Afera KPO. "Aby ukryć przekręt, trzeba go obudować w ekskluzywnie brzmiący żargon"

Spór o nadużycia w Krajowym Planie Odbudowy przebiega dokładnie wzdłuż partyjnych linii. Media prorządowe obarczają winą urzędników PiS, którzy tworzyli pierwotne wytyczne, a antyrządowe – ekipę Donalda Tuska, która je zmieniała i realizowała. Mało kto jednak chce powiedzieć wprost o czymś równie ważnym: o demoralizacji części przedsiębiorców oraz próbie jej ukrycia przez zawodowych lobbystów medialnych.
/ proj. Krzysztof Karnkowski

Co musisz wiedzieć:

  • Ci, którzy mogli obejść się bez wsparcia, często sięgali po nie najchętniej, każdy zaś, kto zwracał na to uwagę, bywał obśmiewany.

  • Zabawne, jak zadeklarowani liberałowie sięgają tu po kalki wprost ze znienawidzonego socjalizmu.

  • W aferze KPO polskie społeczeństwo nie dało się onieśmielić „grantowym” słownictwem ani erudycją etatowych ekspertów od ekonomii.

 

„Zadaniem firmy jest przynosić zysk”, „winny jest system, a nie ci, którzy starają się o pomoc”, „przecież wszyscy tak robią”... ta wyliczanka powraca za każdym razem, gdy ktoś próbuje zwrócić uwagę na szabrownictwo, którego dopuszczały się firmy niepotrzebujące żadnego wsparcia z KPO, a mimo to składające liczne „kreatywne” wnioski. W wielu przypadkach nie chodziło bowiem o ratowanie biznesu, lecz o zwykłą chciwość. Wielu odrzucało jednak takie spojrzenie na sprawę, sprowadzając prywatną działalność gospodarczą do obszaru „aksjologicznie eksterytorialnego” – rzekomo wolnego od oceny moralnej, jeżeli tylko formalnie mieści się w ramach prawa i procedur. Trudno się dziwić, że sami beneficjenci tak argumentują. Problem zaczyna się wtedy, gdy to samo powtarzają postronni obserwatorzy, którzy przyjmują transakcyjną moralność liberalnej ideologii jako coś oczywistego.

 

Inwazja chytrych bab z Radomia

Wyobraźmy sobie dowolną katastrofę, w wyniku której część dotkniętej nią społeczności staje nad przepaścią: zagrożona utratą całego dorobku, nędzą i niepewnością jutra. Wspólnota organizuje pomoc, lecz niezbyt efektywnie precyzuje zasady jej przydziału. W efekcie spokojni, zamożni obywatele zagarniają znaczną część wsparcia, a wielu naprawdę potrzebujących zostaje z pustymi rękami. Gdyby chodziło o wymierne dobra: żywność, wodę czy koce zgromadzone na wielkim placu i rozdawane poszkodowanym, intuicyjna ocena byłaby oczywista. „Cwaniacy”, którzy pchają się przed poszkodowanych, zostaliby zakrzyczani i musieliby umykać ze wstydem. A jeszcze większe oburzenie wzbudziłby bogacz, który przebrał się w łachmany, byle tylko wyłudzić więcej. A jednak, gdy podobny mechanizm przenosi się na wyższy poziom abstrakcji: wnioski, urzędników, kwoty finansowe – ta oczywista moralna intuicja jakby zanika.

Powyższa metafora, choć prosta, w stosunku do KPO jest w pełni adekwatna. Cel mechanizmu był jasno określony: odbudowa i zwiększenie odporności gospodarki po pandemii COVID-19. Pieniądze miały trafić do tych, którzy realnie ucierpieli, dla których przetrwanie firmy (a nierzadko i własnej rodziny) stanęło pod znakiem zapytania. Środki nie były nieograniczone; od początku było jasne, że nie wystarczy dla wszystkich. A jednak to właśnie ci, którzy mogli obejść się bez wsparcia, często sięgali po nie najchętniej, każdy zaś, kto zwracał na to uwagę, bywał obśmiewany jako nierozumiejący praw rynku i innych uczoności nazywanych przez niektórych „ekonomią”. To intelektualne zastraszenie miało jeden tylko cel – rozmyć prostą prawdę, że mamy do czynienia z egoizmem, chciwością i brakiem solidarności.

 

Iluzja neutralności

Tradycyjne standardy moralne zawsze były kulą u nogi tych, dla których bogiem był zysk. Nic więc dziwnego, że w odpowiedzi próbowano stworzyć własne „standardy” – sprytnie przekształcając dotychczasowe powszechnie podzielane normy. Na przykład: celowe wprowadzanie klienta w błąd co do wartości produktu nazwano „naturalną grą między ludźmi”. Już samo takie ujęcie zdejmowało z procederu ciężar moralnej oceny. Bazowanie na ignorancji, uzależnianie, wykorzystywanie – wszystko to dało się ubrać w język rzekomej neutralności, jakby opisujący obiektywne prawa natury. Bo skoro natura nie podlega ocenie moralnej, to i przedsiębiorca miałby być rozgrzeszony. W miarę, jak ludzie zaczynają podzielać ten punkt widzenia, w relacjach rynkowych jedna strona zyskuje niepisaną przewagę.

Oczywiście, nie sposób prawnie zakazać wszystkiego, co niemoralne – takie próby zawsze kończą się źle. Ale czym innym jest przyznanie, że oszustwa i cwaniactwo będą się zdarzać, a czym innym twierdzenie, że w ogóle nie istnieją lub że nie zasługują na potępienie. To właśnie przekształcanie moralności pod interesy jednej grupy społecznej niszczy miękkie mechanizmy kontroli, które skłaniały ludzi do unikania zła: wstyd, infamię, krytykę. A gdy wmówimy sobie, że zła nie ma, ostatnia bariera znika. „Grab zagrabione” zostaje zastąpione równie toksycznym hasłem: „śmierć frajerom”.

Liberalny zwrot ku indywidualizmowi sprawił, że te miękkie mechanizmy stały się dziś mało czytelne. A ich zupełna eliminacja bywa niezwykle wygodna: można się bogacić bez oglądania się na nic, a ideolodzy dostarczają gotowych formułek paraliżujących odruchy sumienia w przypadkach etycznie wątpliwych. Słyszymy je nieustannie: „twoim obowiązkiem jest zabiegać o każdą dotację, nawet tę, która nie jest do ciebie skierowana – bo tego wymaga odpowiedzialność za firmę” (to nic innego jak etyka mafijno-plemienna). Albo: „musisz sięgać po te środki, bo inaczej przegrasz w konkurencji” (nowa wersja starej „uświadomionej konieczności”). Zabawne, jak zadeklarowani liberałowie sięgają tu po kalki wprost ze znienawidzonego socjalizmu.

 

Przedsiębiorcza nowomowa

Kopiowanie socjalistycznych rozwiązań w sferze oddziaływania ideologicznego nie ogranicza się tylko do powyższych. Nieustanne powoływanie się przez liberałów na orwellowską „nowomowę” (oszukańczy język) również okazało się dla nich ukrytą inspiracją. Najwięcej rozbawienia w dyskusji o środkach z KPO wywołało określenie „dywersyfikacja”. Miało ono usprawiedliwiać pozyskiwanie funduszy na cele, które z przetrwaniem firmy w trakcie pandemii nie miały nic wspólnego. W praktyce oznaczało zwykłe łaszenie się na publiczne pieniądze. Formuła ta okazała się na tyle pojemna, że pod szyldem „poszerzania działalności” mieściło się niemal wszystko – także projekty, które nie miały nic wspólnego z ratowaniem przedsiębiorstwa, za to świetnie służyły prywatnym zachciankom właściciela.

Mechanizm był prosty: aby ukryć przekręt, trzeba go obudować w ekskluzywnie brzmiący żargon, który zdezorientuje przeciętnego obserwatora i onieśmieli go na tyle, by nie zadawał pytań. Znakomicie nadają się do tego i inne określenia jak: „odporność kryzysowa”, „innowacyjność” czy „optymalizacja”. Im pojemniejsze i wieloznaczne, tym trudniej oddzielić ziarno od plew.

To właśnie potwierdza tylko prawdę znaną wszystkim badaczom sekt i paranauk: że wszelkie „języki zamknięte” powinny budzić czujność: czy to w ekonomii, geopolityce, czy innych dziedzinach używanych jako narzędzia ideologiczne. Podobnie, jak czynienie z nich domen dostępnych tylko dla „wtajemniczonych”, którzy rzekomo mają monopol na ich zrozumienie. Pierwszym krokiem do sukcesu każdej ideologii jest bowiem zaprezentowanie się jako obowiązująca nauka. Jeśli rozumiemy, że coś jest ideologią, łatwo dociekamy, jakiej grupie interesów ostatecznie służy. Jeśli jednak uwierzymy, że prezentuje obecny stan wiedzy – przestajemy się spierać i potulnie się podporządkowujemy jej werdyktom.

Trzeba jednak przyznać, że polskie społeczeństwo w tym wypadku wykazało się niemałą odpornością. Nie dało się onieśmielić „grantowym” słownictwem ani erudycją etatowych ekspertów od ekonomii tłumaczących w liberalnych mediach, że przedsiębiorcy uprawiający aksamitne wyłudzenia nie mają sobie nic do zarzucenia. Wręcz przeciwnie: żargon został wyśmiany, a cała narracja obrócona w kpinę. Oczywiście tylko do czasu, bo popyt na nowe kreatywne „eufemizmy” nigdy nie słabnie.

Wątpliwie przyznany miliard złotych to istotny uszczerbek, jednak kwota ta może nie okazać się całkowicie zmarnowaną na jachty i solaria w kebabowni. Może bowiem posłużyć do zwiększenia czujności społecznej w sprawach, w których do tej pory łatwo dawaliśmy się oszukać. Być może ta kompromitacja nauczy nas rozpoznawać, kiedy za pięknie brzmiącym żargonem kryje się chciwość, a za uczoną teorią – ekonomiczny lobbing.


 

POLECANE
tylko u nas
Jeśli prawica chce wygrać, musi budować wokół Nawrockiego

Dzielenie skóry na niedźwiedziu w postaci rozważań pt. „kto będzie premierem z PiS-u” nie ma dziś większego sensu. Prawo i Sprawiedliwość nie wygra samodzielnie wyborów. Tak samo nie zrobi tego Konfederacja. Tym, co może się udać, jest stworzenie wspólnego rządu środowisk prawicowych w Polsce. Jeśli szeroko pojęta prawica chce wygrać w 2027 r., powinna budować swoją siłę wokół Karola Nawrockiego i razem z nim – w praktyce tworząc system prezydencki.

Burza po decyzji Brauna. Ambasador USA w Polsce reaguje z ostatniej chwili
Burza po decyzji Brauna. Ambasador USA w Polsce reaguje

Grzegorz Braun odwiedził ambasadę Iranu w Warszawie i wpisał się do księgi kondolencyjnej po śmierci Alego Chameneiego. Decyzja szefa Konfederacji Korony Polskiej spotkała się z ostrą krytyką ambasadora USA w Polsce.

Atak na Iran. USA podały dane o poległych żołnierzach z ostatniej chwili
Atak na Iran. USA podały dane o poległych żołnierzach

Wczoraj wieczorem amerykański żołnierz zmarł w wyniku obrażeń odniesionych podczas pierwszych ataków irańskiego reżimu na Bliskim Wschodzie – poinformował w niedzielę wieczorem Dowództwo Centralne USA (CENTCOM).

Grafzero: Dlaczego nie ufam Goodreads? z ostatniej chwili
Grafzero: Dlaczego nie ufam Goodreads?

Grafzero razem z Mirkiem z kanału ‪@emigrant41‬ o dwóch powieściach Tadeusza Łopalewskiego: "Brzemię pustego morza" i "Kaduk, czyli wielka niemoc" . Czyli polskie powieści historyczne o losach Rzeczpospolitej w XVII wieku.

Iran wybrał nowego przywódcę. Trump zabrał głos z ostatniej chwili
Iran wybrał nowego przywódcę. Trump zabrał głos

– Następny przywódca Iranu nie przetrwa zbyt długo, jeśli nie będzie miał mojego poparcia – powiedział prezydent USA Donald Trump w niedzielę w wywiadzie dla telewizji ABC. Prezydent nie wykluczył też użycia wojsk lądowych, by przejąć zapasy irańskiego wzbogaconego uranu.

Ks. Janusz Chyła: Boże parytety z ostatniej chwili
Ks. Janusz Chyła: Boże parytety

Czy jesteśmy w stanie ustrzec normalność? W przeżywaniu wiary potrzebujemy zarówno wzorca męskiego, charakteryzującego się racjonalnością i nastawieniem na zewnętrzne działanie, jak i żeńskiego, cechującego się większą sentymentalnością i przeżywaniem wewnętrznym – pisze ks. Janusz Chyła.

Prezydent wręczył odznaczenia zasłużonym kobietom. Odgrywają w Polsce podmiotową rolę z ostatniej chwili
Prezydent wręczył odznaczenia zasłużonym kobietom. "Odgrywają w Polsce podmiotową rolę"

Prezydent Karol Nawrocki wręczył w niedzielę odznaczenia jedenastu kobietom zasłużonym na różnych polach - kultury, edukacji, opieki zdrowotnej czy historii. – Kobiety w Polsce odgrywają podmiotową rolę, a panie są tego najlepszym przykładem – zwrócił się do odznaczonych.

Jakubiak zapytany o Czarnka. Albo Polska będzie, albo Polski nie będzie z ostatniej chwili
Jakubiak zapytany o Czarnka. "Albo Polska będzie, albo Polski nie będzie"

– Bardzo podoba mi się zerojedynkowość, bo i czas jest zerojedynkowy. Albo Polska będzie, albo Polski nie będzie. Dla mnie to jest jasne, że zbliża się moment, kiedy dobiegniemy do mety: albo oni wygrają ten bieg i Polski nie będzie, albo my wygramy ten bieg i Polska będzie – twierdzi poseł Marek Jakubiak pytany o kandydata PiS na premiera.

Ukrainiec wiózł plakaty propagujące nazizm. Szybka akcja Policji z ostatniej chwili
Ukrainiec wiózł plakaty propagujące nazizm. Szybka akcja Policji

Jak poinformowała na platformie X Policja Lubelska, 68- letni obywatel Ukrainy wiózł plakaty propagujące nazizm. Reakcja funkcjonariuszy była natychmiastowa.

Słupy ognia i czarny dym nad Teheranem. Atak na infrastrukturę naftową z ostatniej chwili
Słupy ognia i czarny dym nad Teheranem. Atak na infrastrukturę naftową

Ciemny dym spowił niebo nad Teheranem po niedzielnych amerykańsko-izraelskich atakach na infrastrukturę naftową w stolicy Iranu – podał portal BBC. Jak donoszą agencje Reutera i AFP, po południu ponownie było słychać silne wybuchy w mieście.

REKLAMA

Afera KPO. "Aby ukryć przekręt, trzeba go obudować w ekskluzywnie brzmiący żargon"

Spór o nadużycia w Krajowym Planie Odbudowy przebiega dokładnie wzdłuż partyjnych linii. Media prorządowe obarczają winą urzędników PiS, którzy tworzyli pierwotne wytyczne, a antyrządowe – ekipę Donalda Tuska, która je zmieniała i realizowała. Mało kto jednak chce powiedzieć wprost o czymś równie ważnym: o demoralizacji części przedsiębiorców oraz próbie jej ukrycia przez zawodowych lobbystów medialnych.
/ proj. Krzysztof Karnkowski

Co musisz wiedzieć:

  • Ci, którzy mogli obejść się bez wsparcia, często sięgali po nie najchętniej, każdy zaś, kto zwracał na to uwagę, bywał obśmiewany.

  • Zabawne, jak zadeklarowani liberałowie sięgają tu po kalki wprost ze znienawidzonego socjalizmu.

  • W aferze KPO polskie społeczeństwo nie dało się onieśmielić „grantowym” słownictwem ani erudycją etatowych ekspertów od ekonomii.

 

„Zadaniem firmy jest przynosić zysk”, „winny jest system, a nie ci, którzy starają się o pomoc”, „przecież wszyscy tak robią”... ta wyliczanka powraca za każdym razem, gdy ktoś próbuje zwrócić uwagę na szabrownictwo, którego dopuszczały się firmy niepotrzebujące żadnego wsparcia z KPO, a mimo to składające liczne „kreatywne” wnioski. W wielu przypadkach nie chodziło bowiem o ratowanie biznesu, lecz o zwykłą chciwość. Wielu odrzucało jednak takie spojrzenie na sprawę, sprowadzając prywatną działalność gospodarczą do obszaru „aksjologicznie eksterytorialnego” – rzekomo wolnego od oceny moralnej, jeżeli tylko formalnie mieści się w ramach prawa i procedur. Trudno się dziwić, że sami beneficjenci tak argumentują. Problem zaczyna się wtedy, gdy to samo powtarzają postronni obserwatorzy, którzy przyjmują transakcyjną moralność liberalnej ideologii jako coś oczywistego.

 

Inwazja chytrych bab z Radomia

Wyobraźmy sobie dowolną katastrofę, w wyniku której część dotkniętej nią społeczności staje nad przepaścią: zagrożona utratą całego dorobku, nędzą i niepewnością jutra. Wspólnota organizuje pomoc, lecz niezbyt efektywnie precyzuje zasady jej przydziału. W efekcie spokojni, zamożni obywatele zagarniają znaczną część wsparcia, a wielu naprawdę potrzebujących zostaje z pustymi rękami. Gdyby chodziło o wymierne dobra: żywność, wodę czy koce zgromadzone na wielkim placu i rozdawane poszkodowanym, intuicyjna ocena byłaby oczywista. „Cwaniacy”, którzy pchają się przed poszkodowanych, zostaliby zakrzyczani i musieliby umykać ze wstydem. A jeszcze większe oburzenie wzbudziłby bogacz, który przebrał się w łachmany, byle tylko wyłudzić więcej. A jednak, gdy podobny mechanizm przenosi się na wyższy poziom abstrakcji: wnioski, urzędników, kwoty finansowe – ta oczywista moralna intuicja jakby zanika.

Powyższa metafora, choć prosta, w stosunku do KPO jest w pełni adekwatna. Cel mechanizmu był jasno określony: odbudowa i zwiększenie odporności gospodarki po pandemii COVID-19. Pieniądze miały trafić do tych, którzy realnie ucierpieli, dla których przetrwanie firmy (a nierzadko i własnej rodziny) stanęło pod znakiem zapytania. Środki nie były nieograniczone; od początku było jasne, że nie wystarczy dla wszystkich. A jednak to właśnie ci, którzy mogli obejść się bez wsparcia, często sięgali po nie najchętniej, każdy zaś, kto zwracał na to uwagę, bywał obśmiewany jako nierozumiejący praw rynku i innych uczoności nazywanych przez niektórych „ekonomią”. To intelektualne zastraszenie miało jeden tylko cel – rozmyć prostą prawdę, że mamy do czynienia z egoizmem, chciwością i brakiem solidarności.

 

Iluzja neutralności

Tradycyjne standardy moralne zawsze były kulą u nogi tych, dla których bogiem był zysk. Nic więc dziwnego, że w odpowiedzi próbowano stworzyć własne „standardy” – sprytnie przekształcając dotychczasowe powszechnie podzielane normy. Na przykład: celowe wprowadzanie klienta w błąd co do wartości produktu nazwano „naturalną grą między ludźmi”. Już samo takie ujęcie zdejmowało z procederu ciężar moralnej oceny. Bazowanie na ignorancji, uzależnianie, wykorzystywanie – wszystko to dało się ubrać w język rzekomej neutralności, jakby opisujący obiektywne prawa natury. Bo skoro natura nie podlega ocenie moralnej, to i przedsiębiorca miałby być rozgrzeszony. W miarę, jak ludzie zaczynają podzielać ten punkt widzenia, w relacjach rynkowych jedna strona zyskuje niepisaną przewagę.

Oczywiście, nie sposób prawnie zakazać wszystkiego, co niemoralne – takie próby zawsze kończą się źle. Ale czym innym jest przyznanie, że oszustwa i cwaniactwo będą się zdarzać, a czym innym twierdzenie, że w ogóle nie istnieją lub że nie zasługują na potępienie. To właśnie przekształcanie moralności pod interesy jednej grupy społecznej niszczy miękkie mechanizmy kontroli, które skłaniały ludzi do unikania zła: wstyd, infamię, krytykę. A gdy wmówimy sobie, że zła nie ma, ostatnia bariera znika. „Grab zagrabione” zostaje zastąpione równie toksycznym hasłem: „śmierć frajerom”.

Liberalny zwrot ku indywidualizmowi sprawił, że te miękkie mechanizmy stały się dziś mało czytelne. A ich zupełna eliminacja bywa niezwykle wygodna: można się bogacić bez oglądania się na nic, a ideolodzy dostarczają gotowych formułek paraliżujących odruchy sumienia w przypadkach etycznie wątpliwych. Słyszymy je nieustannie: „twoim obowiązkiem jest zabiegać o każdą dotację, nawet tę, która nie jest do ciebie skierowana – bo tego wymaga odpowiedzialność za firmę” (to nic innego jak etyka mafijno-plemienna). Albo: „musisz sięgać po te środki, bo inaczej przegrasz w konkurencji” (nowa wersja starej „uświadomionej konieczności”). Zabawne, jak zadeklarowani liberałowie sięgają tu po kalki wprost ze znienawidzonego socjalizmu.

 

Przedsiębiorcza nowomowa

Kopiowanie socjalistycznych rozwiązań w sferze oddziaływania ideologicznego nie ogranicza się tylko do powyższych. Nieustanne powoływanie się przez liberałów na orwellowską „nowomowę” (oszukańczy język) również okazało się dla nich ukrytą inspiracją. Najwięcej rozbawienia w dyskusji o środkach z KPO wywołało określenie „dywersyfikacja”. Miało ono usprawiedliwiać pozyskiwanie funduszy na cele, które z przetrwaniem firmy w trakcie pandemii nie miały nic wspólnego. W praktyce oznaczało zwykłe łaszenie się na publiczne pieniądze. Formuła ta okazała się na tyle pojemna, że pod szyldem „poszerzania działalności” mieściło się niemal wszystko – także projekty, które nie miały nic wspólnego z ratowaniem przedsiębiorstwa, za to świetnie służyły prywatnym zachciankom właściciela.

Mechanizm był prosty: aby ukryć przekręt, trzeba go obudować w ekskluzywnie brzmiący żargon, który zdezorientuje przeciętnego obserwatora i onieśmieli go na tyle, by nie zadawał pytań. Znakomicie nadają się do tego i inne określenia jak: „odporność kryzysowa”, „innowacyjność” czy „optymalizacja”. Im pojemniejsze i wieloznaczne, tym trudniej oddzielić ziarno od plew.

To właśnie potwierdza tylko prawdę znaną wszystkim badaczom sekt i paranauk: że wszelkie „języki zamknięte” powinny budzić czujność: czy to w ekonomii, geopolityce, czy innych dziedzinach używanych jako narzędzia ideologiczne. Podobnie, jak czynienie z nich domen dostępnych tylko dla „wtajemniczonych”, którzy rzekomo mają monopol na ich zrozumienie. Pierwszym krokiem do sukcesu każdej ideologii jest bowiem zaprezentowanie się jako obowiązująca nauka. Jeśli rozumiemy, że coś jest ideologią, łatwo dociekamy, jakiej grupie interesów ostatecznie służy. Jeśli jednak uwierzymy, że prezentuje obecny stan wiedzy – przestajemy się spierać i potulnie się podporządkowujemy jej werdyktom.

Trzeba jednak przyznać, że polskie społeczeństwo w tym wypadku wykazało się niemałą odpornością. Nie dało się onieśmielić „grantowym” słownictwem ani erudycją etatowych ekspertów od ekonomii tłumaczących w liberalnych mediach, że przedsiębiorcy uprawiający aksamitne wyłudzenia nie mają sobie nic do zarzucenia. Wręcz przeciwnie: żargon został wyśmiany, a cała narracja obrócona w kpinę. Oczywiście tylko do czasu, bo popyt na nowe kreatywne „eufemizmy” nigdy nie słabnie.

Wątpliwie przyznany miliard złotych to istotny uszczerbek, jednak kwota ta może nie okazać się całkowicie zmarnowaną na jachty i solaria w kebabowni. Może bowiem posłużyć do zwiększenia czujności społecznej w sprawach, w których do tej pory łatwo dawaliśmy się oszukać. Być może ta kompromitacja nauczy nas rozpoznawać, kiedy za pięknie brzmiącym żargonem kryje się chciwość, a za uczoną teorią – ekonomiczny lobbing.



 

Polecane