Szukaj
Konto

Anna W. opuściła areszt. "Za kilka godzin spotkam się z synem"

03.04.2025 14:15
areszt Katowice
Źródło: screen YT Tv Republika
Komentarzy: 0
Anna W. po godzinie 14.00 opuściła areszt. – Każdego dnia, będąc tam, za tymi zamkniętymi drzwiami, bezradna, myślałam o tym moim chorym dziecku i wierzyłam, że ten moment nadejdzie – powiedziała w rozmowie z TV Republika Anna W.

Telewizja wPolsce24 poinformowała, że Anna W. opuściła już areszt, kaucję wpłaciła prezes Fundacji Niezależne Media Joanna Jenerowicz.

Jestem pełna emocji, ale ten dzień będzie jednym z najszczęśliwszych dni w moim życiu. Za kilka godzin spotkam się z synem, jest to dla mnie najważniejsza rzecz i na tę chwilę czekałam

- powiedziała po wyjściu na wolność podczas rozmowy z TV Republika.

Nie traciłam nadziei, wierzyłam, że ten moment nastąpi, spotkanie z moim synem to najważniejszy moment, na który czekałam dwa miesiące. Każdego dnia, będąc tam, za tymi zamkniętymi drzwiami, bezradna, myślałam o tym moim chorym dziecku i wierzyłam, że ten moment nadejdzie

- podkreśliła.

Anna W. opuściła areszt. "Za kilka godzin spotkam się z synem"

Wartość najwyższa - dobro dziecka - dzisiaj wygrała. Bardzo serdecznie wszystkim dziękuję, że tak się dziś stało

- powiedziała Anna W.

Pytana o sposób traktowania w areszcie, odpowiedziała:

Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu funkcjonariusze zakładu aresztowego w Katowicach wykazali się w stosunku do mnie dużą empatią. Miałam pomoc psychologiczną, bo cała ta sytuacja wpłynęła bardzo na mój stan psychiczny. Powiem tak - system to nie są mury. System tworzą ludzie. Akurat ja miałam tyle szczęścia, że wokół mnie w areszcie znaleźli się ludzie, którzy z dużą empatią podeszli do tego tematu. Wiedzieli, że jestem matką. Że jestem niesłusznie przetrzymywana. Że jest to walka polityczna, gdzie zakładnikiem stało się moje 13-letnie chore dziecko. Nie mogli po prostu inaczej postąpić niż w zgodzie z własnym sumieniem, własnym sercem.

- powiedziała kobieta.

Pierwsza rozmowa z urzędniczką premiera Morawieckiego

Z jednej strony była więc duża empatia, zrozumienie. Z drugiej - zostałam zakuta w kajdanki, na ręce, na nogi. Przewożona byłam w samochodzie policyjnym, w tak zwanym - to się kiedyś nazywało "suka", z tego, co pamiętam - malusieńkim pomieszczeniu z tyłu. Jak zbir, jak terrorysta, zostałam przewieziona do prokuratury. W prokuraturze przez wszystkie korytarze byłam prowadzona w zakutych rękach, nogach. Nie jako matka, która idzie walczyć o swoje dziecko, tylko jako terrorysta

- zwróciła uwagę pani Anna.

Nie życzę nikomu takich doświadczeń. Te parę godzin, które tak spędziłam [zakuta w podwójne kajdanki -przyp. red.], to były najgorsze momenty, które mi się przytrafiły w ciągu tych dwóch miesięcy. Moi mecenasi, którzy przybyli wtedy do prokuratury i zobaczyli mnie skutą na korytarzu, od razu podnieśli rwetes. Słusznie, bo nikomu nie zagrażałam. Przyszłam tylko walczyć o moje dziecko. O nic więcej

- powiedziała.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 03.04.2025 14:15
Źródło: republikatv, wpolityce