Szukaj
Konto

Piotr Skwieciński: Cichy dramat intelektualisty

12.06.2025 18:22
Piotr Skwieciński
Źródło: Tygodnik Solidarność
Komentarzy: 0
W cieniu drugiej tury wyborów prezydenckich rozgrywał się cichy dramat psychologa społecznego Michała Bilewicza, któremu już od kilku lat prezydent Andrzej Duda blokuje nadanie tytułu profesora tzw. belwederskiego.

Duda czyni to, mimo iż Bilewicz szczyci się statusem prekursora polskich badań nad "szowinizmem gatunkowym", mową nienawiści i psychologią jedzenia mięsa. Pisał też dużo i - dodajmy - z zacięciem o polskim antysemityzmie.

Nie jest przy tym uczonym, który by zamknął się w wieży z kości słoniowej i tam badał gwiazdy czy inne atomy. O nie, ma temperament publicystyczny. Na przykład tuż przed 1 czerwca orzekł, iż w drugiej turze "wybór jest prosty: sprowadza się do tego, po której stronie stodoły w Jedwabnem staniesz. Czy z jej podpalaczami, dobijającymi ofiary siekierami i widłami? Czy może po stronie Antoniny Wyrzykowskiej, która ratowała Żydów, za co musiała uciec z miasta?".

Spór prezydenta z Bilewiczem

W Polsce profesorem zostaje się de facto z decyzji ciała zwanego Radą Doskonałości Naukowej, ale formalnie tytuł ten nadaje prezydent. Czyni to z głowy państwa kogoś w rodzaju notariusza, który wykonuje postanowienia kogoś innego, i - według interpretacji obowiązującej w środowisku naukowym - musi to uczynić niezależnie od tego, czy się z nimi zgadza, czy nie.

W sytuacji, w której prezydent nie zgadza się z daną decyzją Rady, i to nie zgadza się bardzo, wręcz - jak to się mówi - trzewiowo, bo uważa dorobek kandydata na profesora za intelektualną hochsztaplerkę albo - jak określił był prace Bilewicza Andrzej Duda - za działalność antypolską, trudno nie nazwać takiego wymogu czymś dla prezydenta upokarzającym. Żyrować decyzje kogoś innego, a przy tym uśmiechać się grzecznie i udawać, że są one twoje własne - to przecież naprawdę poniżające, trudno to ocenić inaczej.

Cała sprawa jest zresztą pokrewna - nie prawnie, tylko intelektualnie - problemowi szerszemu i dotyczącemu nie tylko Polski, ale całego świata zachodniego. Świata, gdzie zdominowane przez lewicowych liberałów elity naukowe i kulturalne są przekonane, że pochodząca z wyborów władza ma psi obowiązek finansować wszystkie tych elit działania, pomysły i spektakle, a zarazem wara jej od merytoryki. Czyli że wszelkie próby oceny tych aktywności i jakiegokolwiek wpływania na nie przez władzę są niewyobrażalnym horrendum.

Na tym między innymi polega obecny konflikt między administracją Trumpa a amerykańskimi wyższymi uczelniami współfinansowanymi przez władze federalne. Administracja chce, by w związku z tym współfinansowaniem uniwersytety zredukowały swoje zaangażowanie w krzewienie "postępu", a uczelnie odmawiają zmian i skarżą decyzje administracji do sądów - bo kto to widział, żeby ten, kto płaci, uzurpował sobie możliwość wpływu na cokolwiek związanego z tym, na co płaci. No cóż, à la polonaise brzmi ta zasada - według Michała Bilewicza - tak: "Jego [prezydenta - przyp. P.S.] rolą jest respektowanie opinii recenzentów wywodzących się ze środowiska naukowego". I tyle. Panie prezydencie: "Ruki pa szwam", środowiska słuchać!

Prezydent Polski nie powinien być notariuszem

Wracając więc na nasze podwórko: ponieważ prezydent Duda ewidentnie się w sprawie Bilewicza nie cofnie, to zostanie ona przedłożona, po inauguracji, Karolowi Nawrockiemu. Ten, zapewne, przychyli się tu do opinii poprzednika, i też decyzji nie podejmie. I tak aż do niewiadomego końca.
Co z tego wynika? Moim zdaniem przynajmniej tyle, że skoro prezydent Rzeczpospolitej ma powoływać profesorów i uroczyście wręczać im to powołanie, to trzeba dać mu jednoznaczne prawo do podejmowania merytorycznej decyzji w tych sprawach. Albo odwrotnie - zdjąć z niego ciężar powoływania profesorów. Niech to robi ten ktoś, kto podejmuje w tych sprawach realną decyzję. Prezydent Polski nie powinien być notariuszem.

Albowiem najgorsza zawsze jest fikcja.

[Felieton pochodzi z Tygodnika Solidarność 23/2025]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 12.06.2025 18:22
Źródło: Tygodnik Solidarność 23/2025