Czarnek wskazywany jako kluczowa postać przyszłego układu władzy
Co musisz wiedzieć:
- Zdaniem autora Przemysław Czarnek staje się kluczową postacią PiS i realnym kandydatem na premiera.
- Dostrzega jego siłę polityczną w konsekwentnym odrzuceniu lewicowo-liberalnych norm i bezkompromisowej obrona konserwatywnych wartości.
- Ponadto Czarnek wyróżnia się, jego zdaniem odpornością na kryzysy, zdolnością do precyzyjnej narracji i tworzy potencjalny pomost do Konfederacji
Inteligentny barbarzyńca z PiS
Władzę trzeba sobie wyrąbać. W PiS jest to zadanie szczególne. Konieczne jest zyskanie przychylności walczących ze sobą frakcji – przynajmniej większości, umiejętne poruszanie się w świecie mediów, twarda gra z Koalicją Obywatelską, ale jednocześnie wystrzeganie się prymitywnych zagrywek w stylu posłów Dariusza Mateckiego czy Dominika Tarczyńskiego. Przy strywializowanej dziś polityce trudno zachować balans i być jednocześnie poważnym politykiem i showmanem, który potrafi podgrzać atmosferę.
Po wyprzedzeniu konkurentów, pokazaniu determinacji i gotowości do walki pozostaje jeszcze zyskać przychylność prezesa partii Jarosława Kaczyńskiego. Przy tego rodzaju decyzjach jest on zwykle pragmatyczny i stawia na najsilniejszego kandydata. Zanim to jednak nastąpi, poddaje ubiegającego się o najwyższe stanowiska polityka próbie – oznajmia, że jest faworytem. To na nowo uruchamia walki frakcji oraz uaktywnia kontrkandydatów. Przemysław Czarnek już te słowa usłyszał. Jego rywale przyjęli to jako własną porażkę i już knują.
- Komunikat dla mieszkańców woj. podkarpackiego
- Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy
- Łódzkie: 16 tys. gospodarstw domowych bez prądu. PGE wydało komunikat
- Likwidacja 800 plus oraz 13. i 14. emerytury. Petycja trafiła do Sejmu
- KRUS wydał komunikat dla rolników
- PKO BP wydał pilny komunikat dla swoich klientów
- Stanowski odpowiada Schnepf po decyzji sądu: „Wciąż nie pamięta pani swojej roli”
- Komunikat dla mieszkańców woj. małopolskiego
- W turbinach wiatrowych wykryto rakotwórczy azbest
- Burza w "Tańcu z gwiazdami". Ostra reakcja po finale
- Artykuł przypisujący współsprawstwo Holokaustu Polakom i Żydom pojawia się i znika ze strony Fundacji im. Gerdy Henkel
Nie wy jesteście elitą
Jego siłą jest to, że jako jeden z niewielu poważnych polityków PiS nie zabiega o akceptację lewicowo-liberalnego salonu. Raczej drwi z niego i ostentacyjnie uznaje jego przedstawicieli za ludzi pozbawionych zdrowego rozsądku, a w większości także inteligencji. Nie boi się wchodzić w zwarcie, bo świetnie radzi sobie zarówno w starciu z prorządowymi dziennikarzami, jak i z politykami obozu przeciwnego. I to zarówno w szybkiej wymianie zdań, jak i poważniejszym sporze na argumenty. Potrafi więc wykrzyczeć Włodzimierzowi Czarzastemu komunistyczną przeszłość, nazwać premiera Donalda Tuska klaunem, media publiczne „szambem kłamstwa”, a jednocześnie z wyjątkową precyzją punktować politykę rządu. W Kanale Zero najpierw zupełnie nie radził sobie z nim Robert Mazurek. Na nic zdała się odsiecz Krzysztofa Stanowskiego, a do dyskusji włączył się wiceminister nauki Maciej Gdula i on został rozłożony na łopatki. Polityk PiS górował wiedzą.
Prof. Czarnek z zasady kwestionuje lewicowy system wartości, uznając go za zły i szkodliwy. Nie próbuje się przypodobać mainstreamowi, nie relatywizuje własnych przekonań i nie udaje kogoś innego, niż jest. Można powiedzieć, że nie wchodzi na boisko przeciwnika, ale zawsze stara się grać na swoim. Wiąże się to oczywiście z dużym poczuciem własnej wartości, co często jest odbierane jako arogancja, bezczelność czy buta, jednak wcale nie działa to na niekorzyść wiceprezesa PiS. Wręcz przeciwnie, uodparnia go na opinie lewicowych dziennikarzy i publicystów, którzy roszczą sobie prawo do przesądzania, kto jest bohaterem pozytywnym, a kto czarnym charakterem. Czarnek mniej lub bardziej ironicznie kpi z ich sądów. Traktuje z mieszaniną pobłażania, wyższości i drwiny. Dlatego tak bardzo jest przez nich nielubiany.
Twardy zawodnik
Ta mieszanina nonszalancji i rzadkiego u profesorów zuchwalstwa jest znakiem rozpoznawczym konserwatywnej kontrrewolucji, która wkracza także do Polski. W świecie mediów, ekspertów, naukowców oraz artystycznych elit opanowanych przez neomarksistowską ideologię i takowy język jedyną skuteczną bronią prawicy jest wyjście poza te ramy. Przywracanie słowom pierwotnych znaczeń, a zjawiskom społecznym odpowiedniej rangi.
Bardzo jaskrawo było to widać w czasie, gdy Przemysław Czarnek był ministrem edukacji. Starał się nadać szkole należną rolę w kształtowaniu u młodych ludzi świadomości obywatelskiej oraz polskiej tożsamości. Te dwa czynniki nieodłącznie prowadzą do postaw patriotycznych, które są kluczowe dla budowania siły państwa narodowego. Lewica doskonale to zrozumiała i wpadła w furię. Czarnek atakowany był za wszystko: podręcznik do historii i teraźniejszości, podniesienie rangi lekcji religii czy wreszcie przywracanie w szkołach cnót niewieścich, czyli absolutnie wymyślonej historii. Ówczesny minister nigdy o tym nie mówił, ale kłamstwo powtórzone wiele razy stało się niemal prawdą i słowa te przylgnęły do polityka PiS. W ten sposób dorobiono mu gębę człowieka radykalnego i zacofanego.
Pod prąd
Istotne było to, że nie bał się konfrontować z lewicowymi dogmatami, które w dziedzinie edukacji są niezwykle mocne oraz mają wyjątkowo duże znaczenie dla kształtowania społeczeństwa. Przykładem jest spotkanie zorganizowane w Ministerstwie Edukacji Narodowej i Nauki wiosną 2023 roku poświęcone kondycji psychicznej uczniów szkół średnich. Obecni na sali psychologowie oraz uczniowie alarmowali o coraz częstszych przypadkach depresji oraz prób samobójczych młodych ludzi. Receptą miało być zwiększenie liczby psychologów w szkołach, poradni, konsultacji, czyli objęcie jak największej liczby młodzieży opieką. Podejście takie od zawsze forsuje lewica, ponieważ uważa, że jak największa część społeczeństwa – a najlepiej całe – powinna zostać poddana terapii.
Prof. Czarnek przez chwilę przysłuchiwał się dyskusji, aż wreszcie ewidentnie zirytowany przerwał, mówiąc, że nie należy leczyć skutków, ale zlikwidować przyczyny. Droga do polepszenia sytuacji miała prowadzić przez przywracanie prostego i tradycyjnego systemu wartości, wyprowadzenie ze szkół ideologii kwestionujących prawa biologii i nauki oraz przez sport. Minister nie odmawiał oczywiście pomocy osobom jej potrzebującym, ale priorytety postawił zupełnie gdzie indziej. Bynajmniej nie tam, gdzie życzyliby sobie tego obecni na spotkaniu psychologowie oraz środowiska lewicowe.
Terapia lekiem na... rodzinę?
Ta historia doskonale pokazuje fundamentalną różnicę między konserwatystami a liberałami i lewicą. Dla prawicy tradycja, rodzina, religia, tożsamość jest siłą, która kształtuje młodego człowieka i zabezpiecza go przed niebezpieczeństwami pojawiającymi się podczas wchodzenia w dorosłość. Przystosowuje go także do wzięcia odpowiedzialności za siebie, rodzinę i kraj. Postępowcy uważają dokładnie odwrotnie – tradycyjne społeczeństwo ciemięży jednostkę, odbiera mu prawo wyboru i niszczy jego indywidualność. Przez to staje się ona ofiarą opresyjnej zbiorowości. Za niepowodzenia jednostki odpowiada więc społeczeństwo, indywidualna wina właściwie więc nie istnieje. Człowiek, aby stać się wolnym, musi się wyzwolić z narzuconych przez Kościół, narodową tożsamość i rodzinę reguł. W tym najlepiej pomagają terapie, które zawsze źródeł traum szukają w przytłaczającej rodzinie. Przemysław Czarnek jest jednym z niewielu polityków, który w tak drażliwych kwestiach nie boi się przeciwstawiać lewicowym przekonaniom, choć większość elit uznaje za oczywiste.
Nie odpuszczać
Istotną cechą wiceprezesa PiS jest umiejętność zachowania zimnej krwi w czasie kryzysu. Pierwszy raz było to widoczne podczas kampanii prezydenckiej, gdy ekipa Donalda Tuska odpaliła sprawę kawalerki rzekomo przejętej przez Karola Nawrockiego. Sztab wspieranego przez PiS kandydata zupełnie się pogubił.
Przemysław Czarnek, choć podobno wściekły na Nawrockiego i jego najbliższych współpracowników, wziął na siebie znaczną część odpowiedzialności. Na konferencji krok po kroku wyjaśnił przebieg zdarzeń i w dużej ograniczył skutki ataku. Odsunął na bok kwestie prywatnych ambicji, wszak konkurował z obecnym prezydentem o nominację.
Drugi raz zdarzyło się to po opisaniu afery ze sprzedażą przez rząd PiS działki pod CPK. Gdy wszyscy niemal politycy Prawa i Sprawiedliwości bili się w piersi, przepraszali, dziękowali mediom za ujawnienie prawdy i zrzucali winę jeden na drugiego, były minister edukacji zachował zimną krew. Śmiało stwierdził, że żadnej afery nie ma, a jeśli gdzieś wystąpiły nieprawidłowości, to już w obecnym kierownictwie CPK i KOWR. Chronologicznie i precyzyjnie przedstawił przebieg wydarzeń, co w dużej mierze przekierowało uwagę opinii publicznej na obecny rząd. Najszybciej chyba w PiS zrozumiał, że była to operacja dezinformacyjna, bliźniaczo podobna do sprawy kawalerki czy tzw. afery wizowej.
Dwa oblicza
Widoczny w mediach i podczas debat wizerunek fightera nieco zmienia się podczas spokojnej rozmowy. Przemysław Czarnek potrafi być jednocześnie precyzyjny i ironiczny. Nigdy ostro nie atakuje Sławomira Mentzena, a o Krzysztofie Bosaku wiele razy wypowiadał się bardzo pozytywnie. Przez to nie budzi niechęci w Konfederacji, co może być szczególnie istotne w kontekście ewentualnych rozmów koalicyjnych. Jeśli ktoś dziś jest w stanie złagodzić nastroje w obu prawicowych partiach, to jest to prawdopodobnie właśnie Czarnek.
Choć umiarkowani wyborcy ciągle widzą w nim radykała, to na prawicy zyskuje opinię polityka przede wszystkim racjonalnego i skutecznego. Takiego, który nie obraża się na rzeczywistość. Nigdy nie pokazał publicznie żalu, że to nie on wystartował w wyborach prezydenckich, ani razu nie wdawał się także w dyskusje o wewnętrznych sporach w PiS.
No i – jak twierdzą jego współpracownicy – znów zaczął się odchudzać. Znów, ponieważ wcześniej kilogramy zrzucał, gdy rozważany był jako kandydat na prezydenta.
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]




