolu.

Ministerstwo Sprawiedliwości Żurka pracuje nad rozporządzeniem umożliwiającym manipulacje składami orzekającymi sądów tylko u nas
Ministerstwo Sprawiedliwości Żurka pracuje nad rozporządzeniem umożliwiającym manipulacje składami orzekającymi sądów

14 sierpnia 2025 r. Ministerstwo Sprawiedliwości skierowało do konsultacji projekt rozporządzenia zmieniającego regulamin urzędowania sądów powszechnych. Oficjalnie chodzi o „usprawnienie organizacji pracy sądów”. W rzeczywistości mamy do czynienia z próbą przemycenia regulacji, które nie tylko nie rozwiążą żadnych realnych problemów obywateli, ale wręcz podważają fundament prawa do sądu, zagwarantowanego w art. 45 Konstytucji RP i art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Brama nr 2 Stoczni Gdańskiej zaatakowana przez aktywistów Ostatniego Pokolenia z ostatniej chwili
Brama nr 2 Stoczni Gdańskiej zaatakowana przez aktywistów Ostatniego Pokolenia

Historyczna brama nr 2 Stoczni Gdańskiej, symbol walki o wolność i miejsce pamięci, została w sobotni poranek zaatakowana przez aktywistów grupy Ostatnie Pokolenie. Policja potwierdziła zatrzymanie pięciu osób.

REKLAMA

Witold Repetowicz: Izrael przegrywa tę wojnę

– Izrael nie jest samowystarczalny, a prowadzona przez to państwo wojna od samego początku bardzo uderza w jego gospodarkę. Nawet jeżeli niektóre wskaźniki tego aż tak dramatycznie nie pokazują, to jest bardzo prawdopodobne, że prędzej czy później stanie się to wyraźnie widoczne – mówi Witold Repetowicz, reporter wojenny, ekspert ds. Bliskiego Wschodu, w rozmowie z Agnieszką Żurek.
Armia izraelska rozpoczyna „uderzenia prewencyjne” przeciwko Hezbollahowi w Libanie Witold Repetowicz: Izrael przegrywa tę wojnę
Armia izraelska rozpoczyna „uderzenia prewencyjne” przeciwko Hezbollahowi w Libanie / EPA/ATEF SAFADI Dostawca: PAP/EPA.

– Żyjemy wszyscy w napięciu, co zrobi Iran po izraelskich prowokacjach. Możemy mieć nadzieję, że ponieważ zwleka z akcją militarną wobec Izraela, to jest szansa na rozładowanie tej sytuacji, czy też jest już na to za późno?

– Nieporozumieniem jest przywiązywanie się do pewnych dat podawanych w mediach, ponieważ Iran wyraźnie powiedział na samym początku, że odwet nastąpi w czasie i miejscu wybranym przez niego. A zatem wszystkie przecieki pochodzące ze Stanów Zjednoczonych i Izraela mówiące o konkretnych datach domniemanego ataku nie mają żadnego znaczenia. Jednak nie z tego powodu, że Iran zwleka.

Nie ma w tej chwili żadnych podstaw, aby sądzić, że państwo to nie dokona na Izraelu odwetu w najbliższym czasie.

Istnieje natomiast pewna furtka, choć bardzo niewielka, która mogłaby być szansą na pokój. Jeżeli doszłoby do zakończenia walk w Strefie Gazy, to jest możliwe, że Iran ogłosiłby to jako swój sukces i odstąpił wtedy od odwetu. W tej chwili jednak niewiele wskazuje na to, żeby ten scenariusz mógł się zrealizować. Nie chce tego przede wszystkim strona izraelska, a ściślej – premier Beniamin Netanjahu.

W Izraelu jest wiele osób, które życzyłyby sobie zawieszenia broni, natomiast Netanjahu i jego sojusznicy z prawej strony sceny politycznej, religijni syjoniści, nie chcą pokoju. Otwarte pozostaje pytanie: Jak będzie wyglądał odwet Iranu?

Działania Iranu 

– Poprzednie działania Iranu były bardziej symboliczne niż realnie groźne. Czy jest szansa na to, że kolejne też takie będą? Czy raczej jest to już nierealne, bo brak wyraźnego odwetu obniżyłby prestiż Iranu wśród państw Bliskiego Wschodu?

– Prawdopodobieństwo, że odwet będzie miał charakter symboliczny, istnieje, ale jest ono w mojej ocenie bardzo małe. Ostatnio pojawiła się spekulacja, że nastąpi ze strony Iranu uderzenie na domniemane cele izraelskie poza Izraelem, na przykład w Azerbejdżanie. Szczerze mówiąc, wątpię, aby Iran wybrał taki sposób działania. Scenariuszy może być wiele. Iran ma pewien dylemat, ponieważ wciąż nie chce, aby jego ewentualny odwet przerodził się w wojnę, w którą byłby bezpośrednio zaangażowany. Musi więc cały czas starać się oceniać, jaka może być odpowiedź Stanów Zjednoczonych na odwet na Izraelu ze strony Iranu.

Jeśli chodzi o sam Izrael, to odpowiedź ze strony tego państwa jest tutaj wtórna, ponieważ nie jest on w stanie sam uderzyć na Iran na taką skalę, by doprowadzić do globalnego konfliktu. 

Czytaj także: Tragedia nad rzeką: nie żyje mężczyzna

Co zrobi Izrael? 

– Izraelowi zależy na tym, żeby jeszcze przed wyborami w Stanach doprowadzić do konfliktu na szerszą skalę na Bliskim Wschodzie? Dla USA byłby to najgorszy moment na wejście do wojny. 

– Jeśli chodzi o to, na czym zależy Izraelowi, to różne interesy mają rozmaite siły polityczne. Beniamin Netanjahu oraz jego sojusznicy – religijni syjoniści, czyli Itamar Ben Gwir i Becalel Smotricz, zdecydowanie prą do tego, aby zaangażować USA w wojnę na Bliskim Wchodzie właśnie przed wyborami. Zakładają, że eskalacja konfliktu zaszkodzi Demokratom, Kamali Harris, a pomoże Donaldowi Trumpowi. Sądzą także, że łatwiej będzie wciągnąć Stany Zjednoczone w konflikt na Bliskim Wschodzie właśnie przed wyborami – z uwagi na groźbę utraty głosów żydowskich. Natomiast po wyborach nowy prezydent, nawet jeżeli byłby to Trump, miałby znacznie większą swobodę manewru i szukania różnych rozwiązań. Zatem jeżeli chodzi o tych, którzy pragną eskalacji, to najlepszy dla nich moment jest właśnie przed wyborami, a dokładniej – tuż przed wyborami. Natomiast to nie oznacza, że wszyscy w Izraelu chcą tej eskalacji. Opinie są tam podzielone. Po zamachu na szefa Hamasu Ismaila Haniję pojawiły się bardzo silne głosy krytykujące działania Netanjahu, które torpedują negocjacje w kwestii zawieszenia broni.
 
– Zmienia się także sytuacja międzynarodowa Izraela, wydaje się, że cierpliwość kolejnych państw wobec popełniania zbrodni w Strefie Gazy się wyczerpuje. Czy Netanjahu może jeszcze długo działać w wybrany przez siebie sposób?

– Jak już wspomniałem, poparcie dla Netanjahu i jego sposobu działania nie jest w Izraelu jednoznaczne, niemniej również wśród części Izraelczyków, którzy są w opozycji do izraelskiego premiera, znaczna część także ma podobne jak on, bezwzględne podejście do konfliktu w Strefie Gazy. Nie wyszli oni z amoku po 7 października 2023 r. Natomiast część Izraelczyków ma świadomość, że to wszystko prowadzi do katastrofy. Netanjahu i jego rząd opierają się praktycznie wyłącznie na kwestii poparcia ze strony Stanów Zjednoczonych i pewności tego sojuszu. A zatem nie ma dla nich większego znaczenia międzynarodowa opinia publiczna.

Do każdej krytyki ich działań podchodzą na zasadzie: „Kto nie z nami, ten przeciwko nam”. Poza Stanami Zjednoczonymi – tutaj nie mogą sobie pozwolić na zbyt daleko idącą krytykę.

Można powiedzieć, że dyplomacja izraelska to jest w tej chwili wzór tego, jak nie powinna funkcjonować dyplomacja. Izrael popełnia tutaj duży błąd. Z dwóch powodów. Po pierwsze, umyka im zmiana nastrojów globalnych i nastrojów w Stanach Zjednoczonych, czyli odsuwanie się sympatii od Izraela i przesuwanie się jej ku Palestyńczykom. To jest bardzo groźne, Izrael powinien zdawać sobie z tego sprawę i zabiegać o sympatię międzynarodową, a tego nie robi. Drugi problem, który dostrzega niestety w Izraelu mniejszość, to fakt, że wraz z tymi zmianami w nastrojach opinii międzynarodowej i zrażaniem do siebie przez Izrael sporej części świata, umykają szanse i pojawiają się ryzyka. Mam tutaj na myśli głównie kwestię międzynarodowej współpracy gospodarczej. Izrael nie jest samowystarczalny, a prowadzona przez to państwo wojna od samego początku bardzo uderza w gospodarkę izraelską. Nawet jeżeli niektóre wskaźniki tego aż tak dramatycznie nie pokazują, to jest bardzo prawdopodobne, że prędzej czy później stanie się to wyraźnie widoczne. Izrael nie jest w stanie tego przeskoczyć na dłuższą metę. Istnieje wiele wskaźników pokazujących odpływ inwestorów, odpływ współpracy technologicznej, utratę szans na rozwój współpracy ze światem arabskim, np. ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, które niedawno w ramach Porozumień Abrahamowych normalizowały stosunki z Izraelem właśnie po to, żeby rozwijać współpracę gospodarczo-technologiczną.

Izrael traci okazję na włączenie do Porozumień Abrahamowych Arabii Saudyjskiej, co Amerykanie podawali im na tacy pod warunkiem przerwania działań w Strefie Gazy. Izrael zatem traci bardzo wiele w sferze gospodarczej, ale dostrzega to jedynie wąska część opinii publicznej.

– No właśnie, Netanjahu wydaje się iść w zaparte, zapewne także dlatego, że jeśli wojna się skończy, on zapewne trafi do więzienia za przestępstwa korupcyjne. Także reasumując, nadzieje na pokojowe rozwiązanie sytuacji na Bliskim Wschodzie są bardzo niewielkie?

– Tak, są bardzo małe, zwłaszcza przed wyborami w Stanach Zjednoczonych.

Czytaj także: Atak nożownika na niemieckim festynie: nowe informacje

Zakładnicy 

– Ostatnie pytanie o zakładników. Czy są jeszcze jakiekolwiek widoki na ich uwolnienie?

– Część izraelskiej opinii publicznej wciąż się tego domaga. To jest ta grupa, która chce negocjacji i porozumienia. Natomiast dla Netanjahu i dla religijnych syjonistów, czyli Ben Gwira i Smotricza, to jest zupełnie nieistotna kwestia. Z różnych powodów. Benjamin Netanjahu myśli tylko o swoim interesie, natomiast Ben Gwir i Smotricz mają podejście fundamentalistyczne i dla nich po prostu jest to kwestia ofiary w imię wyższego celu, czyli budowy Wielkiego Izraela. Nie ma zatem znaczenia, czy te sto osób umrze, czy nie. Po prostu „boski cel” jest ważniejszy.
 



 

Polecane
Emerytury
Stażowe