Paweł Pietkun: TVP w likwidacji, choć zlikwidowała Biełsat, chwali się osiągnięciami

Likwidacja Biełsatu to celowe i metodyczne niszczenie najważniejszego narzędzia soft power Polski na Wschodzie. Był także domem dla Polonii na Białorusi.
Logo telewizji Biełsat
Logo telewizji Biełsat / Wikipedia - domena publiczna

Co musisz wiedzieć?

  • Stacja Biełsat była najważniejszym kanałem komunikacji z Białorusinami.
  • Telewizja Biełsat otrzymała co najmniej 210 mln zł finansowania z budżetu państwa polskiego do 15 maja 2020 roku.
  • W ciągu 18 lat istnienia Biełsat wyprodukował blisko 200 filmów dokumentalnych.
  • Była dyrektor Agnieszka Romaszewska-Guzy miała otrzymać dwa zwolnienia z tego samego stanowiska.

 

Pasji, z jaką obecny likwidator TVP SA w likwidacji niszczy Telewizję Biełsat, nie można tłumaczyć brakiem wiedzy czy umiejętności. To precyzyjne i metodyczne likwidowanie jednego z najważniejszych kanałów komunikacji z Białorusinami. Stacji, która stała się nie tylko najważniejszym narzędziem soft power sięgającym w głąb byłego sowieckiego imperium, ale – czego dzisiaj nie mówi nikt poza byłymi pracownikami stacji oraz jej założycielką Agnieszką Romaszewską-Guzy – także domem dla pracujących tam Białorusinów i jedyną wyspą normalności, w kraju tak totalitarnym, że trudno byłoby go opisać nawet Orwellowi czy Huxlleyowi. Nie wierzycie? 

Dzisiaj trudno jest porozmawiać z byłym pracownikiem Biełsatu, jeszcze trudniej z tym, który pozostał w stacji. Choć jeszcze dwa lata temu mieliśmy świetny kontakt – oni robili telewizję na Białoruś, ja pracowałem w anglojęzycznej stacji, która pokazywała Europę, szczególnie wschodnią, z perspektywy polskiej racji stanu. Mieliśmy przynajmniej kilka silnych płaszczyzn współpracy z doskonale zbudowaną siecią biełsatowskich korespondentów i dziennikarzy, przed którymi złożona sytuacja na Białorusi i w Rosji nie miały tajemnic. Po napaści Rosji na Ukrainę skończyły się – nie tylko moje – możliwości i znajomości rozszyfrowywania kremlowskiej i mińskiej propagandy. Coraz rzadziej dzwoniłem do nielicznych Rosjan, dziennikarzy, których znałem jeszcze z dawnych lat. Z czasem telefony ustały w ogóle – rozumiałem to, w końcu jako dziennikarz natowski relacjonujący wojnę na Ukrainie stałem się wrogiem publicznym Moskwy, z którym kontakt mógł skończyć się oskarżeniem przynajmniej o szpiegostwo i zdradę państwa.

 

Więcej niż telewizja

Biełsat pozostawał jasnym punktem w tej całej złożonej sytuacji państwa, chyba jedynego w Europie, które formalnie będąc wolnym krajem, stało się de facto rosyjską kolonią. 

Na kolegów ze stacji mogłem liczyć, kiedy chciałem znaleźć kontakt z opozycjonistą, a nawet poprosić o wykładnię tego, co działo się w tym zamkniętym dla mnie kraju. To dzięki nim udało mi się nawiązać na Ukrainie kontakt z Pułkiem im. Konstantego Kalinowskiego, legendarnym już oddziałem Białorusinów walczących z Rosjanami po ukraińskiej stronie.

Siłą rzeczy wiedziałem również, w jaki sposób moi koledzy podchodzą do „swojej” stacji telewizyjnej. Telewizji, która była dla nich czymś znacznie więcej niż miejscem pracy. A oni sami dla siebie często więcej niż zwykłymi kolegami z pracy. I nie jest to bez znaczenia dla losów Biełastu, które czekały go po siłowym zajęciu TVP przez rząd Donalda Tuska

Jeszcze do niedawna uruchomiona w 2007 roku stacja była współfinansowana przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przy wsparciu międzynarodowych donatorów. Stacja – według danych autoryzowanych przez TVP – otrzymała co najmniej 210 mln zł finansowania z budżetu państwa polskiego do 15 maja 2020 roku. Od początku istnienia kanał korzystał ze wsparcia finansowego wielu instytucji, m.in. Swedish International Development Cooperation Agency (SIDA), Nordyckiej Rady Ministrów, resortów dyplomacji Norwegii, Holandii, Kanady i Litwy, rządów Wielkiej Brytanii i Irlandii oraz Departamentu Stanu USA.

W marcu ub.r. niemal dwukrotnie zmniejszono dofinansowanie dla stacji z 74 mln zł w 2023 roku do 40 mln zł. Faktyczna likwidacja jednostki (chociaż nie marki) nastąpiła w listopadzie ub.r., a od marca tego roku Biełsat zaczął działać w nowym formacie, podzielony na trzy programy – białoruski Belsat, rosyjski Vot Tak i ukraiński Slava. Rozpoczęła się jego formalna likwidacja. 

 

Stacja bez korespondentów

Dowolny mieszkający w Polsce Białorusin zapytany o to, jak odbiera Biełsat po zmianach, najczęściej wzrusza ramionami. To nie jest ta sama telewizja, co kiedyś. Czy gorsza? Na pewno gorzej robiona – chodzi o jakość publicystyki – a przede wszystkim nie adresowana już do Białorusinów w Mińsku, a bardziej tych w Polsce. To tak radykalna zmiana, że w efekcie widownia Biełsatu spada. Jeszcze gorzej oceniają obecne strony internetowe telewizji i fanpage w serwisach społecznościowych. Zmiany w tym ostatnim obszarze równie źle oceniają obecne władze telewizji publicznej w likwidacji, choć same są tych zmian autorami – ale o tym za chwilę. 

Co tak naprawdę zmieniło się w Biełsacie? Na pierwszy rzut oka widać odejście części korespondentów. Większość odeszła, bo stacja nie mogła im płacić. 

Współpraca z jakimkolwiek medium w Europie Zachodniej jest na Białorusi zakazana. W grę wchodzi proste prawo zakazujące przyjmowania pieniędzy z zagranicy. Z podobnym zakazem spotkałem się, płacąc moim ukraińskim korespondentom, najczęściej czynnym żołnierzom, politykom lub współpracującym z armią wolontariuszom – tam również jest taki zakaz. Słuszny, jeżeli wziąć pod uwagę konieczność wyczyszczenia życia publicznego z niejasnych i lewych dochodów. 

– Dura lex, sed lex – wyjaśniał mi jeden z nich, podsuwając pomysł na wykorzystanie do płacenia pośredników, wszystko jedno, czy zarejestrowanych na Ukrainie firm, czy organizacji pozarządowych zajmujących się szeroko pojętą pomocą. – Rozumiem to prawo i trzeba go przestrzegać, inaczej nie będziemy inni niż prorosyjscy zdrajcy. 

Metoda płacenia przez pośredników stała się więc jednym z głównych narzędzi współpracy z korespondentami. Również w Biełsacie. I sytuacja była tu klarowna, bo pośrednicy nie brali dla siebie działki – po prostu przekazywali korespondentom to, co ci uczciwie wypracowali, wysyłając do TVP i Biełsatu materiały, które później – z podaniem źródła, czyli najczęściej właśnie Biełsatu i TVP – powtarzały amerykańskie stacje czy brytyjska BBC.

 

Więcej niż telewizja

Likwidator ustami swoich zastępców zapowiadał wprawdzie zbadanie oglądalności stacji, ale... teraz nie ma komu tego robić.  

Jak państwo chcecie ocenić oglądalność przy jednoczesnej likwidacji działu analityki? To był dział odpowiedzialny za badanie zasięgów stacji. Podobnie zwolniona została ostatnio osoba odpowiadająca za sprawy prawne i kontakt ze wszystkimi rodzinami uwięzionych. To prawniczka, która cudem wyjechała z Białorusi

– pytała jeszcze niedawno w Sejmie była dyrektorka i założycielka stacji Agnieszka Romaszewska-Guzy. – Biełsat to była organizacja i środki, czyli dwa elementy umożliwiające działalność. Jeśli chcą państwo powiedzieć, że można robić więcej za mniej bez organizacji, to mówicie po prostu nieprawdę. Prawniczka, o której wspominam, cudem wyjechała z Białorusi, udało się nam ją wywieźć stamtąd, po czym zwalnia się ją z pracy teraz, to powiem, że nie wiążę dalej z Biełsatem dużych nadziei.

Dzisiaj dodaje, że dziennikarze, którzy pozostali, wciąż są tymi samymi dziennikarzami. Jednak pogorszyła się jakość przedstawianych informacji. Największe błędy?

– W Biełsacie brakuje wielu osób, które były istotne dla tej stacji. Zwolniono je, przepraszam, teraz się mówi „zoptymalizowano” zatrudnienie. Część odeszła sama – opowiada. – Nie tylko to. Biełsat nie ma już swoich doświadczonych kierowników produkcji, którzy zajmowali się wszystkim, łącznie ze wspieraniem dziennikarzy, którzy wymagali pozwolenia na pracę. Dzisiaj cała produkcja programów Biełsatu zamawiana jest w CUP [Centrum Usług Produkcyjnych, jednostka administracyjna TVP w likwidacji – przyp. red.]. Biełsat to była inwestycja mająca swojego ducha i myśl przewodnią... Coś więcej niż kanał TV ze względu na swoją specyfikę i sytuację na Białorusi. Skasowano wszystkie umowy z firmami, które obsługiwały korespondentów, odeszli twórcy. Likwidacja Biełsatu to straszne koszty również dla samych pracowników. Mówię na przykład o kosztach zdrowotnych czy lęku, który towarzyszy im w związku na przykład z rodzinami, które pozostały w Mińsku. Kiedyś Biełsat oferował wsparcie dla nich, angażował się w sprawy więźniów białoruskich. Dzisiaj już tego nie ma. Ta telewizja karleje, rozmywa się, powoli znika. To boli, że tak mocno trwająca przez tyle lat stacja, która przetrwała tyle rządów, jest dzisiaj tak gwałtownie niszczona. 

 

Zwolniona ze wściekłością 

Rzeczywiście stacja ma na swoim koncie ogromne sukcesy. W ciągu 18 lat istnienia Biełsat wyprodukował prawie 200 filmów dokumentalnych, a jego produkcje otrzymały około 80 nagród na międzynarodowych festiwalach. Dziennikarze Biełsat TV od początku istnienia stacji swoje programy tworzyli w języku białoruskim, co stanowiło istotny wyróżnik stacji w medialnej przestrzeni Białorusi. Biełsat pracował na rzecz popularyzacji tego języka nie tylko przez jego ciągłą obecność na antenie, lecz także propagując białoruską literaturę oraz wspierając inicjatywy edukacyjne. Zapraszanym do studia gościom pozostawiano jednak swobodę wyboru między językiem białoruskim a wciąż dominującym rosyjskim. Zaangażowanie Biełsatu w walkę z białoruską i rosyjską propagandą w krajach postsowieckich spotkało się z brutalnymi represjami wobec jego dziennikarzy. Aktualnie w więzieniach na Białorusi przebywa 28 dziennikarzy. Ponad połowa z nich to współpracownicy – dzisiaj byli już – telewizji Biełsat. Przeciwko marginalizacji i likwidacji Biełsatu wielokrotnie protestowało m.in. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP oraz Europejska Federacja Dziennikarzy.

Agnieszka Romaszewska-Guzy stara się utrzymywać kontakty ze środowiskiem białoruskich dziennikarzy. Zresztą nawet gdyby nie chciała, przez ostatnie dekady stała się dla nich symbolem. Osobą, która dzisiaj sądzi się z Telewizją Polską o swoje zwolnienie z pracy. 

Dokładnie rzecz ujmując, to o dwa zwolnienia z tego samego stanowiska

– mówi, dodając, że jest chyba jedyną osobą w Polsce, która została przez pracodawcę zwolniona dwa razy. Raz otrzymała wypowiedzenie, a raz zwolniono ją dyscyplinarnie. Który dokument jest ważny? Nad tym głowi się dzisiaj warszawski Sąd Pracy, bo nawet dział prawny TVP nie wie, co z tym fantem zrobić.

Jak na razie telewizja nie wycofała ani wypowiedzenia, ani zwolnienia dyscyplinarnego. 

Tego bałaganu sąd na razie nie potrafi rozstrzygnąć, więc toczą się moje dwa procesy przeciwko TVP

– opowiada. – W jednym z nich sąd postanowił skierować sprawę do mediacji. Zgodziłam się oczywiście, a telewizja już niedługo także musi dać odpowiedź. Nie wiem, co te mediacje mogą oznaczać dla mnie i TVP, ale nie wyobrażam sobie, żeby telewizja do nich nie podeszła.

 

Nasze cudze sukcesy

TVP w likwidacji, choć zlikwidowała Biełsat, w internecie chwali się osiągnięciami stacji. Na przykład na Wikipedii. Choć – to zaskakujące – ostatnie publikowane dane pochodzą z czasów, kiedy Biełsatem kierowała Agnieszka Romaszewska-Guzy. Reszta to pustosłowie. 

„W porównaniu do lat ubiegłych zwielokrotniła się aktywność internautów na stronie firmowej stacji redagowanej obecnie w czterech językach: białoruskim, rosyjskim, angielskim i polskim. W maju 2019 roku witryna miała 1 290 042 unikalnych użytkowników i 12 083 368 odsłon według Google Analytics, nie ustępując popularnością innym, niezależnym mediom na Białorusi, np. Radiu Svaboda czy Naszej Niwie – internetowej gazecie redagowanej po białorusku. Średnia, dzienna aktywność na stronie wynosiła w tym okresie 68 153 użytkowników” – możemy się dowiedzieć. Danych po likwidacji Biełsatu TVP w Wikipedii już nie umieszcza. Nie bez powodu. To najbardziej spektakularny, przeprowadzony celowo upadek anteny w historii telewizji publicznej. Upadek, który z radością odnotowały i do którego często wracają oficjalne media na Białorusi i w Rosji.  


 

POLECANE
Muzułmańscy imigranci nigdy nie będą się integrować. Stanowią zagrożenie większe niż się wydaje tylko u nas
Muzułmańscy imigranci nigdy nie będą się integrować. Stanowią zagrożenie większe niż się wydaje

Jak poinformował portal European Conservative, po gorącej dyskusji na forum parlamentu francuscy deputowani głosowali za uchwałą przeciwko Bractwu Muzułmańskiemu, klasyfikując je jako organizację terrorystyczną. Decyzja ta zapadła po licznych doniesieniach i ostrzeżeniach o infiltracji i rosnącym wpływie grupy na społeczeństwo francuskie. Problemem Francji i Europy nie jest jednak samo Bractwo Muzułmańskie, ale cały islam.

Co Niemcy sądzą o Trumpie? Jest sondaż z ostatniej chwili
Co Niemcy sądzą o Trumpie? Jest sondaż

62 proc. badanych w Niemczech uważa Donalda Trumpa za zagrożenie dla kraju – wynika z sondażu ośrodka INSA, przeprowadzonego na zlecenie gazety "Bild am Sonntag".

Komunikat dla mieszkańców woj. wielkopolskiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. wielkopolskiego

IMGW-PIB ostrzega mieszkańców województwa wielkopolskiego przed marznącymi opadami. Region objęty jest alertem 1. stopnia.

Tragiczny pożar na Śląsku. Są ofiary z ostatniej chwili
Tragiczny pożar na Śląsku. Są ofiary

Jedna osoba zginęła, a sześć innych, w tym czworo dzieci, trafiło do szpitali po pożarze, który ostatniej nocy wybuchł w jednym z mieszkań bloku przy ul. Przemysława w Wodzisławiu Śląskim – podały w niedzielę służby kryzysowe wojewody śląskiego i straż pożarna.

Władze Kostrzyna uczciły rocznicę urodzin kata polskiej niepodległości gorące
Władze Kostrzyna uczciły rocznicę urodzin kata polskiej niepodległości

Burmistrz miasta Kostrzyn nad Odrą dr Andrzej Knut wraz z burmistrzem Letschin Michaelem Böttcherem i dyrektorem Muzeum Twierdzy Kostrzyn Ryszardem Skałbą zorganizowali w Kostrzynie uroczystości z okazji 314 rocznicę urodzin króla Prus Fryderyka II, Wielkiego pod hasłem „Fryderyk wraca do Kostrzyna”.

Nowa prognoza IMGW. Oto co nas czeka w najbliższych dniach z ostatniej chwili
Nowa prognoza IMGW. Oto co nas czeka w najbliższych dniach

Marznące opady z ryzykiem gołoledzi, śnieg na północy oraz mgły na południu – informuje w niedzielę 25 stycznia 2026 r. IMGW.

Członkowie EPL ukarani za próbę odwołania Ursuli von der Leyen gorące
Członkowie EPL ukarani za próbę odwołania Ursuli von der Leyen

Jak poinformował portal Euractiv.com liberalno-lewicowa Europejska Partia Ludowa w Parlamencie Europejskim nałożyła sankcje na ponad dziesięciu swoich posłów do Parlamentu Europejskiego, w tym siedmiu Węgrów, którzy odmówili sprzeciwienia się próbie obalenia Komisji Europejskiej.

Słowa Trumpa wywołały burzę. Ambasador USA w Polsce reaguje z ostatniej chwili
Słowa Trumpa wywołały burzę. Ambasador USA w Polsce reaguje

Polska nie ma większego przyjaciela niż prezydent Trump – napisał w niedzielę w serwisie X ambasador USA w Polsce Tom Rose.

Komunikat dla mieszkańców woj. śląskiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. śląskiego

RCB wydało alert na niedzielę 25 stycznia z powodu pyłu PM10.

Prezydent Litwy zaproponował utworzenie wspólnej strefy wolnego handlu z Polską z ostatniej chwili
Prezydent Litwy zaproponował utworzenie wspólnej strefy wolnego handlu z Polską

Prezydent Litwy Gitanas Nauseda przedstawił pomysł utworzenia wspólnej strefy wolnego handlu.

REKLAMA

Paweł Pietkun: TVP w likwidacji, choć zlikwidowała Biełsat, chwali się osiągnięciami

Likwidacja Biełsatu to celowe i metodyczne niszczenie najważniejszego narzędzia soft power Polski na Wschodzie. Był także domem dla Polonii na Białorusi.
Logo telewizji Biełsat
Logo telewizji Biełsat / Wikipedia - domena publiczna

Co musisz wiedzieć?

  • Stacja Biełsat była najważniejszym kanałem komunikacji z Białorusinami.
  • Telewizja Biełsat otrzymała co najmniej 210 mln zł finansowania z budżetu państwa polskiego do 15 maja 2020 roku.
  • W ciągu 18 lat istnienia Biełsat wyprodukował blisko 200 filmów dokumentalnych.
  • Była dyrektor Agnieszka Romaszewska-Guzy miała otrzymać dwa zwolnienia z tego samego stanowiska.

 

Pasji, z jaką obecny likwidator TVP SA w likwidacji niszczy Telewizję Biełsat, nie można tłumaczyć brakiem wiedzy czy umiejętności. To precyzyjne i metodyczne likwidowanie jednego z najważniejszych kanałów komunikacji z Białorusinami. Stacji, która stała się nie tylko najważniejszym narzędziem soft power sięgającym w głąb byłego sowieckiego imperium, ale – czego dzisiaj nie mówi nikt poza byłymi pracownikami stacji oraz jej założycielką Agnieszką Romaszewską-Guzy – także domem dla pracujących tam Białorusinów i jedyną wyspą normalności, w kraju tak totalitarnym, że trudno byłoby go opisać nawet Orwellowi czy Huxlleyowi. Nie wierzycie? 

Dzisiaj trudno jest porozmawiać z byłym pracownikiem Biełsatu, jeszcze trudniej z tym, który pozostał w stacji. Choć jeszcze dwa lata temu mieliśmy świetny kontakt – oni robili telewizję na Białoruś, ja pracowałem w anglojęzycznej stacji, która pokazywała Europę, szczególnie wschodnią, z perspektywy polskiej racji stanu. Mieliśmy przynajmniej kilka silnych płaszczyzn współpracy z doskonale zbudowaną siecią biełsatowskich korespondentów i dziennikarzy, przed którymi złożona sytuacja na Białorusi i w Rosji nie miały tajemnic. Po napaści Rosji na Ukrainę skończyły się – nie tylko moje – możliwości i znajomości rozszyfrowywania kremlowskiej i mińskiej propagandy. Coraz rzadziej dzwoniłem do nielicznych Rosjan, dziennikarzy, których znałem jeszcze z dawnych lat. Z czasem telefony ustały w ogóle – rozumiałem to, w końcu jako dziennikarz natowski relacjonujący wojnę na Ukrainie stałem się wrogiem publicznym Moskwy, z którym kontakt mógł skończyć się oskarżeniem przynajmniej o szpiegostwo i zdradę państwa.

 

Więcej niż telewizja

Biełsat pozostawał jasnym punktem w tej całej złożonej sytuacji państwa, chyba jedynego w Europie, które formalnie będąc wolnym krajem, stało się de facto rosyjską kolonią. 

Na kolegów ze stacji mogłem liczyć, kiedy chciałem znaleźć kontakt z opozycjonistą, a nawet poprosić o wykładnię tego, co działo się w tym zamkniętym dla mnie kraju. To dzięki nim udało mi się nawiązać na Ukrainie kontakt z Pułkiem im. Konstantego Kalinowskiego, legendarnym już oddziałem Białorusinów walczących z Rosjanami po ukraińskiej stronie.

Siłą rzeczy wiedziałem również, w jaki sposób moi koledzy podchodzą do „swojej” stacji telewizyjnej. Telewizji, która była dla nich czymś znacznie więcej niż miejscem pracy. A oni sami dla siebie często więcej niż zwykłymi kolegami z pracy. I nie jest to bez znaczenia dla losów Biełastu, które czekały go po siłowym zajęciu TVP przez rząd Donalda Tuska

Jeszcze do niedawna uruchomiona w 2007 roku stacja była współfinansowana przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przy wsparciu międzynarodowych donatorów. Stacja – według danych autoryzowanych przez TVP – otrzymała co najmniej 210 mln zł finansowania z budżetu państwa polskiego do 15 maja 2020 roku. Od początku istnienia kanał korzystał ze wsparcia finansowego wielu instytucji, m.in. Swedish International Development Cooperation Agency (SIDA), Nordyckiej Rady Ministrów, resortów dyplomacji Norwegii, Holandii, Kanady i Litwy, rządów Wielkiej Brytanii i Irlandii oraz Departamentu Stanu USA.

W marcu ub.r. niemal dwukrotnie zmniejszono dofinansowanie dla stacji z 74 mln zł w 2023 roku do 40 mln zł. Faktyczna likwidacja jednostki (chociaż nie marki) nastąpiła w listopadzie ub.r., a od marca tego roku Biełsat zaczął działać w nowym formacie, podzielony na trzy programy – białoruski Belsat, rosyjski Vot Tak i ukraiński Slava. Rozpoczęła się jego formalna likwidacja. 

 

Stacja bez korespondentów

Dowolny mieszkający w Polsce Białorusin zapytany o to, jak odbiera Biełsat po zmianach, najczęściej wzrusza ramionami. To nie jest ta sama telewizja, co kiedyś. Czy gorsza? Na pewno gorzej robiona – chodzi o jakość publicystyki – a przede wszystkim nie adresowana już do Białorusinów w Mińsku, a bardziej tych w Polsce. To tak radykalna zmiana, że w efekcie widownia Biełsatu spada. Jeszcze gorzej oceniają obecne strony internetowe telewizji i fanpage w serwisach społecznościowych. Zmiany w tym ostatnim obszarze równie źle oceniają obecne władze telewizji publicznej w likwidacji, choć same są tych zmian autorami – ale o tym za chwilę. 

Co tak naprawdę zmieniło się w Biełsacie? Na pierwszy rzut oka widać odejście części korespondentów. Większość odeszła, bo stacja nie mogła im płacić. 

Współpraca z jakimkolwiek medium w Europie Zachodniej jest na Białorusi zakazana. W grę wchodzi proste prawo zakazujące przyjmowania pieniędzy z zagranicy. Z podobnym zakazem spotkałem się, płacąc moim ukraińskim korespondentom, najczęściej czynnym żołnierzom, politykom lub współpracującym z armią wolontariuszom – tam również jest taki zakaz. Słuszny, jeżeli wziąć pod uwagę konieczność wyczyszczenia życia publicznego z niejasnych i lewych dochodów. 

– Dura lex, sed lex – wyjaśniał mi jeden z nich, podsuwając pomysł na wykorzystanie do płacenia pośredników, wszystko jedno, czy zarejestrowanych na Ukrainie firm, czy organizacji pozarządowych zajmujących się szeroko pojętą pomocą. – Rozumiem to prawo i trzeba go przestrzegać, inaczej nie będziemy inni niż prorosyjscy zdrajcy. 

Metoda płacenia przez pośredników stała się więc jednym z głównych narzędzi współpracy z korespondentami. Również w Biełsacie. I sytuacja była tu klarowna, bo pośrednicy nie brali dla siebie działki – po prostu przekazywali korespondentom to, co ci uczciwie wypracowali, wysyłając do TVP i Biełsatu materiały, które później – z podaniem źródła, czyli najczęściej właśnie Biełsatu i TVP – powtarzały amerykańskie stacje czy brytyjska BBC.

 

Więcej niż telewizja

Likwidator ustami swoich zastępców zapowiadał wprawdzie zbadanie oglądalności stacji, ale... teraz nie ma komu tego robić.  

Jak państwo chcecie ocenić oglądalność przy jednoczesnej likwidacji działu analityki? To był dział odpowiedzialny za badanie zasięgów stacji. Podobnie zwolniona została ostatnio osoba odpowiadająca za sprawy prawne i kontakt ze wszystkimi rodzinami uwięzionych. To prawniczka, która cudem wyjechała z Białorusi

– pytała jeszcze niedawno w Sejmie była dyrektorka i założycielka stacji Agnieszka Romaszewska-Guzy. – Biełsat to była organizacja i środki, czyli dwa elementy umożliwiające działalność. Jeśli chcą państwo powiedzieć, że można robić więcej za mniej bez organizacji, to mówicie po prostu nieprawdę. Prawniczka, o której wspominam, cudem wyjechała z Białorusi, udało się nam ją wywieźć stamtąd, po czym zwalnia się ją z pracy teraz, to powiem, że nie wiążę dalej z Biełsatem dużych nadziei.

Dzisiaj dodaje, że dziennikarze, którzy pozostali, wciąż są tymi samymi dziennikarzami. Jednak pogorszyła się jakość przedstawianych informacji. Największe błędy?

– W Biełsacie brakuje wielu osób, które były istotne dla tej stacji. Zwolniono je, przepraszam, teraz się mówi „zoptymalizowano” zatrudnienie. Część odeszła sama – opowiada. – Nie tylko to. Biełsat nie ma już swoich doświadczonych kierowników produkcji, którzy zajmowali się wszystkim, łącznie ze wspieraniem dziennikarzy, którzy wymagali pozwolenia na pracę. Dzisiaj cała produkcja programów Biełsatu zamawiana jest w CUP [Centrum Usług Produkcyjnych, jednostka administracyjna TVP w likwidacji – przyp. red.]. Biełsat to była inwestycja mająca swojego ducha i myśl przewodnią... Coś więcej niż kanał TV ze względu na swoją specyfikę i sytuację na Białorusi. Skasowano wszystkie umowy z firmami, które obsługiwały korespondentów, odeszli twórcy. Likwidacja Biełsatu to straszne koszty również dla samych pracowników. Mówię na przykład o kosztach zdrowotnych czy lęku, który towarzyszy im w związku na przykład z rodzinami, które pozostały w Mińsku. Kiedyś Biełsat oferował wsparcie dla nich, angażował się w sprawy więźniów białoruskich. Dzisiaj już tego nie ma. Ta telewizja karleje, rozmywa się, powoli znika. To boli, że tak mocno trwająca przez tyle lat stacja, która przetrwała tyle rządów, jest dzisiaj tak gwałtownie niszczona. 

 

Zwolniona ze wściekłością 

Rzeczywiście stacja ma na swoim koncie ogromne sukcesy. W ciągu 18 lat istnienia Biełsat wyprodukował prawie 200 filmów dokumentalnych, a jego produkcje otrzymały około 80 nagród na międzynarodowych festiwalach. Dziennikarze Biełsat TV od początku istnienia stacji swoje programy tworzyli w języku białoruskim, co stanowiło istotny wyróżnik stacji w medialnej przestrzeni Białorusi. Biełsat pracował na rzecz popularyzacji tego języka nie tylko przez jego ciągłą obecność na antenie, lecz także propagując białoruską literaturę oraz wspierając inicjatywy edukacyjne. Zapraszanym do studia gościom pozostawiano jednak swobodę wyboru między językiem białoruskim a wciąż dominującym rosyjskim. Zaangażowanie Biełsatu w walkę z białoruską i rosyjską propagandą w krajach postsowieckich spotkało się z brutalnymi represjami wobec jego dziennikarzy. Aktualnie w więzieniach na Białorusi przebywa 28 dziennikarzy. Ponad połowa z nich to współpracownicy – dzisiaj byli już – telewizji Biełsat. Przeciwko marginalizacji i likwidacji Biełsatu wielokrotnie protestowało m.in. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP oraz Europejska Federacja Dziennikarzy.

Agnieszka Romaszewska-Guzy stara się utrzymywać kontakty ze środowiskiem białoruskich dziennikarzy. Zresztą nawet gdyby nie chciała, przez ostatnie dekady stała się dla nich symbolem. Osobą, która dzisiaj sądzi się z Telewizją Polską o swoje zwolnienie z pracy. 

Dokładnie rzecz ujmując, to o dwa zwolnienia z tego samego stanowiska

– mówi, dodając, że jest chyba jedyną osobą w Polsce, która została przez pracodawcę zwolniona dwa razy. Raz otrzymała wypowiedzenie, a raz zwolniono ją dyscyplinarnie. Który dokument jest ważny? Nad tym głowi się dzisiaj warszawski Sąd Pracy, bo nawet dział prawny TVP nie wie, co z tym fantem zrobić.

Jak na razie telewizja nie wycofała ani wypowiedzenia, ani zwolnienia dyscyplinarnego. 

Tego bałaganu sąd na razie nie potrafi rozstrzygnąć, więc toczą się moje dwa procesy przeciwko TVP

– opowiada. – W jednym z nich sąd postanowił skierować sprawę do mediacji. Zgodziłam się oczywiście, a telewizja już niedługo także musi dać odpowiedź. Nie wiem, co te mediacje mogą oznaczać dla mnie i TVP, ale nie wyobrażam sobie, żeby telewizja do nich nie podeszła.

 

Nasze cudze sukcesy

TVP w likwidacji, choć zlikwidowała Biełsat, w internecie chwali się osiągnięciami stacji. Na przykład na Wikipedii. Choć – to zaskakujące – ostatnie publikowane dane pochodzą z czasów, kiedy Biełsatem kierowała Agnieszka Romaszewska-Guzy. Reszta to pustosłowie. 

„W porównaniu do lat ubiegłych zwielokrotniła się aktywność internautów na stronie firmowej stacji redagowanej obecnie w czterech językach: białoruskim, rosyjskim, angielskim i polskim. W maju 2019 roku witryna miała 1 290 042 unikalnych użytkowników i 12 083 368 odsłon według Google Analytics, nie ustępując popularnością innym, niezależnym mediom na Białorusi, np. Radiu Svaboda czy Naszej Niwie – internetowej gazecie redagowanej po białorusku. Średnia, dzienna aktywność na stronie wynosiła w tym okresie 68 153 użytkowników” – możemy się dowiedzieć. Danych po likwidacji Biełsatu TVP w Wikipedii już nie umieszcza. Nie bez powodu. To najbardziej spektakularny, przeprowadzony celowo upadek anteny w historii telewizji publicznej. Upadek, który z radością odnotowały i do którego często wracają oficjalne media na Białorusi i w Rosji.  



 

Polecane