Świadek ludobójstwa wołyńskiego: Wciąż stoi pomnik wychwalający mord UPA na Polakach

Milczenie na temat ludobójstwa na Wołyniu i całej Galicji Wschodniej trwało dziesięciolecia. Wiedza na temat rzezi wołyńskiej powinna stać się równie powszechna, jak wiedza na temat zbrodni katyńskiej – mówi Zdzisław Żurowski, jeden z ostatnich żyjących świadków ludobójstwa dokonanego na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów, w rozmowie z Agnieszką Żurek.
Płyta z ukraińskimi napisami
Płyta z ukraińskimi napisami / Wikimedia Commons (Pawdx)

Co musisz wiedzieć:

  • Świadek ocalały z rzezi wołyńskiej opisuje narastanie nienawiści i systemowy charakter mordów dokonanych w 1943 roku na Polakach.
  • Wspomina o wciąż niewystarczającej pamięci i upamiętnieniu ofiar, podkreślając potrzebę budowy pomnika na warszawskich Powązkach.
  • Zwraca uwagę na trwające zakłamywanie historii, m.in. na współczesny pomnik UPA w Janowej Dolinie, który przedstawia masakrę Polaków jako „akcję bojową”.

 

Świadek historii

Agnieszka Żurek (Tygodnik Solidarność): Urodził się Pan na Wołyniu w 1935 roku i był Pan świadkiem ludobójstwa dokonanego na tych terenach przez ukraińskich nacjonalistów. Miał Pan wówczas osiem lat.

Zdzisław Żurowski (świadek ludobójstwa wołyńskiego): Tak, pochodzę z Równego, tam się urodziłem. Mój ojciec walczył w 1920 roku z bolszewikami i został wówczas ranny. W międzywojniu był prezesem Okręgu Równe Związku Inwalidów Wojennych. Kiedy 17 września 1939 roku rozpoczęła się okupacja sowiecka, wszyscy radzili mu, aby uciekał z Równego, ponieważ z pewnością jego nazwisko znajduje się na liście polskich obywateli przeznaczonych do likwidacji przez Sowietów. Ojciec posłuchał tej rady i wraz z całą naszą rodziną wyjechał do Janowej Doliny, gdzie mieszkała jego siostra, a wujek z kolei pracował tam na kopalni. Ojciec z początku obawiał się podejmowania pracy wymagającej podawania swoich danych, nie chcąc zostać zidentyfikowany przez sowieckie władze jako inwalida wojenny 1920 roku. Po trzech miesiącach zdecydował się podjąć pracę. Wiedział, że nowym dyrektorem kopalni został Rosjanin. Nie miał swoich urzędników znających język polski i ukraiński, poza oczywiście rosyjskim. Ojciec znał te języki. Wytłumaczył się, że musiał w 1920 roku iść do wojska i walczyć z Armią Czerwoną. Po wejściu Niemców na Wołyń okazało się, że nasza rodzina widniała już w sowieckich dokumentach jako przeznaczona do wywózki na Sybir.

 

Historia mordu

– Kto objął najważniejsze urzędy w administracji tamtych terenów po wejściu Niemców?

– Główne urzędy objęli Niemcy, ale lokalna władza była przez nich powierzona Ukraińcom. W mojej szkole dyrektorką została Ukrainka, która skończyła szkołę przed wojną we Lwowie. Miała wykłady, w których mówiła, że Warszawa i Kraków są polskie, a Lwów i Wołyń są ukraińskie. Było to jeszcze przed Jałtą.

– Jakie panowały wówczas relacje między Polakami a Ukraińcami?

– Z rówieśnikami bawiliśmy się normalnie do 1943 roku. Nie przejmowałem się specjalnie nawet wtedy, kiedy zaczęły się pochody z hasłami:

„Śmierć Lachom, Żydom i sowiecko-moskiewskiej komunie, niech żyje samostijna [stanowiąca o sobie – przyp. red.] Ukraina!”.

Ja się tym wówczas nie martwiłem, ale już moja mama – owszem.

– Który to był rok?

– 1942. Pojawiały się już wówczas sygnały o pojedynczych mordach dokonywanych przez Ukraińców na Polakach, ale nikt nie myślał o tym, że to się przerodzi w jakieś systemowe działanie. W 1943 roku jednak zrobiło się już na tyle niebezpiecznie, że nasza szkoła została zamknięta. To było w lutym. I rzeczywiście, nie trzeba było długo czekać, nie minął tydzień czy dwa i w okolicznych wioskach zaczęły się mordy. Polacy, którym udało się stamtąd uciec, przyjeżdżali do Janowej Doliny, małego polskiego miasteczka robotniczego. Mieszkało tam ok. 3–4 tysięcy ludzi, stacjonowała tam także kompania niemiecka. Pamiętam rozmowy rodziców, którzy mówili o niedobitkach chłopów z polskiej wsi Półbieda z drugiego brzegu rzeki Horyń, którym udało się uciec przed rzeziami do Janowej Doliny. Jej mieszkańcy sądzili, że Polaków jest tam tak dużo, że Ukraińcy nie odważą się zaatakować tej miejscowości. Nad Horyniem leżała duża ukraińska wioska Złazne, z której przychodziły do Janowej Doliny Ukrainki sprzedawać chleb, mleko, masło czy inne produkty. Pamiętam, że kiedyś jedna z nich powiedziała do mojej mamy:

„Pani Żurowska, utikaty, budut was rezaty [uciekajcie, będą was rzezać – przyp. red.]”.

Mama przekazała to ojcu, który zaczął ją uspokajać, że na pewno nic złego się nie stanie, bo w Janowej Dolinie mieszka przecież kilka tysięcy Polaków. Ojciec z wujkami zaczęli o tym rozmawiać i wspólnie stwierdzili, że to niemożliwe, żeby w Janowej Dolinie doszło do mordów. Ukrainka ze wsi Złazne przyszła jednak po tygodniu i powtórzyła to samo ostrzeżenie, co wcześniej. Dopiero po wojnie dowiedziałem się, że na tych terenach Niemcy stworzyli ukraińską policję do tłumienia miejscowych napięć. Była ona liczna i dobrze uzbrojona. Z czasem przeszła pod dowództwo UPA, a Ukraińcy, którzy nie chcieli się na to zgodzić, byli przez UPA zabijani. Armia ukraińskich nacjonalistów liczyła na tych terenach około 10 tysięcy ludzi. Sytuacja zrobiła się bardzo poważna, ludzie zaczęli uciekać. Znajomy szofer, Polak, kierowca ciężarówki, zabrał mamę, mnie i moje dwie siostry – trzyletnią i dziesięcioletnią – do Równego, które znajdowało się ok. 40 km od Janowej Doliny. Zabraliśmy tylko podstawowe rzeczy, reszta się potem spaliła. Mój ojciec został, pracował nadal w biurze kopalni w Janowej Dolinie. Zatrzymaliśmy się na przedmieściach Równego, u znajomych. Była to Ukrainka, nazywała się Benediukowa. Miała zięcia Polaka, który pracował jako stolarz. Moja mama starała się znaleźć jakąś pracę. Czekaliśmy, jak rozwinie się sytuacja.

Niestety, w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek 1943 roku zobaczyliśmy z Równego wielką łunę, z kierunku, gdzie znajdowała się Janowa Dolina. Pamiętam, że mama i siostra płakały. Ta miejscowość była zbudowana na przełomie lat 20. i 30. Podmurówki domów były ceglane, ale już ściany budowano z drewna, z beli sosnowych z lasu wyciętego pod budowę miasteczka. Wszystko to bardzo łatwo się paliło, Ukraińcy polewali domy benzyną. Mój ojciec na szczęście przeżył, był bardzo wdzięczny mamie za to, że uparła się, żeby wyjechać, był przekonany, że inaczej byśmy zginęli. Ojciec wyskoczył z domu przez okno i ukrył się w krzakach przed Ukraińcami. Kiedy zaczęło robić się jasno, upowcy uciekli, ponieważ Niemcy zaczęli reagować na to, co się działo.

– Ilu Polaków zginęło z rąk Ukraińców w Janowej Dolinie?

– 620 osób. Większość spłonęła bądź udusiła się dymem, część została zabita siekierami i nożami, część dzieci ponabijano na pale.

 

Wołyń na Powązki

– Schodek z jednego ze spalonych domostw z Janowej Doliny został wkomponowany w krzyż upamiętniający zbrodnię wołyńską. Krzyż znajduje się na Powązkach Wojskowych w Warszawie, wciąż czekamy na pomnik. Niestety, prezydent stolicy wciąż jest opieszały w tej sprawie, mimo złożenia przez niego deklaracji, że

„cmentarz na Powązkach jest gotowy, aby stać się godnym miejscem ich [ofiar ludobójstwa ukraińskich nacjonalistów na Polakach – przyp. red.] spoczynku”.

– Tak, na warszawskich Powązkach Wojskowych powinien stanąć pomnik ofiar rzezi wołyńskiej. To szczególny cmentarz, który ma szczególne obowiązki w obszarze pamięci narodowej. To dobrze, że rocznica Krwawej Niedzieli 11 lipca została ustanowiona Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej, jednak nadal mamy wiele do nadrobienia. Milczenie na temat ludobójstwa na Wołyniu i całej Galicji Wschodniej trwało przecież dziesięciolecia. Wiedza na temat zbrodni wołyńskiej powinna stać się równie powszechna, jak wiedza na temat zbrodni katyńskiej. Pomnik wołyński na warszawskich Powązkach Wojskowych może stać się ważnym elementem przywracania pamięci o tamtej straszliwej zbrodni.

Zakłamana pamięć

– Zwłaszcza że pamięć o niej jest nadal zakłamywana, a w Janowej Dolinie [dziś: Bazaltowe – przyp. red.], znajduje się pomnik UPA, w którym ludobójstwo dokonane na Polakach nazwane zostało „akcją bojową likwidacji polsko-niemieckich okupantów Wołynia”. Widnieje tam także napis: „Sława Ukrainie – hierojam sława”.

– W Janowej Dolinie stoi pomnik – krzyż zbudowany w 1998 roku przez zaangażowanych Wołyniaków, szczególnie mieszkańców powiatu kostopolskiego. Mimo interwencji Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej niestety nadal stoi tam pomnik UPA postawiony przez Ukraińców w 2017 roku. Na pomniku umieszczony został haniebny napis wychwalający

„bojową akcję likwidacji polsko-niemieckich okupantów Wołynia”.

Wołyniacy jeżdżący tam są tym faktem oburzeni, Ukraińcy na to nie reagują, a polskie władze tłumaczą, że niewiele mogą zrobić z uwagi na obecną sytuację polityczną.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć' pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Pies na zamarzniętej rzece. Strażacy użyli drona Wiadomości
Pies na zamarzniętej rzece. Strażacy użyli drona

Nietypowa interwencja służb miała miejsce w Nowy Rok na Mazowszu. W środę po południu strażacy zostali wezwani do zgłoszenia dotyczącego psa, który znajdował się na tafli lodowej rzeki Bug w rejonie miejscowości Kuligów w powiecie wołomińskim. W działaniach brały udział zastępy OSP RW Ślężany, OSP Kołaków oraz dron ratowniczy.

Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat Wiadomości
Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat

Najbliższe dni przyniosą w Polsce typowo zimową aurę, choć bez tak silnych opadów śniegu jak ostatnio. Przez chwilę do kraju napłynie nieco cieplejsze powietrze, jednak już w weekend i na początku przyszłego tygodnia temperatury ponownie spadną, także w ciągu dnia.

Eksplozja w kurorcie w Szwajcarii. Podano nowe ustalenia Wiadomości
Eksplozja w kurorcie w Szwajcarii. Podano nowe ustalenia

Większość osób rannych wskutek pożaru w Crans-Montana w Szwajcarii ma od 16 do 26 lat - podała w czwartek stacja BBC, powołując się na władze jednego ze szwajcarskich szpitali.

Fascynująca rozmowa z Anonimowym Niemcem: kilka miesięcy temu odebrałem polskie obywatelstwo tylko u nas
Fascynująca rozmowa z Anonimowym Niemcem: kilka miesięcy temu odebrałem polskie obywatelstwo

- Polski deep state, jeśli ma kiedykolwiek powstać, nie może być partyjny ani represyjny. Musi być oparty na jasnej racji stanu, na własnych punktach odniesienia cywilizacyjnych i na lojalności wobec państwa jako dobra wspólnego, a nie wobec ideologii czy obcych struktur. Bez tego Polska zawsze będzie polem gry cudzych deep states - mówi w rozmowie z Cezarym Krysztopą świetnie wykształcony i biegły z zakresie zbiorowej psychologii własnego narodu, jednak proszący o zachowanie anonimowości Niemiec. Ciąg dalszy nastapi.

Samuel Pereira: Na Nowy Rok tylko u nas
Samuel Pereira: Na Nowy Rok

Końcówka roku ma tę dziwną właściwość, że rzeczywistość lubi dopisać własny, ironiczny scenariusz. Gdy premier zapewnia, że „pokój na Ukrainie jest możliwy”, choć sam nie uczestniczył w kluczowych rozmowach i bazuje na relacjach pośredników, w kraju trwa kolejny pokaz chaosu i improwizacji.

Coraz więcej migrantów przeprawia się przez kanał La Manche z ostatniej chwili
Coraz więcej migrantów przeprawia się przez kanał La Manche

Według statystyk brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych (Home Office) 41 472 migrantów pokonało w 2025 roku nielegalnie kanał La Manche na łodziach i pontonach, docierając do Anglii. To o 13 proc. więcej w porównaniu z rokiem 2024 i o 41 proc. więcej niż w 2023 roku.

Wyrwa w wale na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pola, służby w akcji z ostatniej chwili
Wyrwa w wale na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pola, służby w akcji

We wsi Komorowo Żuławskie pod Elblągiem doszło do uszkodzenia wału przeciwpowodziowego na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pobliskie pola, a na miejscu pracują strażacy, którzy zabezpieczają wyrwę i monitorują sytuację hydrologiczną po ostatnich dniach cofki.

Lewandowski w kluczowym momencie kontraktu. Klub wciąż milczy Wiadomości
Lewandowski w kluczowym momencie kontraktu. Klub wciąż milczy

Początek roku to ważny moment dla piłkarzy, których umowy zbliżają się do końca. Zgodnie z przepisami, zawodnik może negocjować z nowym klubem na sześć miesięcy przed wygaśnięciem kontraktu i podpisać umowę bez kwoty odstępnego.

Oscar dla scenarzysty. To nagranie z „Klanu” stało się viralem Wiadomości
"Oscar dla scenarzysty". To nagranie z „Klanu” stało się viralem

Agnieszka Kaczorowska gra Bożenkę w serialu „Klan” od ponad 25 lat. Niecodzienna scena z jej udziałem z najnowszych odcinków szybko obiegła internet.

Drugi konkurs TCS: trzech Polaków awansowało do finału z ostatniej chwili
Drugi konkurs TCS: trzech Polaków awansowało do finału

Trzech Polaków - siódmy Kacper Tomasiak, 18. Kamil Stoch i 20. Maciej Kot - awansowało do serii finałowej drugiego konkursu narciarskiego Turnieju Czterech Skoczni w niemieckim Garmisch-Partenkirchen. Na półmetku prowadzi lider Pucharu Świata i TCS Słoweniec Domen Prevc, który uzyskał 143 m.

REKLAMA

Świadek ludobójstwa wołyńskiego: Wciąż stoi pomnik wychwalający mord UPA na Polakach

Milczenie na temat ludobójstwa na Wołyniu i całej Galicji Wschodniej trwało dziesięciolecia. Wiedza na temat rzezi wołyńskiej powinna stać się równie powszechna, jak wiedza na temat zbrodni katyńskiej – mówi Zdzisław Żurowski, jeden z ostatnich żyjących świadków ludobójstwa dokonanego na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów, w rozmowie z Agnieszką Żurek.
Płyta z ukraińskimi napisami
Płyta z ukraińskimi napisami / Wikimedia Commons (Pawdx)

Co musisz wiedzieć:

  • Świadek ocalały z rzezi wołyńskiej opisuje narastanie nienawiści i systemowy charakter mordów dokonanych w 1943 roku na Polakach.
  • Wspomina o wciąż niewystarczającej pamięci i upamiętnieniu ofiar, podkreślając potrzebę budowy pomnika na warszawskich Powązkach.
  • Zwraca uwagę na trwające zakłamywanie historii, m.in. na współczesny pomnik UPA w Janowej Dolinie, który przedstawia masakrę Polaków jako „akcję bojową”.

 

Świadek historii

Agnieszka Żurek (Tygodnik Solidarność): Urodził się Pan na Wołyniu w 1935 roku i był Pan świadkiem ludobójstwa dokonanego na tych terenach przez ukraińskich nacjonalistów. Miał Pan wówczas osiem lat.

Zdzisław Żurowski (świadek ludobójstwa wołyńskiego): Tak, pochodzę z Równego, tam się urodziłem. Mój ojciec walczył w 1920 roku z bolszewikami i został wówczas ranny. W międzywojniu był prezesem Okręgu Równe Związku Inwalidów Wojennych. Kiedy 17 września 1939 roku rozpoczęła się okupacja sowiecka, wszyscy radzili mu, aby uciekał z Równego, ponieważ z pewnością jego nazwisko znajduje się na liście polskich obywateli przeznaczonych do likwidacji przez Sowietów. Ojciec posłuchał tej rady i wraz z całą naszą rodziną wyjechał do Janowej Doliny, gdzie mieszkała jego siostra, a wujek z kolei pracował tam na kopalni. Ojciec z początku obawiał się podejmowania pracy wymagającej podawania swoich danych, nie chcąc zostać zidentyfikowany przez sowieckie władze jako inwalida wojenny 1920 roku. Po trzech miesiącach zdecydował się podjąć pracę. Wiedział, że nowym dyrektorem kopalni został Rosjanin. Nie miał swoich urzędników znających język polski i ukraiński, poza oczywiście rosyjskim. Ojciec znał te języki. Wytłumaczył się, że musiał w 1920 roku iść do wojska i walczyć z Armią Czerwoną. Po wejściu Niemców na Wołyń okazało się, że nasza rodzina widniała już w sowieckich dokumentach jako przeznaczona do wywózki na Sybir.

 

Historia mordu

– Kto objął najważniejsze urzędy w administracji tamtych terenów po wejściu Niemców?

– Główne urzędy objęli Niemcy, ale lokalna władza była przez nich powierzona Ukraińcom. W mojej szkole dyrektorką została Ukrainka, która skończyła szkołę przed wojną we Lwowie. Miała wykłady, w których mówiła, że Warszawa i Kraków są polskie, a Lwów i Wołyń są ukraińskie. Było to jeszcze przed Jałtą.

– Jakie panowały wówczas relacje między Polakami a Ukraińcami?

– Z rówieśnikami bawiliśmy się normalnie do 1943 roku. Nie przejmowałem się specjalnie nawet wtedy, kiedy zaczęły się pochody z hasłami:

„Śmierć Lachom, Żydom i sowiecko-moskiewskiej komunie, niech żyje samostijna [stanowiąca o sobie – przyp. red.] Ukraina!”.

Ja się tym wówczas nie martwiłem, ale już moja mama – owszem.

– Który to był rok?

– 1942. Pojawiały się już wówczas sygnały o pojedynczych mordach dokonywanych przez Ukraińców na Polakach, ale nikt nie myślał o tym, że to się przerodzi w jakieś systemowe działanie. W 1943 roku jednak zrobiło się już na tyle niebezpiecznie, że nasza szkoła została zamknięta. To było w lutym. I rzeczywiście, nie trzeba było długo czekać, nie minął tydzień czy dwa i w okolicznych wioskach zaczęły się mordy. Polacy, którym udało się stamtąd uciec, przyjeżdżali do Janowej Doliny, małego polskiego miasteczka robotniczego. Mieszkało tam ok. 3–4 tysięcy ludzi, stacjonowała tam także kompania niemiecka. Pamiętam rozmowy rodziców, którzy mówili o niedobitkach chłopów z polskiej wsi Półbieda z drugiego brzegu rzeki Horyń, którym udało się uciec przed rzeziami do Janowej Doliny. Jej mieszkańcy sądzili, że Polaków jest tam tak dużo, że Ukraińcy nie odważą się zaatakować tej miejscowości. Nad Horyniem leżała duża ukraińska wioska Złazne, z której przychodziły do Janowej Doliny Ukrainki sprzedawać chleb, mleko, masło czy inne produkty. Pamiętam, że kiedyś jedna z nich powiedziała do mojej mamy:

„Pani Żurowska, utikaty, budut was rezaty [uciekajcie, będą was rzezać – przyp. red.]”.

Mama przekazała to ojcu, który zaczął ją uspokajać, że na pewno nic złego się nie stanie, bo w Janowej Dolinie mieszka przecież kilka tysięcy Polaków. Ojciec z wujkami zaczęli o tym rozmawiać i wspólnie stwierdzili, że to niemożliwe, żeby w Janowej Dolinie doszło do mordów. Ukrainka ze wsi Złazne przyszła jednak po tygodniu i powtórzyła to samo ostrzeżenie, co wcześniej. Dopiero po wojnie dowiedziałem się, że na tych terenach Niemcy stworzyli ukraińską policję do tłumienia miejscowych napięć. Była ona liczna i dobrze uzbrojona. Z czasem przeszła pod dowództwo UPA, a Ukraińcy, którzy nie chcieli się na to zgodzić, byli przez UPA zabijani. Armia ukraińskich nacjonalistów liczyła na tych terenach około 10 tysięcy ludzi. Sytuacja zrobiła się bardzo poważna, ludzie zaczęli uciekać. Znajomy szofer, Polak, kierowca ciężarówki, zabrał mamę, mnie i moje dwie siostry – trzyletnią i dziesięcioletnią – do Równego, które znajdowało się ok. 40 km od Janowej Doliny. Zabraliśmy tylko podstawowe rzeczy, reszta się potem spaliła. Mój ojciec został, pracował nadal w biurze kopalni w Janowej Dolinie. Zatrzymaliśmy się na przedmieściach Równego, u znajomych. Była to Ukrainka, nazywała się Benediukowa. Miała zięcia Polaka, który pracował jako stolarz. Moja mama starała się znaleźć jakąś pracę. Czekaliśmy, jak rozwinie się sytuacja.

Niestety, w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek 1943 roku zobaczyliśmy z Równego wielką łunę, z kierunku, gdzie znajdowała się Janowa Dolina. Pamiętam, że mama i siostra płakały. Ta miejscowość była zbudowana na przełomie lat 20. i 30. Podmurówki domów były ceglane, ale już ściany budowano z drewna, z beli sosnowych z lasu wyciętego pod budowę miasteczka. Wszystko to bardzo łatwo się paliło, Ukraińcy polewali domy benzyną. Mój ojciec na szczęście przeżył, był bardzo wdzięczny mamie za to, że uparła się, żeby wyjechać, był przekonany, że inaczej byśmy zginęli. Ojciec wyskoczył z domu przez okno i ukrył się w krzakach przed Ukraińcami. Kiedy zaczęło robić się jasno, upowcy uciekli, ponieważ Niemcy zaczęli reagować na to, co się działo.

– Ilu Polaków zginęło z rąk Ukraińców w Janowej Dolinie?

– 620 osób. Większość spłonęła bądź udusiła się dymem, część została zabita siekierami i nożami, część dzieci ponabijano na pale.

 

Wołyń na Powązki

– Schodek z jednego ze spalonych domostw z Janowej Doliny został wkomponowany w krzyż upamiętniający zbrodnię wołyńską. Krzyż znajduje się na Powązkach Wojskowych w Warszawie, wciąż czekamy na pomnik. Niestety, prezydent stolicy wciąż jest opieszały w tej sprawie, mimo złożenia przez niego deklaracji, że

„cmentarz na Powązkach jest gotowy, aby stać się godnym miejscem ich [ofiar ludobójstwa ukraińskich nacjonalistów na Polakach – przyp. red.] spoczynku”.

– Tak, na warszawskich Powązkach Wojskowych powinien stanąć pomnik ofiar rzezi wołyńskiej. To szczególny cmentarz, który ma szczególne obowiązki w obszarze pamięci narodowej. To dobrze, że rocznica Krwawej Niedzieli 11 lipca została ustanowiona Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej, jednak nadal mamy wiele do nadrobienia. Milczenie na temat ludobójstwa na Wołyniu i całej Galicji Wschodniej trwało przecież dziesięciolecia. Wiedza na temat zbrodni wołyńskiej powinna stać się równie powszechna, jak wiedza na temat zbrodni katyńskiej. Pomnik wołyński na warszawskich Powązkach Wojskowych może stać się ważnym elementem przywracania pamięci o tamtej straszliwej zbrodni.

Zakłamana pamięć

– Zwłaszcza że pamięć o niej jest nadal zakłamywana, a w Janowej Dolinie [dziś: Bazaltowe – przyp. red.], znajduje się pomnik UPA, w którym ludobójstwo dokonane na Polakach nazwane zostało „akcją bojową likwidacji polsko-niemieckich okupantów Wołynia”. Widnieje tam także napis: „Sława Ukrainie – hierojam sława”.

– W Janowej Dolinie stoi pomnik – krzyż zbudowany w 1998 roku przez zaangażowanych Wołyniaków, szczególnie mieszkańców powiatu kostopolskiego. Mimo interwencji Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej niestety nadal stoi tam pomnik UPA postawiony przez Ukraińców w 2017 roku. Na pomniku umieszczony został haniebny napis wychwalający

„bojową akcję likwidacji polsko-niemieckich okupantów Wołynia”.

Wołyniacy jeżdżący tam są tym faktem oburzeni, Ukraińcy na to nie reagują, a polskie władze tłumaczą, że niewiele mogą zrobić z uwagi na obecną sytuację polityczną.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć' pochodzą od redakcji]



 

Polecane