Cezary Krysztopa dla "TS": Teoria konstrukcji bałwanów
15.12.2017 21:00

Komentarzy: 0
Udostępnij:
Zrobiliśmy z Młodszym Synem z pierwszego tegorocznego śniegu bałwana. Pierwszy śnieg, o ile nie jest zupełnie błotnistą breją, zwykle doskonale się do tego nadaje. Kiedy jest jeszcze w miarę ciepło, a śnieg jest bardziej wilgotny niż suchy (dziwnie się pisze „suchy” o jednym ze stanów skupienia wody), doskonale się klei i wychodzą z niego piękne śniegowe kule. Mama zaopatrzyła Trzylatka w gigantyczną marchewkę i poszliśmy na trawnik przed tarasem zrobić Pana Bałwana i utytłać się jak nieboskie stworzenia.
Na miejscu okazało się, że Trzylatek jest zainteresowany nie tyle lepieniem bałwana, co obserwacją wysiłków Taty i ogólnym kierownictwem. Jedne z moich działań były aprobowane przy pomocy radosnego gulgania, a inne kwitowane: "wsystko zepsułeś". Starałem się więc, jak mogłem odwalić czarną robotę (czarną, ponieważ śnieg jak to pierwszy, miejscami nawijał się na kulę razem z trawą i warstwą trawnikowego torfu), usiłując zawczasu uniknąć nieporozumień, uzgadniając np., czy mam dorobić bałwanowi "ręce" i czy powinienem wciskać mu w owe "ręce" miotłę. Z racji pewnej trzylatkowej nieznajomości teorii konstrukcji bałwanów udało mi się w miarę bezproblemowo przekonać Pana Kierownika, że oczy i buzia nie muszą być zrobione z węgielków, o które na osiedlu ogrzewanym przez kotłownię gazową trudno, ale że można je wykonać z poczerniałych małych brzozowych listków.
Wykonany przez Syna ostateczny cios gigantyczną marchewką w środek bałwaniej gęby zwieńczył dzieło. Obydwaj stwierdziliśmy, że zbudowaliśmy bałwana doskonałego, Mama z tarasu potwierdziła naszą ocenę, a ja poczułem się ojcem szczęśliwym, choć zapewne nie doskonałym. Jako doskonały zapewne skuteczniej włączyłbym do pracy Trzylatka, zamiast wychowywać kolejnego domowego lenia.
Po powrocie do domu, przy rozgrzewającej herbacie pomyślałem o własnym Tacie, którego los splótł się tak bardzo z tym konkretnym wnukiem. Tata nie zdążył go poznać, Syn urodził się kilka tygodni przed jego śmiercią. Był to dla mnie bardzo słodko-gorzki czas. Na dokładkę Trzylatek jest do Dziadka bardzo podobny, te same lekko skośne oczy, trochę odstające uszka. Dopiero co obchodziliśmy jego urodziny, niedługo po nich będę obchodził rocznicę śmierci Taty.
Nie pamiętam, żeby Tata robił ze mną kiedyś bałwana, ale mam krótką pamięć, nie chcę być niesprawiedliwy. Miałem do niego trochę żalów, jak choćby to, że choć jakoś (nie znam szczegółów) współprowadził czy prowadził strzelnicę, to nigdy mnie na nią nie zabrał. I kilka innych. Im jednak byłem starszy, tym lepiej rozumiałem jego wybory i słabości. Lepiej rozumiałem również to, że widziałem go głównie oczyma Mamy. Teraz widzę go oczyma dorosłego i mającego własne grzechy mężczyzny.
Nie pogadamy już o tym, Tato, ale jedno Ci mogę obiecać, bałwanów z Młodym narobimy tyle, że wystarczy na dwa pokolenia.
Cezary Krysztopa
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (50/2017) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj
Wykonany przez Syna ostateczny cios gigantyczną marchewką w środek bałwaniej gęby zwieńczył dzieło. Obydwaj stwierdziliśmy, że zbudowaliśmy bałwana doskonałego, Mama z tarasu potwierdziła naszą ocenę, a ja poczułem się ojcem szczęśliwym, choć zapewne nie doskonałym. Jako doskonały zapewne skuteczniej włączyłbym do pracy Trzylatka, zamiast wychowywać kolejnego domowego lenia.
Po powrocie do domu, przy rozgrzewającej herbacie pomyślałem o własnym Tacie, którego los splótł się tak bardzo z tym konkretnym wnukiem. Tata nie zdążył go poznać, Syn urodził się kilka tygodni przed jego śmiercią. Był to dla mnie bardzo słodko-gorzki czas. Na dokładkę Trzylatek jest do Dziadka bardzo podobny, te same lekko skośne oczy, trochę odstające uszka. Dopiero co obchodziliśmy jego urodziny, niedługo po nich będę obchodził rocznicę śmierci Taty.
Nie pamiętam, żeby Tata robił ze mną kiedyś bałwana, ale mam krótką pamięć, nie chcę być niesprawiedliwy. Miałem do niego trochę żalów, jak choćby to, że choć jakoś (nie znam szczegółów) współprowadził czy prowadził strzelnicę, to nigdy mnie na nią nie zabrał. I kilka innych. Im jednak byłem starszy, tym lepiej rozumiałem jego wybory i słabości. Lepiej rozumiałem również to, że widziałem go głównie oczyma Mamy. Teraz widzę go oczyma dorosłego i mającego własne grzechy mężczyzny.
Nie pogadamy już o tym, Tato, ale jedno Ci mogę obiecać, bałwanów z Młodym narobimy tyle, że wystarczy na dwa pokolenia.
Cezary Krysztopa
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (50/2017) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Tagi
Data publikacji: 15.12.2017 21:00
Najnowszy numer "TS": Czy wiesz co robi twoje dziecko? Sprawdziliśmy na tajnych czatach trans-aktywistów
03.08.2020 20:50

Komentarzy: 0
Waldemar Krysiak, były aktywista LGBT, znany w sieci jako "Gej przeciwko światu" zbadał dla nas ciemny świat tajnych czatów dla trans-aktywistów, do którego można się dostać tylko przechodząc różne "stopnie wtajemniczenia". Osoby deklarujące się jako nastolatki rozmawiają tam o nielegalnym handlu hormonami, wymieniają się informacjami o pedofilach i wymianie nagich zdjęć na nielegalne środki mające wpływać na drugorzędne cechy płciowe. Wstrząsający reportaż Waldemara Krysiaka, we współpracy z Agnieszką Żurek, jest tematem najnowszego numeru Tygodnika Solidarność
Czytaj więcej
Krysztopa: Skoro "prawicowy" gej jest wykluczony z LGBT to LGBT to nie kwestia orientacji tylko ideologii
17.06.2020 18:00
Krysztopa: Wbrew pozorom w Rocznicy I Transportu najważniejsi są Więźniowie, nie Cywiński
14.06.2020 21:19

Komentarzy: 0
Jeszcze zanim poznałem osobiście Panią Barbarę Wojnarowską-Gautier, wiedziałem, że jest człowiekiem którego chcę wesprzeć. Dzielnym dzieckiem Auschwitz, którego gehenna nie skończyła się wcale razem z wojną, ale właściwie trwa do dzisiaj. Do dzisiaj razem ze swoimi osobistymi doświadczeniami, będącymi przecież jednymi z wielu podobnych doświadczeń Więźniów Auschwitz, zmaga się z żarnami geopolityki, które usiłują jej pamięć zemleć na łatwą do strawienia przez możnych tego świata papkę historycznych polityk rozumianych jako narzędzia wpływu na światową opinię publiczną. A kiedy ją poznałem, zrozumiałem również, że nie z Panią Basią takie numery.
Czytaj więcej
Nowy rysunek Krysztopy: Niewidzialna ręka rynku
16.05.2020 02:14
Nowy rysunek Krysztopy: "Żeby mordę drzeć"
11.04.2020 02:12


