Zielony Ład to ekonomiczne harakiri. Oto dlaczego

Klimatyści postawili nam na horyzoncie kolejny cel. Emisje CO2 muszą zostać zredukowane o 90 proc. do 2040 roku. Ambicje Unii Europejskiej stają się coraz bardziej wygórowane, ale w tym szalonym wyścigu Europa nie zauważyła, że... nikt się z nią nie ściga.
Pusta hala porośnieta roślinnością
Pusta hala porośnieta roślinnością / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Unia Europejska konsekwentnie zaostrza cele klimatyczne, dążąc do redukcji emisji CO₂ o 90% do 2040 roku, mimo rosnących kosztów i sprzeciwu części obywateli.
  • Od lat 90. UE rozwija coraz dalej posuniętą politykę klimatyczną – od Protokołu z Kioto, przez pakiet 3x20 i Fit for 55, aż po Europejski Zielony Ład i rozszerzenie systemu ETS.
  • Krytycy podkreślają, że transformacja klimatyczna w Unii opiera się na przymusie regulacyjnym, który podniesie koszty życia (np. przez ETS2), zamiast na zachętach i ekonomicznej opłacalności dla obywateli.

 

ETS ponad wszystko

W ciągu ostatnich dwóch dekad w hierarchii światowych priorytetów zaczęto coraz wyżej stawiać zagrożenie polegające na zmianach klimatu. Globalne ocieplenie i jego antropogeniczny charakter stało się priorytetem dla Unii Europejskiej. Uznano, że trzeba zrobić wszystko, by średnia temperatura w skali globu nie wzrosła o więcej niż 2 procent w porównaniu z epoką przedprzemysłową. Porozumienie dla ratowania planety zyskało swoisty immunitet nietykalności. Nawet pandemia i kryzys energetyczny z 2022 roku nie spowodowały zawieszenia systemu ETS. Unia nie zrobiła kroku wstecz, choć rosnące koszty i utrata konkurencyjności unijnych gospodarek sprawiły, że w gabinetach niektórych polityków zielone światełko zmieniło się na żółte.

Podniósł się alarm, ale nie ogłoszono bankructwa zielonej polityki. Przeciwnie – Unia Europejska w listopadzie wyznaczyła kolejny cel pośredni w drodze do neutralności klimatycznej. Redukcja emisji gazów cieplarnianych o 90 proc. do 2040 roku i przesunięcie zaledwie o rok wejścia w życie systemu ETS2 to przykład lekceważenia głosu tych obywateli, którzy nie chcą, aby transformacja klimatyczna odbijała się na ich stopie życiowej. Ale jak właściwie doszło do tego, że w dyskusjach o Unii Europejskiej nie sposób dzisiaj nie wspomnieć o zafiksowaniu na punkcie klimatu i ekologii? Korzenie odpowiedzi na to pytanie tkwią w latach dziewięćdziesiątych.

 

Inicjatywy dla klimatu

Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że pierwszym wiążącym celem klimatycznym Unii Europejskiej była redukcja emisji gazów cieplarnianych o 8 procent w całej Wspólnocie do 2012 roku. Takie zobowiązania wzięło na siebie 15 członków Unii, podpisując w grudniu 1997 roku Protokół z Kioto. By go wypełnić, ustanowiono mechanizm rynkowy polegający na handlu uprawnieniami do emisji. Tak zwany system ETS został wdrożony do unijnego prawa dyrektywą z 2003 roku i wszedł w życie dwa lata później, w 2005 roku. Polska była wtedy świeżo upieczonym członkiem Unii Europejskiej, a nasza gospodarka w około 90 procentach czerpała energię z węgla, co zwiastowało nie lada kłopoty.

Po upływie kolejnych dwóch lat, w marcu 2007 roku, polska delegacja poparła konkluzje Rady Europejskiej, w których Unia określiła swoje cele klimatyczno-energetyczne. Wspólnota zadeklarowała, że do 2020 roku zmniejszy emisję gazów cieplarnianych o co najmniej 20 procent, zwiększy udział OZE w wytwarzaniu energii do 20 procent i będzie zużywać 20 procent mniej energii – był to tak zwany pakiet 3x20. Na podstawie tych konkluzji, które nie były jeszcze prawnie wiążące, przygotowano Pakiet klimatyczno-energetyczny składający się z kilku dyrektyw i decyzji. Przyjęto go w grudniu 2008 roku, by wypełnić wspomniane cele 3x20.

I tak jak apetyt rośnie w miarę jedzenia, tak arytmetycznie wzrastały ambicje zielonych polityków. Ekologiczna rewolucja stopniowo się rozkręcała.

 

Podwoić wysiłki!

W październiku 2014 roku przywódcy państw członkowskich Unii Europejskiej

„uzgodnili najambitniejszą w skali światowej politykę klimatyczno-energetyczną do roku 2030”

– tak to wydarzenie określono na oficjalnej stronie Rady Europejskiej. Zatwierdzono wówczas ramy nowej polityki, której wyznacznikami stały się: redukcja emisji gazów cieplarnianych o 40 procent do 2030 roku, co najmniej 27-procentowy udział OZE w wytwarzaniu energii oraz 27-procentowy wzrost efektywności energetycznej.

Był to zatem dwukrotny wzrost, jeśli chodzi o redukcję emisji – z poziomu 20 procent podwyższono cel redukcyjny do 40 procent. Co za rozmach! Co więcej, w 2018 roku znowelizowano dwie dyrektywy i podniesiono poprzeczkę w innych obszarach. Do 2030 roku Unia miała już pozyskiwać z odnawialnych źródeł energii 32 procent prądu i zużywać o 32,5 procent mniej energii. Czy ktokolwiek przykładał wtedy wagę do tych pułapów, które brukselscy politycy wyrzucali jak karty z rękawa? Czy nie wydawały się one ludziom zbyt odległe i fantazyjne? Być może.

 

Porozumienie paryskie

W każdym razie unijne cele klimatyczne ciągle rosły, a „postępowcy” mieli dwie przesłanki, które utwierdzały ich, że mają rację i wszystko zmierza w dobrym kierunku. Po pierwsze sprzyjająca koniunktura gospodarcza po światowym kryzysie finansowym, a po drugie Porozumienie paryskie, które weszło w życie w listopadzie 2016 roku. W stolicy Francji światowi przywódcy postanowili, że będą dążyć do ograniczenia średniego wzrostu temperatury globalnej do poziomu znacznie niższego niż 2 stopnie Celsjusza względem epoki przedprzemysłowej, a najlepiej do 1,5 stopnia.

W dokumencie zapisano, że wszystkie kraje powinny dążyć do sformułowania „długoterminowych strategii rozwoju niskoemisyjnego”. Dlatego też w grudniu 2019 roku Komisja Europejska, stawiając się w roli prymusa, ogłosiła mapę drogową do osiągnięcia przez Unię neutralności klimatycznej, nieco wcześniej zaś Parlament Europejski przyjął rezolucję, ogłaszając kryzys klimatyczny w Europie i na całym świecie.
Tak powstał znany już wszystkim Europejski Zielony Ład, który ma sprawić, że Europejczycy będą żyli w

„nowoczesnej, zasobooszczędnej i konkurencyjnej gospodarce, która w 2050 roku osiągnie zerowy poziom emisji gazów cieplarnianych netto i w ramach której wzrost gospodarczy będzie oddzielony od wykorzystania zasobów naturalnych”

– to nie jest żart, to cytat z oficjalnego komunikatu KE.

Zapisano w nim także, że

„transformacja ta musi przebiegać zarazem w sprawiedliwy i sprzyjający włączeniu społecznemu sposób: na pierwszym miejscu należy stawiać ludzi i nie wolno tracić z oczu regionów, sektorów przemysłu i pracowników, którzy będą borykać się z największymi trudnościami”.

 

Fit for 55

Dzisiaj te słowa rozbrzmiewają echem pustej, nic nieznaczącej deklaracji. Papier przecież wszystko przyjmie.
Po upływie dwunastu miesięcy, pod koniec 2020 roku, Rada Europejska zgodziła się na podniesienie celu redukcji emisji gazów cieplarnianych z 40 do 55 procent w perspektywie do 2030 roku. Konkluzje nie są jednak wiążącym dokumentem prawnym, dlatego w lipcu 2021 roku przygotowano pakiet pod nazwą Fit for 55 (Gotowi na 55). W jego skład wchodziło 13 aktów legislacyjnych, które były przyjmowane w kolejnych latach, począwszy od 2023 roku, i dotyczyły najważniejszych sektorów gospodarki.

W ten sposób w ramach Fit for 55 Unia Europejska postanowiła do 2030 roku zredukować o 55 procent emisje gazów cieplarnianych, zmniejszyć zużycie energii o co najmniej 9 procent (w porównaniu do 2020 roku) i zwiększyć udział energii odnawialnej w miksie energetycznym do 40 procent. Przegłosowano też zakaz sprzedaży nowych aut spalinowych od 2035 roku i dyrektywę budynkową, zgodnie z którą wszystkie nowe budynki od 2030 roku powinny być bezemisyjne (publiczne już od 2028 roku), a istniejące budynki powinny zostać przekształcone w bezemisyjne do 2050 roku.

Częścią Fit for 55 jest także mechanizm dostosowania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO2, czyli CBAM, zwany potocznie „graniczną opłatą węglową”. W skrócie chodzi o to, żeby do towarów importowanych spoza Unii doliczać opłaty za emisję i w ten sposób wyrównać różnice cenowe.
Europejscy producenci muszą płacić za emisję CO2, kupując certyfikaty ETS, a importerzy towarów spoza Unii muszą kupić certyfikaty CBAM. Ma to chronić europejski rynek, zapewnić uczciwą konkurencję i przy okazji zapobiec „ucieczce emisji”.

 

Zielona owca

Jednym z najważniejszych elementów Fit for 55 jest jednak system ETS2. Obok wspomnianej dyrektywy budynkowej jest to najbardziej zielona owca w tym legislacyjnym stadzie. Dotychczas za emisje gazów cieplarnianych musiały płacić elektrownie, cementownie, huty – ogólnie przemysł energochłonny.
Od 2028 roku dołączy do nich transport drogowy i mieszkalnictwo. Oznacza to wyższe ceny benzyny, ropy, gazu, węgla, oleju opałowego, drewna, a więc wszystkiego, co emituje dwutlenek węgla. To ekonomiczne harakiri miało wejść w życie w 2027 roku, ale kraje członkowskie zdecydowały, że przesuną termin o jeden rok.

Polska wnioskowała co prawda o 3 lata, ale rząd i tak może być zadowolony. Dlaczego? Bo skutki ETS2 Polacy zaczną odczuwać dopiero po wyborach parlamentarnych. Politycznie jest to zatem sukces, choć ekonomicznie niewiele się zmienia. Unia postanowiła też zatwierdzić nowy cel pośredni: emisje do 2040 roku mają zostać zmniejszone o 90 procent.

 

Szantaż

Generalnie rzecz biorąc, problemem nie jest sama walka ze zmianami klimatycznymi, ale sposób, w jaki czynią to zieloni politycy. Unia nie stara się zachęcić obywateli do ekologii poprzez ekonomiczną opłacalność, ale pod przymusem.

Bruksela mówi – albo zamontujesz fotowoltaikę i pompę ciepła, albo zlikwidujemy ci piec węglowy i gazowy. Albo przesiądziesz się na elektryka, albo nie kupisz żadnego innego auta. Albo jesteś z nami, albo przeciwko nam.

[tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Zaskakujące słowa Obamy: Kosmici są prawdziwi z ostatniej chwili
Zaskakujące słowa Obamy: "Kosmici są prawdziwi"

Barack Obama ponownie odniósł się do tematu UFO i istot pozaziemskich. W podcaście Briana Tylera Cowena stwierdził, że „kosmici są prawdziwi”, ale zaprzeczył teoriom o ich przetrzymywaniu w Strefie 51.

Trump stawia Iranowi warunki. USA gotowe na długą operację wojskową pilne
Trump stawia Iranowi warunki. USA gotowe na długą operację wojskową

Waszyngton analizuje możliwość przedłużonej operacji wojskowej wobec Iranu. W tle trwają rozmowy dyplomatyczne w Genewie, a Pentagon wzmacnia obecność militarną na Bliskim Wschodzie. Biały Dom potwierdza, że na stole leżą różne scenariusze.

Sikorski atakuje w Niemczech Donalda Trumpa: Ja nie mam portretu Putina w domu z ostatniej chwili
Sikorski atakuje w Niemczech Donalda Trumpa: "Ja nie mam portretu Putina w domu"

Radosław Sikorski podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa uderzył w Stany Zjednoczone i Donalda Trumpa. Mówił o „ingerencji” w polskie wybory i przekonywał, że działania Waszyngtonu są „całkowicie oburzające”. W ostrych słowach zarzucił też Amerykanom próbę narzucania Europie własnych wartości.

Komunikat dla mieszkańców Białegostoku Wiadomości
Komunikat dla mieszkańców Białegostoku

Po kilkunastu dniach siarczystych mrozów miasto podsumowuje zimową akcję pomocową. W centrum Białystok działał specjalny autobus–ogrzewalnia, z którego każdego dnia korzystało ponad 120 osób. Teraz, wraz z poprawą pogody, inicjatywa została zakończona – ale służby wciąż apelują o czujność wobec osób zagrożonych wychłodzeniem.

Igrzyska 2026: Jeden z Polaków zachwycił na dużej skoczni z ostatniej chwili
Igrzyska 2026: Jeden z Polaków zachwycił na dużej skoczni

Kacper Tomasiak zdobył brązowy medal olimpijski w skokach narciarskich na dużym obiekcie w Predazzo. Zwyciężył Słoweniec Domen Prevc, a srebro wywalczył Japończyk Ren Nikaido.

Ten kraj coraz popularniejszy wśród Polaków. Prawie dwa razy więcej turystów Wiadomości
Ten kraj coraz popularniejszy wśród Polaków. Prawie dwa razy więcej turystów

Ruch turystyczny do Wietnamu wyraźnie rośnie, a wśród odwiedzających coraz większą grupę stanowią Polacy. Dane za styczeń 2026 roku pokazują, że kraj w Azji Południowo-Wschodniej odwiedziło 17 240 turystów z Polski. To niemal dwa razy więcej niż rok wcześniej.

Prognoza pogody. IMGW wydał komunikat na najbliższe dni Wiadomości
Prognoza pogody. IMGW wydał komunikat na najbliższe dni

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej poinformował, że od Atlantyku, przez Półwysep Iberyjski, centralną Europę, po północ Rosji rozciągać się będą układy wysokiego ciśnienia. Resztę kontynentu obejmą aktywne niże z układami frontów atmosferycznych. Przeważający obszar kraju będzie w zasięgu klina wyżu znad południowej Skandynawii i Bałtyku, natomiast nad południowe rejony, z południowego zachodu nasunie się zatoka niżowa wraz z pofalowanym frontem atmosferycznym, związana z niżem znad Włoch. Z północy zacznie napływać powietrze arktyczne.

Niemieccy aktywiści domagają się zamknięcia szwajcarskich elektrowni jądrowych tylko u nas
Niemieccy aktywiści domagają się zamknięcia szwajcarskich elektrowni jądrowych

W obliczu rosnącego niepokoju o bezpieczeństwo energetyki jądrowej, Niemcy coraz głośniej domagają się wyłączenia szwajcarskich elektrowni atomowych (AKW) położonych blisko granicy. Studia i raporty podkreślają ogromne zagrożenia dla Badenii-Wirtembergii i całych Południowych Niemiec w przypadku awarii.

Amerykanie ruszyli po Lewandowskiego. Konkretna oferta na stole Wiadomości
Amerykanie ruszyli po Lewandowskiego. Konkretna oferta na stole

Amerykański Chicago Fire złożył konkretną ofertę Robertowi Lewandowskiemu. Trener Gregg Berhalter poleciał do Barcelony, by osobiście spotkać się z napastnikiem, jego żoną i agentem. Klub z MLS ma też pierwszeństwo w rozmowach - dopóki negocjacje trwają, inne zespoły ligi nie mogą rozpocząć starań o transfer.

Walentynki napędziły turystykę. Zakopane przeżywa prawdziwe oblężenie Wiadomości
Walentynki napędziły turystykę. Zakopane przeżywa prawdziwe oblężenie

Zakopane przeżywa walentynkowe oblężenie. Już od rana na popularnej zakopiance panował wzmożony ruch samochodowy, a w sobotę w mieście pod Giewontem trudno znaleźć wolne miejsce parkingowe. Na ulicach panuje tłok, a Krupówki są wypełnione spacerującymi parami

REKLAMA

Zielony Ład to ekonomiczne harakiri. Oto dlaczego

Klimatyści postawili nam na horyzoncie kolejny cel. Emisje CO2 muszą zostać zredukowane o 90 proc. do 2040 roku. Ambicje Unii Europejskiej stają się coraz bardziej wygórowane, ale w tym szalonym wyścigu Europa nie zauważyła, że... nikt się z nią nie ściga.
Pusta hala porośnieta roślinnością
Pusta hala porośnieta roślinnością / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Unia Europejska konsekwentnie zaostrza cele klimatyczne, dążąc do redukcji emisji CO₂ o 90% do 2040 roku, mimo rosnących kosztów i sprzeciwu części obywateli.
  • Od lat 90. UE rozwija coraz dalej posuniętą politykę klimatyczną – od Protokołu z Kioto, przez pakiet 3x20 i Fit for 55, aż po Europejski Zielony Ład i rozszerzenie systemu ETS.
  • Krytycy podkreślają, że transformacja klimatyczna w Unii opiera się na przymusie regulacyjnym, który podniesie koszty życia (np. przez ETS2), zamiast na zachętach i ekonomicznej opłacalności dla obywateli.

 

ETS ponad wszystko

W ciągu ostatnich dwóch dekad w hierarchii światowych priorytetów zaczęto coraz wyżej stawiać zagrożenie polegające na zmianach klimatu. Globalne ocieplenie i jego antropogeniczny charakter stało się priorytetem dla Unii Europejskiej. Uznano, że trzeba zrobić wszystko, by średnia temperatura w skali globu nie wzrosła o więcej niż 2 procent w porównaniu z epoką przedprzemysłową. Porozumienie dla ratowania planety zyskało swoisty immunitet nietykalności. Nawet pandemia i kryzys energetyczny z 2022 roku nie spowodowały zawieszenia systemu ETS. Unia nie zrobiła kroku wstecz, choć rosnące koszty i utrata konkurencyjności unijnych gospodarek sprawiły, że w gabinetach niektórych polityków zielone światełko zmieniło się na żółte.

Podniósł się alarm, ale nie ogłoszono bankructwa zielonej polityki. Przeciwnie – Unia Europejska w listopadzie wyznaczyła kolejny cel pośredni w drodze do neutralności klimatycznej. Redukcja emisji gazów cieplarnianych o 90 proc. do 2040 roku i przesunięcie zaledwie o rok wejścia w życie systemu ETS2 to przykład lekceważenia głosu tych obywateli, którzy nie chcą, aby transformacja klimatyczna odbijała się na ich stopie życiowej. Ale jak właściwie doszło do tego, że w dyskusjach o Unii Europejskiej nie sposób dzisiaj nie wspomnieć o zafiksowaniu na punkcie klimatu i ekologii? Korzenie odpowiedzi na to pytanie tkwią w latach dziewięćdziesiątych.

 

Inicjatywy dla klimatu

Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że pierwszym wiążącym celem klimatycznym Unii Europejskiej była redukcja emisji gazów cieplarnianych o 8 procent w całej Wspólnocie do 2012 roku. Takie zobowiązania wzięło na siebie 15 członków Unii, podpisując w grudniu 1997 roku Protokół z Kioto. By go wypełnić, ustanowiono mechanizm rynkowy polegający na handlu uprawnieniami do emisji. Tak zwany system ETS został wdrożony do unijnego prawa dyrektywą z 2003 roku i wszedł w życie dwa lata później, w 2005 roku. Polska była wtedy świeżo upieczonym członkiem Unii Europejskiej, a nasza gospodarka w około 90 procentach czerpała energię z węgla, co zwiastowało nie lada kłopoty.

Po upływie kolejnych dwóch lat, w marcu 2007 roku, polska delegacja poparła konkluzje Rady Europejskiej, w których Unia określiła swoje cele klimatyczno-energetyczne. Wspólnota zadeklarowała, że do 2020 roku zmniejszy emisję gazów cieplarnianych o co najmniej 20 procent, zwiększy udział OZE w wytwarzaniu energii do 20 procent i będzie zużywać 20 procent mniej energii – był to tak zwany pakiet 3x20. Na podstawie tych konkluzji, które nie były jeszcze prawnie wiążące, przygotowano Pakiet klimatyczno-energetyczny składający się z kilku dyrektyw i decyzji. Przyjęto go w grudniu 2008 roku, by wypełnić wspomniane cele 3x20.

I tak jak apetyt rośnie w miarę jedzenia, tak arytmetycznie wzrastały ambicje zielonych polityków. Ekologiczna rewolucja stopniowo się rozkręcała.

 

Podwoić wysiłki!

W październiku 2014 roku przywódcy państw członkowskich Unii Europejskiej

„uzgodnili najambitniejszą w skali światowej politykę klimatyczno-energetyczną do roku 2030”

– tak to wydarzenie określono na oficjalnej stronie Rady Europejskiej. Zatwierdzono wówczas ramy nowej polityki, której wyznacznikami stały się: redukcja emisji gazów cieplarnianych o 40 procent do 2030 roku, co najmniej 27-procentowy udział OZE w wytwarzaniu energii oraz 27-procentowy wzrost efektywności energetycznej.

Był to zatem dwukrotny wzrost, jeśli chodzi o redukcję emisji – z poziomu 20 procent podwyższono cel redukcyjny do 40 procent. Co za rozmach! Co więcej, w 2018 roku znowelizowano dwie dyrektywy i podniesiono poprzeczkę w innych obszarach. Do 2030 roku Unia miała już pozyskiwać z odnawialnych źródeł energii 32 procent prądu i zużywać o 32,5 procent mniej energii. Czy ktokolwiek przykładał wtedy wagę do tych pułapów, które brukselscy politycy wyrzucali jak karty z rękawa? Czy nie wydawały się one ludziom zbyt odległe i fantazyjne? Być może.

 

Porozumienie paryskie

W każdym razie unijne cele klimatyczne ciągle rosły, a „postępowcy” mieli dwie przesłanki, które utwierdzały ich, że mają rację i wszystko zmierza w dobrym kierunku. Po pierwsze sprzyjająca koniunktura gospodarcza po światowym kryzysie finansowym, a po drugie Porozumienie paryskie, które weszło w życie w listopadzie 2016 roku. W stolicy Francji światowi przywódcy postanowili, że będą dążyć do ograniczenia średniego wzrostu temperatury globalnej do poziomu znacznie niższego niż 2 stopnie Celsjusza względem epoki przedprzemysłowej, a najlepiej do 1,5 stopnia.

W dokumencie zapisano, że wszystkie kraje powinny dążyć do sformułowania „długoterminowych strategii rozwoju niskoemisyjnego”. Dlatego też w grudniu 2019 roku Komisja Europejska, stawiając się w roli prymusa, ogłosiła mapę drogową do osiągnięcia przez Unię neutralności klimatycznej, nieco wcześniej zaś Parlament Europejski przyjął rezolucję, ogłaszając kryzys klimatyczny w Europie i na całym świecie.
Tak powstał znany już wszystkim Europejski Zielony Ład, który ma sprawić, że Europejczycy będą żyli w

„nowoczesnej, zasobooszczędnej i konkurencyjnej gospodarce, która w 2050 roku osiągnie zerowy poziom emisji gazów cieplarnianych netto i w ramach której wzrost gospodarczy będzie oddzielony od wykorzystania zasobów naturalnych”

– to nie jest żart, to cytat z oficjalnego komunikatu KE.

Zapisano w nim także, że

„transformacja ta musi przebiegać zarazem w sprawiedliwy i sprzyjający włączeniu społecznemu sposób: na pierwszym miejscu należy stawiać ludzi i nie wolno tracić z oczu regionów, sektorów przemysłu i pracowników, którzy będą borykać się z największymi trudnościami”.

 

Fit for 55

Dzisiaj te słowa rozbrzmiewają echem pustej, nic nieznaczącej deklaracji. Papier przecież wszystko przyjmie.
Po upływie dwunastu miesięcy, pod koniec 2020 roku, Rada Europejska zgodziła się na podniesienie celu redukcji emisji gazów cieplarnianych z 40 do 55 procent w perspektywie do 2030 roku. Konkluzje nie są jednak wiążącym dokumentem prawnym, dlatego w lipcu 2021 roku przygotowano pakiet pod nazwą Fit for 55 (Gotowi na 55). W jego skład wchodziło 13 aktów legislacyjnych, które były przyjmowane w kolejnych latach, począwszy od 2023 roku, i dotyczyły najważniejszych sektorów gospodarki.

W ten sposób w ramach Fit for 55 Unia Europejska postanowiła do 2030 roku zredukować o 55 procent emisje gazów cieplarnianych, zmniejszyć zużycie energii o co najmniej 9 procent (w porównaniu do 2020 roku) i zwiększyć udział energii odnawialnej w miksie energetycznym do 40 procent. Przegłosowano też zakaz sprzedaży nowych aut spalinowych od 2035 roku i dyrektywę budynkową, zgodnie z którą wszystkie nowe budynki od 2030 roku powinny być bezemisyjne (publiczne już od 2028 roku), a istniejące budynki powinny zostać przekształcone w bezemisyjne do 2050 roku.

Częścią Fit for 55 jest także mechanizm dostosowania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO2, czyli CBAM, zwany potocznie „graniczną opłatą węglową”. W skrócie chodzi o to, żeby do towarów importowanych spoza Unii doliczać opłaty za emisję i w ten sposób wyrównać różnice cenowe.
Europejscy producenci muszą płacić za emisję CO2, kupując certyfikaty ETS, a importerzy towarów spoza Unii muszą kupić certyfikaty CBAM. Ma to chronić europejski rynek, zapewnić uczciwą konkurencję i przy okazji zapobiec „ucieczce emisji”.

 

Zielona owca

Jednym z najważniejszych elementów Fit for 55 jest jednak system ETS2. Obok wspomnianej dyrektywy budynkowej jest to najbardziej zielona owca w tym legislacyjnym stadzie. Dotychczas za emisje gazów cieplarnianych musiały płacić elektrownie, cementownie, huty – ogólnie przemysł energochłonny.
Od 2028 roku dołączy do nich transport drogowy i mieszkalnictwo. Oznacza to wyższe ceny benzyny, ropy, gazu, węgla, oleju opałowego, drewna, a więc wszystkiego, co emituje dwutlenek węgla. To ekonomiczne harakiri miało wejść w życie w 2027 roku, ale kraje członkowskie zdecydowały, że przesuną termin o jeden rok.

Polska wnioskowała co prawda o 3 lata, ale rząd i tak może być zadowolony. Dlaczego? Bo skutki ETS2 Polacy zaczną odczuwać dopiero po wyborach parlamentarnych. Politycznie jest to zatem sukces, choć ekonomicznie niewiele się zmienia. Unia postanowiła też zatwierdzić nowy cel pośredni: emisje do 2040 roku mają zostać zmniejszone o 90 procent.

 

Szantaż

Generalnie rzecz biorąc, problemem nie jest sama walka ze zmianami klimatycznymi, ale sposób, w jaki czynią to zieloni politycy. Unia nie stara się zachęcić obywateli do ekologii poprzez ekonomiczną opłacalność, ale pod przymusem.

Bruksela mówi – albo zamontujesz fotowoltaikę i pompę ciepła, albo zlikwidujemy ci piec węglowy i gazowy. Albo przesiądziesz się na elektryka, albo nie kupisz żadnego innego auta. Albo jesteś z nami, albo przeciwko nam.

[tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane