Uwięzione pióro Boualema Sansala

6 listopada 2024 roku wyschło pióro, które Boualem Sansal kierował w stronę islamskich zabobonów i ciągot totalitarnych. Zamilkł głos wołający nierzadko na pustyni i przestrzegający przez szerzeniem się propagandy Braci Muzułmańskich. Zepchnięto w przepaść niewygodne dla Francji przestrogi i apele, aby nie zaniechać walki o republikańską szkołę z salafistycznym zagrożeniem. „Wszystkie meczety na terenie Francji należy natychmiast zamknąć” – mówił spokojnym głosem w radiowym wywiadzie udzielonym „Frontières”. I dodawał: „Przecież przestały być miejscami kultu, a stały się miejscami politycznej agitacji”.
Boualem Sansal
Boualem Sansal / Wikimedia Commons/ Christoph Rieger / CC BY 4.0

W połowie listopada laureat Grand Prix Akademii francuskiej za powieść „2084” Boualem Sansal został aresztowany na lotnisku w Algierze i osadzony w więzieniu. Nie mają z pisarzem kontaktu ani rodzina, ani jego własny adwokat François Zimeray. Według nieoficjalnych doniesień jego zdrowie uległo drastycznemu pogorszeniu, a pisarz wymaga natychmiastowej hospitalizacji.

Zmiażdżono odwagę przypominającą zobowiązania Francji wobec Algierii wolnej i niepodległej. Pytany o jego stosunek do apokaliptycznych wizji Sansala Michel Houellebecq z jednej strony tonował, twierdząc, że perspektywa dyktatury islamskiej na terenie Francji to odległa wizja, z drugiej natomiast nieuchronna. Co ciekawe, powieść „Uległość” Houellebecqa wieszczyła nastanie umiarkowanego, by tak rzec, szariatu we Francji w nieodległej perspektywie. Autor mówił wówczas, że intuicje Sansala wydają mu się lepsze i bardziej celne niż jego własne. „2084”, do tej pory opus magnum Sansala, to medytacja rozłożona na pustyni, niczym beduiński namiot, bez Houellebecqowskich prowokacji, precyzyjna i dyskretna. Bohater po rekonwalescencji w górskim sanatorium wyrusza w podróż, podczas której stopniowo uświadamia sobie rozmiar kłamstw islamskiego państwa, szuka sobie podobnych, wolnych i cichych. Z wcześniejszej powieści, „Opowiedz mi o raju”, warto przypomnieć zdanie: „Prawdzie wygodniej wśród ciszy”. 

Prezydent Francji zażądał uwolnienia Boualema Sansala

O los algierskiego intelektualisty upomniał się 6 stycznia, na corocznej odprawie ambasadorów, prezydent Francji Emmanuel Macron: „Algieria, którą tak bardzo kochamy i z którą dzielimy tak wiele dzieci i tak wiele historii, uwikłała się w historię, która ją hańbi. Algieria odmawia leczenia ciężko choremu mężczyźnie. Takie postępowanie nie jest godne wielkiego kraju” – mówił wówczas prezydent Republiki. Na koniec Macron zażądał ponownie (czynił to wcześniej tuż po aresztowaniu pisarza) uwolnienia Sansala. W odpowiedzi prezydent Algierii Abd al-Madżid Tabbun, mniej dyplomatycznie, nazwał pisarza zwykłym „oszustem”: „Wysyłacie do naszego kraju oszusta, który wyparł się swojej tożsamości, nie wie, kim był jego własny ojciec. Przychodzi do nas i mówi, że połowa Algierii należy do innego państwa”. 

Na marginesie plącze się inna refleksja. O burzliwych dziejach i stosunkach między Algierią a Marokiem. Boualem Sansal, wbrew obraźliwej uwadze prezydenta Tabbuna, doskonale wie, kim są jego rodziciele. Ojciec był Marokańczykiem, a matka Algierką. Według Sansala roszczenia terytorialne Maroka w stosunku do Algierii są słuszne, historycznie uzasadnione. Wykazuje się w swoich sądach daleko idącym obiektywizmem: „Cały problem bierze się z decyzji podjętej przez rząd francuski: kiedy Francja skolonizowała Algierię, cała zachodnia część Algierii była częścią Maroka, Tlemcen, Oran, a nawet aż do Mascara [...]. Francja zdecydowała w ten sposób arbitralnie narysować granicę” – tłumaczył w listopadowym wywiadzie Sansal. I kwitował: „Cała zachodnia Algieria była zawsze częścią Maroka”. Ni mniej, ni więcej. Warto również prostować inne nieporozumienie. Z formalnego punktu widzenia, w odróżnieniu od Maroka, Algieria nie była francuską kolonią, lecz integralną częścią terytorium Francji. Największe miasto Algier, od którego pochodzi nazwa kraju, zostało zdobyte w 1830 roku, natomiast oficjalne włączenie Algierii do Francji dokonało się osiemnaście lat później. Sansal urodził się zatem na terytorium francuskiego departamentu. W licznych wypowiedziach, co z pewnością dodatkowo rozzłościło obecnie rządzących Algierią, sławi francuską przeszłość w Magrebie. Pisarz nie przyłączył się do chóru żądających ekspiacji za francuską obecność w Algierii. Wektor winien być odwrotny. Algieria bez Francji byłaby konglomeratem zwaśnionych i niepiśmiennych plemion, twierdzi Sansal. Francja Algierię zmodernizowała, pozostawiła tam edukację na wysokim poziomie, rozwiniętą linię brzegową oraz sześć tysięcy kilometrów infrastruktury kolejowej.

Powrót do Ojczyzny

Na co liczył Boualem Sansal, lecąc do Algierii? Zwykle po europejsku powściągliwa i przenikliwa inteligencja musiała antycypować skutki wyprawy do kraju dzieciństwa. „Ojczyzna to tylko obóz na pustyni” – pouczają tybetańskie skrypty. Sansal, ze swoim statusem i koneksjami, mógł czuć się obywatelem świata. Nie, tym razem kierowała nim odwieczna siła „magnetyzmu początku”, która zmusza do popłynięcia w poprzek, do własnych źródeł. „Wszystkich nas prześladują nasze początki” – pisał inny renegat, tym razem z dalekiej Rumunii. Usłyszeć raz jeszcze język dziadków, przejść się po ulicach dzieciństwa, usiąść do stołu z dawnymi przyjaciółmi ze szkoły – to pragnienie każdego, kto kiedykolwiek znalazł się daleko od własnego domu. Sansal ma siedemdziesiąt pięć lat. Każdego, zwłaszcza wiekowego, tułacza prześladują dawne zapachy i najwcześniejsze obrazy: „Oddałbym wszystkie pejzaże świata za pejzaż mojego dzieciństwa” – pisał Emil Cioran, gdy znieść już nie mógł szarości paryskiego bruku. 

Istotna wydaje się również kwestia języka. Sansal jest pisarzem posługującym się definitywnie francuskim, porzucił język pustyni, agresywny idiom Beduinów i Kabilów, na rzecz składni „o trupiej godności” i precyzji, której nawet Bóg nie zdoła zmienić. Język Sansala, jego znużona elegancja przyprawia o zawrót głowy, pisze i mówi francuskim sprzed wieków, z dworską dystynkcją i precyzją. Z kim teraz rozmawia Sansal, nie wiadomo. Czy istnieje większa tortura dla pisarza niż odebranie mu głosu i atramentu? Siła powrotu, język samoudręczenia, wszystko na to wskazuje również, cichego poniżenia, okazały się dla powieściopisarza pułapką. 

Pisarzowi postawiono zarzuty z artykułu 87 algierskiego kodeksu karnego, który sankcjonuje „akt terrorystyczny lub wywrotowy – każdy czyn wymierzony w bezpieczeństwo państwa, integralność terytorialną, stabilność i normalne funkcjonowanie instytucji”. 

Swoją pierwszą ojczyznę Sansal krytykuje od lat. Tuż przed wejściem na pokład samolotu udzielił wywiadu prawicowemu portalowi „Frontières”. Myśli, które wówczas wyrażał, były, jak zwykle, stanowcze i, co tu dużo kryć, mogły brzmieć prowokacyjnie. Zarówno jeśli chodzi o ocenę dekadenckiej Francji, jak i historyczny opis Algierii zacieśniającej więzi militarnie z Rosją i ideologicznie z salafizmem. Sansal w innym wywiadzie powiedział: „Religia wydaje mi się bardzo niebezpieczna ze względu na swoją brutalną, totalitarną stronę. Islam stał się przerażającym prawem, które jedynie ustanawia zakazy, rozwiewa wątpliwości i którego fanatycy są coraz bardziej agresywni. Musi na nowo odkryć swoją duchowość, swoją pierwotną siłę. Musimy wyzwolić, zdekolonizować i uspołecznić islam”.

Pisarz ostrzegał świat przed radykalnym islamem

Autor „2084” niejednokrotnie przestrzegał świat Zachodu przed szerzeniem się radykalnego islamu. Z kasandrycznych nawoływań uczynił paliwo swojej literackiej twórczości. Zainspirowany swoimi antenatami, Molierem i Pierre’em Beaumarchais, nie szczędził gorzkich słów dla tchórzostw przemilczeń, politycznych targów i małości buchalterów. Pisarz musiał wiedzieć, że na lotniku nie spotka go, eufemistycznie rzecz ujmując, komitet powitalny z kwiatami i śpiewem. Jakie pobudki miał Sansal? Czyżby rozmyślna prowokacja? Od kilku miesięcy posiada przecież obywatelstwo francuskie. Zatem mógł liczyć na „nietykalność” obywatela „cywilizowanego” Zachodu. Stało się inaczej. 

Więzienie Sansala pokazuje również, jak bardzo obniżyła się ranga Francji na świecie, zwłaszcza w Afryce Środkowej i Maghrebie. Zbliżenie z Marokiem przychodzi trudno, dodatkowo kosztem relacji z Algierią. Poza tym wprost zastanawiające są reakcje na „sprawę Sansala” francuskiej elity politycznej. Komentarze, niesmaczne i wydrowate, lewej strony, głównie parlamentarzystów ugrupowania Jean-Luca Mélenchona, przekraczają w tej materii granice dobrego smaku. I tak posłanka Sandrine Rousseau z rozbrajającą szczerością stwierdziła, że „Sansal nie był aniołem”. Wskazywała przy tym na liczne wypowiedzi antyislamskie autora „2084” urągające, w jej mniemaniu, dużej części francuskiego społeczeństwa. Zawarta została tu sugestia, że Sansala spotkała słuszna kara. 

„Pisanie – to jedyny oręż, jaki posiadam, aby przeobrażać rzeczywistość” – ze szczerością wyznał Boualem Sansal na falach Radia Akadem. I choć jego walki z religiami wydają się czasem nazbyt kartezjańskie, oddalone od potrzeb duchowych człowieka, więzienie Sansala powinno być powszechnym wstydem dla Zachodu. A niemoc francuskich władz, dyplomacji i prezydenta Republiki wydają się tutaj symptomatyczne.


 

POLECANE
PiS chce wycofać Polskę z systemu ETS. Będzie projekt ustawy z ostatniej chwili
PiS chce wycofać Polskę z systemu ETS. Będzie projekt ustawy

Zamierzamy złożyć projekt ustawy o wycofaniu przepisów wprowadzających ETS z obiegu prawnego – zapowiedział w sobotę poseł PiS Jacek Sasin podczas konferencji o propozycjach PiS dla energetyki. Podkreślał jednocześnie, że jako Polska "musimy posiadać zrównoważony mix energetyczny".

Gdańskie zoo przekazało radosną nowinę Wiadomości
Gdańskie zoo przekazało radosną nowinę

W Gdańskim Ogrodzie Zoologicznym przyszła na świat samiczka hipopotamka karłowatego – jednego z najrzadszych i najbardziej zagrożonych gatunków ssaków na świecie. To córka 15-letniego Sapo i 9-letniej Maleli.

Czarnek odpowiada Tuskowi: Polacy już wiedzą z ostatniej chwili
Czarnek odpowiada Tuskowi: Polacy już wiedzą

Spór o unijny program SAFE znów się zaostrza. Na sobotni wpis Donalda Tuska zareagował natychmiastowo Przemysław Czarnek.

Bezczelność polskich Żydów i polski antysemityzm. Antypolska propaganda Republiki Weimarskiej tylko u nas
"Bezczelność polskich Żydów" i "polski antysemityzm". Antypolska propaganda Republiki Weimarskiej

Po I wojnie światowej Niemcy prowadziły szeroko zakrojoną kampanię propagandową przeciwko Polsce. Artykuły w zagranicznej prasie, sponsorowane książki, „wycieczki studyjne” dla dziennikarzy i polityków czy filmy wyświetlane w tysiącach kin – wszystko to miało przekonać świat, że granice ustalone po Traktacie Wersalskim są niesprawiedliwe. Jak działała ta propaganda w czasach Republika Weimarska i jak próbowała kształtować międzynarodową opinię o Polsce?

Brutalny napad na Podkarpaciu: Skrępowali, torturowali i polewali wrzątkiem. Ukraińcy trafili do aresztu z ostatniej chwili
Brutalny napad na Podkarpaciu: Skrępowali, torturowali i polewali wrzątkiem. Ukraińcy trafili do aresztu

Brutalny napad w Soninie przez wiele miesięcy pozostawał niewyjaśniony. Teraz policja poinformowała o zatrzymaniu trzech obywateli Ukrainy.

Szwedzka nauczycielka przerażona polskim podręcznikiem do geografii. Przesiąknięty nacjonalizmem z ostatniej chwili
Szwedzka nauczycielka przerażona polskim podręcznikiem do geografii. "Przesiąknięty nacjonalizmem"

Szwedzka nauczycielka po wizycie w Krakowie nie kryła zaskoczenia polskim podręcznikiem do geografii.

Dwie Heleny Wolińskie. Operacja ocieplania wizerunku komunistycznego potwora tylko u nas
Dwie Heleny Wolińskie. Operacja ocieplania wizerunku komunistycznego potwora

Jedna Helena Wolińska to ta, która jest bohaterką – razem z mężem Włodzimierzem Brusem - wydanej właśnie książki „Stygmat”. Osoba ciepła, kochająca, rodzinna, w końcu – co najważniejsze - ofiara komunizmu. Druga Helena Wolińska to stalinowska prokurator wojskowa, potwór w mundurze, inkwizytorka, bestia.

Polacy krytycznie oceniają Tuska. Sondaż nie pozostawia złudzeń z ostatniej chwili
Polacy krytycznie oceniają Tuska. Sondaż nie pozostawia złudzeń

Najnowsze badanie pracowni IBRiS dla Onetu pokazuje wyraźny problem wizerunkowy premiera Donalda Tuska – w ocenie respondentów dominują odpowiedzi krytyczne.

IMGW wydał nowy komunikat. Oto co nas czeka z ostatniej chwili
IMGW wydał nowy komunikat. Oto co nas czeka

Sobota przyniesie dużo słońca i nawet 19 st. C, ale na zachodzie pojawią się opady i możliwe burze. W niedzielę więcej chmur i deszczu – informuje w najnowszym komunikacie Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Ambasada USA ostrzelana. Nad budynkiem unosi się dym z ostatniej chwili
Ambasada USA ostrzelana. Nad budynkiem unosi się dym

Agencja Reutera poinformowała w sobotę, że irański pocisk rakietowy trafił w ambasadę USA w stolicy Iraku, Bagdadzie. Nie wiadomo na razie, czy ktoś ucierpiał w wyniku ataku.

REKLAMA

Uwięzione pióro Boualema Sansala

6 listopada 2024 roku wyschło pióro, które Boualem Sansal kierował w stronę islamskich zabobonów i ciągot totalitarnych. Zamilkł głos wołający nierzadko na pustyni i przestrzegający przez szerzeniem się propagandy Braci Muzułmańskich. Zepchnięto w przepaść niewygodne dla Francji przestrogi i apele, aby nie zaniechać walki o republikańską szkołę z salafistycznym zagrożeniem. „Wszystkie meczety na terenie Francji należy natychmiast zamknąć” – mówił spokojnym głosem w radiowym wywiadzie udzielonym „Frontières”. I dodawał: „Przecież przestały być miejscami kultu, a stały się miejscami politycznej agitacji”.
Boualem Sansal
Boualem Sansal / Wikimedia Commons/ Christoph Rieger / CC BY 4.0

W połowie listopada laureat Grand Prix Akademii francuskiej za powieść „2084” Boualem Sansal został aresztowany na lotnisku w Algierze i osadzony w więzieniu. Nie mają z pisarzem kontaktu ani rodzina, ani jego własny adwokat François Zimeray. Według nieoficjalnych doniesień jego zdrowie uległo drastycznemu pogorszeniu, a pisarz wymaga natychmiastowej hospitalizacji.

Zmiażdżono odwagę przypominającą zobowiązania Francji wobec Algierii wolnej i niepodległej. Pytany o jego stosunek do apokaliptycznych wizji Sansala Michel Houellebecq z jednej strony tonował, twierdząc, że perspektywa dyktatury islamskiej na terenie Francji to odległa wizja, z drugiej natomiast nieuchronna. Co ciekawe, powieść „Uległość” Houellebecqa wieszczyła nastanie umiarkowanego, by tak rzec, szariatu we Francji w nieodległej perspektywie. Autor mówił wówczas, że intuicje Sansala wydają mu się lepsze i bardziej celne niż jego własne. „2084”, do tej pory opus magnum Sansala, to medytacja rozłożona na pustyni, niczym beduiński namiot, bez Houellebecqowskich prowokacji, precyzyjna i dyskretna. Bohater po rekonwalescencji w górskim sanatorium wyrusza w podróż, podczas której stopniowo uświadamia sobie rozmiar kłamstw islamskiego państwa, szuka sobie podobnych, wolnych i cichych. Z wcześniejszej powieści, „Opowiedz mi o raju”, warto przypomnieć zdanie: „Prawdzie wygodniej wśród ciszy”. 

Prezydent Francji zażądał uwolnienia Boualema Sansala

O los algierskiego intelektualisty upomniał się 6 stycznia, na corocznej odprawie ambasadorów, prezydent Francji Emmanuel Macron: „Algieria, którą tak bardzo kochamy i z którą dzielimy tak wiele dzieci i tak wiele historii, uwikłała się w historię, która ją hańbi. Algieria odmawia leczenia ciężko choremu mężczyźnie. Takie postępowanie nie jest godne wielkiego kraju” – mówił wówczas prezydent Republiki. Na koniec Macron zażądał ponownie (czynił to wcześniej tuż po aresztowaniu pisarza) uwolnienia Sansala. W odpowiedzi prezydent Algierii Abd al-Madżid Tabbun, mniej dyplomatycznie, nazwał pisarza zwykłym „oszustem”: „Wysyłacie do naszego kraju oszusta, który wyparł się swojej tożsamości, nie wie, kim był jego własny ojciec. Przychodzi do nas i mówi, że połowa Algierii należy do innego państwa”. 

Na marginesie plącze się inna refleksja. O burzliwych dziejach i stosunkach między Algierią a Marokiem. Boualem Sansal, wbrew obraźliwej uwadze prezydenta Tabbuna, doskonale wie, kim są jego rodziciele. Ojciec był Marokańczykiem, a matka Algierką. Według Sansala roszczenia terytorialne Maroka w stosunku do Algierii są słuszne, historycznie uzasadnione. Wykazuje się w swoich sądach daleko idącym obiektywizmem: „Cały problem bierze się z decyzji podjętej przez rząd francuski: kiedy Francja skolonizowała Algierię, cała zachodnia część Algierii była częścią Maroka, Tlemcen, Oran, a nawet aż do Mascara [...]. Francja zdecydowała w ten sposób arbitralnie narysować granicę” – tłumaczył w listopadowym wywiadzie Sansal. I kwitował: „Cała zachodnia Algieria była zawsze częścią Maroka”. Ni mniej, ni więcej. Warto również prostować inne nieporozumienie. Z formalnego punktu widzenia, w odróżnieniu od Maroka, Algieria nie była francuską kolonią, lecz integralną częścią terytorium Francji. Największe miasto Algier, od którego pochodzi nazwa kraju, zostało zdobyte w 1830 roku, natomiast oficjalne włączenie Algierii do Francji dokonało się osiemnaście lat później. Sansal urodził się zatem na terytorium francuskiego departamentu. W licznych wypowiedziach, co z pewnością dodatkowo rozzłościło obecnie rządzących Algierią, sławi francuską przeszłość w Magrebie. Pisarz nie przyłączył się do chóru żądających ekspiacji za francuską obecność w Algierii. Wektor winien być odwrotny. Algieria bez Francji byłaby konglomeratem zwaśnionych i niepiśmiennych plemion, twierdzi Sansal. Francja Algierię zmodernizowała, pozostawiła tam edukację na wysokim poziomie, rozwiniętą linię brzegową oraz sześć tysięcy kilometrów infrastruktury kolejowej.

Powrót do Ojczyzny

Na co liczył Boualem Sansal, lecąc do Algierii? Zwykle po europejsku powściągliwa i przenikliwa inteligencja musiała antycypować skutki wyprawy do kraju dzieciństwa. „Ojczyzna to tylko obóz na pustyni” – pouczają tybetańskie skrypty. Sansal, ze swoim statusem i koneksjami, mógł czuć się obywatelem świata. Nie, tym razem kierowała nim odwieczna siła „magnetyzmu początku”, która zmusza do popłynięcia w poprzek, do własnych źródeł. „Wszystkich nas prześladują nasze początki” – pisał inny renegat, tym razem z dalekiej Rumunii. Usłyszeć raz jeszcze język dziadków, przejść się po ulicach dzieciństwa, usiąść do stołu z dawnymi przyjaciółmi ze szkoły – to pragnienie każdego, kto kiedykolwiek znalazł się daleko od własnego domu. Sansal ma siedemdziesiąt pięć lat. Każdego, zwłaszcza wiekowego, tułacza prześladują dawne zapachy i najwcześniejsze obrazy: „Oddałbym wszystkie pejzaże świata za pejzaż mojego dzieciństwa” – pisał Emil Cioran, gdy znieść już nie mógł szarości paryskiego bruku. 

Istotna wydaje się również kwestia języka. Sansal jest pisarzem posługującym się definitywnie francuskim, porzucił język pustyni, agresywny idiom Beduinów i Kabilów, na rzecz składni „o trupiej godności” i precyzji, której nawet Bóg nie zdoła zmienić. Język Sansala, jego znużona elegancja przyprawia o zawrót głowy, pisze i mówi francuskim sprzed wieków, z dworską dystynkcją i precyzją. Z kim teraz rozmawia Sansal, nie wiadomo. Czy istnieje większa tortura dla pisarza niż odebranie mu głosu i atramentu? Siła powrotu, język samoudręczenia, wszystko na to wskazuje również, cichego poniżenia, okazały się dla powieściopisarza pułapką. 

Pisarzowi postawiono zarzuty z artykułu 87 algierskiego kodeksu karnego, który sankcjonuje „akt terrorystyczny lub wywrotowy – każdy czyn wymierzony w bezpieczeństwo państwa, integralność terytorialną, stabilność i normalne funkcjonowanie instytucji”. 

Swoją pierwszą ojczyznę Sansal krytykuje od lat. Tuż przed wejściem na pokład samolotu udzielił wywiadu prawicowemu portalowi „Frontières”. Myśli, które wówczas wyrażał, były, jak zwykle, stanowcze i, co tu dużo kryć, mogły brzmieć prowokacyjnie. Zarówno jeśli chodzi o ocenę dekadenckiej Francji, jak i historyczny opis Algierii zacieśniającej więzi militarnie z Rosją i ideologicznie z salafizmem. Sansal w innym wywiadzie powiedział: „Religia wydaje mi się bardzo niebezpieczna ze względu na swoją brutalną, totalitarną stronę. Islam stał się przerażającym prawem, które jedynie ustanawia zakazy, rozwiewa wątpliwości i którego fanatycy są coraz bardziej agresywni. Musi na nowo odkryć swoją duchowość, swoją pierwotną siłę. Musimy wyzwolić, zdekolonizować i uspołecznić islam”.

Pisarz ostrzegał świat przed radykalnym islamem

Autor „2084” niejednokrotnie przestrzegał świat Zachodu przed szerzeniem się radykalnego islamu. Z kasandrycznych nawoływań uczynił paliwo swojej literackiej twórczości. Zainspirowany swoimi antenatami, Molierem i Pierre’em Beaumarchais, nie szczędził gorzkich słów dla tchórzostw przemilczeń, politycznych targów i małości buchalterów. Pisarz musiał wiedzieć, że na lotniku nie spotka go, eufemistycznie rzecz ujmując, komitet powitalny z kwiatami i śpiewem. Jakie pobudki miał Sansal? Czyżby rozmyślna prowokacja? Od kilku miesięcy posiada przecież obywatelstwo francuskie. Zatem mógł liczyć na „nietykalność” obywatela „cywilizowanego” Zachodu. Stało się inaczej. 

Więzienie Sansala pokazuje również, jak bardzo obniżyła się ranga Francji na świecie, zwłaszcza w Afryce Środkowej i Maghrebie. Zbliżenie z Marokiem przychodzi trudno, dodatkowo kosztem relacji z Algierią. Poza tym wprost zastanawiające są reakcje na „sprawę Sansala” francuskiej elity politycznej. Komentarze, niesmaczne i wydrowate, lewej strony, głównie parlamentarzystów ugrupowania Jean-Luca Mélenchona, przekraczają w tej materii granice dobrego smaku. I tak posłanka Sandrine Rousseau z rozbrajającą szczerością stwierdziła, że „Sansal nie był aniołem”. Wskazywała przy tym na liczne wypowiedzi antyislamskie autora „2084” urągające, w jej mniemaniu, dużej części francuskiego społeczeństwa. Zawarta została tu sugestia, że Sansala spotkała słuszna kara. 

„Pisanie – to jedyny oręż, jaki posiadam, aby przeobrażać rzeczywistość” – ze szczerością wyznał Boualem Sansal na falach Radia Akadem. I choć jego walki z religiami wydają się czasem nazbyt kartezjańskie, oddalone od potrzeb duchowych człowieka, więzienie Sansala powinno być powszechnym wstydem dla Zachodu. A niemoc francuskich władz, dyplomacji i prezydenta Republiki wydają się tutaj symptomatyczne.



 

Polecane