Cezary Krysztopa dla "TS": Czy na pewno chodzi o wszystkowiedzącą kostkę mięsa o imieniu Bob?
21.11.2017 21:00

Komentarzy: 0
Udostępnij:
„Co by było, gdyby napoje energetyczne wywołały apokalipsę? Co by było, gdyby topowy analityk NSA był wielką, wszystkowiedzącą kostką mięsa o imieniu Bob?” – Rzeczywiście, kiedy ktoś tak reklamuje swój serial, to muszę przyznać, że trafia do najgłębszych pokładów mojej płytkiej duszy lubującej się w horrorach klasy „Z” i mniej lub bardziej żenujących produkcjach science fiction. I tym razem pomyślałem sobie, że to coś dla mnie. Tak postanowiłem obejrzeć „Wymiar 404”.
Na specjalnym portalu, którego nie będę tu reklamował, wybrałem sobie odcinek pierwszy z brzegu. Historia automatu do prymitywnej gry wideo, który opanowuje dusze grających, całkiem przypadła mi do gustu. Zaskakującym był natomiast wątek miłości homoseksualnej jednego z grających chłopców i pracownika salonu gier. W tak krótkiej formie wydawał się nie na miejscu i do niczego niepotrzebny. No, ale dobra, był czas przywyknąć do hollywoodzkich dziwactw. Obejrzałem i włączyłem sobie drugi odcinek.
Drugi odcinek zaczął się od wątku ładnej pani żołnierz, która tęskni za swoją "żoną" i córką. Chwila, co to jest? Kino LGBT? Tego nie zamawiałem. Przez moment zastanawiałem się jeszcze, skąd ta konkretna "mąż" ("mężona"?) z tą konkretną "żoną" mają córkę, w kapuście znalazły? W końcu jednak po kilku rodzinnych scenach dałem sobie spokój i włączyłem "Walking Dead", którego nigdy nie miałem czasu obejrzeć, a zawsze miałem na to ochotę. Odcinki również wybrałem przypadkowo. I co? Oczywiście w jednym musiała się zmieścić rzewna scena pożegnania dwóch mężczyzn z namiętnym pocałunkiem włącznie, a w innym znowu jakaś "żona" traciła "mężonę" w bardzo dramatycznych okolicznościach. O orientacji zombie trudno coś powiedzieć.
Nie mam nic do gejów, nawet mam znajomych, z którymi świetnie się nieraz bawiłem i generalnie są świetnymi ludźmi. Nic mi do tego, jak żyją, dopóki nie chodzą z gołymi tyłkami pod oknami i nie próbują seksualizować dzieci. Ale na Trygława i Swaroga, czy gejowska propaganda naprawdę musi wyglądać z każdej lodówki? Czy każdy mniej czy bardziej hollywoodzki film musi mieć ambicję przekonywania mnie, że "gej OK"? Nie musi, dla mnie, z powyższymi zastrzeżeniami "gej OK" niech sobie żyje, jak chce, o ile jest dorosły i zdaje sobie sprawę z tego, co robi. Mnie to nie krzywdzi, dopóki nie staje się ideologią, która ma zmienić i mój świat. A skoro już producenci tego czegoś muszą to robić, to niech chociaż oznaczają takie produkcje tęczowymi flagami czy "gay friendly", czy jak to się tam robi, żebym miał szansę świadomie wybrać, czy mam ochotę to obejrzeć, czy nie.
Inaczej mógłbym pomyśleć, że w dystrybucji takich produkcji nie chodzi ani o napoje energetyczne, które wywołały apokalipsę, ani o analityka NSA, który jest wszystkowiedzącą kostką mięsa o imieniu Bob, ani o jakąkolwiek rozrywkę. I się zniechęcić.
Cezary Krysztopa
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (47/2017) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.
Drugi odcinek zaczął się od wątku ładnej pani żołnierz, która tęskni za swoją "żoną" i córką. Chwila, co to jest? Kino LGBT? Tego nie zamawiałem. Przez moment zastanawiałem się jeszcze, skąd ta konkretna "mąż" ("mężona"?) z tą konkretną "żoną" mają córkę, w kapuście znalazły? W końcu jednak po kilku rodzinnych scenach dałem sobie spokój i włączyłem "Walking Dead", którego nigdy nie miałem czasu obejrzeć, a zawsze miałem na to ochotę. Odcinki również wybrałem przypadkowo. I co? Oczywiście w jednym musiała się zmieścić rzewna scena pożegnania dwóch mężczyzn z namiętnym pocałunkiem włącznie, a w innym znowu jakaś "żona" traciła "mężonę" w bardzo dramatycznych okolicznościach. O orientacji zombie trudno coś powiedzieć.
Nie mam nic do gejów, nawet mam znajomych, z którymi świetnie się nieraz bawiłem i generalnie są świetnymi ludźmi. Nic mi do tego, jak żyją, dopóki nie chodzą z gołymi tyłkami pod oknami i nie próbują seksualizować dzieci. Ale na Trygława i Swaroga, czy gejowska propaganda naprawdę musi wyglądać z każdej lodówki? Czy każdy mniej czy bardziej hollywoodzki film musi mieć ambicję przekonywania mnie, że "gej OK"? Nie musi, dla mnie, z powyższymi zastrzeżeniami "gej OK" niech sobie żyje, jak chce, o ile jest dorosły i zdaje sobie sprawę z tego, co robi. Mnie to nie krzywdzi, dopóki nie staje się ideologią, która ma zmienić i mój świat. A skoro już producenci tego czegoś muszą to robić, to niech chociaż oznaczają takie produkcje tęczowymi flagami czy "gay friendly", czy jak to się tam robi, żebym miał szansę świadomie wybrać, czy mam ochotę to obejrzeć, czy nie.
Inaczej mógłbym pomyśleć, że w dystrybucji takich produkcji nie chodzi ani o napoje energetyczne, które wywołały apokalipsę, ani o analityka NSA, który jest wszystkowiedzącą kostką mięsa o imieniu Bob, ani o jakąkolwiek rozrywkę. I się zniechęcić.
Cezary Krysztopa
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (47/2017) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Tagi
Data publikacji: 21.11.2017 21:00
Najnowszy numer "TS": Czy wiesz co robi twoje dziecko? Sprawdziliśmy na tajnych czatach trans-aktywistów
03.08.2020 20:50

Komentarzy: 0
Waldemar Krysiak, były aktywista LGBT, znany w sieci jako "Gej przeciwko światu" zbadał dla nas ciemny świat tajnych czatów dla trans-aktywistów, do którego można się dostać tylko przechodząc różne "stopnie wtajemniczenia". Osoby deklarujące się jako nastolatki rozmawiają tam o nielegalnym handlu hormonami, wymieniają się informacjami o pedofilach i wymianie nagich zdjęć na nielegalne środki mające wpływać na drugorzędne cechy płciowe. Wstrząsający reportaż Waldemara Krysiaka, we współpracy z Agnieszką Żurek, jest tematem najnowszego numeru Tygodnika Solidarność
Czytaj więcej
Krysztopa: Skoro "prawicowy" gej jest wykluczony z LGBT to LGBT to nie kwestia orientacji tylko ideologii
17.06.2020 18:00
Krysztopa: Wbrew pozorom w Rocznicy I Transportu najważniejsi są Więźniowie, nie Cywiński
14.06.2020 21:19

Komentarzy: 0
Jeszcze zanim poznałem osobiście Panią Barbarę Wojnarowską-Gautier, wiedziałem, że jest człowiekiem którego chcę wesprzeć. Dzielnym dzieckiem Auschwitz, którego gehenna nie skończyła się wcale razem z wojną, ale właściwie trwa do dzisiaj. Do dzisiaj razem ze swoimi osobistymi doświadczeniami, będącymi przecież jednymi z wielu podobnych doświadczeń Więźniów Auschwitz, zmaga się z żarnami geopolityki, które usiłują jej pamięć zemleć na łatwą do strawienia przez możnych tego świata papkę historycznych polityk rozumianych jako narzędzia wpływu na światową opinię publiczną. A kiedy ją poznałem, zrozumiałem również, że nie z Panią Basią takie numery.
Czytaj więcej
Nowy rysunek Krysztopy: Niewidzialna ręka rynku
16.05.2020 02:14
Nowy rysunek Krysztopy: "Żeby mordę drzeć"
11.04.2020 02:12


