Szukaj
Konto

Magdalena Okraska: Baraki to miejsce, w którym widać, jak bardzo system zawodzi ludzi

25.11.2025 20:29
Magdalena Okraska
Źródło: Tygodnik Solidarność / rys. Barbara Sadowska
Komentarzy: 0
Moi podopieczni z baraku socjalnego zbuntowali się przeciwko dyktaturze grzejniczków elektrycznych. Uruchomili stare, nierozebrane jeszcze kafloki bez przeglądu kominiarskiego. Palą szmatami. W innym lokalu zamontowano kozę z rurą do komina – co prawda rękami zduna, ale bez zgody Zakładu Budynków Miejskich. Nawet nie, że tej zgody mieszkańcom odmówiono – po prostu nikt o nią nie występował.
Co musisz wiedzieć
  • Autorka ukazuje brutalną codzienność mieszkańców baraków socjalnych, gdzie bieda, alkoholizm, choroby i zaniedbanie tworzą środowisko życia poniżej jakichkolwiek standardów.
  • Podkreśla, że system pomocy społecznej nie tylko nie radzi sobie z tymi problemami, ale wręcz od lat nie próbuje zapewnić ludziom elementarnego bezpieczeństwa i godnych warunków mieszkaniowych.

 

Rewolucja piecowa

Listopad uderza pierwszym mrozem. Lokale socjalne pachną pleśnią, butwiejącymi liśćmi, wilgocią. Nie przykryje tego nawet zapach papierosów czy, rzadziej obecna, woń ciepłego domowego obiadu. To mieszanka wilgoci z odorem alkoholu. Teraz do tej palety dołączy dym. Ale to wcale nie tak źle, bo dym zwiastuje ciepło, którego nie daje reglamentowany samemu sobie prąd.

Każde drzwi to historia, także te, za którymi chwilowo nikt nie mieszka, bo niedawno umarł - albo dawno, ale lokale socjalne nie zawsze rotują w potrzebnym tempie. Niektóre z tych drzwi prowadzą do komórek, inne do niedrożnych toalet i pseudołazienek z zimną wodą. Bywa, że pod niedziałającym prysznicem trzyma się worek z ziemniakami.

Alkoholowa groza

Inne historie to opowieści o uzależnieniach, bo właściwie nie ma drzwi bez alkoholu. Za nimi zobojętnienie, niepokój, awantury albo ogromna samotność. Pluskwy śpią w oparciach foteli, szczeka pies. Schnie duży chleb krojony, do którego nic nie ma - ale nikomu to nie przeszkadza, bo alkohol powoduje, że niemal nie chce się jeść. Po korytarzu idzie się jak po potłuczonym szkle, na ugiętych nogach. Przy ataku padaczki alkoholowej sąsiada nawet nie wzywa się pogotowia, bo po co, zabiorą na izbę, a wracać by trzeba prawie 40 kilometrów.

W barakach socjalnych są też niepijące stare kobiety, ale tam nikt nie trafia przypadkiem ani przez pomyłkę, więc i one nie spadły z wysokiego konia. Zazwyczaj same kiedyś piły, a na pewno picie znają z domu, tego domu z kiedyś, z mężem czy ojcem albo bratem. Tych kobiet nie da się nabrać na nic, na dobre słowo też nie. Obiecywano im wszystko, oszukano zbyt wiele razy. Mają niską rentę, paczki żywnościowe z MOPS i spokój, przynajmniej, póki ktoś nie wezwie na barak patrolu. "Ja się ludźmi nie interesuję" - mówią.

Śmierć

Mieszkańcy baraków umierają od picia, umierają na niewykryte albo nieleczone raki, na sepsę, na wątrobę i trzustkę. Czasami z zimna. Mało która klepsydra podaje liczbę większą niż sześćdziesiąt lat. Za trumną idą mieszkańcy zasobu i ja. Czasem przyjedzie rodzina, która za życia podopiecznego raczej uważała, że pijak jest sam sobie winien, uroni łzę. Nikt nie ma czarnego stroju, ludzie są w czymkolwiek, baraki dawno porzuciły decorum. Nie noszą żałoby, bo by musiały jej nie zdejmować. Z kieszeni wystaje setka, za zdrowie nieboszczyka.

Baraki to miejsce, w którym wiem najsilniej, jak bardzo zawodzi ludzi system, który nie potrafi - i przede wszystkim nie chce - zapewnić im normalnego dachu nad głową, jacy by nie byli.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 25.11.2025 20:29
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 47/2025