Obce wpływy, słabość gospodarcza i narodowe opowieści

Rozmowy na prawicy o suwerenności przypominają trochę tęsknoty za złotym runem. To ideał coraz bardziej zagrożony. Nie ma zgody, od kiedy suwerenność jest, a od kiedy już jej nie ma. Za to sam udział w trosce o jej zachowanie daje przywilej uczestniczenia w podtrzymywaniu narodowego mitu. Przypadające 11 listopada Narodowe Święto Niepodległości co roku skłania całą konserwatywno-prawicową Polskę ku refleksji nad suwerennością i miejscem Rzeczpospolitej na geopolitycznej mapie świata.
Ludzie maszerujący z flagami Polski
Ludzie maszerujący z flagami Polski / Marcin Żegliński

Co musisz wiedzieć:

  • Polska prawica postrzega spór o suwerenność jako walkę z historycznym dziedzictwem obcych wpływów
  • Współczesne poczucie utraty suwerenności wynika zarówno z układu wewnętrznego, jak i z dominacji zagranicznego kapitału oraz ograniczeń wynikających z członkostwa w UE.
  • Tekst stawia tezę, że Polska mimo potencjału pozostaje krajem bez znaczącej własności i silnej gospodarki, co utrwala jej zależność od silniejszych graczy geopolitycznych.

 

Suwerenna, czyli jaka?

Sam pochód w Marszu Niepodległości to doświadczenie bezcenne, ponieważ można tam usłyszeć w formie skondensowanej wszystkie bóle, nadzieje, frustracje, diagnozy i oczekiwania prawicy niepodległościowej, rynkowej, patriotycznej, ideowej, PiS-owskiej, konfederackiej, w końcu tej wykarmionej na Radiu Maryja i TV Republika. Na Marszu znowu ożyją trumny Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego, a wszystkie rozmowy, spory, tłumaczenia będą sprowadzały się do jednego zagadnienia: wolności i siły własnego państwa.

 

Polska w kisielu

We wszystkich tych rozmowach bardzo często wybija nurtujące pytanie: „Co się dzieje, że się nie da?”. Dlaczego Polska nie rozwija się normalnie i traci kawałek po kawałku swoją własność i suwerenność? W 2024 r. od Polaków najwięcej pracowali w Europie tylko Grecy, co się zatem dzieje z tym wypracowanym kapitałem? Gdzie on ucieka? Dlaczego przez ostatnie 300 lat – czyli od czasów końca XVII wieku, poprzez okres rozbiorów, aż po XX i XXI wiek – widać trwały wzorzec: państwo z ogromnym potencjałem (geograficznym, kulturowym, ludnościowym) pozostaje jednak w tyle za innymi?

Rafał Ziemkiewicz nazwał to kiedyś pływaniem w kisielu:

„Żyć w Polsce to jakby się było zmuszonym pływać w kisielu, da się, oczywiście, tylko każdy ruch kosztuje dwa razy więcej wysiłku”

– napisał w książce „Żywina”.

– [Młodzi Polacy] Nie chcą się męczyć z kisielem, tylko chcą się znaleźć w miejscu, gdzie mogą od razu się sprawdzić na równych prawach. I tak są zawsze trochę do tyłu jako imigranci, którzy gorzej znają język, nie znają lokalnego układu. Ale i tak mimo wszystko łatwiej im konkurować z Anglikami, Irlandczykami czy Amerykanami, niż tutaj walczyć z układem, który na szczeblu lokalnym bywa mafią, czasami bardzo potężną. Ten kisiel to jest kwestia pewnej renty, którą płacimy na utrzymanie Towarzysza Szmaciaka, wszystkich jego krewnych i znajomych

– mówił Ziemkiewicz w Newserii.

 

Poczdam i traktat Loewenwolda

Hermeneutyka pamięci polskiej prawicy nieuchronnie prowadzi zawsze do szukania odpowiedzi nad utratą suwerenności w przemożnej sile wpływów zaborczych mocarstw, które nawet po odzyskaniu przez Polskę niepodległości miały i mają ogromne zasoby finansowe i osobowe do kształtowania naszej rzeczywistości polityczno-gospodarczej w sposób zasadniczy. Didaskalia mogą odbiegać od tego wzorca, jednak w mniejszym czy większym stopniu krążą wokół niego.

Bo i faktycznie, najłatwiej wyśmiewać teorie spiskowe, jednak wnikliwy badacz nie może przejść obojętnie obok takich dat, jak choćby traktat z Poczdamu z 1720 r. Ta tajna umowa między Prusami a Rosją dotyczyła wspólnych działań na rzecz utrzymania Rzeczypospolitej w stanie chaosu, niemożności i paraliżu decyzyjnego. Stąd walczono o zachowanie liberum veto i wolnej elekcji. Strony także zobowiązały się, by nie dopuścić do zwiększenia liczebności wojska polskiego. Wszelkie próby reformy państwa miały być torpedowane, swobody szlacheckie zaś były popierane w pełnej rozciągłości. Od tamtej pory państwa niemieckie (pruskie, potem niemieckie) oraz Rosja (imperium carskie, a potem Związek Radziecki i Federacja Rosyjska) konsekwentnie traktowały i traktują Polskę jako „obszar buforowy” lub jako państwo drugiej kategorii.

Traktat poczdamski mógł być realizowany dzięki tzw. szlachcie-gołocie. Po potopie szwedzkim sporo szlachty zostało bez jakiegokolwiek majątku, za to z prawami politycznymi. Ta szlachta stała się klientelą różnych ambasad, przede wszystkim pruskiej i rosyjskiej. Wtedy też przestały działać pewne wewnętrzne granice i obyczaj polityczny zabraniający wysługiwania się wrogom Polski. Zjawisko agentury było niestety powszechne. Później poszło łatwo, w 1732 r. podpisano tzw. Traktat Loewenwolda, zwany też przymierzem trzech czarnych orłów, którego celem było utrzymanie Rzeczypospolitej w stanie obezwładnienia, i było tak aż do rozbiorów.

 

Rosja, Niemcy, agentura

W II RP oskarżenia o agenturę były dwukrotnie lub trzykrotnie intensywniejsze niż dzisiaj. Problem agentów i obcych wpływów w pewnym momencie był tak poważny, że Józef Piłsudski na zjeździe legionowym w Kaliszu w 1927 r. w całości poświęcił tej tematyce swoje przemówienie, co było rzeczą niespotykaną.

„W parze z tą agenturą austriacką szła agentura inna, agentura rosyjska, to jest tego państwa, z którym Austria i myśmy walczyli. Szła akurat w tym samym kierunku, także płatna, także czyniąca to, co obcy zaborca od niej wymagał, pracująca nad obniżeniem naszej pracy, brukająca nas słowami, określeniami, abyśmy pociągający dla swoich rodaków nie byli. Myślałem, że wraz z odrodzeniem się Polski materialnym i duchowo Polska odradzać się zacznie, że wyzbywać się zacznie tchórzostwa i wyzwalać się zacznie od pracy agentur, że przestanie pracę dla obcych uważać za najrozumniejszą i za najpewniejszą pracę dla Polaka”.

Jednak fatalne dziedzictwo jurgieltu wzięło górę, co dobitnie stwierdził Naczelnik:

„Widziałem starania ustawiczne i stale idące bez ustanku w jednym i tym samym kierunku, aby agentury obce, płatne, były możliwie na górze państwa. Szły one krok w krok obok mnie jako Naczelnika Państwa, szukając wytworzenia kilku rządów w Polsce – obok rządów, stojących przy mnie – rządów agentur, stojących poza mną. [...] Nigdy nie byłem pewien, że gdy piszę rozkaz, nie będzie on czytany prędzej w biurach wszystkich obcych państw niż przez moich podwładnych. Polskę, być może, czekają i ciężkie przeżycia. Podczas kryzysów – powtarzam – strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym”

– apelował niemal rozpaczliwie Piłsudski.

Dmowski

Skoro odżył głos Józefa Piłsudskiego, to dodajmy kilka słów od Romana Dmowskiego:

„Cała Europa Środkowa i Wschodnia jest dziś polem wytężonej niemieckiej pracy dla przyszłości oraz energicznej akcji politycznej prowadzonej często metodami znanymi tylko polityce niemieckiej; jest sferą szybkiego wzrostu niemieckiego wpływu, polem pokojowego ze strony Niemiec podboju. Drogi tego wpływu, rozmiary tego podboju są często dla polityków nawet nieuchwytne, nie podchodzą bowiem pod żadne ustalone kategorie, którymi w polityce międzynarodowej przywykliśmy myśleć”

– pisał w 1908 r. w książce „Niemcy, Rosja i kwestia polska”.

W III RP publicystyka prześciga się w obnażaniu agentur i szukaniu sensacji na tym polu, ale gdy w światku politycznym emocje wymykają się spod kontroli, to i Jarosławowi Kaczyńskiemu zdarzy się potwierdzić dziennikarskie plotki i powiedzieć z mównicy sejmowej do Donalda Tuska: „Jest pan niemieckim agentem”. Tusk Kaczyńskiego nie oskarżył, prezes słów nie wycofał.

Za to Radek Sikorski w rozmowie z węgierskim portalem Válasz Online mówi bez ogródek:

„Miałem rację w sprawie robienia laski Amerykanom przez PiS. Są szczęśliwi, choć zrujnowali relacje z Niemcami i Rosją”.

 

Suwerenność dzielona

Osobną kwestią jest w obecnych czasach pytanie o możliwość pełnej suwerenności. Polska jest w Unii Europejskiej i funkcjonuje w ramach tzw. suwerenności dzielonej. Dziś właściwie nie ma w stu procentach suwerennych państw, prócz największych mocarstw, choć i tutaj dociekliwi doszukaliby się pewnych rys.

„Nowy europejski porządek panowania różni się od innych organizacji międzynarodowych m.in. tym, że posiada własny porządek prawny, niezależny od państw członkowskich, zachowując prymat w stosunku do nich i rozwijając bezpośrednie oddziaływanie na ich obywateli. Po drugie [UE] dysponuje własnymi instytucjami, z których najważniejsze (Rada, Komisja, Trybunał, Parlament) posiadają własny zakres kompetencji, przy czym podejmowane decyzje są częściowo niezależne od zgody państw członkowskich […]. Europeizacja przekształca państwa narodowe w państwo transnarodowe. Interesy narodowe i europejskie scalają się do tego stopnia, że te pierwsze postrzegane są jako drugie”, a w związku z tym „europeizacja nie oznacza nic innego jak tylko wymuszanie od innych państw «krok po kroku» części ich suwerenności i przeobrażanie jej w suwerenność kosmopolityczną”

– piszą Ulrich Beck i Edgar Grande w książce „Europa kosmopolityczna”.

To dla części prawicy, głównie nurtu narodowego, sytuacja nie do przyjęcia i pojawiają się alternatywy prowadzenia polityki bardziej samodzielnej, suwerennej i wielowektorowej, w której Warszawa na równych prawach rozmawia z Moskwą i Waszyngtonem. Jednak znowu inna część prawicy wpatrującej się w USA powie, że Polska jest zbyt mała, by mogła sobie pozwolić na samodzielne decydowanie o sojuszach międzynarodowych i militarnych i zbyt duża, by można jej było odpuścić, tak jak np. Słowacji czy nawet Węgrom. Polska ma więcej ludności niż wszystkie pozostałe dziewięć państw w sumie, które wchodziły z nią do UE w 2004 r. Bruksela czy Waszyngton przymkną oko na egzotyczne sojusze np. Bułgarii czy Malty, ale już nie Warszawy. Kolejny raz o głos upomniał się Piłsudski:

„Polska będzie wielka albo nie będzie jej wcale”

– mówił w kontekście walk o kształt granic Polski po odzyskaniu niepodległości w 1918 r.

 

Słabość gospodarcza

Jak w tej niełatwej sytuacji balansowania odnajduje się Polska? Z jednej strony walczymy o swoją suwerenność polityczno-państwową jeszcze skutecznie, z drugiej gospodarczo Polska po prostu poległa. Żaden kraj nie może istnieć bez własności. Polska, jedno z większych europejskich państw, nie ma żadnej rozpoznawalnej marki w świecie. Nie mamy własnych samochodów, wysokich technologii, sprzętu AGD, marek ekskluzywnych, odzieży. Gospodarczo nic nie kojarzy się z polską jakością, marką. Do dzisiaj jeżdżą po rubieżach świata jeszcze ponad pięćdziesięcioletnie ciągniki „Ursus”, pozostałość po czasach, gdy je produkowaliśmy, lecz obecnie to historia. Nie produkujemy własnych samolotów, nie mamy żeglugi oceanicznej, ba, nasze porty morskie często są w obcych rękach. Produkcja cukru w Polsce w większości należy do niemieckich właścicieli. Największe sieci telefonii komórkowej nie są polskie, podobnie jak rynek mediów. To absolutny ewenement, jesteśmy państwem bez własności. Rynek finansowy też w znacznej mierze jest niepolski, nawet prosty handel w większości nie należy do polskiego kapitału.

W Polsce dochodzi do nienormalnych sytuacji, na które nikt nie ma wytłumaczenia. Podczas rozmów np. z przedstawicielami Krajowej Sekcji Nauki NSZZ „Solidarność” wciąż pojawia się wątek „przekleństwa 1%”. Na polską naukę idzie 1% PKB i nikt, żaden rząd po 1989 r., mimo obietnic wyborczych nie podjął tego tematu. Tutaj ciekawostka – chcemy wydawać na uzbrojenie 5% PKB i zamawiamy uzbrojenie z Korei Południowej, gdzie na naukę idzie właśnie 5% PKB. Permanentnie reformowana jest armia i permanentnie leży u nas obrona cywilna. Mimo permanentnej wojny za wschodnią granicą permanentnie nie ma w Polsce powszechnego szkolenia wojskowego, strzelnic i nowych schronów.

A może na końcu tych dywagacji faktycznie nasza sejmowa szlachta-gołota i trudny do wykrycia jurgielt urzędniczo-administracyjny to filary, na których nasi potężni sąsiedzi kontynuują ducha umowy z 1720 r.? Jeśli tak, to „mają rozmach sk...yny”.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Ursula von der Leyen w Davos: Europa musi przyspieszyć swoje dążenie do niepodległości Wiadomości
Ursula von der Leyen w Davos: Europa musi przyspieszyć swoje dążenie do niepodległości

– Europa musi przyspieszyć swoje dążenie do niepodległości – od bezpieczeństwa do gospodarki, od obronności do demokracji. Chodzi o to, że świat zmienił się na stałe – mówiła Ursula von der Leyen podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos.

Szef SOP zawieszony. MSWiA wszczyna postępowanie dyscyplinarne z ostatniej chwili
Szef SOP zawieszony. MSWiA wszczyna postępowanie dyscyplinarne

Wszczęto postępowanie dyscyplinarne wobec komendanta SOP gen. bryg. Radosława Jaworskiego. W związku z tym został on zawieszony w pełnieniu czynności służbowych – poinformowało we wtorek Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.

200-procentowe cła na francuskie wina? Francja odpowiada Trumpowi z ostatniej chwili
200-procentowe cła na francuskie wina? Francja odpowiada Trumpowi

Agencja AFP podała we wtorek, powołując się na otoczenie prezydenta Emmanuela Macrona, że Francja uważa za „nieakceptowalne” groźby przywódcy USA Donalda Trumpa o nałożeniu 200-procentowych ceł na jej wina i szampany. Powodem gróźb jest stanowisko Francji w sprawie Rady Pokoju proponowanej przez Trumpa.

Ekspert o umowie UE–Mercosur: Umożliwi Rosji uniknięcie skutków sankcji z ostatniej chwili
Ekspert o umowie UE–Mercosur: Umożliwi Rosji uniknięcie skutków sankcji

„EU tworząc z Mercosur wspólną strefę handlową umożliwi Rosji unikniecie skutków sankcji nakładanych przez UE. Niemcy okrężną drogą, przez Amerykę Południową, będą wspierać Rosję. Czyli Berlin uderza jak nie kijem (Nordstream) to pałką (Mercosur)” – zauważył we wpisie w mediach społecznościowych prof. Romuald Szeremietiew, ekspert ds. bezpieczeństwa.

W Niemczech rośnie przestępczość motywowana politycznie. Dominuje lewica gorące
W Niemczech rośnie przestępczość motywowana politycznie. Dominuje lewica

Jak informuje portal European Conservative, w Niemczech rośnie przestępczość motywowana politycznie. Liderem tych niechlubnych statystyk jest lewica.

Brazylijskie mięso drobiowe i jaja zwolnione z unijnych kontroli jeszcze przed zawarciem umowy UE–Mercosur gorące
Brazylijskie mięso drobiowe i jaja zwolnione z unijnych kontroli jeszcze przed zawarciem umowy UE–Mercosur

Unia Europejska jeszcze w listopadzie ubiegłego roku potwierdziła w oficjalnym piśmie przywrócenie wstępnego wykazu brazylijskich zakładów drobiarskich i produkujących jaja jako wyjętych spod unijnych kontroli. Oznacza to, że po zawarciu umowy UE–Mercosur nikt z UE nie będzie kontrolował napływających do Europy produktów.

Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców woj. pomorskiego z ostatniej chwili
Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców woj. pomorskiego

Operator Energa informuje o planowanych przerwach w dostawie energii elektrycznej w kilku rejonach województwa pomorskiego. Wyłączenia zaplanowano na drugą połowę stycznia 2026 r. Sprawdź, czy dotyczą Twojej miejscowości.

Kijów: Tysiące budynków bez ciepła po nocnych atakach Rosji z ostatniej chwili
Kijów: Tysiące budynków bez ciepła po nocnych atakach Rosji

Ponad 5,6 tys. budynków wielorodzinnych zostało pozbawionych ciepła po nocnych atakach Rosji na Kijów; ranna została co najmniej jedna osoba – powiadomił we wtorek mer miasta Witalij Kliczko.

Pilny komunikat dla mieszkańców Krakowa z ostatniej chwili
Pilny komunikat dla mieszkańców Krakowa

Z powodu bardzo wysokiego poziomu zanieczyszczenia powietrza w Krakowie wprowadzono awaryjne rozwiązanie dla mieszkańców. We wtorek 20 stycznia można korzystać z komunikacji miejskiej bez biletu. Decyzja zapadła po nocnych pomiarach jakości powietrza, które znacznie przekroczyły dopuszczalne normy.

Indie: Sikorski doprowadził gospodarzy do furii. Polska oskarżona o „wspieranie terroryzmu” z ostatniej chwili
Indie: Sikorski doprowadził gospodarzy do furii. Polska oskarżona o „wspieranie terroryzmu”

Wizyta szefa polskiego MSZ w Indiach zakończyła się ostrą wymianą zdań i publicznymi, wyjątkowo mocnymi komunikatami ze strony gospodarzy. Indyjskie media wprost cytują ministra spraw zagranicznych Indii, który mówił o „zerowej tolerancji dla terroryzmu” i ostrzegał Polskę przed „wspieraniem infrastruktury terrorystycznej” w regionie. 

REKLAMA

Obce wpływy, słabość gospodarcza i narodowe opowieści

Rozmowy na prawicy o suwerenności przypominają trochę tęsknoty za złotym runem. To ideał coraz bardziej zagrożony. Nie ma zgody, od kiedy suwerenność jest, a od kiedy już jej nie ma. Za to sam udział w trosce o jej zachowanie daje przywilej uczestniczenia w podtrzymywaniu narodowego mitu. Przypadające 11 listopada Narodowe Święto Niepodległości co roku skłania całą konserwatywno-prawicową Polskę ku refleksji nad suwerennością i miejscem Rzeczpospolitej na geopolitycznej mapie świata.
Ludzie maszerujący z flagami Polski
Ludzie maszerujący z flagami Polski / Marcin Żegliński

Co musisz wiedzieć:

  • Polska prawica postrzega spór o suwerenność jako walkę z historycznym dziedzictwem obcych wpływów
  • Współczesne poczucie utraty suwerenności wynika zarówno z układu wewnętrznego, jak i z dominacji zagranicznego kapitału oraz ograniczeń wynikających z członkostwa w UE.
  • Tekst stawia tezę, że Polska mimo potencjału pozostaje krajem bez znaczącej własności i silnej gospodarki, co utrwala jej zależność od silniejszych graczy geopolitycznych.

 

Suwerenna, czyli jaka?

Sam pochód w Marszu Niepodległości to doświadczenie bezcenne, ponieważ można tam usłyszeć w formie skondensowanej wszystkie bóle, nadzieje, frustracje, diagnozy i oczekiwania prawicy niepodległościowej, rynkowej, patriotycznej, ideowej, PiS-owskiej, konfederackiej, w końcu tej wykarmionej na Radiu Maryja i TV Republika. Na Marszu znowu ożyją trumny Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego, a wszystkie rozmowy, spory, tłumaczenia będą sprowadzały się do jednego zagadnienia: wolności i siły własnego państwa.

 

Polska w kisielu

We wszystkich tych rozmowach bardzo często wybija nurtujące pytanie: „Co się dzieje, że się nie da?”. Dlaczego Polska nie rozwija się normalnie i traci kawałek po kawałku swoją własność i suwerenność? W 2024 r. od Polaków najwięcej pracowali w Europie tylko Grecy, co się zatem dzieje z tym wypracowanym kapitałem? Gdzie on ucieka? Dlaczego przez ostatnie 300 lat – czyli od czasów końca XVII wieku, poprzez okres rozbiorów, aż po XX i XXI wiek – widać trwały wzorzec: państwo z ogromnym potencjałem (geograficznym, kulturowym, ludnościowym) pozostaje jednak w tyle za innymi?

Rafał Ziemkiewicz nazwał to kiedyś pływaniem w kisielu:

„Żyć w Polsce to jakby się było zmuszonym pływać w kisielu, da się, oczywiście, tylko każdy ruch kosztuje dwa razy więcej wysiłku”

– napisał w książce „Żywina”.

– [Młodzi Polacy] Nie chcą się męczyć z kisielem, tylko chcą się znaleźć w miejscu, gdzie mogą od razu się sprawdzić na równych prawach. I tak są zawsze trochę do tyłu jako imigranci, którzy gorzej znają język, nie znają lokalnego układu. Ale i tak mimo wszystko łatwiej im konkurować z Anglikami, Irlandczykami czy Amerykanami, niż tutaj walczyć z układem, który na szczeblu lokalnym bywa mafią, czasami bardzo potężną. Ten kisiel to jest kwestia pewnej renty, którą płacimy na utrzymanie Towarzysza Szmaciaka, wszystkich jego krewnych i znajomych

– mówił Ziemkiewicz w Newserii.

 

Poczdam i traktat Loewenwolda

Hermeneutyka pamięci polskiej prawicy nieuchronnie prowadzi zawsze do szukania odpowiedzi nad utratą suwerenności w przemożnej sile wpływów zaborczych mocarstw, które nawet po odzyskaniu przez Polskę niepodległości miały i mają ogromne zasoby finansowe i osobowe do kształtowania naszej rzeczywistości polityczno-gospodarczej w sposób zasadniczy. Didaskalia mogą odbiegać od tego wzorca, jednak w mniejszym czy większym stopniu krążą wokół niego.

Bo i faktycznie, najłatwiej wyśmiewać teorie spiskowe, jednak wnikliwy badacz nie może przejść obojętnie obok takich dat, jak choćby traktat z Poczdamu z 1720 r. Ta tajna umowa między Prusami a Rosją dotyczyła wspólnych działań na rzecz utrzymania Rzeczypospolitej w stanie chaosu, niemożności i paraliżu decyzyjnego. Stąd walczono o zachowanie liberum veto i wolnej elekcji. Strony także zobowiązały się, by nie dopuścić do zwiększenia liczebności wojska polskiego. Wszelkie próby reformy państwa miały być torpedowane, swobody szlacheckie zaś były popierane w pełnej rozciągłości. Od tamtej pory państwa niemieckie (pruskie, potem niemieckie) oraz Rosja (imperium carskie, a potem Związek Radziecki i Federacja Rosyjska) konsekwentnie traktowały i traktują Polskę jako „obszar buforowy” lub jako państwo drugiej kategorii.

Traktat poczdamski mógł być realizowany dzięki tzw. szlachcie-gołocie. Po potopie szwedzkim sporo szlachty zostało bez jakiegokolwiek majątku, za to z prawami politycznymi. Ta szlachta stała się klientelą różnych ambasad, przede wszystkim pruskiej i rosyjskiej. Wtedy też przestały działać pewne wewnętrzne granice i obyczaj polityczny zabraniający wysługiwania się wrogom Polski. Zjawisko agentury było niestety powszechne. Później poszło łatwo, w 1732 r. podpisano tzw. Traktat Loewenwolda, zwany też przymierzem trzech czarnych orłów, którego celem było utrzymanie Rzeczypospolitej w stanie obezwładnienia, i było tak aż do rozbiorów.

 

Rosja, Niemcy, agentura

W II RP oskarżenia o agenturę były dwukrotnie lub trzykrotnie intensywniejsze niż dzisiaj. Problem agentów i obcych wpływów w pewnym momencie był tak poważny, że Józef Piłsudski na zjeździe legionowym w Kaliszu w 1927 r. w całości poświęcił tej tematyce swoje przemówienie, co było rzeczą niespotykaną.

„W parze z tą agenturą austriacką szła agentura inna, agentura rosyjska, to jest tego państwa, z którym Austria i myśmy walczyli. Szła akurat w tym samym kierunku, także płatna, także czyniąca to, co obcy zaborca od niej wymagał, pracująca nad obniżeniem naszej pracy, brukająca nas słowami, określeniami, abyśmy pociągający dla swoich rodaków nie byli. Myślałem, że wraz z odrodzeniem się Polski materialnym i duchowo Polska odradzać się zacznie, że wyzbywać się zacznie tchórzostwa i wyzwalać się zacznie od pracy agentur, że przestanie pracę dla obcych uważać za najrozumniejszą i za najpewniejszą pracę dla Polaka”.

Jednak fatalne dziedzictwo jurgieltu wzięło górę, co dobitnie stwierdził Naczelnik:

„Widziałem starania ustawiczne i stale idące bez ustanku w jednym i tym samym kierunku, aby agentury obce, płatne, były możliwie na górze państwa. Szły one krok w krok obok mnie jako Naczelnika Państwa, szukając wytworzenia kilku rządów w Polsce – obok rządów, stojących przy mnie – rządów agentur, stojących poza mną. [...] Nigdy nie byłem pewien, że gdy piszę rozkaz, nie będzie on czytany prędzej w biurach wszystkich obcych państw niż przez moich podwładnych. Polskę, być może, czekają i ciężkie przeżycia. Podczas kryzysów – powtarzam – strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym”

– apelował niemal rozpaczliwie Piłsudski.

Dmowski

Skoro odżył głos Józefa Piłsudskiego, to dodajmy kilka słów od Romana Dmowskiego:

„Cała Europa Środkowa i Wschodnia jest dziś polem wytężonej niemieckiej pracy dla przyszłości oraz energicznej akcji politycznej prowadzonej często metodami znanymi tylko polityce niemieckiej; jest sferą szybkiego wzrostu niemieckiego wpływu, polem pokojowego ze strony Niemiec podboju. Drogi tego wpływu, rozmiary tego podboju są często dla polityków nawet nieuchwytne, nie podchodzą bowiem pod żadne ustalone kategorie, którymi w polityce międzynarodowej przywykliśmy myśleć”

– pisał w 1908 r. w książce „Niemcy, Rosja i kwestia polska”.

W III RP publicystyka prześciga się w obnażaniu agentur i szukaniu sensacji na tym polu, ale gdy w światku politycznym emocje wymykają się spod kontroli, to i Jarosławowi Kaczyńskiemu zdarzy się potwierdzić dziennikarskie plotki i powiedzieć z mównicy sejmowej do Donalda Tuska: „Jest pan niemieckim agentem”. Tusk Kaczyńskiego nie oskarżył, prezes słów nie wycofał.

Za to Radek Sikorski w rozmowie z węgierskim portalem Válasz Online mówi bez ogródek:

„Miałem rację w sprawie robienia laski Amerykanom przez PiS. Są szczęśliwi, choć zrujnowali relacje z Niemcami i Rosją”.

 

Suwerenność dzielona

Osobną kwestią jest w obecnych czasach pytanie o możliwość pełnej suwerenności. Polska jest w Unii Europejskiej i funkcjonuje w ramach tzw. suwerenności dzielonej. Dziś właściwie nie ma w stu procentach suwerennych państw, prócz największych mocarstw, choć i tutaj dociekliwi doszukaliby się pewnych rys.

„Nowy europejski porządek panowania różni się od innych organizacji międzynarodowych m.in. tym, że posiada własny porządek prawny, niezależny od państw członkowskich, zachowując prymat w stosunku do nich i rozwijając bezpośrednie oddziaływanie na ich obywateli. Po drugie [UE] dysponuje własnymi instytucjami, z których najważniejsze (Rada, Komisja, Trybunał, Parlament) posiadają własny zakres kompetencji, przy czym podejmowane decyzje są częściowo niezależne od zgody państw członkowskich […]. Europeizacja przekształca państwa narodowe w państwo transnarodowe. Interesy narodowe i europejskie scalają się do tego stopnia, że te pierwsze postrzegane są jako drugie”, a w związku z tym „europeizacja nie oznacza nic innego jak tylko wymuszanie od innych państw «krok po kroku» części ich suwerenności i przeobrażanie jej w suwerenność kosmopolityczną”

– piszą Ulrich Beck i Edgar Grande w książce „Europa kosmopolityczna”.

To dla części prawicy, głównie nurtu narodowego, sytuacja nie do przyjęcia i pojawiają się alternatywy prowadzenia polityki bardziej samodzielnej, suwerennej i wielowektorowej, w której Warszawa na równych prawach rozmawia z Moskwą i Waszyngtonem. Jednak znowu inna część prawicy wpatrującej się w USA powie, że Polska jest zbyt mała, by mogła sobie pozwolić na samodzielne decydowanie o sojuszach międzynarodowych i militarnych i zbyt duża, by można jej było odpuścić, tak jak np. Słowacji czy nawet Węgrom. Polska ma więcej ludności niż wszystkie pozostałe dziewięć państw w sumie, które wchodziły z nią do UE w 2004 r. Bruksela czy Waszyngton przymkną oko na egzotyczne sojusze np. Bułgarii czy Malty, ale już nie Warszawy. Kolejny raz o głos upomniał się Piłsudski:

„Polska będzie wielka albo nie będzie jej wcale”

– mówił w kontekście walk o kształt granic Polski po odzyskaniu niepodległości w 1918 r.

 

Słabość gospodarcza

Jak w tej niełatwej sytuacji balansowania odnajduje się Polska? Z jednej strony walczymy o swoją suwerenność polityczno-państwową jeszcze skutecznie, z drugiej gospodarczo Polska po prostu poległa. Żaden kraj nie może istnieć bez własności. Polska, jedno z większych europejskich państw, nie ma żadnej rozpoznawalnej marki w świecie. Nie mamy własnych samochodów, wysokich technologii, sprzętu AGD, marek ekskluzywnych, odzieży. Gospodarczo nic nie kojarzy się z polską jakością, marką. Do dzisiaj jeżdżą po rubieżach świata jeszcze ponad pięćdziesięcioletnie ciągniki „Ursus”, pozostałość po czasach, gdy je produkowaliśmy, lecz obecnie to historia. Nie produkujemy własnych samolotów, nie mamy żeglugi oceanicznej, ba, nasze porty morskie często są w obcych rękach. Produkcja cukru w Polsce w większości należy do niemieckich właścicieli. Największe sieci telefonii komórkowej nie są polskie, podobnie jak rynek mediów. To absolutny ewenement, jesteśmy państwem bez własności. Rynek finansowy też w znacznej mierze jest niepolski, nawet prosty handel w większości nie należy do polskiego kapitału.

W Polsce dochodzi do nienormalnych sytuacji, na które nikt nie ma wytłumaczenia. Podczas rozmów np. z przedstawicielami Krajowej Sekcji Nauki NSZZ „Solidarność” wciąż pojawia się wątek „przekleństwa 1%”. Na polską naukę idzie 1% PKB i nikt, żaden rząd po 1989 r., mimo obietnic wyborczych nie podjął tego tematu. Tutaj ciekawostka – chcemy wydawać na uzbrojenie 5% PKB i zamawiamy uzbrojenie z Korei Południowej, gdzie na naukę idzie właśnie 5% PKB. Permanentnie reformowana jest armia i permanentnie leży u nas obrona cywilna. Mimo permanentnej wojny za wschodnią granicą permanentnie nie ma w Polsce powszechnego szkolenia wojskowego, strzelnic i nowych schronów.

A może na końcu tych dywagacji faktycznie nasza sejmowa szlachta-gołota i trudny do wykrycia jurgielt urzędniczo-administracyjny to filary, na których nasi potężni sąsiedzi kontynuują ducha umowy z 1720 r.? Jeśli tak, to „mają rozmach sk...yny”.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane