Zdrowie w nazwie, ideologia w treści

Lewicowi liberałowie tym razem zamiast ostentacji wybrali metodę ukrywania wywrotowych treści pod pozorem troski o prawidłowy rozwój uczniów. Ale kamuflaż nie zadziałał: w mediach od miesięcy słychać ostrzegawczy alarm na temat tzw. edukacji zdrowotnej w szkołach i jego rzeczywistej zawartości.
Barbara Nowacka
Barbara Nowacka / PAP/Piotr Matusewicz

Co musisz wiedzieć:

  • Proponowany przez MEN przedmiot edukacji zdrowotnej zawiera treści dotyczące edukacji seksualnej według modelu liberalnego
  • Nowy przedmiot wzbudza wiele wątpliwości i opór wśród środowisk konserwatywnych. Kościół katolicki wzywa do wypisywania dzieci z tych zajęć
  • Obszar edukacji seksualnej dotyczy m.in., zagadnień LGBTQ+, antykoncepcji i kontrowersyjne modele rodziny.

Kształt edukacji seksualnej w polskiej szkole od stu lat pozostaje polem bitwy między obozem konserwatywnym a postępowym. Już w dwudziestoleciu międzywojennym endecja krytykowała postępowe pomysły oświatowe Tadeusza Boya-Żeleńskiego i Ireny Krzywickiej. Argumenty od tego czasu właściwie się nie zmieniły: z jednej strony – zarzut o seksualizacji dzieci i zagrożenie dla tradycyjnego modelu rodziny, z drugiej – apel o konieczność szerzenia wiedzy i zapobiegania zagrożeniom, jakie czyhają na młodzież rozpoczynającą życie płciowe. Innego typu podchody obserwowaliśmy w PRL-u. Władze, choć mówiły o nowoczesnej rodzinie socjalistycznej i tak spychały kwestie seksualności, antykoncepcji czy aborcji w głęboki cień. Kościół katolicki przeciwstawiał się państwowej wizji życia rodzinnego na rzecz tej sakralmentalnej, a przeciętny uczeń dowiadywał się o „tych sprawach” głównie z podsłuchanych rozmów starszych koleżanek i kolegów.

Po 1989 roku temat wrócił ze zdwojoną siłą. Liberalna i kulturowa lewica zaczęła głośno upominać się o swoje postulaty, a kolejne rządy – wpychane w róg przez własnych ideowych „ultrasów”, a jednocześnie bojące się reakcji rodziców – podchodziły do edukacji seksualnej jak do jeża. Efektem były rozmaite zgniłe kompromisy w rodzaju „wiedzy o życiu seksualnym człowieka” – przedmiotu mającego zadowolić progresistów, ale rozłożonego na… 24 godziny w całym cyklu edukacji, tak by nie wystraszyć zachowawczych rodziców. Uśpić konserwatystów jednak się nie dało. W 1999 roku poprzedni koncept zastąpiło „wychowanie do życia w rodzinie”, które wpisało seksualność w szerszy, tradycyjny kontekst. Wojna jednak nie ustała. Dziś w roli atakującego występuje Barbara Nowacka i to ona wyprowadza kolejny cios, forsując przedmiot pt. „edukacja zdrowotna”.

Cwaniactwa pani Basi

Plan stojący za wprowadzeniem liberalno-promiskuitywnej wizji seksualności, a także (co w Polsce jest nowością) arbitralności w określaniu własnej płci jest prosty i chytry zarazem. To realizacja starego aforyzmu: liść najlepiej ukryć w lesie, a trupa na pobojowisku. Zamiast działać z otwartą przyłbicą, jak niegdyś rządy SLD – PSL, obecna władza ukrywa kontrowersje w szerokim, „zdrowotnym” pakiecie. Teraz ktokolwiek spróbuje go skrytykować, natychmiast zostanie oskarżony o działanie na szkodę zdrowia i prawidłowego rozwoju dzieci. Owszem – w programie znajdziemy elementy słuszne, jak promocja aktywności fizycznej, wiedza na temat chorób zakaźnych czy zasady zdrowego odżywiania. Ale obok nich ukryto kwestie, o które tak naprawdę chodziło kulturowym rewolucjonistom.

Plan stojący za wprowadzeniem liberalno-promiskuitywnej wizji seksualności, a także arbitralności w określaniu własnej płci jest prosty i chytry zarazem.

 

Pierwsze zastrzeżenia budzi już punkt dotyczący modeli i funkcji rodziny. Wiadomo, jak szeroko „postępowe” środowiska rozumieją pojęcie rodziny, i trudno sobie wyobrazić, by nie uwzględniono tam paramałżeństw jednopłciowych. Kolejny przykład to inżynieria językowa: dzieci mają uczyć się, jak „z szacunkiem” formułować komunikaty o cudzych decyzjach dotyczących życia rodzinnego, partnerskiego czy rodzicielskiego, także o wyborze bezdzietności. Brzmi neutralnie, ale w praktyce taki trening prowadzi do zrównania wszystkich modeli życia – niezależnie od ich społecznej wartości. Tymczasem miękka afirmacja rodzicielstwa czy trwałych związków jest dla wspólnoty bardziej pożyteczna: zapewnia ciągłość biologiczną społeczeństwa i stabilniejsze warunki wychowania dzieci. Gaszenie prestiżu tych, którzy decydują się na poświęcenie, z jakim wiąże się rodzicielstwo – i to w momencie największego kryzysu demograficznego w historii Polski – to z punktu widzenia wspólnoty działanie samobójcze.

Jeszcze poważniejsza ingerencja dotyczy próby obejścia konstytucyjnie gwarantowanej wolności rodziców do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi wartościami. Program przewiduje omawianie metod antykoncepcyjnych i kryteriów ich wyboru, a to de facto ich afirmacja (gdyby ktoś miał wątpliwości, niech wyobrazi sobie lekcję o właściwym doborze chemikaliów do produkcji ładunków wybuchowych – prowadzoną rzekomo „neutralnie”, bez popierania ich użycia). Podobnie niepokojące jest pojęcie „etycznych uwarunkowań przerywania ciąży” użyte w jednym z punktów. Samo jego brzmienie sugeruje, że istnieją sytuacje, w których aborcja może być etyczna. Dodajmy do tego ideologiczne określenie „przerywanie ciąży”, które całkowicie pomija fakt, że chodzi o życie dziecka w prenatalnym okresie rozwoju.

W programie nie zabrakło oczywiście „wiedzy” na temat tzw. społeczności LGBTQ+. To określenie od początku miało charakter polityczny i wywrotowy; choćby „queer” nie powstało jako neutralny opis, lecz jako broń w wojnie o destabilizację kategorii płci. Trudno wyobrazić sobie, by w szkolnych klasach nie doszło do normalizowania zjawisk, które jeszcze niedawno powszechnie uznawano za dewiacyjne, a które zostały przemianowane nie wskutek nowych odkryć naukowych, a głównie przez lobbing polityczny i presję zorganizowanych środowisk.

Chodzi o wychowanie nowego pokolenia w duchu wizji, która na świecie zdążyła już wyrządzić niemało szkód.

Na koniec – punkt niby niewinny, a jednak ideologiczny do szpiku: stereotypy płciowe i sposoby im „przeciwdziałania”. Zapis ten zakłada, że stereotyp zawsze jest czymś złym. Owszem, część dawnych ról mogła się zdezaktualizować, ale wiele z nich pozostaje prawdziwych i praktycznych. Brak rozróżnienia wrzuca wszystko do jednego worka, a sama idea przeciwdziałania brzmi, jakby została wyjęta z korporacyjnego „treningu inkluzywności”. W tle pobrzmiewa dogmatyczny egalitaryzm, który neguje oczywistość: mężczyźni i kobiety mają różne przewagi w różnych sferach, a pożytek płynie z ich właściwego wykorzystania, a nie zaprzeczania im w imię ideologicznej obsesji równości.

Opór

Wszystkie elementy nowego programu – jedne szeroko otwierające furtkę dla liberalno-lewicowej ideologii, inne wręcz wprost ją zakładające – nie pozostawiają złudzeń: chodzi o wychowanie nowego pokolenia w duchu wizji, która na świecie zdążyła już wyrządzić niemało szkód. Wystarczy spojrzeć na nagły wzrost liczby młodych osób identyfikujących się jako „LGBTQ+”. W niektórych krajach przekracza on 20 procent i trudno uwierzyć, że to tylko efekt większej „otwartości”. Przecież jeszcze niedawno nawet najbardziej optymistyczne, choć naciągane szacunki aktywistów i tzw. badań społecznie zaangażowanych zakładały odsetki znacznie niższe. To rezultat konsekwentnej normalizacji: od popkultury, poprzez politykę, aż po edukację. Coraz więcej państw wycofuje się też dziś z agendy „transpłciowej”, boleśnie ucząc się na własnych błędach. Polska zamiast obserwować i wyciągać wnioski zdaje się pędzić wprost w tę samą pułapkę. Jeśli dodać do tego relatywizowanie norm kulturowych sprzyjających rodzicielstwu oraz promocję systemu wartości, w którym decyzja jednostki waży więcej niż życie dziecka... trudno się dziwić, że rośnie opór społeczny wobec planu minister Nowackiej.

Edukacja zdrowotna” Barbary Nowackiej próbuje sprytnie obejść konstytucyjnie gwarantowaną wolność rodziców do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi wartościami.

Organizacje obywatelskie już prowadzą akcje uświadamiające rodziców, pokazując, jakie ryzyko kryje się za zwodniczym słowem „zdrowie” w tytule nowego przedmiotu. Sprzeciw wobec szantażu emocjonalnego ze strony ministerstwa nabiera rozpędu również na poziomie samorządowym. Przykładem może być rezolucja Rady Gminy Zabierzów, która potępiła zastąpienie „wychowania do życia w rodzinie” przez „edukację zdrowotną” jako decyzję „sprzeczną z żywotnym interesem lokalnej społeczności i całego Narodu Polskiego”. Trudno odmówić radnym racji. Każdy rodzic może okazać podobny sprzeciw i zabezpieczyć przed wyliczonymi zagrożeniami własne dziecko, składając proste oświadczenie, którego wzór znajduje się pod tym artykułem.


 

POLECANE
Państwa narodowe są podstawą wolności tylko u nas
Państwa narodowe są podstawą wolności

Państwo narodowe, wolność słowa i niezależność energetyczna – to trzy filary, które zdominowały dyskusję podczas konferencji Alliance of Sovereign Nations 2026 w Waszyngtonie. Wystąpienia amerykańskiej kongresmen Anny Pauliny Luny oraz rumuńskiego lidera prawicy George Simiona pokazały rosnące znaczenie debat o suwerenności państw w świecie Zachodu.

Uszkodzono kilkadziesiąt nagrobków. Policja szuka sprawców Wiadomości
Uszkodzono kilkadziesiąt nagrobków. Policja szuka sprawców

Policja wyjaśnia okoliczności dewastacji nagrobków, do której doszło w nocy z czwartku na piątek na cmentarzu parafialnym w Niestępowie w gminie Żukowo (woj. pomorskie). Lokalna społeczność apeluje o pomoc w odnalezieniu sprawców.

Tȟašúŋke Witkó: Friedrich Merz – europejski Judasz tylko u nas
Tȟašúŋke Witkó: Friedrich Merz – europejski Judasz

3 marca 2026 roku Friedrich Merz został przyjęty w Białym Domu przez Donalda Trumpa. Dziś mało kto o tym pamięta, ale pierwotnym celem wizyty kanclerza Niemiec w Waszyngtonie była jego debata z prezydentem USA o ogólnoświatowych cłach w wysokości 10 procent, nałożonych na podmioty eksportujące swoje produkty na rynek amerykański.

Prezydent: Decyzje dotyczące bezpieczeństwa są decyzjami Polski, a nie Brukseli Wiadomości
Prezydent: Decyzje dotyczące bezpieczeństwa są decyzjami Polski, a nie Brukseli

Decyzje dotyczące polskiej suwerenności, bezpieczeństwa czy sił zbrojnych są decyzjami zwierzchnika sił zbrojnych, a nie Brukseli - powiedział prezydent Karol Nawrocki podczas spotkania z sympatykami w Chmielniku (woj. świętokrzyskie). Są granice centralizacji UE; wyznacza je polski ustrój - dodał.

System ETS niezgodny z Konstytucją? Jest wniosek do TK Wiadomości
System ETS niezgodny z Konstytucją? Jest wniosek do TK

Podczas zorganizowanej dziś w Sejmie konferencji prasowej posłowie PiS przekazali, że skierowali do Trybunału Konstytucyjnego wniosek dotyczący przepisów ustawy o systemie handlu uprawnieniami do emisji (ETS). Jak napisał w mediach społecznościowych Michał Moskal, przepisy mogą doprowadzić do destabilizacji polskiego przemysłu energochłonnego i ciepłownictwa oraz drastycznego wzrostu kosztów ogrzewania i energii dla milionów Polaków.

Rzadkie zjawisko na niebie. W Polsce też będzie widoczne Wiadomości
Rzadkie zjawisko na niebie. W Polsce też będzie widoczne

12 sierpnia 2026 roku nad Europą pojawi się całkowite zaćmienie Słońca. To rzadkie zjawisko, które od lat fascynuje obserwatorów na całym świecie.

Prace techniczne w bankach. Klienci muszą przygotować się na utrudnienia Wiadomości
Prace techniczne w bankach. Klienci muszą przygotować się na utrudnienia

W najbliższy weekend część usług bankowych może być czasowo niedostępna. O planowanych pracach technicznych poinformowały trzy duże instytucje finansowe: mBank, PKO Bank Polski oraz ING Bank Śląski. Banki apelują do klientów, aby ważne operacje finansowe wykonali wcześniej.

Komunikat dla mieszkańców Zielonej Góry Wiadomości
Komunikat dla mieszkańców Zielonej Góry

Na ponad 66,2 mln zł opiewa podpisana w piątek umowa na budowę trzeciego odcinka zachodniej obwodnicy Zielonej Góry. Droga ta wraz z mostem na Odrze w Pomorsku i nowym fragmentem DW281 będzie elementem „Odrzańskiego Układu Komunikacyjnego" – poinformował Urząd Miasta Zielona Góra.

Krychowiak żegna się z lokalnym klubem po trzech meczach Wiadomości
Krychowiak żegna się z lokalnym klubem po trzech meczach

Grzegorz Krychowiak kończy grę w Mazurze Radzymin. Były reprezentant Polski i zawodnik takich klubów jak Sevilla czy Paris Saint-Germain nie będzie już grał w lokalnej lidze piłkarskiej.

Prezydent zawetował nowelizację prawa karnego z ostatniej chwili
Prezydent zawetował nowelizację prawa karnego

Prezydent Karol Nawrocki podjął decyzję o zawetowaniu nowelizacji Kodeksu postępowania karnego z 27 lutego br. - poinformował rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz. To obszerna reforma procedury karnej dotycząca m.in. zakazu korzystania z nielegalnych dowodów oraz ograniczenia tymczasowych aresztów.

REKLAMA

Zdrowie w nazwie, ideologia w treści

Lewicowi liberałowie tym razem zamiast ostentacji wybrali metodę ukrywania wywrotowych treści pod pozorem troski o prawidłowy rozwój uczniów. Ale kamuflaż nie zadziałał: w mediach od miesięcy słychać ostrzegawczy alarm na temat tzw. edukacji zdrowotnej w szkołach i jego rzeczywistej zawartości.
Barbara Nowacka
Barbara Nowacka / PAP/Piotr Matusewicz

Co musisz wiedzieć:

  • Proponowany przez MEN przedmiot edukacji zdrowotnej zawiera treści dotyczące edukacji seksualnej według modelu liberalnego
  • Nowy przedmiot wzbudza wiele wątpliwości i opór wśród środowisk konserwatywnych. Kościół katolicki wzywa do wypisywania dzieci z tych zajęć
  • Obszar edukacji seksualnej dotyczy m.in., zagadnień LGBTQ+, antykoncepcji i kontrowersyjne modele rodziny.

Kształt edukacji seksualnej w polskiej szkole od stu lat pozostaje polem bitwy między obozem konserwatywnym a postępowym. Już w dwudziestoleciu międzywojennym endecja krytykowała postępowe pomysły oświatowe Tadeusza Boya-Żeleńskiego i Ireny Krzywickiej. Argumenty od tego czasu właściwie się nie zmieniły: z jednej strony – zarzut o seksualizacji dzieci i zagrożenie dla tradycyjnego modelu rodziny, z drugiej – apel o konieczność szerzenia wiedzy i zapobiegania zagrożeniom, jakie czyhają na młodzież rozpoczynającą życie płciowe. Innego typu podchody obserwowaliśmy w PRL-u. Władze, choć mówiły o nowoczesnej rodzinie socjalistycznej i tak spychały kwestie seksualności, antykoncepcji czy aborcji w głęboki cień. Kościół katolicki przeciwstawiał się państwowej wizji życia rodzinnego na rzecz tej sakralmentalnej, a przeciętny uczeń dowiadywał się o „tych sprawach” głównie z podsłuchanych rozmów starszych koleżanek i kolegów.

Po 1989 roku temat wrócił ze zdwojoną siłą. Liberalna i kulturowa lewica zaczęła głośno upominać się o swoje postulaty, a kolejne rządy – wpychane w róg przez własnych ideowych „ultrasów”, a jednocześnie bojące się reakcji rodziców – podchodziły do edukacji seksualnej jak do jeża. Efektem były rozmaite zgniłe kompromisy w rodzaju „wiedzy o życiu seksualnym człowieka” – przedmiotu mającego zadowolić progresistów, ale rozłożonego na… 24 godziny w całym cyklu edukacji, tak by nie wystraszyć zachowawczych rodziców. Uśpić konserwatystów jednak się nie dało. W 1999 roku poprzedni koncept zastąpiło „wychowanie do życia w rodzinie”, które wpisało seksualność w szerszy, tradycyjny kontekst. Wojna jednak nie ustała. Dziś w roli atakującego występuje Barbara Nowacka i to ona wyprowadza kolejny cios, forsując przedmiot pt. „edukacja zdrowotna”.

Cwaniactwa pani Basi

Plan stojący za wprowadzeniem liberalno-promiskuitywnej wizji seksualności, a także (co w Polsce jest nowością) arbitralności w określaniu własnej płci jest prosty i chytry zarazem. To realizacja starego aforyzmu: liść najlepiej ukryć w lesie, a trupa na pobojowisku. Zamiast działać z otwartą przyłbicą, jak niegdyś rządy SLD – PSL, obecna władza ukrywa kontrowersje w szerokim, „zdrowotnym” pakiecie. Teraz ktokolwiek spróbuje go skrytykować, natychmiast zostanie oskarżony o działanie na szkodę zdrowia i prawidłowego rozwoju dzieci. Owszem – w programie znajdziemy elementy słuszne, jak promocja aktywności fizycznej, wiedza na temat chorób zakaźnych czy zasady zdrowego odżywiania. Ale obok nich ukryto kwestie, o które tak naprawdę chodziło kulturowym rewolucjonistom.

Plan stojący za wprowadzeniem liberalno-promiskuitywnej wizji seksualności, a także arbitralności w określaniu własnej płci jest prosty i chytry zarazem.

 

Pierwsze zastrzeżenia budzi już punkt dotyczący modeli i funkcji rodziny. Wiadomo, jak szeroko „postępowe” środowiska rozumieją pojęcie rodziny, i trudno sobie wyobrazić, by nie uwzględniono tam paramałżeństw jednopłciowych. Kolejny przykład to inżynieria językowa: dzieci mają uczyć się, jak „z szacunkiem” formułować komunikaty o cudzych decyzjach dotyczących życia rodzinnego, partnerskiego czy rodzicielskiego, także o wyborze bezdzietności. Brzmi neutralnie, ale w praktyce taki trening prowadzi do zrównania wszystkich modeli życia – niezależnie od ich społecznej wartości. Tymczasem miękka afirmacja rodzicielstwa czy trwałych związków jest dla wspólnoty bardziej pożyteczna: zapewnia ciągłość biologiczną społeczeństwa i stabilniejsze warunki wychowania dzieci. Gaszenie prestiżu tych, którzy decydują się na poświęcenie, z jakim wiąże się rodzicielstwo – i to w momencie największego kryzysu demograficznego w historii Polski – to z punktu widzenia wspólnoty działanie samobójcze.

Jeszcze poważniejsza ingerencja dotyczy próby obejścia konstytucyjnie gwarantowanej wolności rodziców do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi wartościami. Program przewiduje omawianie metod antykoncepcyjnych i kryteriów ich wyboru, a to de facto ich afirmacja (gdyby ktoś miał wątpliwości, niech wyobrazi sobie lekcję o właściwym doborze chemikaliów do produkcji ładunków wybuchowych – prowadzoną rzekomo „neutralnie”, bez popierania ich użycia). Podobnie niepokojące jest pojęcie „etycznych uwarunkowań przerywania ciąży” użyte w jednym z punktów. Samo jego brzmienie sugeruje, że istnieją sytuacje, w których aborcja może być etyczna. Dodajmy do tego ideologiczne określenie „przerywanie ciąży”, które całkowicie pomija fakt, że chodzi o życie dziecka w prenatalnym okresie rozwoju.

W programie nie zabrakło oczywiście „wiedzy” na temat tzw. społeczności LGBTQ+. To określenie od początku miało charakter polityczny i wywrotowy; choćby „queer” nie powstało jako neutralny opis, lecz jako broń w wojnie o destabilizację kategorii płci. Trudno wyobrazić sobie, by w szkolnych klasach nie doszło do normalizowania zjawisk, które jeszcze niedawno powszechnie uznawano za dewiacyjne, a które zostały przemianowane nie wskutek nowych odkryć naukowych, a głównie przez lobbing polityczny i presję zorganizowanych środowisk.

Chodzi o wychowanie nowego pokolenia w duchu wizji, która na świecie zdążyła już wyrządzić niemało szkód.

Na koniec – punkt niby niewinny, a jednak ideologiczny do szpiku: stereotypy płciowe i sposoby im „przeciwdziałania”. Zapis ten zakłada, że stereotyp zawsze jest czymś złym. Owszem, część dawnych ról mogła się zdezaktualizować, ale wiele z nich pozostaje prawdziwych i praktycznych. Brak rozróżnienia wrzuca wszystko do jednego worka, a sama idea przeciwdziałania brzmi, jakby została wyjęta z korporacyjnego „treningu inkluzywności”. W tle pobrzmiewa dogmatyczny egalitaryzm, który neguje oczywistość: mężczyźni i kobiety mają różne przewagi w różnych sferach, a pożytek płynie z ich właściwego wykorzystania, a nie zaprzeczania im w imię ideologicznej obsesji równości.

Opór

Wszystkie elementy nowego programu – jedne szeroko otwierające furtkę dla liberalno-lewicowej ideologii, inne wręcz wprost ją zakładające – nie pozostawiają złudzeń: chodzi o wychowanie nowego pokolenia w duchu wizji, która na świecie zdążyła już wyrządzić niemało szkód. Wystarczy spojrzeć na nagły wzrost liczby młodych osób identyfikujących się jako „LGBTQ+”. W niektórych krajach przekracza on 20 procent i trudno uwierzyć, że to tylko efekt większej „otwartości”. Przecież jeszcze niedawno nawet najbardziej optymistyczne, choć naciągane szacunki aktywistów i tzw. badań społecznie zaangażowanych zakładały odsetki znacznie niższe. To rezultat konsekwentnej normalizacji: od popkultury, poprzez politykę, aż po edukację. Coraz więcej państw wycofuje się też dziś z agendy „transpłciowej”, boleśnie ucząc się na własnych błędach. Polska zamiast obserwować i wyciągać wnioski zdaje się pędzić wprost w tę samą pułapkę. Jeśli dodać do tego relatywizowanie norm kulturowych sprzyjających rodzicielstwu oraz promocję systemu wartości, w którym decyzja jednostki waży więcej niż życie dziecka... trudno się dziwić, że rośnie opór społeczny wobec planu minister Nowackiej.

Edukacja zdrowotna” Barbary Nowackiej próbuje sprytnie obejść konstytucyjnie gwarantowaną wolność rodziców do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi wartościami.

Organizacje obywatelskie już prowadzą akcje uświadamiające rodziców, pokazując, jakie ryzyko kryje się za zwodniczym słowem „zdrowie” w tytule nowego przedmiotu. Sprzeciw wobec szantażu emocjonalnego ze strony ministerstwa nabiera rozpędu również na poziomie samorządowym. Przykładem może być rezolucja Rady Gminy Zabierzów, która potępiła zastąpienie „wychowania do życia w rodzinie” przez „edukację zdrowotną” jako decyzję „sprzeczną z żywotnym interesem lokalnej społeczności i całego Narodu Polskiego”. Trudno odmówić radnym racji. Każdy rodzic może okazać podobny sprzeciw i zabezpieczyć przed wyliczonymi zagrożeniami własne dziecko, składając proste oświadczenie, którego wzór znajduje się pod tym artykułem.



 

Polecane