Zmarnowany rok. Jak Koalicja 13 grudnia lekceważy kwestie społeczne

Minął rok istnienia Koalicji 13 grudnia. Szczególnie warte uwagi wśród aktywności rządu są kwestie socjalne. A raczej ich lekceważenie.
Kasjerka - zdjecie poglądowe
Kasjerka - zdjecie poglądowe / fot. pixabay.com, zdjęcie wygenerowane przez AI

Gdy rządziło PiS, doszło do swoistej rewolucji. W kraju, gdzie nie istniał – poza mizernymi zasiłkami dla najuboższych, przyznawanymi po spełnieniu drobiazgowych kryteriów – system wsparcia społecznego, w szybkim tempie poprawiono dolę wielu grup: od rodziców przez seniorów, po pracowników.

PiS wprowadziło zmiany niemal pozbawione precedensu w takiej skali i w tak szybkim tempie. Zrobiło to w czasach, gdy nawet w zamożnych krajach już od dawna nie ma mowy o dużych reformach socjalnych. W najlepszym razie wprowadzane są niewielkie zmiany. A zazwyczaj, wobec trwającej od pół wieku ofensywy neoliberalizmu, demontowane lub z trudem bronione są dawniejsze zdobycze socjalne.
To wszystko w drugiej kadencji odbywało się w bardzo niesprzyjających realiach. Bezprecedensowa globalna pandemia, zaraz po niej wojna w sąsiednim kraju, światowy kryzys inflacyjny, europejski kryzys energetyczny. Również i to łagodzono: mrożeniem cen energii i zniesieniem VAT na żywność.

Wrażliwość frazesowa

W sferze socjalnej PiS okazało się partią socjaldemokratyczną. Takie stwierdzenie oburzy lewicę. Ona, będąc w opozycji, miotała się między skrajnościami. Z jednej strony co i rusz spod lewicowych szatek wychodziło neoliberalne ciało. W 2019 roku, gdy PiS zapowiadało kolejne projekty socjalne, Włodzimierz Czarzasty komentował: „Zaczynam się bać tych wszystkich spraw socjalnych, chociaż jestem szefem partii socjaldemokratycznej. W tej chwili każdy jest w stanie obiecać wszystko”. Wtórowała mu Magdalena Biejat, która szybkie podwyżki płacy minimalnej przez PiS nazywała „nieodpowiedzialnymi” i uważała, że nie można tego robić „skokowo”.

Dominował jednak frazesowy radykalizm. Ta sama Biejat, która była przeciwko „skokowemu” wzrostowi płacy minimalnej o kilkaset złotych, nazywała trzynaste i czternaste emerytury „ochłapami”. Jej koleżanki i koledzy miotali się między postulatami częstych waloryzacji 500+ i innych świadczeń, by chwilę później zarzucać rządowi, że przyznawanie pieniędzy, które rodziny mogą wydać według zróżnicowanych i bieżących potrzeb, to „druga fala prywatyzacji”, gdyż te środki trafią do podmiotów prywatnych – np. leczniczych, opiekuńczych czy edukacyjnych – zamiast wzmocnić sferę publiczną.

Czego i jak PiS by nie zrobiło, zawsze robiło to rzekomo wbrew jakiemuś „prawdziwie lewicowemu” standardowi. Dziwne jest oczekiwanie, że partia określająca się jako prawicowa będzie robiła coś według lewicowego wzorca.

Krótka pamięć

Ba, słyszeliśmy od lewicy o „zapaści usług publicznych”. Ta sama lewica szykowała się do koalicji z partią Donalda Tuska. Za jego poprzednich rządów hurtowo likwidowano szkoły (zamknięto ich wtedy ponad 1000, głównie na prowincji), posterunki (niemal 400), urzędy pocztowe (niemal 500 na obszarach wiejskich), placówki kulturalne i lecznicze, zlikwidowano niemal połowę wydziałów pracy w sądach, a pielęgniarkom płacono 1400 złotych. To były te wysokiej jakości usługi publiczne!

Odkryto „wykluczenie komunikacyjne”. Obrodziło wywodami o tym, że gdzieś nie dojeżdża autobus czy pociąg. Nie dojeżdża za PiS, rzecz jasna. „Zapomniano” tylko sprawdzić, że masowe likwidowanie PKS-ów przypadło na rządy Tuska. Z kolei premierzy Leszek Miller i Marek Belka byli rekordzistami pod względem zamykania linii kolejowych. PiS część z nich zdołało odbudować lub miało to w planach, podobnie jak uruchomiło pierwszy w III RP program dotowania lokalnych kursów autobusowych.

W tej demagogii wtórowali lewicy także jej dzisiejsi koalicjanci. Donald Tusk i Szymon Hołownia potrafili jednego dnia pomstować na „rozdawnictwo”, a następnego użalali się nad brakiem transportu zbiorowego na prowincji, płacami w budżetówce czy kosztami życia.

Mizerne konkrety

Mija właśnie rok ich rządów i niewiele zostało z obietnic.

Weźmy sztandarowy program socjalny lewicy – tzw. rentę wdowią. Wyniesie ona najpierw 15%, a za kilka lat być może 25% świadczenia zmarłego partnera. Lewica prowadziła zbiórkę podpisów pod projektem ustawy z żądaniem 50% świadczenia. Rząd zakłada, że z renty skorzysta ok. 2 milionów osób. Planowane wydatki wskazują, że w 2026 roku przy takiej liczbie beneficjentów świadczenie wyniesie średnio ok. 350 zł miesięcznie.

W 2026 roku koszt renty wdowiej sięgnie maksymalnie 9 miliardów. Porównajmy to z ponad 20 miliardami na pierwotną wersję 500+ przed dekadą, w zupełnie innych realiach budżetowych i finansowych. Nie brzmi imponująco.

To może szumnie zapowiadane przez Tuska „babciowe”? To jeden z najgłupszych programów, jakie wymyślono. Po pierwsze – to transfer publicznych środków do żłobków. To one są jedynym beneficjentem zmiany. Z całego kraju dochodzą wieści o drastycznych podwyżkach stawek za opiekę nad maluchami. Jednak tym razem lewica nie domaga się rozbudowy tanich publicznych placówek zamiast transferów pieniężnych. Nie pomstuje też na „prywatyzację usług publicznych”. Choć „babciowe” na tym właśnie polega.

I na czymś jeszcze. Na wywieraniu presji na babcie, czyli zazwyczaj kobiety sterane życiem i pracą, aby w imię otrzymania pieniędzy wykazywały się „etatową” opieką nad wnukami.

Inną sprawą, którą chwali się lewica, jest wydłużenie urlopu macierzyńskiego dla matek wcześniaków. To oczywiście dobra decyzja. Tyle że dotyczy 7% ogółu urodzeń. Niezbyt imponujący zakres.

A może przynajmniej zrobili coś z „wykluczeniem komunikacyjnym”? Okrojenie CPK oznacza m.in. brak kursów do niewielkich miejscowości. Z PiS-owskiego programu Kolej Plus już wykreślono budowę linii z Konina do Turku, to samo grozi kilku liniom na Mazowszu. W pierwotnych zapisach KPO zakładano zakup 98 nowych pociągów dla największego pasażerskiego przewoźnika kolejowego – Polregio, który obsługuje głównie trasy na prowincji. Po zmianie władzy tych zakupów nie będzie wskutek wycofania się liberalnych samorządów z dofinansowania.

Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych, stworzony przez PiS, potraktowano po macoszemu. Bardzo późno ogłoszony nabór wniosków samorządów, zaledwie kilka dni na ich przygotowanie, a przede wszystkim niezmienny wobec 2024 roku mimo inflacji i rosnących kosztów usługi budżet oraz wysokość dopłat do wozokilometra – oznacza pogorszenie warunków zamiast zwiększenia wsparcia. Według ekspertów branżowych utrzymanie zakresu programu wymagałoby dotacji większej o 300 milionów – a co dopiero mówić o rozszerzeniu wsparcia.

To może warto pochwalić lewicę i jej koalicjantów za Wigilię wolną od pracy? Przegłosowano jej wprowadzenie od roku 2025. Ale dołożono w zamian kolejną niedzielę handlową, czyli konieczność pracy setek tysięcy osób – nie tylko na kasach, ale także w dostawach, ochronie itp.

Polepszenie przez pogorszenie

Sposób, w jaki potraktowano postulat Wigilii wolnej od pracy, to model działania tego rządu. Jego oferta socjalna nie tylko jest mizerna. Przede wszystkim jest okupiona wieloma stratami.

Za rządów PiS polepszaniu sytuacji nie towarzyszyły żadne poważne przypadki pogorszenia innych aspektów sytuacji bytowej rodzin, seniorów, pracowników itp. Koalicja 13 grudnia natomiast jedną ręką daje niewiele, a drugą odbiera sporo.

Początkowym podwyżkom płac w budżetówce, szczególnie nauczycieli, w kolejnym roku towarzyszy ich realne obniżanie. „Podwyżki” płac są wysokości właściwie równej inflacji. Nawet jeśli inflacja ogólna wzrośnie ciut mniej, niż przewidziano, to wzrost kosztów podstawowych produktów i usług – żywności, cen energii itp. – zapowiada się znacznie większy. Realne dochody więc spadną.

To samo dotyczy „wzrostu” płacy minimalnej w 2025 roku – także on wyniesie mniej więcej tyle, ile przewidywany wskaźnik inflacji ogólnej, a poniżej wzrostu kluczowych wydatków. Milionom pracowników nie polepszy się, lecz pogorszy.

Mamy także decyzje, które mocno uderzają w najsłabszych. Tak jest z podwyższeniem VAT na żywność. VAT w ogóle, a zwłaszcza na produkty żywnościowe, jest szczególnie dotkliwy dla niezamożnych, bo to ich budżety są w największym odsetku wydawane na to, co niezbędne – i na niewiele więcej. Podobnie z cenami energii – likwidacja „tarcz” już wywołała podwyżki cen prądu, gazu i ogrzewania o 20–40%.

Prezenty dla biznesu

Polepszy się za to właścicielom jednoosobowych firm. Obniżono im bowiem składkę zdrowotną. Nie tylko tym z niskimi dochodami czy niestabilną sytuacją. Także zamożnym. Oznacza to niższe wpływy do budżetu NFZ. Dzieje się tak, choć już w 2024 roku zabrakło środków na nadwykonania zabiegów, finansowanie wielu terapii itp. Wzrost budżetu NFZ nieco przewyższa ogólną inflację, ale ma się nijak do rosnących kosztów leczenia. Szacunkowe niedobory środków w NFZ to w nadchodzącym roku 20 miliardów złotych.

Firmom zafundowano „wakacje od ZUS”. Raz w roku miesięczna składka emerytalna właściciela przedsiębiorstwa zostanie opłacona z budżetu. I znowu nie chodzi tylko o podmioty małe, słabe, zależne od sezonowych wahań koniunktury itp. Nasze wspólne środki sfinansują składkę także za właścicieli firm dużych, zamożnych i przynoszących wielkie zyski.

Tanie gadanie

„Socjalność” nowego rządu świetnie widać w przypadku „aktywności” minister Agnieszki Dziemianowicz-Bąk. Szefowa resortu, który powinien oferować konkretne wsparcie, specjalizuje się w obietnicach bez pokrycia.

Zapowiadała zrobienie porządku z umowami śmieciowymi. Tymczasem rząd zdecydował, że z KPO zostanie wykreślony zapis autorstwa PiS: pełne oskładkowanie umów śmieciowych. Rząd z lewicą w składzie zadeklarował twardą grę z Unią na rzecz utrzymania systemu, który odbywa się kosztem osób najsłabszych na rynku pracy.

Dziemianowicz-Bąk zapowiadała również powiązanie płacy minimalnej ze wzrostem średnich płac. Najniższa pensja miałaby wynosić 60% przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce krajowej. Nic z tego nie wyszło, a raczej wyszedł blamaż – wywody minister „zgasił” publicznie sam Tusk.

Podobnie z ministerialnymi deklaracjami wzmocnienia Państwowej Inspekcji Pracy. Zasłaniając się kosztami pomocy po powodzi, cały rząd, w tym koalicyjna lewica, poparł w głosowaniu uszczuplenie planowanego zwiększenia budżetu PIP. Pozostanie on na podobnym poziomie, gdy uwzględnimy ogólną inflację i wyższy od niej wzrost najczęstszych ponoszonych kosztów.

Zwijanie zamiast rozwoju

Do ponurej wyliczanki należy dodać jeszcze dewastację Poczty Polskiej i dużą redukcję zatrudnienia w tej instytucji. Zamiast dbałości o pracowników – masowe zwolnienia w PKP Cargo, niszczenie publicznego przewoźnika i prymitywne antyzwiązkowe wywody szefa firmy z nadania Koalicji 13 grudnia.

Mamy też zapowiedzi likwidacji szpitali powiatowych i porodówek. Mowa również o planowanej fali likwidacji szkół w obliczu zmian demograficznych – zamykaniu placówek głównie w miejscowościach, gdzie są to jedyne budynki publiczne i namacalne przejawy aktywności państwa.

Miał być socjal. Miała być wrażliwość. Miała być troska o słabszych. Jest to, co zawsze, gdy rządzą liberałowie: przeciwieństwo takich postaw. I tylko wyjątkowi głupcy i naiwniacy są zaskoczeni.

CZYTAJ TAKŻE:


 

POLECANE
Sejm blokuje ustawy prezydenta. Licznik zamrażarki bije, a kluczowe projekty czekają z ostatniej chwili
Sejm blokuje ustawy prezydenta. Licznik zamrażarki bije, a kluczowe projekty czekają

Od ponad stu dni prezydenckie inicjatywy czekają w Sejmie na jakiekolwiek procedowanie. Projekty dotyczą bezpieczeństwa, rodzin, energii, zdrowia i rozwoju państwa, jednak izba niższa nie kieruje ich nawet do prac komisji. Na stronie prezydent.pl, uruchomiono również licznik tzw. zamrażarki sejmowej pokazujący, ile dni projekty czekają na rozpoczęcie procedowania.

Czy PiS wróci do władzy? Polacy odpowiedzieli z ostatniej chwili
Czy PiS wróci do władzy? Polacy odpowiedzieli

Ponad połowa badanych w sondażu United Surveys dla Wirtualnej Polski uważa, że Prawo i Sprawiedliwość wróci do władzy po wyborach parlamentarnych w 2027 roku – wynika z badania United Surveys dla Wirtualnej Polski.

Polacy chcą nowej partii politycznej? Zaskakujący sondaż z ostatniej chwili
Polacy chcą nowej partii politycznej? Zaskakujący sondaż

Prawie co trzeci Polak liczy na nową partię przed wyborami w 2027 r. Jednak jeszcze większa grupa woli stabilizację na polskiej scenie politycznej – wynika z sondażu SW Research dla Onetu.

Od grudnia ogłoszenia o pracę muszą być neutralne płciowo. Dla opornych wysokie kary gorące
Od grudnia ogłoszenia o pracę muszą być neutralne płciowo. Dla opornych wysokie kary

Od 24 grudnia każde ogłoszenie o pracę musi być sformułowane tak, by nie wskazywało preferencji płci. Eksperci przypominają, że brak neutralności językowej może skończyć się skargą do PIP i odszkodowaniem wynoszącym 4806 zł.

Warszawiacy mogą być w szoku. Policja podała dane z ostatniej chwili
Warszawiacy mogą być w szoku. Policja podała dane

W ramach ogólnopolskich działań policjanci stołecznego garnizonu sprawdzali prędkość, z jaką poruszają się kierowcy po drogach Warszawy i okolicznych powiatów – informuje w piątek stołeczna policja.

Kryzys we Wrocławiu. KO zwołuje specjalną naradę po zarzutach dla Sutryka pilne
Kryzys we Wrocławiu. KO zwołuje specjalną naradę po zarzutach dla Sutryka

Prokuratura postawiła prezydentowi Wrocławia cztery zarzuty, a kluczowym dowodem mają być zeznania byłego rektora Collegium Humanum. W Koalicji Obywatelskiej trwa gorączkowe ustalanie dalszych kroków, a decyzja polityczna może zapaść dopiero po głosowaniu nad budżetem miasta.

„Jestem przerażony brakiem wiedzy ministra”. Rzecznik prezydenta ostro o Sikorskim polityka
„Jestem przerażony brakiem wiedzy ministra”. Rzecznik prezydenta ostro o Sikorskim

Rzecznik prezydenta podkreślił, że głowa państwa działa wyłącznie w oparciu o Konstytucję, przypominając o prerogatywach zapisanych w art. 144 oraz zasadach bezstronności sędziów określonych w art. 178.

Ujawniono listę lotów Tuska. Ile to kosztowało podatnika? z ostatniej chwili
Ujawniono listę lotów Tuska. Ile to kosztowało podatnika?

Kancelaria Premiera przedstawiła koszty i trasy krajowych lotów szefa rządu Donalda Tuska.

Pilne doniesienia z granicy. Jest komunikat Straży Granicznej z ostatniej chwili
Pilne doniesienia z granicy. Jest komunikat Straży Granicznej

Ponad 114 prób nielegalnego przekroczenia granicy z Białorusią, 6 zatrzymanych przemytników ludzi. Ponad 160 cudzoziemców opuściło Polskę – to bilans tygodnia Straży Granicznej i MSWiA.

Warszawa: Niezwykłe znalezisko pod podłogą starej kamienicy z ostatniej chwili
Warszawa: Niezwykłe znalezisko pod podłogą starej kamienicy

Podczas remontu kamienicy na Saskiej Kępie odkryto skrytkę z dokumentami Komendy Głównej Armii Krajowej z czasów okupacji – poinformował w piątek Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków.

REKLAMA

Zmarnowany rok. Jak Koalicja 13 grudnia lekceważy kwestie społeczne

Minął rok istnienia Koalicji 13 grudnia. Szczególnie warte uwagi wśród aktywności rządu są kwestie socjalne. A raczej ich lekceważenie.
Kasjerka - zdjecie poglądowe
Kasjerka - zdjecie poglądowe / fot. pixabay.com, zdjęcie wygenerowane przez AI

Gdy rządziło PiS, doszło do swoistej rewolucji. W kraju, gdzie nie istniał – poza mizernymi zasiłkami dla najuboższych, przyznawanymi po spełnieniu drobiazgowych kryteriów – system wsparcia społecznego, w szybkim tempie poprawiono dolę wielu grup: od rodziców przez seniorów, po pracowników.

PiS wprowadziło zmiany niemal pozbawione precedensu w takiej skali i w tak szybkim tempie. Zrobiło to w czasach, gdy nawet w zamożnych krajach już od dawna nie ma mowy o dużych reformach socjalnych. W najlepszym razie wprowadzane są niewielkie zmiany. A zazwyczaj, wobec trwającej od pół wieku ofensywy neoliberalizmu, demontowane lub z trudem bronione są dawniejsze zdobycze socjalne.
To wszystko w drugiej kadencji odbywało się w bardzo niesprzyjających realiach. Bezprecedensowa globalna pandemia, zaraz po niej wojna w sąsiednim kraju, światowy kryzys inflacyjny, europejski kryzys energetyczny. Również i to łagodzono: mrożeniem cen energii i zniesieniem VAT na żywność.

Wrażliwość frazesowa

W sferze socjalnej PiS okazało się partią socjaldemokratyczną. Takie stwierdzenie oburzy lewicę. Ona, będąc w opozycji, miotała się między skrajnościami. Z jednej strony co i rusz spod lewicowych szatek wychodziło neoliberalne ciało. W 2019 roku, gdy PiS zapowiadało kolejne projekty socjalne, Włodzimierz Czarzasty komentował: „Zaczynam się bać tych wszystkich spraw socjalnych, chociaż jestem szefem partii socjaldemokratycznej. W tej chwili każdy jest w stanie obiecać wszystko”. Wtórowała mu Magdalena Biejat, która szybkie podwyżki płacy minimalnej przez PiS nazywała „nieodpowiedzialnymi” i uważała, że nie można tego robić „skokowo”.

Dominował jednak frazesowy radykalizm. Ta sama Biejat, która była przeciwko „skokowemu” wzrostowi płacy minimalnej o kilkaset złotych, nazywała trzynaste i czternaste emerytury „ochłapami”. Jej koleżanki i koledzy miotali się między postulatami częstych waloryzacji 500+ i innych świadczeń, by chwilę później zarzucać rządowi, że przyznawanie pieniędzy, które rodziny mogą wydać według zróżnicowanych i bieżących potrzeb, to „druga fala prywatyzacji”, gdyż te środki trafią do podmiotów prywatnych – np. leczniczych, opiekuńczych czy edukacyjnych – zamiast wzmocnić sferę publiczną.

Czego i jak PiS by nie zrobiło, zawsze robiło to rzekomo wbrew jakiemuś „prawdziwie lewicowemu” standardowi. Dziwne jest oczekiwanie, że partia określająca się jako prawicowa będzie robiła coś według lewicowego wzorca.

Krótka pamięć

Ba, słyszeliśmy od lewicy o „zapaści usług publicznych”. Ta sama lewica szykowała się do koalicji z partią Donalda Tuska. Za jego poprzednich rządów hurtowo likwidowano szkoły (zamknięto ich wtedy ponad 1000, głównie na prowincji), posterunki (niemal 400), urzędy pocztowe (niemal 500 na obszarach wiejskich), placówki kulturalne i lecznicze, zlikwidowano niemal połowę wydziałów pracy w sądach, a pielęgniarkom płacono 1400 złotych. To były te wysokiej jakości usługi publiczne!

Odkryto „wykluczenie komunikacyjne”. Obrodziło wywodami o tym, że gdzieś nie dojeżdża autobus czy pociąg. Nie dojeżdża za PiS, rzecz jasna. „Zapomniano” tylko sprawdzić, że masowe likwidowanie PKS-ów przypadło na rządy Tuska. Z kolei premierzy Leszek Miller i Marek Belka byli rekordzistami pod względem zamykania linii kolejowych. PiS część z nich zdołało odbudować lub miało to w planach, podobnie jak uruchomiło pierwszy w III RP program dotowania lokalnych kursów autobusowych.

W tej demagogii wtórowali lewicy także jej dzisiejsi koalicjanci. Donald Tusk i Szymon Hołownia potrafili jednego dnia pomstować na „rozdawnictwo”, a następnego użalali się nad brakiem transportu zbiorowego na prowincji, płacami w budżetówce czy kosztami życia.

Mizerne konkrety

Mija właśnie rok ich rządów i niewiele zostało z obietnic.

Weźmy sztandarowy program socjalny lewicy – tzw. rentę wdowią. Wyniesie ona najpierw 15%, a za kilka lat być może 25% świadczenia zmarłego partnera. Lewica prowadziła zbiórkę podpisów pod projektem ustawy z żądaniem 50% świadczenia. Rząd zakłada, że z renty skorzysta ok. 2 milionów osób. Planowane wydatki wskazują, że w 2026 roku przy takiej liczbie beneficjentów świadczenie wyniesie średnio ok. 350 zł miesięcznie.

W 2026 roku koszt renty wdowiej sięgnie maksymalnie 9 miliardów. Porównajmy to z ponad 20 miliardami na pierwotną wersję 500+ przed dekadą, w zupełnie innych realiach budżetowych i finansowych. Nie brzmi imponująco.

To może szumnie zapowiadane przez Tuska „babciowe”? To jeden z najgłupszych programów, jakie wymyślono. Po pierwsze – to transfer publicznych środków do żłobków. To one są jedynym beneficjentem zmiany. Z całego kraju dochodzą wieści o drastycznych podwyżkach stawek za opiekę nad maluchami. Jednak tym razem lewica nie domaga się rozbudowy tanich publicznych placówek zamiast transferów pieniężnych. Nie pomstuje też na „prywatyzację usług publicznych”. Choć „babciowe” na tym właśnie polega.

I na czymś jeszcze. Na wywieraniu presji na babcie, czyli zazwyczaj kobiety sterane życiem i pracą, aby w imię otrzymania pieniędzy wykazywały się „etatową” opieką nad wnukami.

Inną sprawą, którą chwali się lewica, jest wydłużenie urlopu macierzyńskiego dla matek wcześniaków. To oczywiście dobra decyzja. Tyle że dotyczy 7% ogółu urodzeń. Niezbyt imponujący zakres.

A może przynajmniej zrobili coś z „wykluczeniem komunikacyjnym”? Okrojenie CPK oznacza m.in. brak kursów do niewielkich miejscowości. Z PiS-owskiego programu Kolej Plus już wykreślono budowę linii z Konina do Turku, to samo grozi kilku liniom na Mazowszu. W pierwotnych zapisach KPO zakładano zakup 98 nowych pociągów dla największego pasażerskiego przewoźnika kolejowego – Polregio, który obsługuje głównie trasy na prowincji. Po zmianie władzy tych zakupów nie będzie wskutek wycofania się liberalnych samorządów z dofinansowania.

Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych, stworzony przez PiS, potraktowano po macoszemu. Bardzo późno ogłoszony nabór wniosków samorządów, zaledwie kilka dni na ich przygotowanie, a przede wszystkim niezmienny wobec 2024 roku mimo inflacji i rosnących kosztów usługi budżet oraz wysokość dopłat do wozokilometra – oznacza pogorszenie warunków zamiast zwiększenia wsparcia. Według ekspertów branżowych utrzymanie zakresu programu wymagałoby dotacji większej o 300 milionów – a co dopiero mówić o rozszerzeniu wsparcia.

To może warto pochwalić lewicę i jej koalicjantów za Wigilię wolną od pracy? Przegłosowano jej wprowadzenie od roku 2025. Ale dołożono w zamian kolejną niedzielę handlową, czyli konieczność pracy setek tysięcy osób – nie tylko na kasach, ale także w dostawach, ochronie itp.

Polepszenie przez pogorszenie

Sposób, w jaki potraktowano postulat Wigilii wolnej od pracy, to model działania tego rządu. Jego oferta socjalna nie tylko jest mizerna. Przede wszystkim jest okupiona wieloma stratami.

Za rządów PiS polepszaniu sytuacji nie towarzyszyły żadne poważne przypadki pogorszenia innych aspektów sytuacji bytowej rodzin, seniorów, pracowników itp. Koalicja 13 grudnia natomiast jedną ręką daje niewiele, a drugą odbiera sporo.

Początkowym podwyżkom płac w budżetówce, szczególnie nauczycieli, w kolejnym roku towarzyszy ich realne obniżanie. „Podwyżki” płac są wysokości właściwie równej inflacji. Nawet jeśli inflacja ogólna wzrośnie ciut mniej, niż przewidziano, to wzrost kosztów podstawowych produktów i usług – żywności, cen energii itp. – zapowiada się znacznie większy. Realne dochody więc spadną.

To samo dotyczy „wzrostu” płacy minimalnej w 2025 roku – także on wyniesie mniej więcej tyle, ile przewidywany wskaźnik inflacji ogólnej, a poniżej wzrostu kluczowych wydatków. Milionom pracowników nie polepszy się, lecz pogorszy.

Mamy także decyzje, które mocno uderzają w najsłabszych. Tak jest z podwyższeniem VAT na żywność. VAT w ogóle, a zwłaszcza na produkty żywnościowe, jest szczególnie dotkliwy dla niezamożnych, bo to ich budżety są w największym odsetku wydawane na to, co niezbędne – i na niewiele więcej. Podobnie z cenami energii – likwidacja „tarcz” już wywołała podwyżki cen prądu, gazu i ogrzewania o 20–40%.

Prezenty dla biznesu

Polepszy się za to właścicielom jednoosobowych firm. Obniżono im bowiem składkę zdrowotną. Nie tylko tym z niskimi dochodami czy niestabilną sytuacją. Także zamożnym. Oznacza to niższe wpływy do budżetu NFZ. Dzieje się tak, choć już w 2024 roku zabrakło środków na nadwykonania zabiegów, finansowanie wielu terapii itp. Wzrost budżetu NFZ nieco przewyższa ogólną inflację, ale ma się nijak do rosnących kosztów leczenia. Szacunkowe niedobory środków w NFZ to w nadchodzącym roku 20 miliardów złotych.

Firmom zafundowano „wakacje od ZUS”. Raz w roku miesięczna składka emerytalna właściciela przedsiębiorstwa zostanie opłacona z budżetu. I znowu nie chodzi tylko o podmioty małe, słabe, zależne od sezonowych wahań koniunktury itp. Nasze wspólne środki sfinansują składkę także za właścicieli firm dużych, zamożnych i przynoszących wielkie zyski.

Tanie gadanie

„Socjalność” nowego rządu świetnie widać w przypadku „aktywności” minister Agnieszki Dziemianowicz-Bąk. Szefowa resortu, który powinien oferować konkretne wsparcie, specjalizuje się w obietnicach bez pokrycia.

Zapowiadała zrobienie porządku z umowami śmieciowymi. Tymczasem rząd zdecydował, że z KPO zostanie wykreślony zapis autorstwa PiS: pełne oskładkowanie umów śmieciowych. Rząd z lewicą w składzie zadeklarował twardą grę z Unią na rzecz utrzymania systemu, który odbywa się kosztem osób najsłabszych na rynku pracy.

Dziemianowicz-Bąk zapowiadała również powiązanie płacy minimalnej ze wzrostem średnich płac. Najniższa pensja miałaby wynosić 60% przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce krajowej. Nic z tego nie wyszło, a raczej wyszedł blamaż – wywody minister „zgasił” publicznie sam Tusk.

Podobnie z ministerialnymi deklaracjami wzmocnienia Państwowej Inspekcji Pracy. Zasłaniając się kosztami pomocy po powodzi, cały rząd, w tym koalicyjna lewica, poparł w głosowaniu uszczuplenie planowanego zwiększenia budżetu PIP. Pozostanie on na podobnym poziomie, gdy uwzględnimy ogólną inflację i wyższy od niej wzrost najczęstszych ponoszonych kosztów.

Zwijanie zamiast rozwoju

Do ponurej wyliczanki należy dodać jeszcze dewastację Poczty Polskiej i dużą redukcję zatrudnienia w tej instytucji. Zamiast dbałości o pracowników – masowe zwolnienia w PKP Cargo, niszczenie publicznego przewoźnika i prymitywne antyzwiązkowe wywody szefa firmy z nadania Koalicji 13 grudnia.

Mamy też zapowiedzi likwidacji szpitali powiatowych i porodówek. Mowa również o planowanej fali likwidacji szkół w obliczu zmian demograficznych – zamykaniu placówek głównie w miejscowościach, gdzie są to jedyne budynki publiczne i namacalne przejawy aktywności państwa.

Miał być socjal. Miała być wrażliwość. Miała być troska o słabszych. Jest to, co zawsze, gdy rządzą liberałowie: przeciwieństwo takich postaw. I tylko wyjątkowi głupcy i naiwniacy są zaskoczeni.

CZYTAJ TAKŻE:



 

Polecane