Przegląd prasy niemieckiej: "Typowo polskie zakłamanie, taka dulszczyzna, bardzo charakterystyczna"

- Wielu widzi dzisiaj Polskę jako twierdzę przeciwko rzekomej islamizacji Europy, tak jak w 1683, gdy pod polskim przywództwem na przedpolach Wiednia pokonano imperium osmańskie. I taka narracja w dalszym ciągu funkcjonuje. Pochodzę ze wsi i ludzie tam rzeczywiście wierzą w to, że nieobecność syryjskich uchodźców chroni nas przed najgorszymi plagami tego świata. Ale to nie powstrzymuje milionów Polaków przed wyjazdami do krajów zachodnich, by tam pracować i przywozić pieniądze do domu. To jest takie typowo polskie zakłamanie, taka dulszczyzna, bardzo dla nas niestety charakterystyczna - mówi dla Zeit Online Renata Mienkowska stypendystka uniwersytetu im Fryderyka Wilhelma w Bonn - Jako antidotum pozostaje nam jedynie internet, ale nawet tutaj nie możemy być niczego pewni. PiS docenił znaczenie sieci społecznościowych i skierował swoich trolli do wszystkich ważnych debat publicznych - mówi podobno "znana polska politolog"
 Przegląd prasy niemieckiej: "Typowo polskie zakłamanie, taka dulszczyzna, bardzo charakterystyczna"
/ morguefile.com
W ubiegłym tygodniu w niemieckich mediach dominowała wciąż jeszcze tematyka związana ze zmianą na stanowisku premiera w Polsce. Na ogół panowało tam coś w rodzaju ironicznego zdziwienia: dlaczego wymieniono panią Szydło na Morawieckiego, skoro tamta była taka lubiana i dobra? Oczywiście odpowiedzi - jeśli się pojawiają - zbyt skomplikowane raczej nie są i sprowadzają się zwykle do konkluzji: "bo taka była wola prezesa (wodza) Kaczyńskiego - najpotężniejszego człowieka w polskiej polityce, kierującego wszystkim i wszystkimi zza kulis. Oczywiście sporo też miejsca zajmuję kwestia ewentualnego ukarania Polski przez Komisję Europejską w związku z "likwidacją państwa prawa"  i naruszaniem "europejskich norm". FAZ połączyła te dwie kwestie w omawianym przeze mnie w zeszłym tygodniu tekście pod tytułem: "Nie pozwolimy się szantażować przez Unię Europejską", gdzie w wywiadzie dla telewizji "Trwam", nowy premier mówi o Polsce jako o "dumnym, ważnym i wielkim narodzie" i zapowiada, że nie ugnie się przed żadnym szantażem. Bardzo to zgorszyło wielu niemieckich komentatorów i polityków, a zwłaszcza to, że wywiadu udzielił akurat tej telewizji.

W mijającym tygodniu FAZ powraca jednak przede wszystkim do tej drugiej kwestii, czyli do ewentualnych sankcji zastosowanych wobec Polski ze strony Komisji Europejskiej. W niedługiej notatce pt: "Polska liczy się z zastosowaniem procedur Komisji Europejskiej", traktuje to jako sprawę już przesądzoną, wobec której nawet nowy polski premier nie ma w zasadzie złudzeń. Piszą tak:

Nowy polski premier, Mateusz  Morawiecki, liczy się z tym, że w związku z konfliktem wokół reformy wymiaru sprawiedliwości Komisja Europejska zastosuje wobec jego kraju procedurę sprawdzania praworządności. W jego odczuciu decyzja już zapadła i w najbliższą środę rozpocznie się stopniowe wdrażanie przepisów art. 7 Traktatu Unii - powiedział Morawiecki w czwartek wieczorem. (...)

FAZ nie zapomniała też oczywiście wspomnieć o "licznych", w dodatku "śpiewających" demonstracjach, które w tych dniach wyległy na ulice polskich miast.

W tym samym czasie tysiące ludzi w Polsce zaprotestowało przeciwko rządowej reformie sądownictwa  przy pomocy pieśni. W stolicy demonstranci zebrali się przed Pałacem Prezydenckim, by ze świecami w ręku i pieśnią wzorowaną na znanej kolędzie wyrazić swój protest przeciwko likwidacji niezależnego sądownictwa. (...) Podobne śpiewające protesty miały miejsce również w innych miastach, między innymi w Gdańsku, Poznaniu i Szczecinie. (...)

http://www.faz.net/aktuell/politik/ausland/justizreform-polen-rechnet-mit-verfahren-der-eu-kommission-15341805.html

#REKLAMA_POZIOMA#
#NOWA_STRONA#

Z kolei gazeta "Tagesspiegel", pisząc o zagrożeniach dla demokracji w Polsce, koncentruje się przede wszystkim na "odebraniu wolności mediom":

Słusznie mówi się wiele o zagrożeniu dla wolności słowa w będącej kandydatem do wstąpienia do Unii Europejskiej Turcji. Trochę w zapomnienie popadło natomiast to, co dzieje się tuż za naszą miedzą, w będącej członkiem Unii Polsce - kiedyś prekursora w walce o uwolnienie Europy Wschodniej od cenzury i ręcznego sterowania mediami. Obecnie zaś wydaje się, że koło historii zawróciło i tamte demokratyczne reformy odkręcane są stopniowo przez narodowo-konserwatywną partię rządzącą PiS. Publiczne radio i telewizja zostały przekształcone w media narodowe, a ich zadaniem programowym  ma być krzewienie patriotyzmu, katolicyzmu oraz idei rodziny. Gremium kontrolne mediów (Rada Mediów Narodowych) zdominowane zostało przez PiS. Pracę straciło 136 dziennikarzy, a 71 odeszło z własnej woli. Oglądalność gwałtownie spada - czyli wydać wyraźnie, że wielu Polaków straciło zaufanie do mediów. 

(...) Oczywiście radio i telewizja nie tylko w Polsce stanowią obiekt chciwości partii rządzącej. Jednak PiS, podobnie jak Orban na Węgrzech, chciałby też móc trzymać w swych ryzach prasę drukowaną. Nie trzeba być specjalnie przyjacielem niemieckich gigantów wydawniczych, aby bić na alarm w związku z planowaną "repolonizacją prasy". 

Co prawda dziennik przyznaje uczciwie, że w Polsce rzeczywiście występuje wyraźna dominacja prasy zagranicznej, takich jak Verlagsgruppe Passau, Bauer, Burda czy Springer-Ringier, które zajmują w sumie trzy czwarte rynku medialnego w Polsce, ale:

Rządowi nie tyle chodzi o tę budzącą pewne wątpliwości zbytnią koncentrację mediów w rękach zachodnich gigantów wydawniczych, czy też o rzekomo zbyt silne niemieckie wpływy w Polsce, lecz o to, by sami mogli nimi kierować. Najnowszy przykład pokazuje z jak wielkim kneblem ma do czynienia w Polsce niezależne dziennikarstwo. W liberalnej Gazecie Wyborczej ukazała się seria artykułów, w której Tomasz Piątek ujawnia bliskie powiązania stale wypowiadającego się w imieniu narodu polskiego ministra obrony (Antoniego Macierewicza) z dwuznacznymi czy zgoła kryminalnymi kręgami z otoczenia Putina. Wydana równolegle publikacja książkowa doprowadziła autora nawet na ławę oskarżonych, i to nie przed jakimś gremium dyscyplinarnym mediów lub przed sądem powszechnych, lecz przed sądem wojskowym. Grożą mu trzy lata pozbawienia wolności.


http://www.tagesspiegel.de/medien/media-lab-recht-und-gerechtigkeit/20693306.html

#REKLAMA_POZIOMA#
#NOWA_STRONA#

Oczywiście, wszystkie te tematy porusza również najbardziej chyba zatroskana o stan polskiej demokracji, wysokonakładowa Süddeutsche Zeitung, ale też wyjątkowo chętnie i dużo pisze o roli Niemiec w Europie i o zaniepokojeniu Europejczyków z powodu przedłużającego się kryzysu politycznego w tym "wiodącym kraju Unii".  W jednym z artykułów (nie bardzo wiadomo na ile ironicznym) autor, Daniel Brössler,  pisze na przykład tak:

"Gdy ówczesny polski szef MSZ, Radosław Sikorski w roku 2011 oświadczył (w Berlinie), że mniej lęka się niemieckiej potęgi, niż niemieckiej bezczynności, świat był jeszcze zupełnie inny. Europa skoncentrowana była na znajdującym się w szczytowej fazie kryzysie strefy Euro i była zjednoczona przynajmniej wokół przekonania, że los Unii zależy od tego czy w Berlinie przeważać będzie odwaga czy też małoduszność. Był to czas, w którym nikt nie mógł wątpić i postępować tak, jak gdyby Niemcom, ze względu na swą potęgę gospodarczą, nie przypadała rola politycznej siły przywódczej w Europie i to takiej, która wyrastałaby nawet ponad inne wielkie kraje Unii Europejskiej, w tym także Francję. Dzisiaj widać wyraźnie, że obawy Sikorskiego okazały się słuszne, z tym że całe sześć lat później. Można jednak mówić o szczęściu w nieszczęściu, gdyż dzisiaj Unia Europejska nie stoi bezpośrednio nad przepaścią, a tę niemiecką bezczynność jak na razie znosi całkiem nieźle. Tak brzmi dobra wiadomość. A zła? Niestety, zbyt długo tak się ciągnąć nie da.

(...)

Punktem wyjścia jest banalne stwierdzenie, że wszystko ze wszystkim jest powiązane. Od wystąpienia Brytyjczyków prowadzi bowiem dość bezpośrednia droga do walki o praworządność w takich krajach jak Polska czy Węgry. Jarosław Kaczyński i Viktor Orban nie mogą przecież na serio oczekiwać, że  te bardziej zamożne kraje podniosą teraz swoje solidarnościowe wkłady finansowe, aby pośrednio wspierać w ten sposób  rządy tych, którzy mają w głębokiej pogardzie wszystkie wartości zachodniej liberalnej demokracji i otwarcie to pokazują.(...) 

Tymczasem w cieniu tych ogromnych oczekiwań w Berlinie negocjuje się w sprawie utworzenia nowego rządu. Czy jest lepsza okazja ku temu, aby przy tej okazji, tam na miejscu, w Berlinie, rozpocząć właśnie prace nad budową nowej Europy? Rzeczywiście istnieje koncepcja, a przynajmniej wyobrażenie, by reformę Unii niejako wynegocjować wstępnie w czasie rozmów koalicyjnych w Berlinie.  CDU/CSU reprezentują wszak stanowisko krajów północy, gdzie ceni się dyscyplinę fiskalną i własną odpowiedzialność. Zaś SPD, w porozumieniu z Macronem, może wystąpić w roli rzecznika Południa i sprawiedliwości społecznej. Niemiecki rząd, ów wypracowany przez siebie kompromis powinien potem jeszcze tylko obwieścić w Brukseli i wszyscy byliby szczęśliwi. 

Pisze, chyba ironicznie, autor artykułu, po czym stwierdza (już bez ironii):

Ale do tego rzecz jasna nie dojdzie i w samym założeniu nie byłoby to dla Europy dobre. W czarno-czerwonej umowie koalicyjnej, jeśli do niej dojdzie, przyszły rząd federalny na pewno nie wyłoży wszystkich swoich kart na stół,  a już na pewno nie będzie antycypować wszystkich kompromisów. Oczekuje się tylko jednego: musi stać się jak najszybciej zdolnym do zasiadania do stołu negocjacyjnego w Unii  (...) gdyż o losie wspólnoty decydować powinny wszystkie 27 krajów członkowskich. 

konkluduje wspaniałomyślnie autor artykułu, Daniel Brössler. 

http://www.sueddeutsche.de/politik/europa-alles-oder-nichts-1.3793254

#REKLAMA_POZIOMA#
#NOWA_STRONA#

Ponadto, już tylko dla czystej statystki warto odnotować, że w SZ pojawił się kolejny artykuł o Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku (autorstwa niezmordowanego Floriana Hassela), gdzie w roli męczennika reżymu występuje oczywiście były dyrektor tej placówki, Piotr Machcewicz. Przytoczę sam wiele mówiący początek:

Paweł Machcewicz, po tym gdy na początku kwietnia decyzją polskiego rządu zwolniony został z funkcji dyrektora gdańskiego Muzeum II Wojny Światowej,  swój powrót na Uniwersytet wyobrażał sobie o wiele spokojniej. Machcewicz powrócił też do swojej profesury w Polskiej Akademii Nauk, a we wrześniu otrzymał również stypendium badawcze Kolegium Naukowego w Berlinie (Berliner Wissenschaftskolleg). Jednak jak na razie o spokojnej pracy nie ma mowy.  Musi bowiem stawiać się na przesłuchania w gdańskiej prokuraturze.


http://www.sueddeutsche.de/kultur/kulturpolitik-der-polnische-standpunkt-1.3791929

#REKLAMA_POZIOMA#
#NOWA_STRONA#

O tym, jak przerażająco skuteczna (a zarazem pustosząca ludzkie umysły) jest ta antypolska propaganda uprawiana bez zażenowania w niemieckich mediach już od ponad dwóch lat, można się przekonać śledząc na przykład niemieckie seriale telewizyjne, co jest oczywiście czystą stratą czasu, więc robić tego nie polecam. Z różnych przypadkowo napotkanych omówień w internecie można jednak wywnioskować, że coraz częściej - w każdym razie częściej niż do tej pory - negatywnym bohaterem owych seriali (zwłaszcza kryminalnych) jest jakiś Polak, a jeśli nie-Polak to ktoś z Polską jakoś tam powiązany. Przede wszystkim jednak zmienia się typ charakterologiczny owych czarnych charakterów. Wcześniej owymi polskimi lub powiązanymi z Polską złoczyńcami byli na ogół złodzieje samochodów czy inna mafia, dziś natomiast te typki spod ciemnej gwiazdy powiązane są coraz najczęściej ze środowiskami politycznymi - oczywiście wyłącznie skrajnie prawicowymi czy zgoła  neonazistowskimi, i w takim też milieu najczęściej cała akcja filmu się rozgrywa.  I -  tak jak napisałem - owi "gangsterzy polityczni", tak jak wcześniej ci samochodowi, często bywają Polakami lub też, gdy zaczyna im się palić grunt pod nogami, myślą o poszukaniu sobie "azylu" w "nazistowskiej Polsce". W każdym razie tak by wynikało z rozmowy "specjalistów" od seriali kryminalnych, opublikowanej na łamach tygodnika "die Zeit". Rozmowa dotyczy najnowszego, jeszcze niewyemitowanego odcinka kultowego serialu "Tatort"

Matthias Dell: A co się  stanie z tym drugim agentem-prowokatorem?  Zostanie współpracownikiem jakiejś frakcji  w Landtagu?Albo V-manem (wtyczką służb)? A może ucieknie do neonazistów w Polsce?


W ogóle w ostatnim tygodniu tygodnik ten wysunął się na czoło, gdy chodzi o obfitość tematyki polskiej. Pojawiły się kolejne dwa pokaźne teksty na temat naszego kraju, z czego jeden to wywiad z (podobno) znaną polską politolożką, panią Renatą Mienkowską. W wywiadzie tym pod znamiennym tytułem "Wystąpienie Polski z Unii jest możliwe" owa pani politolog (nota bene stypendystka uniwersytetu im Fryderyka Wilhelma w Bonn) dzieli się swoimi przerażającymi wizjami i prognozami na temat rozwoju sytuacji politycznej w Polsce. Już w samym leadzie możemy przeczytać:

Polski prawicowo-katolicki rząd stylizuje Unię Europejską na wroga Polaków. Może to doprowadzić do pożegnania się z Europą - twierdzi politolog Renata Mienkowska.

Zaś początek wywiadu jest taki:

ZEIT ONLINE: Pani Mienkowska, czy Polska jest na drodze do likwidacji państwa prawa?


Renata Mienkowska: Obawiam się, że tak. Widać to na przykładzie reform, które już zostały przeprowadzone i które jeszcze są w planach. Na początek rząd PiS przejął pod swoją kontrolę Trybunał Konstytucyjny, aby dalej mógł łamać konstytucję przez nikogo już nie hamowany. Teraz robi się to samo z Sądem Najwyższym, aby w przyszłości posłuszni PiS-owi sędziowie mogli rozstrzygać o prawomocności - lub nie - wyborów powszechnych. Wszędzie mają już swoich ludzi.

ZEIT ONLINE: Właśnie doszło do zmiany w Polsce na stanowisku premiera. Lubianą w społeczeństwie Beatę Szydło zastąpi obecnie minister finansów Mateusz Morawiecki. Dlaczego tak się stało?

Renata Mienkowska: Nie ma konkretnej, bezpośredniej przyczyny. Prawdopodobnie Morawiecki powołany został na stanowisko premiera, gdyż Jarosław Kaczyński, potężny szef PiS jeszcze przez dłuższy czas zamierza pociągać za wszystkie sznurki. Po Szydło następną w kolejności osobą do "zużycia" ma być Morawiecki. A ten popiera wszystkie decyzje Kaczyńskiego i we wszystkim go słucha. Zresztą to nie przypadek, że rekonstrukcja rządu zbiegła się w czasie z przegłosowaniem w sejmie reformy sądownictwa. W ten sposób media interesują się głównie nowym premierem, nie zaś tą reformą.

ZEIT ONLINE: PiS wiele ustaw dotyczących reform przepycha późną nocą, gdy opozycja i media nie mogą być obecne i nie są w stanie dokonywać krytycznej oceny. Jak to jest z tą polityczną kulturą w Polsce?

Renata Mienkowska: Niestety w Polsce nie ma kultury politycznej. Opozycja chciała się włączyć do dyskusji o reformie wymiaru sprawiedliwości, ale jej nie dopuszczono. Odebrano im prawo głosu, zabrano mikrofon. Nie ma żadnej instytucjonalnej pracy opozycyjnej, tak jak jest to gdzie indziej, na przykład poprzez istnienie czegoś takiego, jak silny gabinet cieni. Dla krytyki, która może być usłyszana, pozostają nam tylko demonstracje. Wielu obywateli nie chce jednak, aby ich protest wykorzystywany był przez jakąś partię polityczną, przestają więc przychodzić (na demonstracje). Powstaje w ten sposób zamknięte koło.  (...)

A gdzieś tam dalej:

ZEIT ONLINE: A jak jest w Polsce, gdy chodzi o temat uchodźców? 

Renata Mienkowska: (...) Wielu widzi dzisiaj Polskę jako twierdzę przeciwko rzekomej islamizacji Europy, tak jak w 1683, gdy pod polskim przywództwem na przedpolach Wiednia pokonano imperium osmańskie. I taka narracja w dalszym ciągu funkcjonuje. Pochodzę ze wsi i ludzie tam rzeczywiście wierzą w to, że nieobecność syryjskich uchodźców chroni nas przed najgorszymi plagami tego świata. Ale to nie powstrzymuje milionów Polaków przed wyjazdami do krajów zachodnich, by tam pracować i przywozić pieniądze do domu. To jest takie typowo polskie zakłamanie, taka dulszczyzna, bardzo dla nas niestety charakterystyczna. (...)

(...)

ZEIT ONLINE: Przebudowa państwa nie dotyczy tylko kwestii związanej z wymiarem sprawiedliwości. Dotyczy to też krajobrazu medialnego i systemu szkolnictwa.

Renata Mienkowska: Zgadza się. Wraz z rozpoczęciem roku szkolnego 2017/2018 rząd wdrożył nową reformę szkolnictwa. Cel jest oczywiście taki, aby podporządkować swojej kontroli program nauczania, a dyrektorów szkół i nauczycieli poddać selekcji pod względem ich politycznej lojalności. W ten sposób wyrośnie nam nowa generacja, która będzie mniej otwarta na świat, za to  bardziej katolicko-patriotyczna. Jako antidotum pozostaje nam jedynie internet, ale nawet tutaj nie możemy być niczego pewni. PiS docenił znaczenie sieci społecznościowych i skierował swoich trolli do wszystkich ważnych debat publicznych. (...)

Ufff! Chyba wystarczy.


http://www.zeit.de/politik/ausland/2017-12/polen-regierung-pis-rechtsstaat-reformen-eu-renata-mienkowska/komplettansicht

#REKLAMA_POZIOMA#
#NOWA_STRONA#

W drugim z kolei tekście, pod brzmiącym z polska tytułem "Dyktatura?" (z zastanawiającym znakiem zapytania),  autor, Matthias Krupa, już na wstępie stwierdza: 

"Polskiemu rządowi skutki jego radykalnych reform stają się powoli trudne do zniesienia".

Następnie zaś zastanawia się nad tym, czy nowy polski premier jest bogobojnym katolikiem:

To, czy Mateusz Morawiecki, regularnie chodzi do kościoła, nie jest nam znane. Ale ledwo powołany został przez prezydenta na funkcję premiera, pobiegł do katolickiej stacji telewizyjnej "Trwam" - której oglądalność jest co prawda niewielka, ale kanał ten jest ważnym organem medialnym religijnej prawicy - aby  tam, tak jak od niego oczekiwano, powiedzieć o tym, jak ważna jest dla niego "owa siła, którą otrzymuje od Pana Boga, by służyć Polsce". Zapowiada też, że będzie bronić Polskę przed laicyzmem i marzy o tym, aby Unia Europejska wróciła do swych chrześcijańskich korzeni, by nastąpiła re-chrystianizacja Europy. Konserwatywni katolicy słuchają takich słów oczywiście bardzo chętnie. 

W dalszej części artykułu - co jest niewątpliwie pewnym zaskoczeniem, a w każdym razie wyjątkiem - autor oddaje głos przedstawicielowi PiS, niejakiemu Lechowi Sprawce z Lublina. Ten wyjaśnia konieczność reform i ubolewa nad głębokimi podziałami w polskim społeczeństwie oraz nad radykalizacją postaw. W sumie artykuł dałoby się nawet czytać (na tle innych robi wrażenie dość wyważonego), gdyby nie niektóre odautorskie konkluzje. Autor, nawiązując do słów pana Sprawki, jako przykłady owej radykalizacji postaw wymienia oczywiście wyłącznie"występy" polskich prawicowych ekstremistów podczas Marszu  Niepodległości, którzy (cytuję)

"epatując nazistowskimi symbolami i wzywając do dokonywania gwałtów na uchodźcach, siali w koło strach i przerażenie.

A dalej czytamy:

 "W Polsce nie ma miejsca dla radykalnego nacjonalizmu" - oświadczył prezydent Andrzej Duda, wychowanek Jarosława Kaczyńskiego, podczas gdy ten ostatni owe ekscesy starał się raczej relatywizować. W Unii Europejskiej polscy narodowi konserwatyści są coraz bardziej izolowani i obawiają się w przyszłości mniej pieniędzy z Brukseli. (...)

Narodowym konserwatystom jak na razie nie udało się też pozyskać rodzimych przedsiębiorców. Wielu z nich ów konfrontacyjny, nacjonalistyczny kurs polskiego rządu obserwuje z wielkim sceptycyzmem i niepokojem. Również zagraniczne firmy wstrzymują się z inwestycjami, obawiając się coraz większej niepewności prawnej. Do tego w coraz większym stopniu odczuwany jest niedostatek fachowej siły roboczej, co z kolei napędza wzrost wynagrodzeń i może przyczynić się do wzrostu inflacji. Dlatego też taki trzeźwy ekonomista na posadzie premiera - taka przynajmniej wydaje się kryć za tym kalkulacja - powinien się raczej spodobać przedsiębiorcom i być może złagodzi nieco krytykę ze strony Brukseli, bez potrzeby jakiejkolwiek substancjalnej zmiany polityki polskiego rządu. 

- konkluduje  Matthias Krupa w tygodniku "die Zeit". 

http://www.zeit.de/2017/52/polen-regierung-mateusz-morawiecki-pis-radikalitaet/komplettansicht

Marian Panic

#REKLAMA_POZIOMA#

Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:

 

POLECANE
Powinniśmy przyjąć imigrantów Łukaszenki?
Udostępnij:
Koronawirus
Vademecum Pracownika
Emerytury
Stażowe