W ostatnich 25 latach Niemcy realizowały dziesięć razy więcej restytucji dóbr kultury do Niemiec niż do Polski

W ciągu ostatnich 25 lat Niemcy realizowały dziesięć razy więcej restytucji dóbr kultury do Niemiec niż do Polski. Analiza danych Niemieckiego Centrum Strat Kultury w Magdeburgu pokazuje, że niemieckie instytucje publiczne są jednymi z najaktywniejszych beneficjentów powojennych restytucji – podczas gdy Polska wciąż czeka na zwrot tysięcy utraconych dóbr.
Niemcy ładują na przyczepy zbiory Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Warszawa 1944
Niemcy ładują na przyczepy zbiory Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Warszawa 1944 / Wikipedia domena publiczna/ Muzeum Powstania Warszawskiego

Co musisz wiedzieć

 

Niemcy odzyskują dobra kultury

Jednym z państw, które od lat bardzo aktywnie odzyskują dobra kultury utracone w czasie drugiej wojny światowej są… Niemcy. I nie chodzi tu o dzieła sztuki oddawane osobom pochodzenia żydowskiego, ale o restytucje do niemieckich instytucji publicznych.

Wnioski te wynikają z analizy katalogu dzieł odzyskanych przez różne kraje, który prowadzi Niemieckie Centrum Strat Kultury w Magdeburgu, a analiza ta – w kontekście zwrotów z Niemiec do Polski - jest porażająca. Do samej instytucji wrócimy za chwilę, teraz przyjrzyjmy się danym.

W ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat Niemcy zrealizowały sto trzydzieści pięć zwrotów dóbr kultury na rzecz swoich instytucji. I wygląda na to, że to mniej więcej dziesięć razy więcej niż restytucje z Niemiec do Polski w tym samym czasie.

Także z Polski

Niemcy pozyskiwały je od osób prywatnych, z rynku sztuki, aukcji czy od innych państw. Także z Polski – w 2000 roku premier Jerzy Buzek przekazał na ręce ówczesnego kanclerza Gerharda Schrödera prezent - dwutomową Biblię Lutra z XVI w. z Biblioteki Jagiellońskiej, ze zbiorów tzw. "Berlinki".

 

Skąd Niemcy odzyskują dzieła sztuki?

Ale, ale? Gdzie w tym wszystkim jest nasza „wspólna europejska ojczyzna”? Jeden region bez granic, w którym kapitał nie ma narodowości, własność nie ma narodowości, gdzie przecież powinno być wszystko jedno, w jakiej instytucji będziemy podziwiać dzieła sztuki? To oczywiste! Tego wszystkiego nie ma, to pic na wodę, bo własność danego państwa się liczy! I tak na kolejnych stronach niemieckiego katalogu dzieł odzyskanych widzimy w kółko i – w ostatnich latach - prawie tylko „Deutschland”, „Deutschland”, „Deutschland”…

W katalogu brakuje informacji o tym, w jaki dokładnie sposób Niemcy pozyskują te dzieła. Jedna z nielicznych adnotacji na ten temat figuruje w przypadku wazy miśnieńskiej z XVIII wieku, odzyskanej od Cummer Museums of Art and Gardens w Stanach Zjednoczonych:

„(…) po 1945 uznana za zaginioną; Cummer Museum nabyło wazę w drodze darowizny, a w 1999 roku zostało poinformowane o tym, kto jest prawowitym właścicielem”.

I w 2002 roku waza trafiła do Muzeum Grassi w Lipsku.

 

Niemcy nie chcą oddać Polsce zrabowanych dzieł sztuki

Trudno się oprzeć wrażeniu, że w przypadku wniosków restytucyjnych Polski wobec Niemiec „poinformowanie o tym, kto jest prawowitym właścicielem”, nie wystarczy. Tak na przykład jest w przypadku złotego pierścienia Zygmunta Starego ze słynnej Szkatuły Królewskiej Czartoryskich. Ten koronny klejnot Jagiellonów Niemcy zrabowali wraz z resztą szkatuły już we wrześniu 1939 roku. Jak przed laty ustaliła prof. Ewa Letkiewicz z UMSC, znajduje się on obecnie w Muzeum Biżuterii w Pforzheim (Badenia-Wirtembergia). W marcu 2023 roku Polska złożyła udokumentowany wniosek restytucyjny, na razie bez skutku. W czerwcu tego roku sprawę opisywała „Rzeczpospolita”, a potem zainteresowała się nią lokalna gazeta niemiecka, przeprowadzając m.in. wywiad z prof. Letkiewicz, która podaje niezbite argumenty na własność strony polskiej. Z kolei Muzeum w Pforzheim „wyraża wątpliwości”. Jak można przeczytać w artykule, reporterowi „nie pozwolono obejrzeć pierścienia, nie mówiąc już o jego sfotografowaniu”.

„Gaude Mater Polonia”

Podobnie rzecz ma się z najstarszym prawdopodobnie zapisem hymnu „Gaude Mater Polonia”, który przed dwoma laty odnalazł się w kartonowym pudle w Państwowej Bibliotece w Berlinie (Staatsbibliothek zu Berlin). To bezcenne dzieło naszej kultury z XIII lub XIV wieku jest „w złym stanie i wymaga konserwacji”. Jego polskie pochodzenie wydaje się bezsporne nie tylko ze względu na charakter dokumentu, ale także na widniejące na nim pieczęcie Biblioteki Seminaryjnej w Płocku, którą Niemcy zrabowali w 1941 roku. Strona niemiecka „jest gotowa do negocjacji”, kiedy Polska złoży wniosek restytucyjny. W tej chwili - zapewne z ogromnym trudem – kompletuje go, by udowodnić polską proweniencję. Nawiasem mówiąc, w pudle odnalazł się nie tylko hymn, ale i inne bezcenne dla nas rękopisy, na przykład „ze spuścizny Władysława Mickiewicza”, syna Adama.

 

A co nam udało się odzyskać od Niemiec?

Biurko damskie o wymiarach 85 na 92 na 48 centymetrów - antyk z połowy XVIII wieku - oraz kabinet w stylu chińskim, zamykany dwuskrzydłowymi drzwiczkami wróciły z Niemiec do Pałacu w Wilanowie. Było to w roku 2016. Kabinet wymagał niewielkiej renowacji, biurko gruntownej. Oba meble odnalazły się w Państwowych Zbiorach Sztuki w Dreźnie, w ramach prac nad wieloletnim projektem „Daphne”, poświęconym inwentaryzacji i badaniu dzieł sztuki. Na uroczystości przekazania antyków stronie polskiej minister Piotr Gliński powiedział:

„(…) To przykład dobrej współpracy cywilizowanych instytucji cywilizowanych krajów (…)”.

I jeśli chodzi o restytucję dóbr kultury z Niemiec do Polski w ciągu ostatnich piętnastu lat, to by było prawie na tyle. Prawie, bo gwoli uczciwości trzeba wspomnieć jeszcze o kilku pozostałych zwrotach. Ich opisanie nie zajmie wiele miejsca:

  • W czerwcu 2016 roku Uniwersytet w Getyndze zwrócił Muzeum Archeologii i Etnologii w Łodzi znaczną część kolekcji zrabowanej podczas wojny (300 pojedynczych artefaktów). W tym samym roku do Polski powróciła z Lipska kolejna jej część - 124 obiekty etnograficzne i 14 historycznych fotografii.
  • W 2014 roku do Polski wrócił też średniowieczny rękopis „Sermones scripti”, a rok później „Pontyfikał Płocki”, o którego zwrot Polacy zabiegali od końca lat ’70.

 

Trudno ustalić złodzieja i liczby

I wygląda na to, że to wszystko, choć muszę zaznaczyć, że coś mogło umknąć mojej uwadze. Niestety bowiem w katalogu dzieł odzyskanych, który prowadzi MKiDN brakuje informacji o… kraju czy instytucji, z którego nastąpiła dana restytucja. Dowiemy się tam, jaka jest szerokość czy wysokość danego eksponatu, ale nie tego, kto nam jej oddał. To bardzo poważny mankament i z pewnością wymaga korekty. Ministerstwo nie odpowiedziało także przez ponad dwa tygodnie na zapytanie Tysol.pl w sprawie liczby restytucji z Niemiec do Polski. Podobnie zresztą nie udzieliło odpowiedzi na pytania o aktualne losy negocjacji w sprawie pierścienia Jagiellonów i „Gaude Mater Polonia”.

Bardzo trudno jest więc ustalić z całkowitą pewnością konkretne liczby. Skala restytucji z państwa niemieckiego do Polski jest jednak właśnie taka, a jej oceny nie zmienia analiza ostatnich dwudziestu pięciu lat. W czerwcu 2000 roku z Biblioteki Państwowej i Uniwersyteckiej w Bremie do Gdańska wróciło 853 książek z „Depositum Danzig”, a dwa lata później Museum für Kunst und Gewerbe w Hamburgu oddało nam etruskie zwierciadło z kolekcji Czartoryskich w Gołuchowie. Muzeum w Hamburgu zakupiło je w 1955 roku na aukcji w Niemczech wraz z emalią z Limoges z tej samej kolekcji. Gdy na międzynarodowej konferencji dot. badań proweniencyjnych w Hamburgu wywiązała się dyskusja na ten temat, władze miasta zdecydowały się na restytucję zwierciadła, nie oddały Polsce natomiast emalii, choć – jak można wyczytać w niemieckim katalogu na stronie 107 - „miejsce przechowywania obydwu obiektów jest znane od lat i oba figurują na polskiej liście strat wojennych”.

 

Polska musi odkupywać polską własność

Powiedzą Państwo: mało! Ale… jak to, a bezcenny obraz „Żydówka z pomarańczami” Gierymskiego, który wrócił z Niemiec do Polski w 2011 roku? Tak, wrócił. Tyle, że nie został Polsce oddany, ale zakupiony przez nasze państwo od niemieckich właścicieli po tym, jak pojawił się na aukcji dzieł sztuki. Polska nabyła go w drodze ugody i choć kwoty nie zostały podane do publicznej wiadomości, można się domyślać, że słono nas to kosztowało. Trzeba też dodać, że obraz był w tak katastrofalnym stanie, że wymagał półtorarocznej renowacji. Podobnie rzecz się miała z obrazem „Murzynka”, który wrócił do Polski w 2012 roku po tym, jak pojawił się na aukcji w Berlinie. Polska złożyła wniosek restytucyjny i wynajęła do negocjacji z właścicielem niemiecką kancelarię prawną.

["Żydówka z pomarańczami". Aleksander Gierymski. Źródło: Wikipedia. domena publiczna]

Słynny ołtarz gotycki Pietas Domini z pierwszej połowy XV w. z kolei zwróciła Bazylice Mariackiej w Gdańsku Unia Kościołów Ewangelickich w Niemczech. Polska wystąpiła z wnioskiem restytucyjnym w 2015 roku i „po trzech latach rozmów Kościół ewangelicki podjął decyzję o zwrocie ołtarza (…) w duchu ekumenicznego porozumienia między Kościołami i pojednania między narodami”. Z kolei w 2001 roku Centralne Archiwum Biskupie w Ratyzbonie zwróciło Polsce kilka tysięcy ksiąg kościelnych.

Nie były to jednak restytucje ze strony państwa niemieckiego!

 

„Lista Wächtera”

Restytucjami ze strony państwa nie są też oczywiście niezwykle rzadkie zwroty przez osoby prywatne. Najgłośniejsza taka sprawa dotyczy Horsta Wächtera, zresztą – Austriaka - którego ojciec, Otto von Wächter, był gubernatorem dystryktu krakowskiego Generalnego Gubernatorstwa. Odpowiadał za „wydalenie” z Krakowa blisko 70 000 Żydów i egzekucje wielu Polaków. To on powołał zbrodniczą formację SS-Galizien. Jego syn Horst głosi wprawdzie wszem i wobec, że „mój ojciec był dobrym człowiekiem”, ale w 2017 roku zwrócił Polsce starodawną mapę Rzeczypospolitej Obojga Narodów, rysunek z widoczkiem Krakowa w czasach renesansu oraz akwarelę - Pałac Potockich pod Baranami. „Na odwrocie obrazu znajduje się adnotacja żony Otto von Wächtera, Charlotte: „Widok na pałac Potockich – zabrany z Krakowa 1939”. Na jego trop wpadła dr Magdalena Ogórek podczas badań dot. Otto von Wächtera.

Nawiasem mówiąc, ciekawy wątek tej sprawy to właśnie wybielanie nazisty von Wächtera przez syna. Dr Joanna Lubecka z Biura Badań Historycznych IPN jest zdania, że „zachowanie syna nazistowskiego zbrodniarza może być bardzo groźne, bo sprzyja fałszowaniu historii. (…) Przekaz, który kieruje Wächter jest jednak bardziej niebezpieczny na Zachodzie, gdzie może zostać wykorzystany jako element propagandy. Horst dotarł do zagranicznych mediów, gdzie w kolejnych wywiadach powtarza swoje tezy”. Dr Lubecka zwraca też uwagę na fakt, że zachował on sobie prawdopodobnie najcenniejsze dzieła ukradzione z Krakowa przez matkę, m.in. obraz Petera Breugla i Juliana Fałata.

W lutym 2023 roku osoba prywatna z Niemiec zwróciła także Polsce litografię „Królewska Huta” Ernsta Wilhelma Knippela, a w tym samym roku wróciła do Wilanowa grafika „Dama z wachlarzem” – niemieckie małżeństwo będące w jej posiadaniu zdecydowało się na jej bezwarunkowy zwrot do Polski.

Są to zwroty ważne, ale nieliczne. I powtórzmy: nie jest to restytucja ze strony Niemiec jako państwa.

Z danych Ministerstwa Kultury wynika, że w ostatnich dziesięcioleciach do Polski wróciło ok. 800 zagrabionych dóbr kultury. Straciliśmy ich ponad pół miliona, a w bazie Strat wojennych MKiDN figuruje blisko 70 000 obiektów, zidentyfikowanych i opisanych. Dobra odzyskane to kropla w morzu naszych strat!

 

Niemieckie Centrum Strat Kultury

Wróćmy na chwilę do Niemieckiego Centrum Strat Kultury w Magdeburgu. To instytucja publiczna powołana w 2015 roku przez federalnego odpowiednika ministra kultury w Polsce. Jej celem jest realizacja zapisów Deklaracji Waszyngtońskiej z 1998 roku, do której

Niemcy przystąpiły, podobnie jak Polska, a która zobowiązuje państwa do „identyfikacji i restytucji prawomocnym właścicielom dzieł zarekwirowanych lub zagrabionych przez narodowych socjalistów w czasach hitlerowskich”. W nagłówku artykułu „Deutsche Welle” na ten temat – entuzjazm: „(…) Niemcy wzięli się teraz na dobre za ustalanie losów zrabowanej przez nazistów sztuki. Pomóc ma w tym specjalna placówka w Magdeburgu”.

W czasie przemówienia inauguracyjnego ówczesna minister stanu ds. kultury i mediów Monika Gruetters powiedziała, że nowopowstałe Centrum to „kolejny krok w rozprawie ze zorganizowaną przez władze grabieżą sztuki w okresie terroru hitlerowców. Niemcy nie powinny dopuścić do tego, żeby dzieła sztuki, w wypadku których zachodzi podejrzenie, że należały do łupów nazistów, w dalszym ciągu znajdowały się niezidentyfikowane w zbiorach muzeów, archiwów i bibliotek”.

Można się pod tym tylko podpisać, prawda? Ale co z tego?

 

Niemcy unikają rozmów

Nawiasem mówiąc, minister Gruetters ani razu nie spotkała się ze swoimi odpowiednikiem, premierem Glińskim. Nie dała się też namówić na wystosowanie wspólnego apelu obojga ministrów do społeczeństwa niemieckiego o zwrot polskich dóbr kultury. Miał on na celu zwrócić uwagę niemieckiej opinii publicznej na tę problematykę i zachęcić ludzi i instytucje do inwentaryzacji i zwrotu ewentualnie odnalezionych polskich dzieł.

Nie jest gotowa

Jak widzimy na przykładzie dóbr zwracanych czasem przez osoby prywatne czy kościoły, taki apel mógłby mieć duże znaczenie. Podobnie nie udało się do tego namówić jej następczyni, Claudii Roth – tej samej, która zasłynęła z tego, że na obchody rocznicy napaści Niemiec na Polskę, które odbyły się 1 września 2023 r. w Berlinie, przyszła i zabrała głos w pomarańczowym, rozciągniętym swetrze i krzykliwej fioletowej spódnicy w kwiaty. Jej udało się raz spotkać z ministrem Glińskim: Miała dla niego równo godzinę. Dwukrotnie powtórzyła, „że jest gotowa do podjęcia rozmów dotyczących dzieł sztuki z Niemiec do Polski i… z Polski do Niemiec”. W wypowiedziach dla mediów Gliński komentował, że „dla polskiego ministra kultury nie do przyjęcia jest stosowanie jakiejkolwiek symetrii w tej kwestii”.

Fakt jest taki, że Niemcy zwracają zrabowane Polsce dobra kultury niezwykle rzadko. I nie wydaje się, by dziesięcioletnie już istnienie Niemieckiego Centrum Strat Wojennych cokolwiek w tej kwestii zmieniło. Przynajmniej na razie. To potężna i prężna instytucja, zatrudnia kilkadziesiąt osób w dwóch lokalizacjach – w Magdeburgu i Berlinie. Prowadzi internetową bazę dzieł poszukiwanych i katalog zwrotów. Realizuje kilkaset projektów w zakresie badań proweniencyjnych na terenie Niemiec. Analiza działań, projektów i publikacji nie wskazuje jednak na to, by Polska cieszyła się jej większym zainteresowaniem. Skupia je raczej na mieniu skradzionym właścicielom żydowskim, grabieżach i rabunku dzieł sztuki w sowieckiej strefie okupacyjnej w Niemczech oraz w NRD. Konia z rzędem temu, kto znajdzie na stronach Centrum konkretne informacje o stratach Polski.

 

Niemcy potrafią o siebie zadbać

Nie chcę pastwić się nad tą instytucją. Na pewno jest dla Polski ważnym partnerem, z którym warto współpracować. Niewykluczone, że planowana przez berliński Instytut Pileckiego na marzec tego roku konferencja nt. zrabowanych Polsce dzieł kultury była dobrą okazją do takiej współpracy. Instytut nawiązał bowiem relacje z Centrum już w zeszłym roku. W Konferencji mieli wziąć udział m.in. niemieccy historycy i muzealnicy. Na pewno zaś konferencja taka byłaby dobrym krokiem do tego, żeby Polska w świadomości niemieckiej opinii publicznej w ogóle zaistniała jako kraj ograbiony przez Niemców z dóbr kultury, których masa nadal znajduje się na ich terenie. Tej świadomości nie ma bowiem prawie wcale. Niestety konferencja się nie odbyła. Jak donosiły media, odwołał ją ówczesny szef Instytutu, Krzysztof Ruchniewicz.

Niemcy mają szczęście. O ich dziedzictwo kulturowe troszczy się nie tylko państwo, między innymi odzyskując dla siebie dzieła sztuki utracone w czasie wojny. Troszczą się o nie także różnego rodzaju organizacje związane z dużym biznesem, na przykład firmą Dr. Oetker. Fundacja im. Rudolfa-Augusta Oetkera działa od 1998 roku i aktywnie wspiera rozmaite projekty na rzecz „żywej kultury i sztuki” w Niemczech. Jej patronem jest były oficer Waffen-SS. Do formacji tej wstąpił na ochotnika w 1941 roku, szkolenia oficerskie odbywał w Dachau (David De Jong, Nazistowscy miliarderzy). Od 1944 przez pół wieku prowadził rodzinny biznes. Fundacja nosi jego imię do dziś.

[Sekcje "Co musisz wiedzieć", FAQ, lead, oraz śródtytuły od Redakcji]

 

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Ile dzieł sztuki odzyskały Niemcy w ostatnich 25 latach? Niemcy zrealizowały około 135 restytucji, czyli nawet dziesięć razy więcej niż Polska w tym samym czasie.

Ile zrabowanych dzieł Niemcy zwróciły Polsce? Zaledwie około 800 obiektów, podczas gdy Polska utraciła ponad 500 tysięcy dzieł kultury w wyniku niemieckiej grabieży podczas II wojny światowej.

Jakie polskie dzieła wciąż znajdują się w Niemczech? M.in. pierścień Zygmunta Starego z kolekcji Czartoryskich oraz średniowieczny zapis hymnu „Gaude Mater Polonia”, odnaleziony w berlińskiej bibliotece.

Dlaczego Niemcy skuteczniej odzyskują dobra kultury? Dysponują wyspecjalizowanymi instytucjami jak Niemieckie Centrum Strat Kultury w Magdeburgu, silnym zapleczem prawnym i konsekwentną polityką państwa.

Czy Polska ma szanse odzyskać więcej dzieł sztuki? Tak, ale potrzebna jest większa presja dyplomatyczna i polityczna na Niemcy, lepsza dokumentacja strat i aktywna współpraca międzynarodowa przy wnioskach restytucyjnych.


 

POLECANE
Tylu cudzoziemców opuściło Polskę. Służby podały dane z ostatniej chwili
Tylu cudzoziemców opuściło Polskę. Służby podały dane

Około 140 cudzoziemców opuściło Polskę w ostatnim tygodniu – poinformowała w nowym komunikacie Straż Graniczna.

Atak nożownika w Ustce. Nie żyje 4-letnie dziecko, są ranni z ostatniej chwili
Atak nożownika w Ustce. Nie żyje 4-letnie dziecko, są ranni

Nie żyje 4-letnia dziewczynka, która została zaatakowana przez nożownika. Do zdarzenia doszło przy ul. Bałtyckiej w Ustce – poinformowało we wtorek rano Radio Gdańsk.

Politico o wojnie w Brukseli. Kallas miała nazwać von der Leyen „dyktatorem” z ostatniej chwili
Politico o wojnie w Brukseli. Kallas miała nazwać von der Leyen „dyktatorem”

Nieoficjalne doniesienia z Brukseli ujawniają narastające napięcia na samym szczycie Unii Europejskiej. Według ustaleń serwisu „Politico” relacje między szefową unijnej dyplomacji Kają Kallas, a przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen są wyjątkowo złe. 

Paweł Jędrzejewski: Wielki Kalifat Europy? z ostatniej chwili
Paweł Jędrzejewski: Wielki Kalifat Europy?

Czy Europa stworzy nowe groźne fanatyzmy i mordercze idee? Nie "gabinetowe", jak klimatyzm, czy multikulturalizm, niszczące Europę dzień po dniu, ale prawdziwie "uliczne" - takie, jakimi były komunizm, faszyzm, nazizm - porywające masy i mordujące otwarcie wrogów (klasowych, rasowych, etnicznych). Pamiętamy z kronik tłumy wiwatujące na cześć Hitlera na niemieckich, nazistowskich parteitagach. Tysiące Włochów pod balkonem Mussoliniego. Falujące morze ludzi na bolszewickich wiecach, gdy przemawiał Lenin, Trocki lub Stalin. Do takiego zjednoczenia i wspólnoty zawsze potrzebny jest wspólny wróg i jednocząca nienawiść. Czy pojawią się ich nowe, współczesne odpowiedniki?

Trump stawia Iran pod presją. „Wysłałem do regionu dużą armadę” z ostatniej chwili
Trump stawia Iran pod presją. „Wysłałem do regionu dużą armadę”

Prezydent USA Donald Trump powiedział w poniedziałek portalowi Axios, że sytuacja wokół Iranu „jest zmienna”, bo wysłał na Bliski Wschód „dużą armadę”. Ocenił jednocześnie, że Teheran chciałby zawrzeć porozumienie.

„Wbrew rządowej propagandzie...”. Mariusz Błaszczak studzi emocje ws. pieniędzy z programu SAFE z ostatniej chwili
„Wbrew rządowej propagandzie...”. Mariusz Błaszczak studzi emocje ws. pieniędzy z programu SAFE

W poniedziałek MON poinformował, że Komisja Europejska pozytywnie zaopiniowała dokumenty złożone przez Polskę, które dotyczą pozyskania funduszy w wysokości blisko 44 mld euro z programu SAFE. Narrację rządu krytycznie skomentował były szef MON, Mariusz Błaszczak.

IMGW wydał pilny komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach z ostatniej chwili
IMGW wydał pilny komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej przedłużył ostrzeżenia pogodowe dla dużej części kraju. W najbliższych godzinach i dniach Polacy muszą liczyć się z marznącymi opadami, gęstą mgłą, oblodzeniem oraz roztopami. Przed niebezpieczną sytuacją na drogach ostrzega także Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.

Jest apel do Rzecznika Praw Obywatelskich ws. Adama Borowskiego z ostatniej chwili
Jest apel do Rzecznika Praw Obywatelskich ws. Adama Borowskiego

Byli działacze opozycji demokratycznej z czasów PRL zwrócili się z pilnym apelem do Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie prawomocnego wyroku sądu wobec Adama Borowskiego. W liście, podpisanym przez blisko sto osób, domagają się interwencji i podnoszą argumenty dotyczące wolności słowa oraz kontrowersyjnego charakteru przepisów, na podstawie których zapadł wyrok.

Karol Nawrocki: Polska nieustannie wspiera Mołdawię w jej drodze do Unii Europejskiej z ostatniej chwili
Karol Nawrocki: Polska nieustannie wspiera Mołdawię w jej drodze do Unii Europejskiej

Polska nieustannie wspiera Mołdawię w jej drodze do członkostwa w UE – powiedział prezydent Karol Nawrocki po spotkaniu z prezydentką Mołdawii. Maia Sandu, dziękując Polsce za bycie adwokatem Kiszyniowa w Europie, podkreśliła zaś, że jej kraj chce m.in. przyciągać więcej polskich inwestycji.

KE podjęła decyzję ws. środków dla Polski z instrumentu SAFE. Kosiniak-Kamysz zabiera głos z ostatniej chwili
KE podjęła decyzję ws. środków dla Polski z instrumentu SAFE. Kosiniak-Kamysz zabiera głos

Jesteśmy coraz bliżej otrzymania prawie 44 mld euro na inwestycje w bezpieczeństwo - przekazał wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz po decyzji KE ws. środków dla Polski z instrumentu SAFE. Jak wskazał, kolejnym krokiem będzie decyzja wykonawcza Rady Europejskiej i finalne podpisanie umów.

REKLAMA

W ostatnich 25 latach Niemcy realizowały dziesięć razy więcej restytucji dóbr kultury do Niemiec niż do Polski

W ciągu ostatnich 25 lat Niemcy realizowały dziesięć razy więcej restytucji dóbr kultury do Niemiec niż do Polski. Analiza danych Niemieckiego Centrum Strat Kultury w Magdeburgu pokazuje, że niemieckie instytucje publiczne są jednymi z najaktywniejszych beneficjentów powojennych restytucji – podczas gdy Polska wciąż czeka na zwrot tysięcy utraconych dóbr.
Niemcy ładują na przyczepy zbiory Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Warszawa 1944
Niemcy ładują na przyczepy zbiory Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Warszawa 1944 / Wikipedia domena publiczna/ Muzeum Powstania Warszawskiego

Co musisz wiedzieć

 

Niemcy odzyskują dobra kultury

Jednym z państw, które od lat bardzo aktywnie odzyskują dobra kultury utracone w czasie drugiej wojny światowej są… Niemcy. I nie chodzi tu o dzieła sztuki oddawane osobom pochodzenia żydowskiego, ale o restytucje do niemieckich instytucji publicznych.

Wnioski te wynikają z analizy katalogu dzieł odzyskanych przez różne kraje, który prowadzi Niemieckie Centrum Strat Kultury w Magdeburgu, a analiza ta – w kontekście zwrotów z Niemiec do Polski - jest porażająca. Do samej instytucji wrócimy za chwilę, teraz przyjrzyjmy się danym.

W ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat Niemcy zrealizowały sto trzydzieści pięć zwrotów dóbr kultury na rzecz swoich instytucji. I wygląda na to, że to mniej więcej dziesięć razy więcej niż restytucje z Niemiec do Polski w tym samym czasie.

Także z Polski

Niemcy pozyskiwały je od osób prywatnych, z rynku sztuki, aukcji czy od innych państw. Także z Polski – w 2000 roku premier Jerzy Buzek przekazał na ręce ówczesnego kanclerza Gerharda Schrödera prezent - dwutomową Biblię Lutra z XVI w. z Biblioteki Jagiellońskiej, ze zbiorów tzw. "Berlinki".

 

Skąd Niemcy odzyskują dzieła sztuki?

Ale, ale? Gdzie w tym wszystkim jest nasza „wspólna europejska ojczyzna”? Jeden region bez granic, w którym kapitał nie ma narodowości, własność nie ma narodowości, gdzie przecież powinno być wszystko jedno, w jakiej instytucji będziemy podziwiać dzieła sztuki? To oczywiste! Tego wszystkiego nie ma, to pic na wodę, bo własność danego państwa się liczy! I tak na kolejnych stronach niemieckiego katalogu dzieł odzyskanych widzimy w kółko i – w ostatnich latach - prawie tylko „Deutschland”, „Deutschland”, „Deutschland”…

W katalogu brakuje informacji o tym, w jaki dokładnie sposób Niemcy pozyskują te dzieła. Jedna z nielicznych adnotacji na ten temat figuruje w przypadku wazy miśnieńskiej z XVIII wieku, odzyskanej od Cummer Museums of Art and Gardens w Stanach Zjednoczonych:

„(…) po 1945 uznana za zaginioną; Cummer Museum nabyło wazę w drodze darowizny, a w 1999 roku zostało poinformowane o tym, kto jest prawowitym właścicielem”.

I w 2002 roku waza trafiła do Muzeum Grassi w Lipsku.

 

Niemcy nie chcą oddać Polsce zrabowanych dzieł sztuki

Trudno się oprzeć wrażeniu, że w przypadku wniosków restytucyjnych Polski wobec Niemiec „poinformowanie o tym, kto jest prawowitym właścicielem”, nie wystarczy. Tak na przykład jest w przypadku złotego pierścienia Zygmunta Starego ze słynnej Szkatuły Królewskiej Czartoryskich. Ten koronny klejnot Jagiellonów Niemcy zrabowali wraz z resztą szkatuły już we wrześniu 1939 roku. Jak przed laty ustaliła prof. Ewa Letkiewicz z UMSC, znajduje się on obecnie w Muzeum Biżuterii w Pforzheim (Badenia-Wirtembergia). W marcu 2023 roku Polska złożyła udokumentowany wniosek restytucyjny, na razie bez skutku. W czerwcu tego roku sprawę opisywała „Rzeczpospolita”, a potem zainteresowała się nią lokalna gazeta niemiecka, przeprowadzając m.in. wywiad z prof. Letkiewicz, która podaje niezbite argumenty na własność strony polskiej. Z kolei Muzeum w Pforzheim „wyraża wątpliwości”. Jak można przeczytać w artykule, reporterowi „nie pozwolono obejrzeć pierścienia, nie mówiąc już o jego sfotografowaniu”.

„Gaude Mater Polonia”

Podobnie rzecz ma się z najstarszym prawdopodobnie zapisem hymnu „Gaude Mater Polonia”, który przed dwoma laty odnalazł się w kartonowym pudle w Państwowej Bibliotece w Berlinie (Staatsbibliothek zu Berlin). To bezcenne dzieło naszej kultury z XIII lub XIV wieku jest „w złym stanie i wymaga konserwacji”. Jego polskie pochodzenie wydaje się bezsporne nie tylko ze względu na charakter dokumentu, ale także na widniejące na nim pieczęcie Biblioteki Seminaryjnej w Płocku, którą Niemcy zrabowali w 1941 roku. Strona niemiecka „jest gotowa do negocjacji”, kiedy Polska złoży wniosek restytucyjny. W tej chwili - zapewne z ogromnym trudem – kompletuje go, by udowodnić polską proweniencję. Nawiasem mówiąc, w pudle odnalazł się nie tylko hymn, ale i inne bezcenne dla nas rękopisy, na przykład „ze spuścizny Władysława Mickiewicza”, syna Adama.

 

A co nam udało się odzyskać od Niemiec?

Biurko damskie o wymiarach 85 na 92 na 48 centymetrów - antyk z połowy XVIII wieku - oraz kabinet w stylu chińskim, zamykany dwuskrzydłowymi drzwiczkami wróciły z Niemiec do Pałacu w Wilanowie. Było to w roku 2016. Kabinet wymagał niewielkiej renowacji, biurko gruntownej. Oba meble odnalazły się w Państwowych Zbiorach Sztuki w Dreźnie, w ramach prac nad wieloletnim projektem „Daphne”, poświęconym inwentaryzacji i badaniu dzieł sztuki. Na uroczystości przekazania antyków stronie polskiej minister Piotr Gliński powiedział:

„(…) To przykład dobrej współpracy cywilizowanych instytucji cywilizowanych krajów (…)”.

I jeśli chodzi o restytucję dóbr kultury z Niemiec do Polski w ciągu ostatnich piętnastu lat, to by było prawie na tyle. Prawie, bo gwoli uczciwości trzeba wspomnieć jeszcze o kilku pozostałych zwrotach. Ich opisanie nie zajmie wiele miejsca:

  • W czerwcu 2016 roku Uniwersytet w Getyndze zwrócił Muzeum Archeologii i Etnologii w Łodzi znaczną część kolekcji zrabowanej podczas wojny (300 pojedynczych artefaktów). W tym samym roku do Polski powróciła z Lipska kolejna jej część - 124 obiekty etnograficzne i 14 historycznych fotografii.
  • W 2014 roku do Polski wrócił też średniowieczny rękopis „Sermones scripti”, a rok później „Pontyfikał Płocki”, o którego zwrot Polacy zabiegali od końca lat ’70.

 

Trudno ustalić złodzieja i liczby

I wygląda na to, że to wszystko, choć muszę zaznaczyć, że coś mogło umknąć mojej uwadze. Niestety bowiem w katalogu dzieł odzyskanych, który prowadzi MKiDN brakuje informacji o… kraju czy instytucji, z którego nastąpiła dana restytucja. Dowiemy się tam, jaka jest szerokość czy wysokość danego eksponatu, ale nie tego, kto nam jej oddał. To bardzo poważny mankament i z pewnością wymaga korekty. Ministerstwo nie odpowiedziało także przez ponad dwa tygodnie na zapytanie Tysol.pl w sprawie liczby restytucji z Niemiec do Polski. Podobnie zresztą nie udzieliło odpowiedzi na pytania o aktualne losy negocjacji w sprawie pierścienia Jagiellonów i „Gaude Mater Polonia”.

Bardzo trudno jest więc ustalić z całkowitą pewnością konkretne liczby. Skala restytucji z państwa niemieckiego do Polski jest jednak właśnie taka, a jej oceny nie zmienia analiza ostatnich dwudziestu pięciu lat. W czerwcu 2000 roku z Biblioteki Państwowej i Uniwersyteckiej w Bremie do Gdańska wróciło 853 książek z „Depositum Danzig”, a dwa lata później Museum für Kunst und Gewerbe w Hamburgu oddało nam etruskie zwierciadło z kolekcji Czartoryskich w Gołuchowie. Muzeum w Hamburgu zakupiło je w 1955 roku na aukcji w Niemczech wraz z emalią z Limoges z tej samej kolekcji. Gdy na międzynarodowej konferencji dot. badań proweniencyjnych w Hamburgu wywiązała się dyskusja na ten temat, władze miasta zdecydowały się na restytucję zwierciadła, nie oddały Polsce natomiast emalii, choć – jak można wyczytać w niemieckim katalogu na stronie 107 - „miejsce przechowywania obydwu obiektów jest znane od lat i oba figurują na polskiej liście strat wojennych”.

 

Polska musi odkupywać polską własność

Powiedzą Państwo: mało! Ale… jak to, a bezcenny obraz „Żydówka z pomarańczami” Gierymskiego, który wrócił z Niemiec do Polski w 2011 roku? Tak, wrócił. Tyle, że nie został Polsce oddany, ale zakupiony przez nasze państwo od niemieckich właścicieli po tym, jak pojawił się na aukcji dzieł sztuki. Polska nabyła go w drodze ugody i choć kwoty nie zostały podane do publicznej wiadomości, można się domyślać, że słono nas to kosztowało. Trzeba też dodać, że obraz był w tak katastrofalnym stanie, że wymagał półtorarocznej renowacji. Podobnie rzecz się miała z obrazem „Murzynka”, który wrócił do Polski w 2012 roku po tym, jak pojawił się na aukcji w Berlinie. Polska złożyła wniosek restytucyjny i wynajęła do negocjacji z właścicielem niemiecką kancelarię prawną.

["Żydówka z pomarańczami". Aleksander Gierymski. Źródło: Wikipedia. domena publiczna]

Słynny ołtarz gotycki Pietas Domini z pierwszej połowy XV w. z kolei zwróciła Bazylice Mariackiej w Gdańsku Unia Kościołów Ewangelickich w Niemczech. Polska wystąpiła z wnioskiem restytucyjnym w 2015 roku i „po trzech latach rozmów Kościół ewangelicki podjął decyzję o zwrocie ołtarza (…) w duchu ekumenicznego porozumienia między Kościołami i pojednania między narodami”. Z kolei w 2001 roku Centralne Archiwum Biskupie w Ratyzbonie zwróciło Polsce kilka tysięcy ksiąg kościelnych.

Nie były to jednak restytucje ze strony państwa niemieckiego!

 

„Lista Wächtera”

Restytucjami ze strony państwa nie są też oczywiście niezwykle rzadkie zwroty przez osoby prywatne. Najgłośniejsza taka sprawa dotyczy Horsta Wächtera, zresztą – Austriaka - którego ojciec, Otto von Wächter, był gubernatorem dystryktu krakowskiego Generalnego Gubernatorstwa. Odpowiadał za „wydalenie” z Krakowa blisko 70 000 Żydów i egzekucje wielu Polaków. To on powołał zbrodniczą formację SS-Galizien. Jego syn Horst głosi wprawdzie wszem i wobec, że „mój ojciec był dobrym człowiekiem”, ale w 2017 roku zwrócił Polsce starodawną mapę Rzeczypospolitej Obojga Narodów, rysunek z widoczkiem Krakowa w czasach renesansu oraz akwarelę - Pałac Potockich pod Baranami. „Na odwrocie obrazu znajduje się adnotacja żony Otto von Wächtera, Charlotte: „Widok na pałac Potockich – zabrany z Krakowa 1939”. Na jego trop wpadła dr Magdalena Ogórek podczas badań dot. Otto von Wächtera.

Nawiasem mówiąc, ciekawy wątek tej sprawy to właśnie wybielanie nazisty von Wächtera przez syna. Dr Joanna Lubecka z Biura Badań Historycznych IPN jest zdania, że „zachowanie syna nazistowskiego zbrodniarza może być bardzo groźne, bo sprzyja fałszowaniu historii. (…) Przekaz, który kieruje Wächter jest jednak bardziej niebezpieczny na Zachodzie, gdzie może zostać wykorzystany jako element propagandy. Horst dotarł do zagranicznych mediów, gdzie w kolejnych wywiadach powtarza swoje tezy”. Dr Lubecka zwraca też uwagę na fakt, że zachował on sobie prawdopodobnie najcenniejsze dzieła ukradzione z Krakowa przez matkę, m.in. obraz Petera Breugla i Juliana Fałata.

W lutym 2023 roku osoba prywatna z Niemiec zwróciła także Polsce litografię „Królewska Huta” Ernsta Wilhelma Knippela, a w tym samym roku wróciła do Wilanowa grafika „Dama z wachlarzem” – niemieckie małżeństwo będące w jej posiadaniu zdecydowało się na jej bezwarunkowy zwrot do Polski.

Są to zwroty ważne, ale nieliczne. I powtórzmy: nie jest to restytucja ze strony Niemiec jako państwa.

Z danych Ministerstwa Kultury wynika, że w ostatnich dziesięcioleciach do Polski wróciło ok. 800 zagrabionych dóbr kultury. Straciliśmy ich ponad pół miliona, a w bazie Strat wojennych MKiDN figuruje blisko 70 000 obiektów, zidentyfikowanych i opisanych. Dobra odzyskane to kropla w morzu naszych strat!

 

Niemieckie Centrum Strat Kultury

Wróćmy na chwilę do Niemieckiego Centrum Strat Kultury w Magdeburgu. To instytucja publiczna powołana w 2015 roku przez federalnego odpowiednika ministra kultury w Polsce. Jej celem jest realizacja zapisów Deklaracji Waszyngtońskiej z 1998 roku, do której

Niemcy przystąpiły, podobnie jak Polska, a która zobowiązuje państwa do „identyfikacji i restytucji prawomocnym właścicielom dzieł zarekwirowanych lub zagrabionych przez narodowych socjalistów w czasach hitlerowskich”. W nagłówku artykułu „Deutsche Welle” na ten temat – entuzjazm: „(…) Niemcy wzięli się teraz na dobre za ustalanie losów zrabowanej przez nazistów sztuki. Pomóc ma w tym specjalna placówka w Magdeburgu”.

W czasie przemówienia inauguracyjnego ówczesna minister stanu ds. kultury i mediów Monika Gruetters powiedziała, że nowopowstałe Centrum to „kolejny krok w rozprawie ze zorganizowaną przez władze grabieżą sztuki w okresie terroru hitlerowców. Niemcy nie powinny dopuścić do tego, żeby dzieła sztuki, w wypadku których zachodzi podejrzenie, że należały do łupów nazistów, w dalszym ciągu znajdowały się niezidentyfikowane w zbiorach muzeów, archiwów i bibliotek”.

Można się pod tym tylko podpisać, prawda? Ale co z tego?

 

Niemcy unikają rozmów

Nawiasem mówiąc, minister Gruetters ani razu nie spotkała się ze swoimi odpowiednikiem, premierem Glińskim. Nie dała się też namówić na wystosowanie wspólnego apelu obojga ministrów do społeczeństwa niemieckiego o zwrot polskich dóbr kultury. Miał on na celu zwrócić uwagę niemieckiej opinii publicznej na tę problematykę i zachęcić ludzi i instytucje do inwentaryzacji i zwrotu ewentualnie odnalezionych polskich dzieł.

Nie jest gotowa

Jak widzimy na przykładzie dóbr zwracanych czasem przez osoby prywatne czy kościoły, taki apel mógłby mieć duże znaczenie. Podobnie nie udało się do tego namówić jej następczyni, Claudii Roth – tej samej, która zasłynęła z tego, że na obchody rocznicy napaści Niemiec na Polskę, które odbyły się 1 września 2023 r. w Berlinie, przyszła i zabrała głos w pomarańczowym, rozciągniętym swetrze i krzykliwej fioletowej spódnicy w kwiaty. Jej udało się raz spotkać z ministrem Glińskim: Miała dla niego równo godzinę. Dwukrotnie powtórzyła, „że jest gotowa do podjęcia rozmów dotyczących dzieł sztuki z Niemiec do Polski i… z Polski do Niemiec”. W wypowiedziach dla mediów Gliński komentował, że „dla polskiego ministra kultury nie do przyjęcia jest stosowanie jakiejkolwiek symetrii w tej kwestii”.

Fakt jest taki, że Niemcy zwracają zrabowane Polsce dobra kultury niezwykle rzadko. I nie wydaje się, by dziesięcioletnie już istnienie Niemieckiego Centrum Strat Wojennych cokolwiek w tej kwestii zmieniło. Przynajmniej na razie. To potężna i prężna instytucja, zatrudnia kilkadziesiąt osób w dwóch lokalizacjach – w Magdeburgu i Berlinie. Prowadzi internetową bazę dzieł poszukiwanych i katalog zwrotów. Realizuje kilkaset projektów w zakresie badań proweniencyjnych na terenie Niemiec. Analiza działań, projektów i publikacji nie wskazuje jednak na to, by Polska cieszyła się jej większym zainteresowaniem. Skupia je raczej na mieniu skradzionym właścicielom żydowskim, grabieżach i rabunku dzieł sztuki w sowieckiej strefie okupacyjnej w Niemczech oraz w NRD. Konia z rzędem temu, kto znajdzie na stronach Centrum konkretne informacje o stratach Polski.

 

Niemcy potrafią o siebie zadbać

Nie chcę pastwić się nad tą instytucją. Na pewno jest dla Polski ważnym partnerem, z którym warto współpracować. Niewykluczone, że planowana przez berliński Instytut Pileckiego na marzec tego roku konferencja nt. zrabowanych Polsce dzieł kultury była dobrą okazją do takiej współpracy. Instytut nawiązał bowiem relacje z Centrum już w zeszłym roku. W Konferencji mieli wziąć udział m.in. niemieccy historycy i muzealnicy. Na pewno zaś konferencja taka byłaby dobrym krokiem do tego, żeby Polska w świadomości niemieckiej opinii publicznej w ogóle zaistniała jako kraj ograbiony przez Niemców z dóbr kultury, których masa nadal znajduje się na ich terenie. Tej świadomości nie ma bowiem prawie wcale. Niestety konferencja się nie odbyła. Jak donosiły media, odwołał ją ówczesny szef Instytutu, Krzysztof Ruchniewicz.

Niemcy mają szczęście. O ich dziedzictwo kulturowe troszczy się nie tylko państwo, między innymi odzyskując dla siebie dzieła sztuki utracone w czasie wojny. Troszczą się o nie także różnego rodzaju organizacje związane z dużym biznesem, na przykład firmą Dr. Oetker. Fundacja im. Rudolfa-Augusta Oetkera działa od 1998 roku i aktywnie wspiera rozmaite projekty na rzecz „żywej kultury i sztuki” w Niemczech. Jej patronem jest były oficer Waffen-SS. Do formacji tej wstąpił na ochotnika w 1941 roku, szkolenia oficerskie odbywał w Dachau (David De Jong, Nazistowscy miliarderzy). Od 1944 przez pół wieku prowadził rodzinny biznes. Fundacja nosi jego imię do dziś.

[Sekcje "Co musisz wiedzieć", FAQ, lead, oraz śródtytuły od Redakcji]

 

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Ile dzieł sztuki odzyskały Niemcy w ostatnich 25 latach? Niemcy zrealizowały około 135 restytucji, czyli nawet dziesięć razy więcej niż Polska w tym samym czasie.

Ile zrabowanych dzieł Niemcy zwróciły Polsce? Zaledwie około 800 obiektów, podczas gdy Polska utraciła ponad 500 tysięcy dzieł kultury w wyniku niemieckiej grabieży podczas II wojny światowej.

Jakie polskie dzieła wciąż znajdują się w Niemczech? M.in. pierścień Zygmunta Starego z kolekcji Czartoryskich oraz średniowieczny zapis hymnu „Gaude Mater Polonia”, odnaleziony w berlińskiej bibliotece.

Dlaczego Niemcy skuteczniej odzyskują dobra kultury? Dysponują wyspecjalizowanymi instytucjami jak Niemieckie Centrum Strat Kultury w Magdeburgu, silnym zapleczem prawnym i konsekwentną polityką państwa.

Czy Polska ma szanse odzyskać więcej dzieł sztuki? Tak, ale potrzebna jest większa presja dyplomatyczna i polityczna na Niemcy, lepsza dokumentacja strat i aktywna współpraca międzynarodowa przy wnioskach restytucyjnych.



 

Polecane